niedziela, 20 marca 2016

Rozdział XXVI Rodzinny Portret

Dobry Wieczór! Długo mnie tu nie było i bardzo się stęskniłam!
Tym razem nie będę przepraszała za moją obecność, choć bardzo
chcę to zrobić. Nienawidzę popełniać błędów, nie znoszę, kiedy 
coś mi nie wychodzi, ale tym razem nic nie zależało ode mnie. 
Aktualnie zaczął mi się trzeci tydzień egzaminów, ostatnich 
szkolnych egzaminów w tym roku. Jest to bardzo ważny tydzień, 
na który musiałam się dobrze przyszykować. Może to dla Was 
dziwnie brzmieć, bo w Polsce nie ma czegoś takiego jak tydzień
egzaminów. Nie wspominałam o tym wcześniej, ale już prawię 
połowę swojego życia mieszkam za granicą i szkoły tutaj bardzo
się różnią od tych w Polsce. W tym roku na przykład nie mam żadnych
testów, czy też kartkówek. Mam same egzaminy. Tylko i wyłącznie egzaminy. 
Zaczął mi się trzeci i ostatni tydzień egzaminów szkolnych. W maju 
za to będę pisała egzaminy centralne. Jest to bardzo skomplikowane, 
więc nie będę się tutaj rozpisywała ;p Jeśli ktoś ma pytania, to z chęcią
na nie odpowiem. Wracając jednak do tematu, mam nadzieję, że rozumiecie
to, że musiałam odstawić bloga na pewien czas. Jest to bardzo ważny 
okres w moim życiu, w którym okaże się, jak będzie wyglądała moja 
przyszłość i naprawdę nie chcę zmarnować tej szansy. Nie zawiesiłam 
bloga, nie zrobię tego teraz ani nie planuję zawieszania go w przyszłości. 
Może się jednak zdarzyć, że zniknę na tydzień lub dwa, zwłaszcza w ciągu
tych następnych dwóch miesięcy. 
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba. Nie oszałamia długością, 
ale przerwa dała mi szanse na odzyskanie motywacji i inspiracji, 
która trochę się wyczerpała, więc jakość powinna Wam to wynagrodzić :)
Starałam się pisać rozdziały regularnie, nie licząc się z tym, ile mnie to kosztowało. 
Przez to mogłam nie wkładać w to tyle miłości, ile wcześniej,
 co jest najgorszą rzeczą, jaką autor(ka) mogłaby zrobić. Nie będę już przedłużała. 
Miłego czytania! 

P.S.  Na wszystkie wasze wszelkie pytanie odpowiem na https://ask.fm/PannaPotter777
        lub w komentarzach, które bardzo zmotywowały by mnie do pisania! Z chęcią też 
        zapoznałabym się z waszą opinią i spostrzeżeniami na temat mojego opowiadania.
       Krytyka zawsze mile widziana, o ile zostanie uzasadniona!  
        






Wchodząc do Wielkiej Sali zauważyłam zmianę. Nie chodziło o wygląd, tylko o ludzi. Uśmiechali się. Podchodzili do mnie i się witali, pytając jak minęły mi ferie. Nie towarzyszyły mi już szepty i dziwne spojrzenia uczniów, tak jak na początku. Może to dzięki Gwardii Dumbledore'a? A może ludzie już przywykli do tego, że Chłopiec Który Przeżył ma siostrę? Nie miałam pojęcia.
- Harry! - zawołał ktoś za naszymi plecami.
Harry, Ginny, Hermiona, Ron i Ja obejrzeliśmy się za siebie.
W naszym kierunku biegła Cho. Przytuliła się do mojego brata i pocałowała go nieśmiało w policzek.
Kątem oka zauważyłam, że Ginny zaciska dłonie w pięści.
- Cześć Cho! Jak minęły Ci święta?
- W porządku... Wiesz, mama mimo problemów jakoś zdołała się pozbierać - mruknęła.
- Och... To chyba dobrze.
Musiałam się bardzo starać, aby nie wybuchnąć śmiechem. Sama nie byłam ekspertem w tych sprawach, co w tej chwili wydawało się to być czymś rodzinnym. W porównani z Harrym, potrafiłam się o wiele lepiej odnaleźć w towarzystwie... Tej specjalnej osoby.
- Kiedy kolejna lekcja? - wyszeptała, upewniając się, aby nikt jej nie usłyszał.
- Dziś wieczorem - odparł - powtórz wszystkim.
Cho skinęła głową i odeszła do stołu swojego domu.
- Jakiego zaklęcia będziesz nas dzisiaj uczył, Harry? - spytała Ginny.
- Zaklęcia tarczy i chcę zacząć uczyć was oszałamiania - odpowiedział i zajął miejsce obok Rona, który patrzył tęsknie na pełne półmiski i talerze.
- W takim razie mam nadzieję, że Cho zgodzi się być ze mną w parze - mruknęła mi do ucha ruda.
Na szczęście Harry był już pogrążony w rozmowie z jej bratem.
Parsknęłam śmiechem i dosiadłam się do reszty.
Podczas przemowy dyrektora nie mogłam się powstrzymać i zerknęłam w stronę stołu Ślizgonów.
Niemal od razu go znalazłam, żałując, że w ogóle tam zerknęłam.
Draco siedział między Teodorem a Pansy, której dłoń była spleciona z jego dłonią. Nie mogłam w to uwierzyć. Gdyby Malfoy od razu by mi powiedział, że z nią nie zerwie, to uszanowałabym to i wycofała się. On jednak zapewniał mnie, że ona nic dla niego nie znaczy i że z nią zerwie. Byłam wściekła.
W pewnej chwili Draco podniósł wzrok. Kiedy tylko mnie zobaczył, wyswobodził dłoń z uścisku Pansy. Starając się wyglądać na obojętną, obdarzyłam go ostatnim spojrzeniem i wróciłam do słuchania Dumbledore'a.
- Na koniec chciałbym dodać, że w tym semestrze będziemy musieli być bardziej ostrożni, biorąc pod uwagę to, co dzieje się poza szkołą. Dlatego cisza nocna będzie zaczynała się już o ósmej wieczorem. Byłbym wdzięczny, gdyby każdy przestrzegał zasad i od ósmej pozostawał już w swoich dormitoriach lub pokojach wspólnych. Radziłbym też, aby uczniowie nie chodzili sami poza murami szkoły, zadbajcie więc, aby każdy miał przy sobie kolegę lub koleżankę. Z resztą informacji będziecie mogli się zapoznać w waszych pokojach wspólnych.
- Ehm, ehm...
- Tak, Pani Umgridge?
Wzrok każdego ucznia przeniósł się na różową ropuchę, która już podnosiła się z miejsca i zmierza w stronę dyrektora.
- Bardzo się cieszę, że dyrektor tak dba o bezpieczeństwo uczniów o szkoły. Jest to bardzo ważne. Jednak nie widzę powodu, aby wszczynać panikę. Wszyscy dobrze wiemy, że poza szkołą nic Wam nie grozi. Rozumiem, że plotki krążące po świecie czarodziejów mogą wzbudzać w Was niepokój i że te środki ostrożności mają wam zapewnić komfort i poczucie bezpieczeństwa, ale zapewniam, że nic złego się nie dzieje. Oczywiście skonsultuję się z Panem Ministrem, jak można uspokoić naszych uczniów tak, aby ich nie zastraszać - Umbridge wymownie spojrzała na dyrektora i wróciła na swoje miejsce.
Nikt nie klaskał, nic nic nie mówił. W Wielkiej Sali panowała idealna cisza. Dobrze wiedziałam, co każdy myślał. Ta kobieta powinna zniknąć z tej szkoły i to jak najszybciej.
- Smacznego! - zawołał wesoło Dubledore.
W tej chwili rozległy się wiwaty i śmiechy.

 Po powitalnym obiedzie wszyscy rozeszli się po zamku. Nie wiedzieć czemu, koło szóstej w Pokoju wspólnym pojawiła się nowa wiadomość od dyrektora. Wszyscy pchali się w stronę tablicy informacyjnej.
- Drodzy uczniowie. Zajęcia zaczną się dopiero we wtorek. Do tego czasu, grono nauczycielskie oczekuje od was powtórzenia materiału i przygotowania się na lekcje, SUM'y już niedługo - przeczytała na głos Hermiona, która jako pierwsza stanęła przed tablicą.
- Ale dlaczego? - zdziwił się Sean, stojący tuż za mną.
- Podsłuchaliśmy to i owo - odezwali się jednocześnie Fred i George.
wszyscy zwrócili się w ich stronę.
- Dumbledore odwiedził Umbridge w jej gabinecie. Staruszek może jest miły, ale jak chce, to potrafi się wydrzeć... W każdym razie, on i ropucha udadzą się jeszcze dziś do Londynu, aby odbyć "ważną rozmowę" z Ministrem. Uważa, że Umbridge za bardzo ingeruje w sprawy szkoły - powiedział George.
- Dopóki nic nie ustalą, nauczyciele nie za bardzo wiedzą, co mają robić, bo oczekiwania Dumbledore'a różnią się od rozkazów ropuchy, a dobrze wiemy, że ona może się ich stąd pozbyć i to bardzo łatwo, więc wszystko stoi w bezruchu. We wtorek wszystko ma się wyjaśnić - dodał Fred.
Nikt nie za bardzo wiedział czy się cieszyć, czy też martwić. Trzy dni wolnego były bardzo kuszące, ale przecież każdy mógł się domyślić, że to Dolores Umbridge ma dobre układy z Korneliuszem. Czy dyrektorowi Hogwartu uda się go przekonać, aby wydał tej wstrętnej babie rozkaz opuszczenia szkoły?
Nagle wpadłam na pewien pomysł.
- Hermiono, mogłabyś odwrócić uwagę Harry'ego, aż do spotkania G.D. ? - szepnęłam do przyjaciółki.
- Coś się stało? - spytała przyglądając mi się uważnie.
- Nie, ale muszę coś zrobić.
Hermiona skinęła głową.
Przecisnęłam się przez tłum uczniów, nadal zgromadzonych się przy tablicy ogłoszeń i pobiegłam do dormitorium. Wyciągnęłam pośpiesznie pióro i pergamin z kufra, aby następnie napisać krótką wiadomość.



Upewnij się, żeby w Pokoju Wspólnym nikogo nie było. 
15 minut, nie więcej. 

                                                                                                            T. 

Wyciągnęłam różdżkę z tylnej kieszeni spodni i wysłałam wiadomość. Kiedy znowu zeszłam na dół, wszyscy już wrócili do wcześniejszych zajęć. Zerknęłam w stronę kominka. Siedzieli przy nim moi przyjaciele. Harry na szczęście zajął fotel stojący tyłem do mnie, więc nie mógłby się zorientować, gdybym wyszła z Wierzy Gryffindoru. 
Zachowując pozory, przeszłam przez portret a następnie popędziłam schodami w dół. Miałam półtorej godziny do ciszy nocnej i do spotkania G.D. Powinnam zdążyć. 
Naciągnęłam kaptur bluzy na głowę, schodząc do lochów, aby nikt mnie nie poznał na pierwszy rzut oka. Zawahałam się stojąc przed przejściem, ale w końcu podałam hasło i przejście się otworzyło. 
Nikogo nie było. Salon był pusty. Przebiegłam na palcach drogę prowadzącą do odpowiednich drzwi i zapukałam cicho. Zaledwie po paru sekundach ktoś je otworzy i po chwili stałam już w objęciach Dracona. Nie puszczając mnie zamknął drzwi. 
- No cześć, Potter - mruknął. 
- Malfoy - zaśmiałam się, czując, jak cała złość mnie opuszcza. 
To był mój Draco. 
Blondyn odsunął się wreszcie, aby móc na mnie spojrzeć, jednak w jego oczach nie dostrzegłam wesołych iskierek, których się spodziewałam. 
- Wszystko w porządku? - spytał. 
- Tak, chciałam się z tobą zobaczyć - odparłam. 
- No wreszcie! - zawołał ktoś z dalszej części pokoju. 
Wyjrzałam zza ramienia Dracona i zobaczyłam Blaise'a, siedzącego na kanapie razem z Teodorem. 
Wyminęłam Malfoya, aby się z nimi przywitać. 
- Nudno nam było bez ciebie - jęknął teatralnie Blaise, zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku. 
- Mam taką nadzieję - parsknęłam. 
Po chwili stałam już w uścisku o wiele wyższego ode mnie Teodora. 
- A ja mam nadzieję, że pod naszą nieobecność nic Ci się nie działo. 
- Byłam grzeczna.
- Kiedy dostałem twój liścik, pomyślałem, że coś się stało - przerwał nam Draco, opierając się o filar łóżka.
- Mam sprawę - przyznałam się w końcu.
Postawa Dracona dołowała mnie coraz bardziej, więc przeszłam do rzeczy.
- O co chodzi?
- Wy zapewne też dostaliście notkę o tym, że zajęcia zaczynają się dopiero we wtorek.
- Owszem - przytaknął blondyn.
Opowiedziałam im o tym, co powiedzieli Weasley'owie w Wierzy Gryffindoru.
- Myślisz, że Umbridge chce przejąć szkołę? - zapytał Teodor.
- Wszystko na to wskazuje.
- Co chcesz z tym zrobić? - odezwał się w końcu Draco, nie okazując zbytnio zainteresowania, co jednak starałam się ignorować.
- Zastanawiałam się nad tym. Nie możemy pozwolić, aby ministerstwo zaczęło kierować Hogwartem. Wpadłam więc na pewien pomysł. Co gdybym użyła mocy na Umbridge, kiedy wróci? Sam mówiłeś, że jeśli będę ćwiczyć, będę mogła kontrolować ludzkim umysłem. Zostały trzy dni do jej powrotu, powinnam się wyrobić, ale będę potrzebowała twojej pomocy - zwróciłam się do Malfoya.
On za to wymienił spojrzenie ze swoimi przyjaciółmi.
Blondyn westchnął głęboko i podszedł do mnie.
- Nie uważasz, że to śmieszne? Ona przecież nie robi nic złego, stara się tylko naprawić błędy, które...
- Słucham? - przerwałam mu, tracąc już kompletnie nadzieję na normalną rozmowę.
- Talia...
- Nie. Nie wierzę, że to powiedziałeś. Czy ty nie widzisz co ona wyprawia? - oburzyłam się.
- Owszem, jej środki są drastyczne, ale przypomnij sobie swoje pierwsze lekcje ze mną. Bolało Cię, byłaś zmęczona, ale przynosiło to skutki, a to chyba najważniejsze - powiedział, niewzruszony.
- Hogwart nie potrzebuje zmian, ani tej ropuchy - syknęłam.
Blaise i Teodor patrzyli na nas z zakłopotaniem.
- Cóż, ta ropucha przyjęła mnie do brygady inkwizycyjnej - odparł.
- CO?! - wrzasnęłam.
Tego już było za wiele. Co do cholery się z nim działo?
- Ciszej, ktoś Cię może usłyszeć.
- Szkoda, że Merlin mnie nie usłyszał, bo jego pomoc by mi się przydała. Tobie z resztą też.
- Talia, przestać - powiedział, chcąc mnie objąć, ale cofnęłam się do tyłu.
- Co się z tobą dzieje, Draco? - spytałam.
Miałam ochotę się rozpłakać.
Chłopak patrzył mi w oczy, chcąc coś powiedzieć. Już otwierał usta, ale zaraz je zamknął.
- Nic.
Smutek, który na chwilę zagościł w jego oczach zniknął. Zastąpił go chłód i obojętność.
- Nic się ze mną nie dzieje. Uważam po prostu, że trochę przesadzasz. Poczekaj jeszcze trochę. Jeśli Umbridge zrobi coś głupiego do następnej niedzieli, pomogę Ci, dobrze? - powiedział w końcu.
- Dobrze - odpowiedziałam.
Nie takiej odpowiedzi oczekiwałam, ale biorąc pod uwagę to, jak się zachowywał, mogłam uznać to za zwycięstwo.
- Jesteś zła? - spytał.
- Skąd - prychnęłam.
I wtedy stało się coś bardzo niefortunnego.
Drzwi od dormitorium się otworzyły i zanim zdążyłam zareagować, stanęła w nich Pansy. Zatkało mnie.
- Nie zamknąłeś drzwi?! - jęknęłam, nie za bardzo wiedząc co robić.
Draco wywrócił tylko oczami.
- Co ona tutaj robi?! - wrzasnęła Pansy, wchodząc do pokoju.
- Pansy, drzwi są po to, aby pukać - odparł Draco.
- Co tu robi ta przybłęda?! - krzyknęła jeszcze głośniej.
Nie mogłam już wytrzymać.
- No, powiedz jej. Czemu tutaj jestem? - zwróciłam się do arystokraty.
- Serio? Właśnie teraz masz zamiar....
- Wiesz co? Daruj sobie - syknęłam, chcąc wyjść z sypialni Ślizgonów, ale Draco mnie zatrzymał.
- Dracuś! Co się tutaj dzieje? - pisnęła nowo przybyła.
- Właśnie mieliśmy naszą pierwszą kłótnię, jako para - rzuciłam gorzko, wyrywając ramię z uścisku Dracona.
Ślizgonka zamachnęła się na mnie, lecz złapałam jej żałosną rączkę i wykręciłam tak, że stała teraz do mnie tyłem, piszcząc z bólu.
- Zły ruch, laleczko - warknęłam, nie dając jej się wyrwać.
Każdy jej ruch powodował większy ból, o czym szybko się przekonała i przestała się miotać.
- DRACO! ZRÓB COŚ!
- Talia, puść ją! - zawołał Teodor.
- Talia... - zaczął Draco, a Blaise już zmierzał w moją stronę.
- Mam ją od tak puścić? Nie uważasz, że powinniśmy coś z nią zrobić?
- Sugerujesz, że wypadałoby usunąć jej pamięć? - spytał Draco.
- Brawo geniuszu.
- Co wam odbiło?! - jęknęła Parkinson, a po jej policzkach pociekły łzy.
- Och, proszę Cię - prychnęłam, odwracając ją przodem do siebie.
Zanim zdążyła coś powiedzieć, spojrzałam jej głęboko w oczy i nawiązałam kontakt.
Dziewczyna niemal od razu osunęła się na podłogę. Odetchnęłam z ulgą, masując sobie skronie.
- Miałaś usunąć jej pamięć, a nie sprawić, żeby straciła przytomność - zauważył Blaise.
- Jej piski są nie do wytrzymania - odrzekłam.
- Usuń jej pamięć - rzekł Draco, klękając przy nieprzytomnej Pansy.
Powstrzymując się od złośliwego komentarza, zrobiłam to samo i położyłam dłoń na czole dziewczyny.
- Skup się - szepnął blondyn.
Wzięłam głęboki wdech, następnie wypuściłam powietrze przez usta. Zamknęłam oczy i skupiłam swoją moc na umyśle Pansy.
- Już? - szepnęłam po dłuższej chwili.
- Nie mam pojęcia - odrzekł Draco - Idź do łazienki i zostań tam na chwilę. Ja spróbuję ją obudzić.
Bez słowa podniosłam się z podłogi ruszyłam w stronę łazienki. Zostawiłam je minimalnie uchylone, aby móc wszystko słyszeć.
Długo nic się nie działo, aż w końcu doszło do mnie ciche westchnięcie.
- Draco? - wystękała Ślizgonka.
- Jak się czujesz? - spytał.
- Dziwnie... Co ja tu robię?
- Siedzieliśmy w salonie, kiedy jakiś pierwszoroczniak zaczął bawić się tymi śmieciami od Weasley'ów. Trafił się jakimś badziewiem.
- Nic z tego nie pamiętam.
- Chodź, zaprowadzę Cię do dormitorium - zaproponował Draco.
Po chwili rozległ się dźwięk zamykanych drzwi.
Wyszłam z łazienki. Blaise i Teodor spojrzeli na mnie z niepokojem.
- Nie przejmuj się - powiedział w końcu Blaise obejmując mnie ramieniem.
Teodor poszedł do barku, sięgając po trzy szklanki.
Z całych sił starałam się nie rozpłakać. To było żałosne. Jak mogłam płakać z tak absurdalnego powodu? Czy tak właśnie wyglądały "związki" ?
- Nie mam pojęcia co mu odbiło - jęknęłam, nie mogąc już nic dostrzec przez łzy.
Blaise poprowadził mnie do kanapy, a Teodor podał szklankę z trunkiem.
- Draco jest....- zaczął ciemnoskóry.
- Specyficzny - dokończył drugi.
- Nic mnie to nie obchodzi. Zachował się jak palant. W dodatku nadal... A zresztą... Nie ważne
Pociągnęłam spory łyk ze szklaneczki, krzywiąc się przy tym.
- Co ty mi dałeś? - zwróciłam się do Teodora z kwaśną miną.
- Coś na tyle mocnego, aby Ci pomogło - parsknął
Wzięłam kolejny łyk i zaczęłam się rozglądać po pokoju. Nigdy tak naprawdę nie mogłam w pełni skupić się na tym, jaki był piękny. Moją uwagę przykuły liczne zdjęcia, wiszące na ścianach. Były to zdjęcia rodzinne. Najpierw obejrzałam te Dracona. Na większości z nich widniała jego matka, było też kilka z jego dziadkami i jedno zdjęcie jego ojca. Zdjęcia Blaise'a były bardziej różnorodne. Na każdym zdjęciu pozował z kimś innym. Największe z nich pokazywało przepiękną dziewczynę o długich, czarnych jak smoła włosach. Uśmiechała się dumnie z podniesioną głową, a w jej brązowych oczach błyskały wesołe iskierki.
- To moja siostra - wytłumaczył Blaise.
- Masz siostrę? - zdziwiłam się.
- Tak. Uczy się w domu, bo rodzice boją się ją gdziekolwiek puścić. Jest ich największym skarbem, księżniczką. Właśnie dlatego spędziła całe swoje życie w domu. Jest młodsza ode mnie o dwa lata - opowiedział, wpatrując się w portret z uśmiechem.
- Dla ciebie też jest bardzo ważna - stwierdziłam.
- Najważniejsza - odrzekł.
Nie wiedzieć czemu, widok takiego Blaise'a poprawił mi humor. Przynajmniej on potrafił okazywać uczucia.
Ruszyłam dalej, do zdjęć wiszących przy łóżku Teodora. Od razu zwróciłam uwagę na zdjęcie w bardzo starej, pozłacanej ramce. Wydawało mi się dziwnie znajome, jakbym już je kiedyś widziała.
Dwoje małych chłopczyków, jeden starszy od drugiego, siedzieli na średnich rozmiarów kanapie, wyłożoną purpurowym aksamitem. Uśmiechali się szeroko. Nagle mnie olśniło.
- Takie samo zdjęcie wisiało w domu moich ostatnich rodziców... - zawołałam, lecz entuzjazm szybko mnie opuścił.
Teodor zerwał się z kanapy, w jego oczach widoczna była panika.
- Teodor?
Chłopak długo się wahał. W końcu jednak westchnął głęboko i podszedł do mnie, nie spuszczając wzroku ze zdjęcia.
- To ty, prawda? Ty i twój braciszek. - spytałam.
- Tak - przyznał cicho.
- Czemu to zdjęcie wisiało u mojej ostatniej rodziny zastępczej?
Teodor spojrzał na mnie, miał wymalowaną bezsilność na twarzy, zupełnie jakby się poddał.
- Bo to był dom mojej cioci i wujka.
W tej właśnie chwili dostrzegłam zdjęcie pary, która się mną opiekowała. Miałam kompletną pustkę w głowie. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam co robić. Czy on rzeczywiście to powiedział? Czy te słowa naprawdę wyszły z jego ust?
- Słucham?
- Zostałaś adoptowana przez mojego wujka i ciotkę.
- Wiedziałeś o tym?
- Tak.
Sięgnęłam po moją szklankę i dopiłam resztę ciemnego płynu.
- Dlaczego nic mi nie powiedziałeś? - spytałam, a mój ton już nie był taki przyjazny.
- Masz wszelkie prawo, aby być zła - odparł - Ale uwierz mi, nie wszystko jest takie proste.
- Żartujesz sobie ze mnie? Ty mi mówisz, że nie wszystko jest takie proste? Mi? Cóż, wybacz, jeśli Cię rozczaruję, ale już to wiem - syknęłam.
- Nie chodzi mi o to...
- Jesteś moim kuzynem i ukrywałeś to cały czas. Nic w tym skomplikowanego.
- Kryje się za tym o wiele więcej, niż mogłabyś sobie wyobrazić - powiedział z zaciśniętymi powiekami.
- Wiesz, mam już dosyć tego wszystkiego. Już raz ktoś coś przede mną ukrywał "dla mojego dobra", nie chcę znowu przez to przechodzić. Nie mam już na to siły - rzekłam.
- Talia, wiem, że to nie w porządku. Wiem że jest Ci trudno - odezwał się Blaise - Ale musisz nam zaufać.
Zwróciłam na niego wzrok. Nie kłamał. Widziałam to. Czułam to.
Byłam jednak już tak tym wszystkim zmęczona, że nic mnie to nie obchodziło. Nie miałam ochoty na powtórkę z rozrywki.
- Ufam wam - powiedziałam - Weźcie jednak pod uwagę to, że to wy mi pomagaliście, kiedy ktoś inny coś przede mną ukrywał. To wy mi mówiliście, że to nie w porządku.
Żaden z nich się już nie odezwał.
Zgarnęłam swoją bluzę i wyszłam z ich prywatnego dormitorium. W Pokoju Wspólnym siedziało kilkoro uczniów, ale nie zwróciłam na nich uwagi. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w Wieży Gryffindoru, z moimi przyjaciółmi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz