niedziela, 28 lutego 2016

Rozdział XXV Początek Końca

Dobry wieczór! Chyba powinnam wymyślić lepszą
porę na wstawianie rozdziałów ;p W każdym bądź razie, 
oto ciąg dalszy mojego głównego opowiadania. 
(Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, zaczęłam pisać 
miniaturkę, której ostatnią część będzie można przeczytać w 
niedzielę, trzynastego marca. Serdecznie zapraszam!). 
Jest to oficjalny początek zakończenia tego opowiadania!
Oczywiście, wyjaśnienie wszystkiego, wszystkich wątków 
itp. zamie mi jeszcze trochę czasu. Rozdział ten nie jest długi, 
nie dzieje się w nim zbyt wiele, bo mam już wszystko poukładane 
w głowie, jak ta ostatnia "część" opowiadania ma wyglądać, 
więc nie chciałam zbyt dużo zdradzać w tej notce. Uważam jednak, 
że to dobre wprowadzenie do tego, co ma się dziać później :) 
Miłego czytała!


Panna Potter









Leżałam skulona na łóżku po ciężkim dniu pełnym bolesnych wizji, emocjonalnych huśtawek i przepysznego jedzenia Pani Weasley. Coś jednak nie dawało mi cały czas spokoju.
Dlaczego Lucjusz Malfoy był dla mnie taki miły?
Rozmawiałam z Draconem na ten temat, kiedy jego rodzice gościli mnie w Malfoy Manor. Zwierzyłam mu się ze wszystkich wątpliwości. Rozumiał je, ale zapewniał, że jego ojciec ma dobre intencje. Nawet fakt, że złożył mi wizytę, kiedy mieszkałam z moją ostatnią rodziną zastępcza go nie zdziwił. Podobno wiedział o mnie już od dawna, cały czas zastanawiając się, jak mi pomóc. Draco twierdził, że mam wątpliwości przez te wszystkie plotki, które krążą o jego ojcu, a mianowicie, że Lucjusz Malfoy był śmierciożercą. Zakon był o tym przekonany.
Naprawdę nie wiedziałam już co o tym myśleć. Zamiast łatwiejsze, wszystko stawało się bardziej skomplikowane i trudne. Przez te drobne kłamstwa i ukrywanie prawdy czułam się podle. Bo przecież musiałam okłamywać brata. Tak jak na początku czułam się bezpiecznie i na miejscu, tak teraz czułam się zagubiona w tym całym bagnie. Czemu nie mogłam być normalną czarownicą z normalnymi problemami?
Z takimi właśnie myślami odpłynęłam w sen, fantazjując o "normalnym" życiu.



                                                                                  ***


- I co teraz zamierzasz? - spytał Teodor, bawiąc się pustą szklanką.
Razem z Blaisem i Teodorem siedzieliśmy w pokoju, który często wykorzystywaliśmy na dni takie jak ten. Mięliśmy dużo do omówienia, a barek stojący niedaleko kominka nam to umilał.
- Szczerze, to myślałem, że wszystko będzie prostsze. Oczywiście do momentu, w którym Czarny Pan będzie miał ją już w garści. Niestety, myślę, że utrudniłem sobie sprawę - odpowiedziałem, chowając twarz w dłonie.
Dostałem, czego chciałem. Talia zbliżyła się do mnie, dowiedziała się, co do niej czułem. Mimo to, z każdą chwilą żałowałem tego coraz bardziej.
- Wiem, że to nie pomoże, ale jakby na to nie patrzeć, to dostałeś rozkaz. Voldemort kazał Ci ją oczarować. Spróbuj tak o tym myśleć - odezwał się Blaise.
- Tyle że ja jej nie oczarowałem. Okazało się, że też coś do mnie czuje. To ona mnie pocałowała. Kiedy skończymy tą misję, Talia będzie mnie nienawidzić z całego serca.
Zapadła cisza. Żaden z nas nie widział wyjścia z tej sytuacji. Wszystko zostało osądzone już dawno temu, a my nie mogliśmy nic zrobić. Tylko pokomplikowałem sobie sprawę.
Zamiast trzymać się planu, zdobyć jej zaufanie i oddać ją Czarnemu Panu, zamiast pozostać obojętnym, zaangażowałem się uczuciowo. Dałem się omotać Talii Potter. Z każdą rozmową, nową informacją na jej temat intrygowała mnie coraz bardziej. Ciekawość jednak jest zgubna. Doprowadziła mnie do tego, że ta mała złośnica pokazała mi zupełnie inny świat, który bardzo różnił się od mojego. Gdybym nie dał się wciągnąć, skoncentrował się na zadaniu, nie poznałbym jej na tyle, aby ona i życie z jej perspektywy mnie zafascynowało. Ale poznałem ją, doznałem tego, czego zawsze chciałem, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy.
Zanim Talia w ogóle pojawiła się w moim życiu, wszystko z pozoru wydawało się w porządku. Wytrzymywałem z ojcem i jego poglądami, zasadami. Byłem posłuszny. Moje życie mnie satysfakcjonowało. Owszem, razem z Blaisem i Teodorem poruszaliśmy temat "co by było gdyby", ale nie tak często jak teraz. Potem zjawiła się Talia. Sprawiła, że przejrzeliśmy na oczy. Doprowadziła do tego, że moja rzeczywistość stała się nie do wytrzymania. Uświadomiłem sobie jak bardzo mi było źle, jak bardzo chciałem coś zmienić. Tak jakby zdjęła ze mnie czar.
Zagalopowałem się i nie tylko ja przez to cierpiałem. Ona miała cierpieć jeszcze bardziej.
- A co z Pansy? - ciszę przerwał Teodor.
- Co masz na myśli?
- To twoja dziew...Była dziewczyna. Co zrobisz po powrocie do Hogwartu?
- Draco - wtrącił się Blaise.
- Co jest, Blaise?
- Wiem, że to nie jest coś, co chciałbyś usłyszeć, ale musimy być realistami. Im dłużej będziesz przekonywał Talię o tym, że Ci na niej zależy, tym gorzej. Za niedługo będzie chciała Ci wydrapać oczy. Musisz trochę zwolnić i skupić się na zadaniu, przynajmniej do chwili, w której czegoś nie wymyślimy. Nie unikniesz zakończenia, którego tak się boimy. To przegrana sprawa.
Blaise miał rację. Dobrze o tym wiedziałem. Ale jak miałem się zdystansować po tym, jak do czegoś doszło między nami?
- Co radzisz? - spytałem.
- Nikt nie może się dowiedzieć, co stało się w ferie. Ogranicz kontakty do minimum i, tak dla pewności, nie zrywaj z Pansy, jest dobrą przykrywką. Talia i tak już ma medalion, nawet jeśli się zbuntuje, to nic nie zdoła. Ona jest już jego. Czas, abyś zaczął się wycofywać.
Popatrzyliśmy po sobie. Nikt z nas tego nie chciał. Zdawałem sobie sprawę z tego, że moi przyjaciele też polubili Talię. Często traktowali ją jak młodszą siostrę, a zwłaszcza Teodor, mimo, że nie okazywał tego tak, jak Blaise.
- Chyba tak będzie najlepiej - odparłem w końcu.
Musiałem znowu stać się dawnym Draconem, bezdusznym, aroganckim Draconem.
- Ale nie możesz zrobić tego z dnia na dzień - doradził Teodor.
Kiwnąłem tylko głową.




                                                                               ***


Obracałam w ręce małą karteczkę, na której widniała elegancko wypisana wiadomość. Był ostatni dzień roku, od północy dzieliło nas kilka godzin. Zamiast towarzyszyć wszystkim przy obiedzie, byłam  w sypialni, opierając łokcie o parapet przy oknie. Carma, moja mała sówka siedziała mi na ramieniu. To ona dostarczyła mi wiadomość, zaraz po tym jak wysłałam ją do Malfoy Manor, aby poinformować Dracona, że jestem bezpieczna i wszystko ze mną w porządku. W odpowiedzi napisał mi to :



Kamień spadł mi z serca. Następnym razem nie pozwolę Ci iść samej. 
Mama i tata strasznie żałowali, że się z nimi nie pożegnałaś.
 Ach ,Mam do Ciebie jeszcze prośbę...
Byłoby najlepiej, gdyby nasze relacje pozostały w tajemnicy, 
zwłaszcza w szkole. 
Mam nadzieję, że nie sprawi Ci to przykrości. 
Tu chodzi o bezpieczeństwo. 
Też za tobą tęsknię.
Do zobaczenia w Hogwarcie, mała.
  
                                                                                                                            D.M.

Czytałam ten liścik już kilka razy i nie mogłam zrozumieć, co było niebezpiecznego w tym, że się spotykaliśmy. To nie miało sensu. Starałam się odgonić myśl, że chodziło o Pansy. Czułam się potwornie, bo kiedy pocałowałam Dracona, on był w związku. Nie mogłam jednak zapomnieć o swoich uczuciach, nie tym razem. Z tego powodu czułam się jeszcze gorzej. Byłam samolubną małolatą, która nie mogła zapanować nad hormonami. 
- Talia?
Moje przemyślenia zostały przerwane przez głos Hermiona, stojącej w drzwiach pokoju. Trzymała talerz pełen jedzenia.
- Pomyślałam, że możesz być głodna - powiedziała i zamknęła za sobą drzwi. 
Rzeczywiście, kiedy poczułam zapach potrawy, mój brzuch przypomniał mi o swoim istnieniu. 
- Dziękuję - odpowiedziałam. 
- Co się stało? - spytała.
Bez słowa podałam jej liścik od Dracona i usiadłam przy starym biurku, aby móc zjeść obiad.
Hermiona zmarszczyła brwi, kiedy podniosła wzrok znad skrawka pergaminu. 
- Dziwne - podsumowała. 
- Taa... Wszystko jest dziwne - odparłam, tracąc znowu apetyt. 
Wstałam z krzesła i padłam na łóżko. 
- Talia... Wiem, że twoje życie jest teraz skomplikowane, ale będzie lepiej. Nie powiem Ci kiedy, bo nie wiem, ale kiedyś na pewno wszystko się ułoży. Obiecuję - powiedziała Hermiona, siadając na brzegu łóżka. 
- Gubię się w tym wszystkim. Wszyscy mówią mi coś innego, nie wiem kogo słuchać, nie wiem co robić... Po prostu nie wiem - jęknęłam, czując, jak łzy gromadziły mi się w kącikach oczu. 
- Wiesz, nie będę kłamać, podobnie jak Harry, jesteś bardzo utalentowana, jeśli chodzi o pakowanie się w kłopoty. Mimo to, jesteś mądra i jeśli przez chwilę pomyślisz, posłuchasz swojej intuicji, to na pewno dasz sobie radę. My tylko staramy Ci się pomóc, nie znaczy to jednak, że zawsze masz nas słuchać. Posłuchaj siebie, zastanów się, co jest dla Ciebie dobre, a co nie. Tylko musisz być obiektywna.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam, że Hermiona się do mnie uśmiecha. To był bardzo przyjazny i ciepły uśmiech.
- Dzięki - mruknęłam, ocierając łzy rękawem.
- I pamiętaj, że nigdy nie będziesz sama. Nigdy. Masz rodzinę i przyjaciół - dodała, przytulając mnie,
Poczułam się bezpiecznie i na miejscu. Byłam w domu pełnym osób, którym na mnie zależało, a mi zależało na nich. Byłam w domu. Wszystko będzie dobrze, na pewno...

Po raz ostatni zerknęłam w lustro, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Następnie zabrałam swój kufer i klatkę, w której Carma smacznie sobie spała i zeszłam na dół.
- Talia! Dobrze, że już zeszłaś. Nastąpiła zmiana planów - powiedziała pani Weasley, gdy tylko stanęłam w drzwiach do kuchni.
Wszyscy już jedli śniadanie.
- Jak to? - spytałam, siadając koło Harry'ego.
- Nie jedziecie Błędnym Rycerzem. Skontaktowaliśmy się z profesorem Dumbledorem. Twierdzi, że w pociągu będziecie bezpieczni i pod ochroną, o co zadba osobiście. Prosił też, abyś stawiła się w wagonie nauczycieli.
- Myślałam, że profesor Dumbledore został w Hogwarcie - zdziwiłam się.
- Bo został - odpowiedział pan Weasley - Ale miał coś do załatwienia w Londynie i będzie nadzorował waszą podróż do Hogwartu.
- Och... - odparłam tylko i sięgnęłam po tosta z marmoladą.
- Dzieciaki, macie się przykładać do nauki. Już niebawem będziecie pisali SUM'y - odezwał się Syriusz.
- Przykładny tatuś chrzestny się znalazł - mruknął Moody, a kącik jego ust uniósł się lekko.
Wszyscy zaśmiali się wesoło.
- Ginny, podałabyś mi dzbanek z herbatą? - poprosiłam.
- Oczywiście.
Kiedy dziewczyna wręczyła mi dzbanek, stało się kilka rzeczy naraz.
Coś nieprzyjemnie ścisnęło mnie w klatce piersiowej, a następnie poczułam, jak opuszczają mnie wszystkie siły, przez co upuściłam naczynie, a gorąca herbata rozlała się na kolorowy obrus.
Harry w ostatniej chwili zdołał mnie złapać. Gdyby nie on, uderzyłabym głową o kant stołu.
Ostatnie, co do mnie dotarło, to dźwięk odsuwanych się krzeseł,westchnięcie Pani Weasley i przekleństwo rzucone przez Syriusza. Potem była już tylko ciemność.

- Chyba się budzi.
- Całe szczęście, mamy niecałe dwie godziny do odjazdu pociągu.
- To nie jest teraz najważniejsze, Fred!
- Mam nadzieję, że nic jej nie jest...
Zanim otworzyłam oczy, upewniłam się, że nic mnie nie bolało i że w ogóle mogę się ruszać.
Kiedy uniosłam powieki, dostrzegłam twarze wszystkich, nachylające się nade mną.
- Co się stało? - spytałam słabym głosem.
Miałam już po dziurki w nosie tracenia przytomności i tym podobnych.
- Ty nam to powiedz - zaśmiał się George, ale gdy matka zgromiła go wzrokiem, jego uśmiech zniknął.
- Nie mam pojęcia - odparłam, podnosząc się do pozycji siedzącej.
Nadal byłam słaba, ale czułam się w porządku.
- To chyba nie ma związku z... - zaczął Harry.
- Nie, nie. Nic nie widziałam - przerwałam mu.
Odetchnął z ulgą.
Syriusz pomógł mi wstać. Wszyscy patrzyli na mnie, jakbym za chwilę miała rozpaść się na kawałki.
- Wszystko w porządku - parsknęłam - Przepraszam za obrus, pani Weasley. Zaraz wszystko posprzą...
- Nie bądź niemądra! - weszła mi w słowo - Obrus to nasze najmniejsze zmartwienie. Arturze, wyślij wiadomość do Dumbledore'a. Tylko pamiętaj, użyj kodu!
- Dobrze, kochanie - odparł najstarszy z Weasley'ów i wyszedł z pokoju.
- Ginny, zrób jej ciepłej herbaty, musi nabrać sił. Za godzinę wychodzimy - powiedziała pani Weasley i również opuściła pomieszczenie.
Ginny chciała już iść do kuchni, ale zawołałam ją z powrotem.
- Darujmy sobie tą herbatę - mruknęłam, na co wszyscy parsknęli śmiechem.

Staliśmy już na peronie 9¾. Mimo, że do odjazdu pociągu zostało pół godziny, to było dość tłoczno. Znaleźliśmy przedział, zostawiliśmy tam bagaże i wróciliśmy, aby pożegnać się ze wszystkimi.
Syriusz też chciał nas odprowadzić. Specjalnie na tą okazję skorzystał ze swojego tajnego zapasu przeróżnych eliksirów. Dzięki eliksirze Wielosokowym wyglądał jak siwiejący mężczyzna w średnim wieku. Moody był jak najbardziej przeciwny, ale to nie powstrzymało Syriusza.
- Trzymaj się mała - powiedział i uścisnął mnie mocno.
- Ty też. Pamiętaj o tym, co Ci mówiłam na strychu - przypomniałam mu.
Ten w odpowiedzi cmoknął mnie w czoło.
- Nie zapomnę - szepnął i mnie puścił, abym mogła pożegnać się z resztą.
- Dziękuję, pani Weasley, za wszystko - powiedziałam i przytuliłam się do niej.
- Nie dziękuj, ptaszyno. Nasz dom, to twój dom - odparła, powstrzymując łzy.
pogłaskała mnie po włosach i uśmiechnęła się ciepło.
- Dziękuje - powtórzyłam i odwzajemniłam uśmiech.
Następnie podeszłam do Moody'ego.
- Do widzenia - odezwałam się, a jego zezujące oko zwróciło się w moją stronę.
- Macie tam uważać na siebie - mruknął pod nosem i podał mi rękę.
- Tak jest - zaśmiałam się.
Alastor skinął tylko głową.
Już chciałam iść do Pana Weasley'a, kiedy ponownie usłyszałam Moody'ego.
- Jak nie będziesz wiedziała co robić, to przypomnij sobie, że jesteś wykapana Lilly. Ona zawsze znajdywała jakieś wyjście. Musisz tylko być twardsza.
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc kiwnęłam głową. "Zbyt szybko się rozczulasz", pomyślałam, kiedy oczy zaczęły mnie szczypać

Wreszcie siedzieliśmy w przedziale. Fred i George poszli poszukać Lee Jordana, więc ostatnie wolne miejsca zajęliśmy dla Luny i Neville'a.
- Nie miałaś iść do Dumbledore'a? - przypomniała mi Ginny.
- Pociąg nawet nie ruszył. Stawię się u niego później - odparłam, opierając czoło o szybę.
Ciągle czułam to dziwne zmęczenie, jakbym przebiegła co najmniej dwadzieścia kilometrów.
- Nie mogę się doczekać meczu Quidditcha. Gryffindor musi zdobyć puchar - zmienił temat Ron.
Ostatni mecz sezonu przesunięto z powodu Balu. Miał się odbyć w lutym.
- To nie powinno być trudne. Luna bywała na treningach Krukonów i powiedziała, że nie są do końca w formie - odpowiedziałam.
- To dziwne, to przecież drużyna jej domu. Ja na jej miejscu nie kablowałbym przeciwnikom - prychnął rudzielec.
W tej właśnie chwili zjawiła się Luna, a chwilę potem Neville, więc znowu zmieniliśmy temat.
Neville nie mówił za dużo i przeważnie wpatrywał się w podłogę. Domyśliłam się, że ma to związek z naszym spotkaniem w szpitalu.
- Idę do Dumbledore'a - powiedziałam, kiedy pociąg w końcu ruszył.
- Powodzenia - zawołał za mną Harry.
Idąc korytarzem zastanawiałam się, czego chciał dyrektor. Nasza ostatnia rozmowa zakończyła się kłótnią. Może był na mnie zły?
Wymyślając różne scenariusze rozmowy z dyrektorem Hogwartu, nie zauważyłam ucznia, który znikąd pojawił się przede mną, przez co na niego wpadłam. Kiedy podniosłam wzrok, napotkałam spojrzenie stalowych tęczówek. Nie zdradzały żadnych emocji, były chłodne i niewzruszone, tak jak jego mina. Szybko się od niego odsunęłam.
- Uważaj jak łazisz, fretko  - syknęłam.
Za jego plecami stała Pansy Parkinson, Dafne Greengrass, Tracey Davis i oczywiście Blaise i Teodor.
- Nikt Cię nie nauczył manier, Potter? - fuknęła Tracey, a jej przyjaciółki patrzyły na mnie, wściekłe. - Radziłabym wymyślić jakieś nowe żarty, ten jest już nudny - odparłam lekceważąco.
- A ja radziłbym grzeczniej, Potter - warknął Draco.
Nie wiedzieć czemu, ta sytuacja wytrąciła mnie z równowagi, mimo iż wiedziałam, że blondyn tylko udawał.
- To ma być groźba, Malfoy? - zaśmiałam się gorzko, patrząc mu prosto w oczy.
- Możliwe - odparł, robiąc krok do przodu.
Nie ruszyłam się z miejsca. Poczułam to napięcie, które nam towarzyszyło, zaraz przed tym jak go pocałowałam. Teraz jednak byłam wściekła.
Wściekła za ten liścik, za to, że Pansy nadal stała u jego boku, za to, że kazał mi udawać.
- Pomyślałabym dwa razy, zanim zaczniesz mi grozić - moje słowa ociekały jadem.
- Mam się bać?- parsknął.
- Jak najbardziej.
Mierzyliśmy się wzrokiem jeszcze przez chwilę. Pansy w końcu pociągnęła Dracona za ramię.
- Chodźmy już - warknęła zniecierpliwiona.
Wyminęłam Ślizgonów i poszłam dalej. Nagle jednak zdałam sobie z czegoś sprawę.
Zawsze, gdy byłam zła, moc dawała o sobie znać, nawet jak nad nią kontrolowałam. Tym razem nic nie czułam. Czy to dzięki medalionowi, który dostałam od Lucjusza Malfoy'a? Pewnie tak.
Kiedy dotarłam do wagonu nauczycieli, byłam już spokojniejsza.
- Talia! - zawołał przyjaźnie profesor Dumbledore, kiedy mnie zauważył.
- Dzień dobry, profesorze. Chciał się pan ze mną widzieć.
- Tak, tak. Proszę za mną.
Podążyłam za nim do następnego wagonu, w którym nie było nikogo. Przy oknie stał niewielki stolik i dwa siedzenia.
- Proszę - wskazał na jedno z siedzeń.
Gdy oboje już zajęliśmy miejsca, dyrektor odchrząknął.
- Jak się masz, Talio? - spytał.
- Dobrze, dziękuję - odpowiedziałam - Panie profesorze, chciałam przeprosić za mój ostatni wybuch złości...
- Nie przepraszaj. Rozumiem twoje oburzenie. Sam byłbym bardzo poruszony faktem, że ktoś ukrywa przede mną coś tak istotnego - zaśmiał się.
- Czemu więc nikt mi nic nie powiedział?
Znałam już odpowiedź, ale byłam ciekawa tego, co do powiedzenia miał Albus Dumbledore.
- Bo chciałem, aby twój pierwszy rok w Hogwarcie był jak najbardziej normalny. Chciałem zobaczyć, czy moc dawała już o sobie znak. Niestety, zdarzył się wypadek i za to Cię przepraszam - odpowiedział starzec.
- Niech pan nie przeprasza. Wszystko w miarę się ułożyło - odpowiedziałam.
- To dobrze - uśmiechnął się - Gdybyś jednak potrzebowała kogoś na kształt przewodnika, który Ci pomoże...
- Nie, dziękuję. Daję sobie radę - wypaliłam, zanim zdołałam ugryźć się w język.
- Na pewno?
- Tak.
- Cóż, gdybyś zmieniła zdanie, wiesz gdzie jest mój gabinet. Chętnie odpowiem też na wszystkie twoje pytania.
- Dziękuję, profesorze - odparłam.
Dyrektor spojrzał na mnie badawczo, znad szkieł jego okularów, ale po chwili, na jego twarzy znowu pojawił się przyjazny uśmiech.
- W takim razie, to chyba wszystko. Chciałbym dłużej pogawędzić, ale słyszałem, że Lee Jordan i panowie Weasley sprzedają ciekawe bombonierki.... Miłego dnia, Talio - pożegnał się i opuścił wagon.
Powstrzymałam śmiech i również wstałam od stolika.
Wracając do przedziału, gdzie czekali na mnie przyjaciele, byłam już w lepszym humorze. Oczywiście, dopóki nie wkroczyłam do wagonu, w który zajmowali gównie Ślizgoni. Wszyscy spoglądali na mnie, szepcząc i śmiejąc się złośliwie. Postanowiłam się tym jednak nie przejmować. Dobrze mi to szło, do momentu, w którym po raz kolejny zobaczyłam Dracona. Na jego kolanach siedziała Pansy Parkinson. Szybko odwróciłam wzrok i niemal biegiem wróciłam do odpowiedniego przedziału.
Ten dzień po prostu nie chciał być dobry.



sobota, 20 lutego 2016

Miniaturka : Rudy Blond Część II

No hej ;) Z ulgą mogę stwierdzić, że druga część
mojej pierwszej miniaturki w życiu udała mi się :D
Jestem z niej dumna i mam nadzieję, że Wam też
się spodoba. Nie przedłużając... Miłego czytania! 


Panna Potter





Minął tydzień od ostatniego razu, kiedy młoda panna Ginny widziała się z Draconem. To właśnie dziś umówili się, aby omówić wszystkie ważne sprawy dotyczące dziecka.
Ginny postanowiła, że poświęcić więcej niż dziesięć minut na wyszykowanie się przed spotkaniem. Wzięła długą, relaksującą kąpiel, następnie skorzystała z olejku o zapachu wanilii, który dostała od Hermiony, kiedy ta wróciła z Francji. Wmasowała go dokładnie w jej zgrabne ciało, co sprawiło, że jej skóra była gładka w dotyku i pachniała... apetycznie.
Potem, usiadła przy swojej toaletce i zabrała się za makijaż. Nie chciała przesadzać, wręcz nie musiała. Uroda dziewczyny nie wymagała poprawek, więc rudowłosa postawiła na coś delikatnego. Na rzęsy nałożyła odrobinę tuszu, narysowała cienką kreskę eyelinerem, aby podkreślić oczy, dodała trochę delikatnego cienia do powiek i posmarowała usta truskawkową pomadką bezbarwną.
Kiedy stwierdziła, że efekt końcowy ją zadowala, nadal mając na sobie jedynie satynowy szlafrok, udała się do swojej szafy. Wybór Ginny padł na coś bardziej codziennego, ale też z pazurem. Strój podkreślał jej zgrabną figurę, odsłaniając przy tym (jeszcze) płaski brzuch. Ostatnie spojrzenie w lustro, aby się upewnić, że wszystko wygląda w porządku i była gotowa do wyjścia.
Ginny Weasley nigdy nie przejmowała się swoim wyglądem, a przynajmniej nie tak bardzo jak większość kobiet w jej wieku. Bywały oczywiście okazje, które tego wymagały. Przykładem było spotkanie z Malfoyem. Coś kazało Ginny postarać się, aby wyglądać jeszcze lepiej, niż na co dzień. Jakaś część rudowłosej piękności chciała, aby Draco nie mógł oderwać od niej wzroku. Sama nie wiedziała za dobrze, dlaczego, tak po prostu już było. Nie można było zaprzeczyć, że młody mężczyzna podobał się jej, pod względem fizycznym. Nawet niektóre jego cechy pociągały pannę Weasley. Jego pewność siebie, o ile nie przesadzona, robiła na niej wrażenie, bo sama była świadoma swojej wartości. Jego zadziorność, charyzma, niezależność i seksapil przyciągały Ginny jak magnez, mimo, że tego nie chciała. Bo niestety nadal pamiętała jaki potrafił być. Pomijając jego zalety, posiadał też sporo wad. Cechy, które działały na dziewczynę jak płachta na byka. Jej zgubą okazał się pociąg fizyczny, to coś, co zawsze przyciągało ich ku sobie, kiedy byli blisko. Nienawidziła siebie za to. Nie wiedziała jednak, że i sam Draco Malfoy był zdziwiony tym, jak działała na niego rudowłosa. Jeszcze nigdy nie spotkał osoby, która okazała się mieć to, czego szukał od tak dawna, w wielu kobietach, z którymi był i następnie zostawiał.
Nieświadoma tego Ginny sięgnęła po torebkę i wyszła z mieszkania, bojąc się ich kolejnego spotkania, ale też nie mogąc się go doczekać.
Był wyjątkowo ciepły i słoneczny dzień, jak na Londyn, więc postanowiła zrobić sobie spacer. Apartament blondyna nie był aż tak daleko, jako że oboje mieszkali w centrum miasta.
Idąc tak zatłoczonymi ulicami, panna Weasley dała myślom przejąć ster, przypominając sobie ich ostatni, wspólnie spędzony tydzień.
Czy on w ogóle coś znaczył dla Malfoya? zastanawiała się. Sama nie potrafiła określić, co o nim sądziła. Owszem, było im dobrze w swoim towarzystwie, nie wspominając już o sypialni. Jednak dzieliło ich zbyt dużo, aby mogła, lub odważyła się to nazwać "czymś więcej". Właśnie. Młoda Weasley bała się podświadomie tego, że to, co między nimi zaszło zmieni się w to "coś więcej". Najzwyczajniej się bała. Tak, był ojcem ich dziecka, ale ona znała go za dobrze. Wiedziała, że nie zdoła się zmienić w idealnego tatusia z dnia na dzień. Z drugiej strony, sama nie zdając sobie z tego sprawy, rozwijała w sobie nadzieję.


__________


- Witaj, kochanie - przywitała się służąca Malfoya, pani Maggie.
Ginny poznała ją, kiedy parę tygodni temu opuszczała mieszkanie blondyna, wściekła za to, że zaciągnął ją do łóżka.
- Dzień dobry - odparła, odwzajemniając ciepły uśmiech - Jestem umówiona z Draconem.
Przez twarz starszej kobiety przebiegł cień paniki, co nie umknęło Ginny. Maggie jednak szybko się uśmiechnęła i wpuściła młodszą do środka.
- Pan Malfoy ma spotkanie, ale powinien zaraz skończyć - powiedziała, prowadząc Ginny do salonu, w którym mogła zaczekać.
- Jeśli nie będziesz miała nic przeciwko, to zejdę na dół do pralni - dodała.
Kiedy po raz pierwszy ze sobą rozmawiały, Maggie nazwała ją "panienką". Ginny od razu poprosiła ją, aby zwracała się do niej po imieniu. Panienka... Malfoy musi być niezłym szefem.
- Nie, oczywiście - odpowiedziała, współczując jej.
Nie wyobrażała sobie, jaka to musiała być udręka, pracować dla kogoś takiego jak Malfoy.
Ginny usiadła na fotelu, odprowadzając Maggie wzrokiem. Została sama.
Skorzystała z okazji, aby lepiej się rozejrzeć.
Musiała przyznać, że wystrój wnętrza robił na niej wrażenie. Wszystko wydawało się być idealne, dziewczyna nie znalazła nic, co by do siebie nie pasowało. Każdy obraz, każda waza i nawet rośliny zdawały się być częścią jednej, przepięknej układanki.
Chodziła tak po pokoju pełnym luksusu, kiedy usłyszała jakieś dźwięki. Przystanęła przy drzwiach, zapewne prowadzących do jego gabinetu.
Ginny nie podobało się to, co słyszała. Zza drzwi dochodził do niej głos kobiety. Mówiła cicho, ale mimo to, rudowłosej udało się wyłapać poszczególne słowa.
A ty, idiotko, myślałaś że coś się zmieni...
Działając pod wpływem irytacji, Ginny zapukała do drzwi i nie czekając na odpowiedź weszła do środka. To co zobaczyła nie było dla niej niespodzianką, ale tylko pogorszyło jej humor.
Draco Malfoy siedział na skórzanym fotelu za biurkiem, a na nim oszałamiająco piękna szatynka.
- Witaj, Malfoy - przywitała się, krzyżując ręce na piersi i opierając się nonszalancko o framugę.
Postanowiła zagrać troszeczkę inaczej.
- Ginny... Nie byliśmy umówieni na trzecią? - spytał Draco, lekko zdezorientowany.
Musiał przyznać, że ruda wyglądała bardzo seksownie, co nie pomagało mu w zaistniałej sytuacji.
- Nie - odparła, obojętnie patrząc na dwie przyklejonych do siebie żmije.
Szatynka musiała wreszcie pojąć, że pozycja, w której się znajdowali, nie była odpowiednia, zwłaszcza, kiedy zjawiło się towarzystwo. Wstała z kolan blondyna i poprawiła swoją białą, elegancką koszulę, która opinała się na jej idealnych kształtach. Ginny z bólem przyznała, że kobieta wyglądała jak klasyczna, nieprzyzwoicie bogata bizneswoman, która okazyjnie chodziła po wybiegach i pozowała do zdjęć, które potem trafiały do najlepszych magazynów poświęconych modzie.
- Ja już pójdę - powiedziała.
Bez żadnych skrupułów nachyliła się nad Draconem, chcąc go pocałować, lecz ten lekko przekręcił głowę.
- Do widzenia, Moniko - wymamrotał.
Kobieta, która zyskała imię uniosła idealną brew. Nie ukrywając złości wyprostowała się i krokiem godnym modelki opuściła gabinet, rzucając Ginny aroganckie spojrzenie. Panna Weasley uśmiechnęła się do niej sztucznie i zamknęła za nią drzwi.
- Wybacz... To była współwłaścicielka jednej z... - zaczął Draco, ale Ginny uciszyła go gestem.
- Nie musisz mi się tłumaczyć.
Podeszła do wielkiego okna i gdyby nigdy nic, zaczęła podziwiać imponujący widok.
Draco niepewnie wstał i objął ją od tyłu.
Przecież nie mogła być na niego zła. Owszem, coś ich łączyło, ale nie byli oficjalnie razem.
- Chyba nie jesteś na mnie zła ? - zamruczał jej do ucha.
- Hmm... A jak myślisz? - spytała.
Odwróciła się przodem do Dracona i zarzuciła mu ręce na szyję.
- Myślę, że nawet jeśli jesteś zła, to mogę Ci to wynagrodzić - szepnął, gładząc Ginny po plecach.
- Naprawdę?
Wytrzymaj, Ginny. Musisz wytrzymać.
- Jak najbardziej, tylko musisz mi podpowiedzieć jak - powiedział, a następnie złożył na jej szyi delikatny pocałunek.
Ginny przeszły dreszcze, ale nie pozwoliła sobie na dekoncentrację.
Wspięła się na palce, ujmując twarz Malfoya w swoje drobne dłonie.
- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj - wyszeptała mu do ucha.
Draco znieruchomiał. Że co?
- Ginny, nie przesadzaj - zaśmiał się nerwowo, chcąc przyciągnąć ją do siebie, ale dziewczyna zwinnie wyswobodziła się z jego uścisku i zdecydowanym krokiem wyszła z gabinetu.
Draco ruszył za nią.
- Chyba nie będziesz robiła z tego dramatu? To nie było nic wielkiego - próbował ją uspokoić, ale rudowłosa już otwierała drzwi od jego mieszkania.
- Oczywiście, nic wielkiego - prychnęła, nie odwracając się za siebie.
Gdyby to zrobiła, nie mogłaby się powstrzymać przed uduszeniem byłego Ślizgona.
- Ginny! Proszę Cię, uspokój się i wejdź do środka! - zawołał, idąc za nią korytarzem.
- Proszę Cię, daj mi spokój - warknęła.
Czy ten cholerny korytarz musiał być taki długi?!
- Mieliśmy porozmawiać o dziecku - jęknął, łapiąc ją z łokieć.
Ginny przystanęła i zmroziła blondyna spojrzeniem.
- Ty chyba nie myślisz, że po tym co przed chwilą widziałam, będę z tobą rozmawiała o dziecku? Skoro to nie było nic wielkiego, to nasze dziecko nie powinno Cię w ogóle obchodzić. Bo w końcu jest wynikiem tego "nic wielkiego".
Draco zaczął się już denerwować. Ta kobieta doprowadzi go w końcu do szewskiej pasji.
- Nie bądź śmieszna, Ginny. To nic nie znaczyło. Miałem spotkanie z tą kobietą. Nic nie poradzę, że się jej spodobałem. Tak często działa biznes.
- Tak, tak właśnie działa biznes, ale nie pozwolę, żeby tak wyglądało życie mojego dziecka! - krzyknęła mu w twarz.
- Nadal nie wiem czego ty ode mnie oczekujesz. Pojechałaś za mną do Włoch, twierdząc, że twoim celem było tylko poinformowanie mnie o dziecku, a teraz robisz mi wyrzuty o inną kobietę?
- Po tym, jak poszedłeś ze mną do łóżka po raz drugi, wiedząc o ciąży, obiecując mi pomoc i wsparcie, chyba mam prawo być zła!
- To był tylko seks! Nie oświadczałem Ci się!
Przez słowa blondyna Ginny ogarnęło tyle emocji naraz, że popadła w dziwne odrętwienie.
- Nie chcę Cię nigdy więcej widzieć - powiedziała cicho, spokojnie, a jej twarz nic nie zdradzała.
Nie podobało się to mężczyźnie. Już wolałby, żeby na niego wrzeszczała.
- Ginny... Przecież wiesz o co mi chodzi..
Niestety, dziewczyna już go nie słuchała.
Kiedy była już w domu, odrętwienie minęło, ustępując miejsca smutkowi i złości.


__________



Miesiąc po nieudanym spotkaniu z Malfoyem, Ginny siedziała przy stole, w domu rodzinnym, świętując zaręczyny Rona i Hermiona. Panna Granger wreszcie się zdecydowała, choć obawiała się swojego wyboru. Obawiała się, że przyjdzie czas, kiedy zorientuje się, że podjęła złą decyzję. Kochała Ronalda, szczerze go kochała. Ale czy był mężczyzną, który potrafił ją naprawdę uszczęśliwić, który rozumie jej potrzeby i dotrzyma jej kroku? Tego nie wiedziała. Teraz jednak była szczęśliwa i korzystała z tego jak tylko mogła.
Cała rodzina i wszyscy przyjaciele zjechali się na przyjęcie zaręczynowe. Wszędzie było słychać śmiechy, ożywione rozmowy... Ale Ginny ich nie słyszała. Odkąd przyłapała Dracona z inną kobietą, coś w niej pękło.
On ją upokorzył, zranił, poniżył, wykorzystał.... Ginny nie mogła tego znieść.
Nienawidziła siebie za to, ale kiedy tak leżała w łóżku, pozwalając łzom spływać na jej poduszkę, zdała sobie sprawę, że czuła coś do tego drania, że podczas pobytu we Włoszech, Draco skradł jej serce. Gdyby nie to, że zapewne co noc był z inna, byłby idealny dla Ginny. Właśnie kogoś takiego szukała. Był dla niej wyzwaniem, ale jednocześnie traktował ją tak, jak prawdziwa kobieta powinna być traktowana. Mimo, że lubił sprawować kontrolę, pozwalał jej mieć swoje zdanie i je szanował. Sprawiał, że czuła się niemalże jak królowa, ale okazywał też zamiłowanie do jej ostrego, niezależnego charakteru. Był partnerem, nie obchodził się z nią jakby była jego własnością, a jednocześnie, kiedy spacerowali po ulicach Milanu, dumnie pokazywał, że Ginny szła własnie z nim i nikt inny nie miał tego przywileju. Ten tydzień był dla dziewczyny bajką. Niestety, to, co działo się we Włoszech, pozostało we Włoszech.
Siedząc przy stole i wpatrując się w swój nadal pełny talerz, przypomniała sobie ich ostatnią noc w hotelu.
Leżeli na ogromnym łóżku, wtuleni w siebie, zmęczeni po tym, co dla Dracona było "okazywaniem uczuć". Oboje prawie przysypiali.
- Jesteś wspaniała - wymruczał Draco, nie mogąc unieść już powiek. 
- Ty też jesteś całkiem niezły - odparła, walcząc z sennością. 
Draco zaśmiał się cicho. Gładził gołe plecy piękności, która leżała u jego boku. Co jakiś czas muskał jej włosy nosem. Ginny gładziła jego pierś, leniwie wędrując palcem po zarysach jego mięśni. 
- Jesteś moja. 
- Jestem niczyja - odparła.
- Oj, wiesz o co mi chodzi - powiedział, nadal mając zamknięte oczy. 
- Wiem, tak się tylko droczę. 
- Jesteś moja - powtórzył, powoli odpływając już w sen. 
- A ty mój. 
Po jej ostatnich słowach, oboje byli już w objęciach Morfeusza. 

Ginny, poczuła, jak niechciane łzy na nowo zbierały się pod jej powiekami. Mrugnęła kilka razy i zacisnęła zęby. Nie lubiła, kiedy ludzie widzieli jak płakała. Nie z powodu dumy, po prostu nie znosiła, kiedy ludzie pytali ją, czy wszystko w porządku. Gdyby tak było, nie płakałaby jak małe dziecko, myślała w takich momentach.
Można więc było rzec, że Ginny Weasley była załamana, a jednocześnie wściekła.
- Ginny - usłyszała, jak ktoś szepnął tuż obok niej.
- Co jest, Ron?
- To ja powinienem się o to pytać. Od jakiegoś czasu jesteś bardzo... Dziwna.
- Dzięki - zaśmiała się gorzko, nadal na niego nie patrząc.
Była zmęczona.
- Martwimy się o Ciebie. Mama nie daje nam spokoju, co chwilę pyta, czy coś wiemy.
- Powiedz jej, że nic się nie dzieje i że wasz ślub powinien być jej priorytetem.
- Ginny...
- Ron, nic mi nie jest - rzekła, podnosząc w końcu wzrok na swojego brata.
Jej podkrążone oczy nie potwierdzały jednak jej zapewnień. Mimo, że była w ciąży, a jej brzuch zaczął się już powoli zaokrąglać, to schudła i wydać to było gołym okiem.
Ginny jeszcze nie poinformowała rodziny o ciąży. Bała się ich reakcji, zwłaszcza, że nie mogła im przedstawić ojca. Co by sobie o niej pomyśleli? Matka by ją zabiła, a ojciec nie chciałby już na nią nigdy spojrzeć, wstydząc się czynów swojej córki.
Ginny, tępiła się za głupotę i naiwność, ale nie żałowała tej ciąży. Nie mogła. To będzie jej dziecko.
- Moi drodzy! Mam nadzieję, że Wam smakowało i że zostawiliście miejsce na deser! - zawołała Molly, uciszając w ten sposób towarzystwo.
Rozległy się odgłosy aprobaty.
Pani Weasley, Hermiona, Ginny i Talia odeszły od stołu, kierując się do kuchni. Wróciły z rękoma pełnymi talerzy, półmisków, pucharów i miseczek.
Po deserze, goście rozeszli się po domu, wesoło ze sobą gawędząc.
Ginny nie mogła tego już dłużej wytrzymać. Chciała być sama, choć na chwilkę. Już otwierała frontowe drzwi, chcąc posiedzieć na ławce która stała przed domem, ale powstrzymał ją głos Hermiony.
- Gdzie ty się wybierasz?
Ginny zacisnęła powieki, wzdychając ciężko. A byłam już tak cholernie blisko...
- Muszę się trochę przewietrzyć. Wiesz, trochę tu tłoczno.
- Nie żartuj sobie ze mnie, wychowałaś się z szóstką braci. U was zawsze jest tłoczno.
Ruda mimowolnie parsknęła i gestem poprosiła przyjaciółkę, aby wyszła razem z nią.
- Teraz ty będziesz musiała się do tego przyzwyczaić - powiedziała Ginny, kiedy siedziały już na ławce.
- Taa...
- Jesteś pewna, że właśnie tego chcesz? - spytała młodsza, spoglądając na Hermionę.
- Kocham go - odpowiedziała, po chwili namysłu.
- Nie o to pytałam.
Hermiona odwzajemniła spojrzenie swojej przyszłej siostry.
- Nie wiem, Ginny, ale kocham go. To nie będzie szalone małżeństwo, pełne przygód, chociaż kto wie... Z nami nic nigdy nie było wiadomo - tutaj Hermiona uśmiechnęła się ciepło - Ale to będzie coś stabilnego, coś trwałego... A to jest najważniejsze.
Ginny podziwiała swoją przyjaciółkę. Sama bała się monotonii, nie potrafiłaby tak żyć. Hermiona jednak podjęła tą decyzję, postanowiła się poświęcić... Dla uczucia, którym darzyła Rona.
Może to było to. Może Draco nigdy nic do mnie nie czół. Dlatego nie był w stanie się dla mnie poświęcić. 
Ginny nie mogła już dłużej powstrzymywać łez i dała im popłynąć.
- Hej... Nie płacz. Wiem, że to boli, ale on jest dupkiem - powiedziała Hermiona, obejmując jej małą Ginervę.
- Po cholerę spędziłam z nim ten tydzień? Czego ja się spodziewałam? Szczęśliwej rodziny, idealnego życia? Jestem głupia, Hermiono - wycedziła przez zęby, próbując opanować głos.
- To nic złego, że coś do niego poczułaś. Będziecie mięli dziecko, a poza tym, mimo, że ma tą swoją okropną stronę, to rozumiem, czemu Ci się spodobał. Zawsze gustowałaś w takich typach. Nie karć się za to, że czujesz. To on stracił coś cennego, nie ty - pocieszała ją szatynka.
- Ale ja przecież doskonale wiedziałam, że to jeden wielki casanova, który nie potrafi odpuścić sobie żadnej okazji na upojną noc. To ja do tego dopuściłam. Dałam mu się wykorzystać - jęknęła Ginny.
- Jesteś tylko człowiekiem, nie ma w tym nic złego, że potrzebowałaś jego bliskości, zwłaszcza kiedy zaszłaś z nim w ciążę. Masz takie same potrzeby, jak każda inna kobieta.
- Może masz rację... - przyznała w końcu Ginny - Ale to nie zmienia faktu, że cierpię przez własną głupotę.
- To minie - zaśmiała się Hermiona, gładząc przyjaciółkę po włosach.
- I tak nienawidzę Cię za to, że wyciągnęłaś mnie z łóżka i kazała się uśmiechać. Bez urazy, cieszę się z waszych zaręczyn, ale uśmiechanie mi nie wychodzi i psuję Ci zabawę.
- Wręcz przeciwnie. Cieszę Cię że Cię zmusiłam, abyś wreszcie opuściła te cztery ściany... Czy to koszula Rona? - zdziwiła się panna Granger.
- Nie, George'a - odparła Ginny, spoglądając na swój strój.
Rudowłosa starała ubrać się odpowiednio na okazję, ale poddała się, gdy tylko podniosła się z łóżka.
Ostatni tydzień spędziła w domu rodzinnym, aby pomóc w przygotowaniach, jednak prawie cały czas siedziała w swoim dawnym pokoju.
Nie miała na nic siły.


__________



Draco leżał w swoim łóżku, sam. Odkąd Ginny Weasley zostawiła go samego na korytarzu, żadna kobieta nie została uprzywilejowana, aby spędzić z nim noc. Młody pan Malfoy sam się sobie dziwił. W chwili, w której Ginny odchodziła, coś się w nim zmieniło. Stracił chęć na conocne podboje. Kiedy tak leżał sam, lubił wracać myślami do pobytu we Włoszech, do momentu, w którym Ginny Weasley weszła do winiarni, kiedy powiedziała mu o ciąży... Bał się jak cholera, ale musiał dać sobie radę. Nie byłby sobą, gdyby nie dał rady. Może i był kobieciarzem, ale też mężczyzną. A mężczyzna nie powinien tego tak zostawić. Oczywiście, zaliczył wpadkę, ale przecież nie był wtedy z Ginny. Przynajmniej nie oficjalnie. Teraz jednak zdał sobie sprawę, jak bardzo mu jej brakowało. Ten tydzień w hotelu... Tak mogłaby wyglądać jego codzienność. Wiewióra bardzo szybko zawróciła mu w głowie, co też była niezrozumiałe dla blondyna. Jeszcze nigdy nie znajdował się w takiej sytuacji. Właśnie kogoś takiego było mu trzeba. Takiej Ginny. Nawet nie potrafił opisać tego, jak to jest, kiedy byli razem. To było porównywalne do odnalezienia od dawna poszukiwanego skarbu. Bo Weasleyówna była właśnie jak taki skarb. Wiedziała, czego chce od życia,  była spontaniczna, niezależna, pewna siebie i do tego dobra. Miała ostry charakterek, ale Draco wiedział, jak sobie z nim radzić. Z nią nie można było się nudzić, z już na pewno nie w sypialni...
Draco nie mógł się nadziwić temu, jak taka jedna mała kobietka może posiadać wszystkie te cechy, które przyciągały go jak magnez. Wydawało mu się to aż nieprawdopodobne. Był nastawiony na życie spędzone w luksusie i bez zobowiązań... A tu pewnego dnia wpadł na pannę Weasley w klubie, która teraz nosiła jego potomka... Draco Malfoy miał zostać ojcem. Sama myśl o tym przepełniała go dumą, jednak i to było dla niego nowe i nie za dobrze wiedział co ma robić, zwłaszcza teraz, kiedy matka tego dziecka nie chciała go widzieć.


poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział XXIV Powrót do "Normalności"

Witam, witam! Tak wiem, spóźniłam się. Tym razem 
nie była to jednak moja wina. Od pewnego 
czasu mam problemy z internetem i wczoraj nie miałam 
do niego w ogóle dostępu. Mam jednak nadzieję, że nie 
jesteście na mnie źli i że rozdział jest na tyle dobry, aby
Wam wynagrodzić tą wpadkę. Chcę również ogłosić, 
że Panna Potter poszerzyła swoje horyzonty na Social Media!
Od dziś, jeśli ktoś będzie miał pytania, będzie mógł odwiedzić
ten link ->  https://ask.fm/PannaPotter777 
Doszłam do wniosku, że jest to wygodniejszy sposób na 
odpowiadanie pytań, także zapraszam! Wszystkie uwagi 
i opinią są nadal mile widziane w komentarzach! 
Miłego czytania :)


Panna Potter






- Nie idziemy do Blaise'a i Teodora? - spytałam zdziwiona, kiedy zorientowałam się, że Draco nie prowadzi mnie do salonu.
Zmierzał w kompletnie innym kierunku.
- Chciałaś, abym Ci dzisiaj coś zagrał - odrzekł, uśmiechając się.
- Ale oni czekają...
- A ty wracasz do siebie dziś wieczorem. Nie powinniśmy marnować czasu, prawda? - przerwał mi, skręcając nagle w długi korytarz.
Stanęliśmy dopiero przy ostatnich drzwiach. Draco otworzył je i wpuścił mnie do środka. Była to biblioteka. Nie była duża, co przyjęłam z ulgą. Wszystkie ściany zastawiały półki, po brzegi wypchane książkami i zwojami. Na środku pomieszczenia stała mała kanapa i stolik.
- Czemu tutaj jesteśmy? - zapytałam, nigdzie nie widząc pianina.
- To tylko mały przystanek.
Draco podszedł do jednej z półek i przejechał dłonią jej prawym boku, szepcząc coś pod nosem.
Coś kliknęła, i już po chwili, półka sama odsunęła się od ściany, tak jakby była drzwiami. I tak było. Chłopak chwycił moją dłoń i zaciągnął co sekretnego pokoju, w którym nie było nic, poza przepięknym pianinem i sztalugami.
- To tutaj grałeś mamie?
- Kiedy ojciec był w domu - odparł,
Poczochrał mnie pieszczotliwie po włosach i zajął miejsce za instrumentem. Usiadłam obok niego,
Nadal nie mogłam się przyzwyczaić do "czułego" Dracona. Owszem, była to miła odmiana, ale... To do niego nie pasowało, przynajmniej ja tak to widziałam. Musiałam przyznać, że zawsze był dla mnie miły, jak na Dracona, ale teraz był inny. Cieszyłam się, że miał tą lepszą stronę, ale bardzo mnie ona peszyła. Czułam się o wiele pewniej, kiedy miałam do czynienia z sarkastycznym, chłodnym i zapatrzonym w sobie Draconem. Możliwe, że była to sprawa mojego niedoświadczenia, jeśli chodzi o związki, o ile w ogóle mogłam nazwać nasze relacje związkiem. Czy byliśmy parą? Co prawda nie poprosił mnie, ale... Nie. Nie miałam zielonego pojęcia o tych sprawach i nie zamierzałam zaprzątać sobie głowy bzdurami.
- Masz jakieś życzenia, jeśli chodzi o utwór? - głos blondyna wyrwał mnie z zamyślenia.
- Zaskocz mnie - odpowiedziałam.
- Hmm...Co powiesz na Cry me a river ? To twoja ulubiona piosenka - powiedział, a kącik jego ust uniósł się delikatnie.
- Pokaż co potrafisz, Malfoy - odrzekłam.
Ten zaśmiał się i zaczął grać.
Szło mu to bardzo dobrze, zupełnie, jakby gra była dla niego czymś naturalnym, jakby robił to bez zastanowienia. Jego długie, zwinne palce wędrowały po klawiszach, a ja wpatrywałam się w nie jak zaczarowana. Nie byłam znawczynią muzyki, nie potrafiłam grać na żadnym instrumencie, ale nawet największy idiota doszedłby do tego samego wniosku co ja. Draco Malfoy miał ogromny talent. To było niesamowite. Nie zawahał się ani razu, melodia którą grał była płynna, kojąca dla uszu. Niestety, ta cudowna chwila musiała się kiedyś skończyć. Zagrał ostatnie nuty i muzyka ucichła.
- To było coś - powiedziałam, nadal gapiąc się w klawisze.
- Mam nadzieję, że mogę to potraktować jako komplement.
- Jak najbardziej - zaśmiała się, przenosząc wzrok z instrumentu na Dracona.
W jego oczach dostrzegłam iskierki radości. Ten widok zapierał dech w piersiach.
- Musisz założyć medalion - odezwał się.
- Ach, no tak.
Sięgnęłam do szkatułki, ale zanim zdążyłam wyjąć medalion, Draco mnie wyprzedził.
- Pomogę Ci - zaproponował, a jego usta wygięły się w półuśmiechu.
- Masz mnie masz za kalekę? - parsknęłam.
- Ty naprawdę jesteś niedoświadczona w tych sprawach. A już myślałem, że przesadzasz - zażartował
Popatrzyłam się na niego pytająco. O co mu chodziło?
- To taki miły gest - wyjaśnił.
Wywróciłam oczami i odwróciłam się do niego tyłem, aby mógł zapiąć medalion. Jego chłodne dłonie muskały przyjemnie moją skórę na karku. Przeszły mnie dreszcze.
- Zimno Ci? - spytał cicho.
Po jego głosie można było poznać, że się uśmiechał.
Zaśmiałam się krótko, na wspomnienie, które pojawiło się w mojej głowie.
Podobna sytuacja miała miejsce w Hogwarcie, kiedy wracaliśmy z balu.
- Nie - odparłam.
Chciałam się odwrócić, ale nie zdążyłam.
Poczułam niewyobrażalny ból w skroniach. Wszystko przed moimi oczami zaczęło znikać, ustępując ciemności, która opanowała mój umysł. Znowu to samo.
Nie mogłam się ruszać, straciłam wszelką kontrolę nad własnym ciałem. Czułam tylko jedno. Ból.
Tym razem nie starałam się walczyć z otępieniem. Czekałam cierpliwie na to, co miało się stać.
Kiedy odzyskałam wzrok, a ciepła krew, na nowo krążąca w moich żyłach, przywracała mi zdolność poruszania się, doszłam do wniosku, że leżałam koło tych dziwnych drzwi.
Tyle że, tym razem były uchylone. Podniosłam się z kamiennej podłogi, chcąc przez nie przejść, zobaczyć wreszcie jakiego sekretu strzegły. A co najważniejsze, dowiedzieć się, czemu mój brat ciągle o nich śnił. Znowu dzieliłam jego wizję.
- Otwórz je, zanim on to zrobi! Nie możesz mu tego oddać, Talia! Weź ją i uciekał! - krzyknął ktoś z końca mrocznego korytarza.
To był Harry. Stał tam, blady i przerażony. Jak to możliwe? Czyżby on wiedział, co kryło się za tymi drzwiami? To przecież jego sen.
- Nie trać czasu! Biegnij po nią! No dalej, na co czekasz?! - krzyczał na cały głos, popadając w coraz większą panikę.
Bez zbędnych pytań odwróciłam się w stronę drzwi, ale w chwili, w której moja dłoń spoczęła na klamce, wszystko ogarnęła tak dobrze mi znana ciemność.

Kiedy ponownie otworzyłam oczy, leżałam już na miękkiej kanapie, najprawdopodobniej w salonie Malfoyów. Moje nieprzyzwyczajone do światła oczy zarejestrowały ruch koło mojej głowy. Nie zważając na ból, który mi przy tym towarzyszył, przekręciłam się tak, aby móc spojrzeć na twarz Dracona. Siedział na dywanie, tuż obok kanapy, wpatrując się we mnie z niepokojem.
- Witamy wśród żywych - zawołał Blaise, który stał za blondynem.
- Jak długo? - spytałam zachrypniętym głosem.
- Dwie godziny - odpowiedział Teodor.
Siedział na samym końcu kanapy, która była o wiele większa, niż przypuszczałam.
- Jak się czujesz? - zapytał Draco.
- Bywało gorzej - wychrypiałam słabo, przecząc tym mojej odpowiedzi.
- Co się stało?
Czy mogłam mu powiedzieć? Przecież mu ufałam. Z drugiej strony, to nie dotyczyło tylko mnie, ale również mojego brata. Wiedziałam aż za dobrze, że żywią do siebie jedynie nienawiść. Czy wyznanie Draconowi prawdy o wizjach było by fair wobec mojego brata?
"O nie" pomyślałam, zrywając się do pozycji siedzącej. A co z Harrym? To przecież musiało go boleć o wiele bardziej niż mnie. Czy wszystko z nim w porządku? Czy ktoś z nim teraz był? Setki pytań zaczęły przelatywać przez moją głowę. Musiałam wracać. Po ostatniej wizji, Harry był w opłakanym stanie. Musiałam jak najszybciej znaleźć się na Grimmuald Place.
- Hej, spokojnie. Musisz odpocząć. Wszystko jest już dobrze, jesteś z nami - mówił uspokajającym głosem Draco, siadając obok mnie.
Objął mnie ramieniem. Zapewne myślał, że znowu coś się ze mną działo.
- Draco, przepraszam Cię, ale muszę już iść - powiedziałam.
Blondyn zmarszczył brwi.
- Czemu? Miałaś wracać dopiero wieczorem.
- Wiem, ale zapomniałam... Chcę się jeszcze spotkać z Bobem, zanim wrócę. To dla mnie ważne. Nie widziałam go od... Od bardzo dawna - odpowiedziałam, plącząc sobie przy tym język.
W takich momentach nie miałam za grosz cierpliwości. Chciałam zobaczyć się z Harrym. Teraz.
- No dobrze...  Chodź, pójdziemy Cię spakować - odparł po dłuższej chwili z niepewną miną.
Nie podobała mu się moja decyzja, albo mi nie uwierzył. Trudno. Nie dbałam o to. Musiałam jak najszybciej znaleźć się przy Harrym.
Nie czekając na resztę, zerwałam się z kanapy i popędziłam do swojej tymczasowej sypialni. O mało nie upadłam pod wpływem silnych zwrotów głowy.
- Talia! - zawołał za mną Draco - Wszystko w porządku?
- Tak!
Wparowałam do pokoju, kierując się bezpośrednio do szafy. Sięgnęłam po torbę i zaczęłam wrzucać do niej ubrania. Następnie rozejrzałam się dookoła, sprawdzając, czy niczego nie zapomniałam.
Temu wszystkiemu przyglądała się trójka ślizgonów. Byli zdezorientowani.
- Jestem gotowa - rzekłam, w pośpiechu zarzucając na siebie płaszcz.
- Czekaj.
Draco podszedł do mnie i przytrzymał w miejscu, zmuszając, abym na niego spojrzała.
- Nie wiem co się dzieje, ale musisz się uspokoić - powiedział.
Poczułam lekką irytację, ale wzięłam głęboki oddech i spróbowałam się rozluźnić.
- Przepraszam - szepnęłam.
- Gdzie mamy się teleportować?
"Oho, chętnie zobaczę, jak z tego wybrniesz" parsknęła moja podświadomość.
- King's Cross. Bob miał się przeprowadzić niedaleko dworca - odparłam.
Draco kiwnął głową i wziął ode mnie torbę. Podeszłam do Teodora i Blaise'a.
- Widzimy się w szkole, mała - westchnął Blaise.
Zamknął mnie w mocnym uścisku.
- Trzymaj się - odrzekłam, odwzajemniając uścisk.
- Uważaj na siebie - powiedział Teodor, obejmując mnie ramieniem.
- Tak jest - zaśmiałam się.
Ostatni raz pomachałam do dwójki ślizgonów i razem z Draconem wyszliśmy na taras, skąd mogliśmy się deportować. Wyciągnął do mnie dłoń. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, ale wiedziałam, to to wszystko mu się nie podobało. Ujęłam jego dłoń.

Kiedy ponownie poczułam grunt pod nogami, byliśmy na tyłach dworca King's Cross.
- Jesteś pewna, że chcesz iść sama? - spytał Draco.
- Tak. Nie widziałam się z Bobem od miesięcy. Muszę mu o wszystkim opowiedzieć, spędzić z nim trochę czasu - odparłam.
- No dobrze... Może mógłbym Cię chociaż odprowadzić?
- Draco, wyszedłeś z domu bez wiedzy rodziców. Będą się martwić - powiedziałam, z trudem ukrywając zniecierpliwienie.
- Dobra, skończ już z tym. Nie rozumiem, czemu nie chcesz mi powiedzieć co się dzieje.
Był zły. Cholera, jeszcze tego mi brakowało.
- Ufasz mi? - zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
- Nawet nie próbuj...
- Odpowiedz na moje pytanie - przerwałam mu.
Niepewnie zbliżyłam się do chłopaka i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Tak - westchnął, przymykając oczy.
- Jeśli naprawdę tak jest, to uwierz, że nie dzieję się nic to mógłbyś uznać za niebezpieczne, albo ważne.
Mówiąc to, starałam się go uspokoić, używając mojej mocy, ale poczułam tylko dziwny dyskomfort w piersi. Pewnie medalion się z nią łączył, co uniemożliwiało mi tymczasowo korzystania z mocy. Tak tłumaczył to pan Lucjusz.
- No dobrze. Ale jeśli będziesz potrzebowała pomocy, to proszę Cię...
- Dowiesz się jako pierwszy.
Otworzył oczy, kręcąc delikatnie głową.
- Bądź ostrożna, nie zabijaj nikogo bez powodu i nie zrób sobie krzywdy. Dobrze wiemy, że jesteś jak magnes na problemy - zaśmiał się, ale był to śmiech wymuszony.
- Postaram się. Podziękuj ode mnie rodzicom za wszystko.
Zamiast odpowiedzieć, Draco pocałował mnie, obejmując w pasie.
- Do zobaczenia w Hogwarcie - powiedziałam, kiedy się już odsunął.
- Do zobaczenia, Potter.


Gdy tylko weszłam do siedziby Zakonu, Hermiona i Ginny zjawiły się przy mnie.
- I jak? - spytały jednocześnie.
- O tym później. Gdzie jest Harry?
Moje przyjaciółki wymieniły znaczące spojrzenie.
- Na górze - powiedziała Hermiona.
Wyminęłam je i ruszyłam w stronę schodów. Niestety zapomniałam, że portret matki Syriusza tam wisiał.
- CZY TA ZDRAJCZYNI KRWI NIE WIE, ŻE POWINNA TAK HAŁASOWAĆ W CZYIMŚ DOMU?! NIE DOŚĆ, ŻE SPLUGAWIŁA MOJĄ POSIADŁOŚĆ, TO JESZCZE PORUSZA SIĘ PO NIM JAK SŁOŃ! SAME MĘTY, SZLAMY, ZDRAJCY! CZY MÓJ NIEUDANY SYN NIE....
- Zamknij się! - wrzasnęłam do niej, jednym ruchem zasuwając zasłony, które ją uciszyły.
Już nie raz zauważyła moją obecność i za każdym razem dawała mi do zrozumienia, że najchętniej udusiłaby mnie własnymi rękami, gdyby mogła. Nie rozumiałam, jak pozostali mogli to znosić.
Wspięłam się po schodach na pierwsze piętro i odnalazłam pokój Harry'ego. Kiedy do niego weszłam, przywitało mnie nie tylko spojrzenie mojego brata, ale i Syriusza, Molly, Rona i bliźniaków. Wszyscy stali przy łóżku Harry'ego, na którym leżał.
- Widzę, że radzisz sobie już z moją uroczą matką - odezwał się Syriusz, puszczając do mnie oczko.
Odpowiedziałam mu tylko uśmiechem.
- Jak się czujesz? - spytałam, podchodząc do brata.
Był blady.
- Myślałem, że wrócisz dopiero wieczorem - odparł, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Taki miałam zamiar, ale jak tylko się obudziłam, zebrałam swoje rzeczy i przyszłam. Bolało?
Harry popatrzył po wszystkich, najwidoczniej trochę zmieszany.
- Pójdę zrobić herbaty. George, Fred, pomóżcie Syriuszowi dokończyć porządki na strychu - powiedziała pani Weasley.
- Ale właśnie zrobiliśmy sobie przerwę - odparł Syriusz.
- Która się skończyła. No już - popędziła ich.
Zanim opuściła pokój, uściskała mnie mocno. Syriusz poczochrał mnie po włosach.
Kiedy wszyscy już wyszli, usiadłam obok mojego bliźniaka.
- Bolało? - powtórzyłam pytanie.
- Tak, a Ciebie?
- Trochę - skłamałam.
- Talia... Wczoraj, chwilę po tym jak wyszłaś, odwiedziła nas Bathilda Bagshot. Pytała się o Ciebie. Kazała przekazać, że nie możesz zapomnieć o jej ostrzeżeniu, że musisz uważać na to, komu ufasz. A dzisiaj... W tej wizji... Widziałem Ciebie przy drzwiach. Wracałaś z tego pokoju, a następnie wręczyłaś coś zakapturzonej osobie... Wiesz może o co chodzi? Przecież tam byłaś.
- To dziwne... Ja widziałam co innego.
Opowiedziałam Harry'emu jak wyglądała moja wizja. Wyglądał na bardzo zdziwionego. Oboje nie wiedzieliśmy co o tym myśleć.
- Może moglibyśmy porozmawiać o tym z Dumbledorem? - zaproponowałam.
- Nie sądzę. Ignoruje mnie od sprawy w Ministerstwie. Nie mam zamiaru prosić go o pomoc.
- Ale jego pomoc może okazać się...
- Nie. Jedyny sposób, w jaki postanowił mi pomóc, to wysłanie na lekcje oklumencji ze Snapem.
- Uczyłam się tego z Bathildą.
Harry popatrzył na mnie tak, jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu.
- Widzę, że uczyła Cię wielu rzeczy - mruknął pod nosem.
- Jak tak sobie o tym pomyślę, to owszem. Kładła duży nacisk na moją edukację. Ale chyba wiem dlaczego.
- Dlaczego?
- Zastanów się. Ona przecież wiedziała o moich mocach. Mieszkałam sama w lesie, błąkałam się sama po Pokątnej, Przekątnej, Noktrurnie...
- Co?!
- Oj, daj mi dokończyć! W każdym razie, byłam dzieckiem, pozostawiona sama sobie i musiałam umieć się bronić. Dlatego uczyła mnie tylu rzeczy. Większość tego, co teraz przerabiamy w Hogwarcie, skończyłam się uczyć rok temu z Bathildą.
- Po co w ogóle bywałaś na Noktrunie? - zignorował moją hipotezę.
- Szukałam informacji - odparłam krótko.
- Jakich?
- O tobie. Szukałam Ciebie. Słuchałam tego, co mówili ludzie, przeglądałam gazety, pytałam przechodnich... Robiłam wszystko, byleby tylko dowiedzieć się czegoś o tobie.
Mój brat spuścił wzrok, nic nie mówiąc. Siedzieliśmy w ciszy.
Czy tak właśnie to miało wyglądać? Czy właśnie po to zadawałam sobie tyle trudu? Oczywiście, nie żałowałam tego, ale miałam też nadzieję, że nasze relacje będą bardziej przypominały... Cóż, jakiekolwiek relacje. Owszem, na początku było tak, jak sobie to wyobrażałam, ale Harry z dnia na dzień się zmieniał. Tracił to coś, za co tak bardzo cienili go przyjaciele. Z tego co mi opowiadali, mój brat był naprawdę wspaniałą osobą. Jednak wielkim  żalem musiałam przyznać, że w chwili obecnej nie mogłam sobie tego wyobrazić. Był opryskliwy, ponury... Miałam świadomość tego, że jego życie nie należało do łatwych, zwłaszcza teraz, kiedy Voldemort powrócił. Nie mniej jednak, uważałam, że właśnie dlatego powinien walczyć z żalem, który przejmował nad nim kontrolę. To był najgorszy moment, oby pozwolić sobie na takie zachowanie.
- Słuchaj Harry... Nie mam pojęcia co się teraz dzieje w twojej głowie. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo te wszystkie zdarzenia z minionych lat musiały na Ciebie wpłynąć, jak ciężko Ci było. Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, a już na pewno nie od Ciebie. Ale jestem twoją siostrą. Nie obchodzi mnie, jak beznadziejna jest twoja sytuacja. Nie zważam na to, jak czarne są twoje myśli... Bo jesteś moim bratem. Jako twoja siostra, zawsze będę starała się pomóc, nie ważne jak bardzo nie chcesz. Kocham Cię, Harry i nie zniosę patrzenia na to, co się z tobą dzieje. Wiem, że nie jesteś taki. Wiem że jest Ci trudno, ale uwierz, może być jeszcze gorzej.

Cisza. Nic nie mówił. Wpatrywał się tylko w swoje dłonie.
- Proszę Cię, powiedz mi, co Cię dręczy, bo zwariuję - szepnęłam, bliska rozpaczy.
Nareszcie, Harry podniósł wzrok, pełen bólu i niepewności.
- Powiedzieli mi, że między mną a Voldemortem istnieje więź. To dlatego mam te sny, a blizna boli mi coraz częściej. Obawiam się, że ta więź istnieje bo... Wtedy, kiedy widziałem pana Weasley'a... To nie była zwykła wizja, nie stałem z boku, nie przyglądałem się. Ja byłem tym wężem. To tak jakby to ja... A w gabinecie Dumbledore'a... Przez chwilę wydawało mi się, że chcę zrobić mu krzywdę. Co jeśli ta więź istnieje, bo staję się podobny do niego? Cały czas czuję złość... Ja czuję się zły... Po tym wszystkim, przez co przeszedłem... A może, przez to wszystko, coś w mojej głowie poszło nie tak? Może ja staję się zły? Może... - przerwał, zaciskając powieki.
Poczułam łzy, cisnące się do moich oczu.
- Harry, posłuchaj mnie...
- Zostaw to mnie, Talio.
Harry i ja spojrzeliśmy w stronę drzwi. Stał w nich Syriusz.
- Ale...
- Zaufaj mi - rzekł, uśmiechając się do mnie ciepło.
Niechętnie podniosłam się z łóżka i opuściłam pokój. Na korytarzu czekały na mnie Ginny i Hermina.
- Niech zgadnę, teraz, kiedy podsłuchałyście naszą rozmowę i poprosiłyście Syriusza o interwencję, mam wam opowiedzieć jak było? - parsknęłam.
- Dokładnie - odparła Ginny i zaciągnęła mnie do naszego pokoju.
Kiedy zabezpieczyłyśmy pomieszczenie zaklęciami, aby nikt nas nie podsłuchał, opowiedziałam im o wszystkim, nawet o moich obawach co do Lucjusza Malfoya. Długo zastanawiałam się, czy mogłam o tym wspomnieć, ale jak nie im, to komu? I tak wykazały się wyrozumiałością, tolerując moją znajomość ze ślizgonami. Same nawet nawiązały z nimi nić porozumienia, zwłaszcza Ginny. Hermiona była jeszcze w fazie wyparcia, ale i tak było wiadomo, że jej nastawienie, co do tej trójki zmieniło się. Poza tym, musiałam się komuś zwierzyć. Mój brat był dobrym przykładem tego, co się działo z człowiekiem, który nie rozmawia z innymi o swoich zmartwieniach.
- Czyli jesteście teraz parą? - spytała Hermiona.
Nie wyglądała na zadowoloną, ale błysk w jej oku zdradzał, że to co usłyszała nie koniecznie uważała za największą tragedię na świecie.
- Nie wiem - przyznałam - Wiem tylko, że mu na mnie zależy, a on nie jest mi obojętny.
- Chcesz powiedzieć, że podobał Ci się przez cały ten czas, a ty nam nic nie powiedziałaś? - obruszyła się Ginny.
- To nie tak. Ja nie potrafiłam zdefiniować tego, co do niego czułam, a zdecydowanie coś tam czułam... Och, ja naprawdę nie umiem się w tym wszystkim znaleźć. Kiedy mieszkałam w lesie, nie musiałam się martwić o takie głupoty - jęknęłam.
Moje przyjaciółki zaśmiały się głośno.
- Przynajmniej zyskałyśmy pewność, że Draco nie ma co do Ciebie złych zamiarów, a przynajmniej, że szansa na to jest mała. Z tego co mówiłaś, wnioskuję, że nie bawi się w żadne gierki. Zdążyłam już go trochę poznać przez te cztery lata i każdy w Hogwarcie to dobrze wie, jaki on jest, jeśli chodzi o związki - powiedziała Hermiona.
- Ale jego ojciec... Nie wiem, coś mi się w nim nie podoba. Jest nazbyt miły, a doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie ufać takim ludziom.
- Będziesz musiała po prostu uważać - stwierdziła Ginny.
Już chciałam jej odpowiedzieć, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę - zawołałyśmy.
Drzwi otworzyły się, a w nich stanął Harry.
- Mogę? - spytał.
- Pewnie - odparłyśmy z Ginny niemalże od razu.
Harry wszedł do pokoju i usiadł koło mnie.
- Dzięki - szepnął.
Poczułam się, jakby ktoś oblał moje serce ciepłym miodem. Wtuliłam się w ramię brata.
- Wszystko będzie dobrze - odrzekłam.
- Talia! - Hermiona niemalże krzyknęła.
- Co? - przestraszyłam się.
- Twoje blizny! - odpowiedziała za nią Ginny, a ich twarze pobledły.
Spuściłam wzrok wzrok i zobaczyłam je. Nie zmieniły się od balu. Nadal były ciemne i bolały, kiedy ich dotykałam.
Coś było nie tak




                                                                             





wtorek, 9 lutego 2016

Miniaturka : Rudy Blond Część I

Witam! Tak sobie pomyślałam, że czas napisać miniaturkę.
Nie ma ona nic wspólnego z historią, której kolejny rozdział
pojawi się w niedzielę. Owszem, występuje w niej Talia, 
ale nie jest główną postacią, jej charakter został też zmieniony 
na potrzeby miniaturki. Mam nadzieję, że spodoba wam się
ta miniaturka! Różni się od tego, co zazwyczaj piszę, więc
nie mam pojęcia, jak sprawdzam się w takich klimatach. 
Zachęcam wszystkich do dzielenia się opinią w komentarzach, 
byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście zostawiali po sobie chociaż
krótki komentarz :) Miłego czytania!


Panna Potter


Był piątek wieczorem, kiedy ruda piękność szła zatłoczoną ulicą. Ona i jej przyjaciółki zmierzały do nowego klubu nocnego w Londynie, którego właścicielem był czarodziej, o ile wierzyć plotkom. Mimo że ich umysły nie zostały jeszcze przytępione alkoholem, już teraz zachowywały się, jakby miały za sobą już przynajmniej trzy kolejki.
- Kochana, będziesz miała najlepsze urodziny na świecie! - zawołała Talia, siostra Chłopca Który Przeżył, tego, który pokonał Voldemorta. Była również najlepszą przyjaciółką Ginny. 
- Wiem! Już myślałam, że nie doczekam się tego dnia. Nareszcie będę mogła napić się na legalu! - zaśmiała się rudowłosa. 
Tryskała energią już od samego rana. Na samą myśl, że skończyła te upragnione dwadzieścia jeden lat, miała ochotę skakać z radości. Głównie dlatego, że była dorosła. Jako najmłodsza z rodzeństwa i grona przyjaciół, nie zawsze była brana na poważnie, mimo starań jej bliskich. Nareszcie nie była tą małolatą. Teraz była młodą kobietą. 
Szły tak ulicami Londynu, który nocą był przepiękny i tętnił życiem, śmiejąc się i ściągając uwagę przechodnich. Trzeba było przyznać, że ich męska część miała na co popatrzeć. Młode i zgrabne ciała trójki przyjaciółek były bardziej obnażone niż zwykle. Krótkie sukienki odsłaniały ich długie, smukłe nogi, a obcisły materiał podkreślał kobiece krągłości. Dzisiaj mogły sobie na to pozwolić. Nawet Hermiona dała się przekonać swojej przyjaciółce, aby postawić na odważniejszy wygląd. 
Zapowiadała się szalona noc. 

_________


- Ginny! Ginny, odstaw tą szklankę! No chodź, grają naszą piosenkę! - krzyknęła Talia, uwieszona na ramieniu rudej przyjaciółki. 
- Tak! Za dużo wypiłaś, jak na jeden raz, chodź - zgodziła się Hermiona i chwiejnym krokiem poszła na parkiet, ciągnąc za sobą wstawione już koleżanki. 
Dziewczyny nie protestowały, tylko zachichotały pod nosami i podążyły za tą "najrozsądniejszą", o ile można ją było tak nazwać po niezliczonych drinkach, które stawiali jej zalotnicy przy barze. 
Kiedy przecisnęły się już przez tłumy bawiących się ludzi na środek parkietu, zaczęły tańczyć. Mimo, że procenty robiły swoje, ruszały się niczego sobie. Już po chwili Talia tańczyła w objęciach nieznajomego bruneta, a do Hermiony przystawiał się przystojny szatyn. 
- Cholera, udawaj, że jesteś ze mną! - krzyknęła Ginny do ucha, próbując nie zwracać uwagi na swojego adoratora. 
- No co ty! Korzystaj, póki możesz! - zaśmiała się najmłodsza - Pójdę napić się wody, nie za dobrze się czuję! A ty się baw!
Hermiona odprowadziła Ginny wzrokiem, wpadając w lekką panikę. Nie lubiła takich sytuacji, nie wiedziała co robić. Na jej (nie)szczęście, szatyn zdawał się znać na tej grze.

________


- Co podać, Wiewióreczko? - spytał barman, kiedy Ginny usiadła na jednym z wolnych krzeseł.
Okazało się, że barmanem był jej dobry znajomy, którego poznała na wycieczce do Włoch, dwa lata temu. Od tamtej pory pozostawali w kontakcie. 
- Woda z lodem! 
- Uu, już wymiękasz? - zażartował, puszczając do niej oczko. 
- Dopiero nabieram wprawy, Luke - odparła, rumieniąc się lekko.
Luke oddalił się, aby następnie wrócić z elegancką szklanką wypełnioną wodą z lodem. Każda kostka miała inny kolor. Teraz Ginny miała pewność, że właścicielem klubu był czarodziej, inaczej Luke nie mógłby sobie pozwolić na takie sztuczki.
- Whiskey z Colą! - zawołał znajomy głos z lewej.
Ginny odwróciła się i rozpoznała ślizgona, z którym kiedyś chodziła do szkoły. Wysoki blondyn także zdawał się ją rozpoznać.
- Weasley? - zdziwił się.
- Co tam, Malfoy? - odparła, próbując zapanować na zawrotami głowy i skupić wzrok na blondynie.
Zmienił się. Był bardziej umięśniony, niż ostatnim razem, kiedy go widziała, jego przylizaną fryzurę zastąpiły włosy w seksownym nieładzie, a na jego twarzy dostrzegła lekki zarost. Miał na sobie biały T-shirt, który opinał się na jego mięśniach i czarne spodnie. Przyćmiony umysł rudowłosej zapomniał o nienawiści, którą do niego żywiła. Teraz wpatrywała się w niego, jak na apetyczny kąsek.
- Jakim cudem Cię tutaj wpuścili? Czy ty aby przypadkiem nie chodzisz jeszcze do szkoły? - zaśmiał się, odsłaniając przy tym swoje idealnie proste i białe zęby.
O rety, pomyślała Ginny.
- Tak dla twojej wiadomości, świętuje swoje dwudzieste pierwsze urodziny, więc jeśli nie złożysz mi życzeń, to bardzo się pogniewam! - odkrzyknęła, coraz gorzej znosząc panujący w klubie hałas.
- No proszę, nasza Wiewióra już dorosła! Najlepszego! - szepnął jej do ucha, potem się odsunął.
Rudowłosą przeszły dreszcze. Może to wina alkoholu, ale Ginny spodobała się bliskość byłego ślizgona.
- To jak, Malfoy, zatańczysz z jubilatką? - zaśmiała się.
- Nie sądzę, mała. Czekam na Blaise'a.
- Nie daj się prosić, w końcu to moje urodziny - ciągnęła Ginny, patrząc mu prosto w oczy.
Draco nie wiedział co robić. Zapamiętał ją, jako najmłodszą siostrę Weasleyów, nigdy jakoś nie zawracał sobie nią głowy. Jej istnienie zauważył tak naprawdę, kiedy Lord Voldemort wkroczył na główny dziedziniec Hogwartu, niosąc nowinę, że Potter nie żył. Wtedy musieli być parą, bo dziewczyna wybiegła mu na przeciw, desperacko miotając w jego stronę klątwy, które Czarny Pan z łatwością blokował. Zadziwiła go jej odwaga, ale wtedy też nie przejął się nią zbytnio.
Teraz stała przed nim, uśmiechając się delikatnie. Zdawał sobie sprawę z tego, że była wstawiona, jej zachowanie zdradzało, że nie pożałowała sobie procentów. Jednak ten fakt nie odbierał jej uroku, którego zdecydowanie nabrała przez te wszystkie lata.
Była odrobinę wyższa, jej figura nabrała kobiecych kształtów, ale pozostała szczupła, tak jak to zapamiętał. Króciutka, granatowa sukienka bardzo efektownie odsłaniała jej długie, zgrabne nogi. Jej duże, brązowe oczy patrzyły na niego, rzucając mu niemal wyzwanie, a drobne, choć pełne usta wygięła w półuśmiechu. Delikatne piegi na drobnym nosie zdecydowanie dodawały jej "tego czegoś". No i nie zapominajmy o długich, rudych włosach, idealnie prostych, opadających jej na plecy.
Mówiąc krótko, stała się kobietą. Zachowała jednak zadziorną postawę chłopczycy. Czy przeszkadzało to blondynowi? Zdecydowanie nie.
- Niech stracę - odparł w końcu.
Ginny zaklaskała krótko w dłonie, po czym zaciągnęła Dracona na parkiet. Nie zauważyła jednak swoich koleżanek. Może to i dobrze? Nie chciała się przejmować i reakcją na to, z kim tańczyła.
- No to powiedz mi, Weasley, co robiłaś w ciągu tych kilku lat? - spytał Malfoy, poruszając się w rytm muzyki.
Ruda zarzuciła mu ręce na szyję, nie przerywając tańca. Szczerze mówiąc, bała się, że jeszcze chwila i straci równowagę, więc wykorzystała fakt, że nie był to niestosowny gest, a przynajmniej nie w tańcu.
- Byłam tu i tam, pracowałam w kilku miejscach, poznawałam ludzi... Starałam się nigdzie nie przebywać zbyt długo. Wróciłam jednak do domu, bo wszyscy twierdzą, że powinnam się "ustatkować" - odpowiedziała, plącząc sobie lekko język - A ty?
Draco położył dłonie na jej biodrach, które ruszały się zmysłowo do muzyki. Musiał przyznać, że Wiewióra umiała tańczyć. On sam nie był gorszy, oczywiście.
- Prowadzę biznes z Blaisem, mamy z tego duże zyski. Oprócz tego podróżowałem sporo, ale właśnie robię sobie małą przerwę.
- Jaki to biznes?
- Alkohol - odrzekł krótko, posyłając Ginny szelmowski uśmiech.
- Już mi się podoba - zachichotała, przybliżając się do swojego partnera.
Nie wiedziała co nią kierowało, nie miała do końca panowania nad tym co robi.
Bliskość dawnego wroga podobała się Pannie Weasley i to bardzo, a jako że wszystkie jej hamulce chwilowo nie działały, przybliżyła swoją twarz do tej Dracona, patrząc się spragnionym wzrokiem w jego szare tęczówki. Ich usta dzieliły może trzy centymetry, nie więcej.
Zachowanie Ginny zdziwiło arystokratę, ale szybko doszedł do wniosku, że nie miał nic przeciwko. W końcu przyszedł się tutaj zabawić, a ta młoda, ruda piękność była chętna, więc czemu nie miał z tego skorzystać?
Jego podejście do płci przeciwnej nie zmieniło się za bardzo, od czasów szkoły.
Przyciągnął Ginny do siebie jeszcze bliżej, o ile było to możliwe, i pocałował ją, nie zważając na to, co mógł o tym myśleć jutro.

_________


Ginny obudził straszny ból głowy. Otworzyła niechętnie oczy. Na szczęście w pokoju było dość ciemno, dzięki zasuniętym zasłonom. Przewróciła się na drugi bok, chcąc zerknąć na zegarek, który stał na stoliku nocnym, ale go tam nie było. To nawet nie był jej stolik nocny, a już na pewno nie jej pokój. Podniosła się gwałtownie, czego szybko pożałowała. Ból niemiłosiernie pulsował jej w skroniach. Rozejrzała się dookoła. Wnętrze było bardzo nowoczesne i eleganckie. Panował tam kolor szary i granatowy, o ile dobrze widziała.
Nagle, cichy mruk dał znać dziewczynie, że nie była w tym łóżku sama.
O ku... Nie... Nie, nie, nie, nie, nie!
Draco przeciągnął się leniwie i uniósł lekko powieki.
- Dzień dobry, Weasley - powiedział, a na jego twarzy pojawił sie najseksowniejszy uśmiech, jaki dane było zobaczyć Ginny.
- Malfoy... Nie. Nawet nie będę pytała co ja tu robię, bo chyba mam przeczucie, że byłoby to bardzo głupie pytanie - powiedziała cicho, patrząc na Dracona, który najwidoczniej nie był przejęty tą sytuacją.
- Powiedzmy, że było nam zaskakująco przyjemnie - zamruczał, puszczając do niej oczko.
Był do tego przyzwyczajony. Nie pierwszy raz spotykał się z taką reakcją. Musiał jednak przyznać, że zazwyczaj, jego partnerki na jedną noc były zadowolone, budząc się u jego boku. Wiewióra na taką nie wyglądała.
- Pogięło Cię?! - krzyknęła, po chwili krzywiąc się z bólu.
- No już, nie unoś się - powiedział, chcąc przyciągnąć dziewczyną do siebie, ale ta szybko się wyrwała.
- Nie dotykaj mnie - syknęła.
- Jeszcze parę godzin temu mówiłaś coś zupełnie innego - parsknął blondyn.
- Bo byłam nawalona, idioto! - jęknęła.
Oburzona jego postawą wstała z łóżka. Szybko jednak do niego wróciła, szczelnie okrywając się kołdrą, odkrywając fakt, że była kompletnie naga.
- Nie krępuj się, lubię takie widoki z rana - droczył się Draco.
- Gdzie są moje ubrania, Malfoy? - warknęła, ignorując bezczelność chłopaka.
- Skoro już mowa o tym skrawku materiału, który ledwo zakrywał twój zgrabny ty... Twoje ciało, to nie wiele z niego zostało. Nie byłem wczoraj zbyt cierpliwy - powiedział, znakomicie się bawiąc.
- Słucham?!
- Dzisiaj już jej chyba nie założysz. Moja gosposia ją wyrzuciła, kiedy przyszła posprzątać.
- To ona nas widziała?
Ginny poczuła, jak się rumieni. Co za upokorzenie!
- Tak, ale nie przejmuj się, to nie był dla niej nowy widok. Nie przepadam za samotnymi nocami.
- Jesteś obrzydliwy.
- Nazwałbym to szczerością, ale wiesz... Co kto woli - zaśmiał się Draco.
Ginny westchnęła, zniecierpliwiona. Strasznie bolała ją głowa. Chciała jak najszybciej znaleźć się w swojej własnej sypialni i zapomnieć o tej wpadce. Potarła skronie, modląc się do Merlina, żeby ją stąd jak najszybciej zabrał.
Niestety, taka magia nie działała. Właśnie! Magia!
- Nie myśl nawet o deportacji. Moje mieszkanie jest zabezpieczone, tylko ja mogę się deportować i aportować - powiedział Draco, rujnując jej plan.
- Skąd wiedziałeś, że o tym myślę? - spytała ruda, coraz bardziej poirytowana.
- Nawet nie wiesz, ile można wyczytać z czyjegoś zachowania, mowy ciała... Poza tym, jak już wspominałem, dla mnie to nie pierwsza taka sytuacja.
- Jesteś beznadziejny.
Draco musiał się powstrzymać, aby nie wybuchnąć śmiechem. Bawiło go to, jak chętna była wczoraj, po czym teraz nie zostało śladu. Jej obelg nie brał do siebie. Wszyscy wiedzieli, że alkohol często był nazywany "serum prawdy". Wiedział, że kiedy pierwsza fala gniewu na własną głupotę jej przejdzie, zacznie sobie uświadamiać, że ostatnia noc należała do tych lepszych.
- Hey, przestań się tak bulwersować. Złość piękności szkodzi - rzekł, podnosząc się z pozycji leżącej. Położył dłonie na gołych ramionach Ginny. Tym razem go nie odtrąciła.
- Chciałabym wrócić do domu - szepnęła, chowając twarz w dłonie, które jeszcze nie tak dawno pieściły jego ciało, albo zanurzały w jego blond włosach.
- Może najpierw zjesz śniadanie? - spytał.
Draco nachylił się nad nią. Dziewczyna, kiedy poczuła jego oddech na karku, nie mogła zapanować nad lekkim dreszczem. Niemal od razu jednak się opamiętała i odsunęła od swojego...Jednorazowego kochanka.
- Nie, chcę jak najszybciej znaleźć się u siebie.
- Jak wolisz - westchnął Draco i wstał z łóżka.
Na szczęście miał na sobie bieliznę. Ruszył w stronę okna, aby następnie wpuścić trochę światła do pokoju. Panna Weasley zmrużyła oczy, broniąc je przed promieniami słońca, które było już wysoko na niebie. Tak samo jak oni.
Mieszkanie blondyna znajdowało się na ostatnim piętrze, najwyższego budynku mieszkalnego w Londynie. Ginny mimowolnie uśmiechnęła się z zachwytem na widok, który miała przed sobą. 
- Robi wrażenie, prawda? - odezwał się Malfoy, obserwując reakcję rudowłosej.
Miał przeczucie, że jej się to spodoba.
- Oj robi, robi - przyznała, zapominając na chwilę, że była wściekła na tego perfidnego pacana.
Owinęła się narzutą i podeszła do okna, aby lepiej móc podziwiać widoki.
Mięli pod sobą cały Londyn.
- Pójdę po coś do ubrania - powiedział chłopak i zniknął w jego garderobie, która rozmiarami niemalże dorównywała jego ogromnej sypialni.
Chwilę później wrócił z czarną koszulą i dżinsami.
- Koszula jest moja, ale dżinsy powinny pasować. Ktoś je kiedyś zostawił... Chyba miała na imię Natasha...
- Skończ już - poprosiła i wzięła od niego ubrania - Gdzie mogę się ubrać?
- Tam jest łazienka.
Młody Malfoy wskazał na białe drzwi, zaraz obok tych, które prowadziły do garderoby.
Ginny bez słowa zamknęła się w jego łazience. Z ulgą doszła do wniosku, że spodnie pasowały jak ulał. Postanowiła je jednak spalić, zaraz po powrocie do domu. Kiedy zapinała koszulę, poczuła JEGO zapach, który mimowolnie zapamiętała. Włożyła szpilki, umyła twarz, przeczesała włosy dłonią i stwierdziła, że nic więcej nie mogła zrobić.
Draco, na widok swojej "koleżanki" gwizdnął z uznaniem. Wyglądała wyjątkowo apetycznie w jego koszuli.
- Daruj sobie - syknęła w odpowiedzi.
- Będziesz mogła się deportować, kiedy wyjdziesz  z mieszkania - powiedział.
- Okay... Dzięki za ubrania - odparła.
- Nie dostanę całusa na pożegnanie? - spytał Draco, robiąc niewinną minę.
- Nie.
- To może pożegnalny se...
- Żegnaj, Malfoy - warknęła, zatrzaskując za sobą drzwi.

___________


Trwało to trochę, zanim młoda Weasley przestała myśleć o tej przeklętej nocy, ale udało jej się zapomnieć... Przynajmniej do pewnego czasu.
Miesiąc po swoich urodzinach, Ginny siedziała przy stole z Hermioną i Talią, jedząc śniadanie. Przyjaciółki często organizowały damskie wieczory i które zazwyczaj trwały prawie całą noc.
- Mama robi rodzinny obiad w niedzielę, więc wasza obecność jest obowiązkowa - powiedziała najmłodsza z przyjaciółek.
- Tak, Ron mi nie odpuści - zaśmiała się Hermiona.
Panna Granger od ukończenia szkoły pozostawała w związku z bratem Ginny, Ronem. Ten parę miesięcy temu oświadczył się ukochanej, która poprosiła o czas na podjęcie decyzji. Nie była pewna, czy chciała wiązać się z nim na stałe. Ron był dobrym człowiekiem, kochanym i ciepłym, ale dawna gryfonka nie wiedziała, czy dał by jej szczęście na dłuższą metę.
- Twoja mama zabiłaby mnie, gdybym nie przyszła - dodała Talia, sięgając po kubek z ciepłą herbatą.
- Cieszę się, że przywyknęłaś do jej...- Ginny nie dane było dokończyć zdania.
Zerwała się z krzesła i pobiegła do zlewu, w którym wylądowała część śniadania dziewczyny.
Jej przyjaciółki już w następnej chwili znalazły się przy niej i zgarnęły włosy do tyłu.
- Co do cholery - jęknęła słabym głosem ruda, kiedy nie męczyły jej już torsje.
- Może te jajka były nieświeże? - zaproponowała Talia, podtrzymując Ginny, kiedy ta kierowała się w stronę łazienki.
- Niemożliwe. Kupiłam je wczoraj rano.
- Nie zatrułaś się czymś? - spytała Hermiona.
- Raczej nie - odparła Ginny i przepłukała usta.
- Hmm... Dziwne - podsumowała Talia, marszcząc czoło.
Zastanawiała się nad powodem mdłości swojej koleżanki, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Była magomedykiem, więc znała się na tym. Ginny jednak nie miała żadnych objawów chorób, które przychodziły Talii do głowy.
- Ginny, pozwól, że zadam Ci pytanie - odezwała się nagle, obawiając się odpowiedzi.
- Pytaj.
- Kiedy powinnaś dostać miesiączkę?
- Dwa tygodnie temu. Chciałam się właśnie Ciebie zapytać, czy.... Czekaj. Co?
- Spałaś z kim ostatnio?
- Nie! Przecież wiedziałybyście o tym... - Ginny zamilkła, myślami wracając do nocy spędzonej z Draconem.

Ja pier....

_____________


Draco właśnie oprowadzał sponsorów po winnicy, która znajdowała się we Włoszech. Chciał im przedstawić nowe plany, nad którymi pracował z Blaisem. Jeśli dobrze pójdzie, ich alkohole trafią na międzynarodowy rynek. Firma dwójki arystokratów była dobrze znana w Wielkiej Brytanii, cieszyła się dobrą reputacją, ale oni chcieli więcej.
- Dlaczego wybraliście właśnie Włochy? Winnice mogły przecież być w Anglii - spytał jeden ze sponsorów.
- Chodzi o produkty. Mają lepszą jakość, a nasze wina muszą być pierwszorzędne. Nie przeczę, że staramy nawiązać też kontakt z tutejszymi firmami, wyrobić sobie dobre zdanie. Dostaliśmy już dużo propozycji współpracy od tutejszych firm. W tym biznesie nie zaszkodzi mieć przyjaciół - odpowiedział Draco, ani trochę zestresowany.
- Ach tak... Muszę pana ostrzec, panie Malfoy. Nie wszystkim chodzi o "przyjaźń".
- Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego jesteśmy zabezpieczeni.
- A w jaki sposób, jeśli mogę spytać? - zaciekawił się drugi z dżentelmenów, poprawiając okulary.
- Cóż... Nawet przyjaciele mają kilka sekretów, którymi nie chcą się dzielić - odparł blondyn, uśmiechając się tajemniczo.
Chwycił do ręki jedną z butelek.
- Nie zaprzeczę, ale musimy wiedzieć, w kogo ewentualnie zainwestujemy.
- Proszę się nie martwić, panie Bennet, nasze zabezpieczenia są dla was korzystne. Dzięki nim nie będzie mowy o żadnej stracie.
- Miejmy nadzieję - rzekł ten pierwszy, wyciągając z kieszeni pióro.
Udało się. Draco owinął ich sobie wokół palca.
Sponsorzy już sięgali do swoich teczek, kiedy rozległ się dźwięk obcasów, stukających o drewnianą podłogę winnicy. Młody Malfoy odwrócił się i zobaczył ją. Ginny Weasley szła w jego kierunku. Miała na sobie białą, zwiewną sukienkę bez ramiączek. Rude włosy spięła w koński ogon. Wyglądała nieziemsko... Ale zaraz, co ona tutaj robiła?
- Witam, panowie. Mogłabym porwać na chwilę Dracona? - przywitała się, obdarzając sponsorów promiennym uśmiechem.
Widać było, że rozbierali ją wzrokiem. Cóż, nie dziwił się im.
- Przypuszczam, że to Pani Malfoy? - zwrócił się do Dracona jeden z nich, uśmiechając się znacząco.
- Ehm... Tak. Panowie wybaczą - odrzekł blondyn, nadal zdezorientowany.
Chwycił Ginny za rękę i poprowadził do wyjścia. Kiedy znajdowali się już na świeżym powietrzu, ruda piękność wyrwała rękę z jego uścisku.
- Musimy porozmawiać - przeszła do rzeczy, patrząc mu prosto w oczy.
Draco przypomniał sobie, co go podkusiło, aby zabrać byłą Gryfonkę do siebie, parę tygodni temu.
- To nie jest dobry moment. Mam spotkanie, jeśli jeszcze nie zauważyłaś. A tak w ogóle, to co ty tutaj robisz? Jak mnie znalazłaś?
Ginny wywróciła oczami, najwidoczniej zniecierpliwiona.
- Odwiedziłam Blaise'a, powiedział mi gdzie jesteś. Jak już powiedziałam, muszę z tobą porozmawiać. Uwierz mi, jest to o wiele ważniejsze od twojego spotkania.
Draco uśmiechnął się pod nosem, nie wiedząc, czy się zdenerwować, czy też nie. Wiewióra przerwała mu ważne spotkanie. Co mogło być tak ważne, aby ganiać za nim aż do Włoch?
- Nie możesz poczekać godziny? Jak tylko z nimi skończę, będziemy mogli spokojnie porozmawiać - zaproponował.
- Nie, nie mogę czekać - odparła, podkreślając każde słowo.
- Kochanie, wiem, że było nam bardzo dobrze, ale to ty czym prędzej chciałaś zakończyć naszą znajomość, z której oboje mogliśmy czerpać korzyści. Jeśli Ci się odwidziało, cudownie, ale...
- Draco, przestań bredzić. Ja naprawdę muszę z tobą porozmawiać, teraz, zaraz. To sprawa niecierpiąca zwłoki - przerwała mu, a jej słodka twarzyczka przybrała poważny wyraz.
W jej oczach czaiło się coś, czego Draco nie potrafił rozszyfrować. Westchnął, przeczesując włosy ręką.
- No dobrze, ale proszę Cię, niech to nie trwa długo, bo przepadnie mi kontrakt.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech.
Cholera, cholera, cholera... 
- Zanim zacznę, chcę Ci powiedzieć, że niczego od Ciebie nie oczekuję. Pomyślałam po prostu, że chciałbyś o tym wiedzieć.
- Mhm... Słucham, o czym chcesz mi powiedzieć?
- Chodzi o to... - zawahała się, nie patrząc mu w oczy.
Nieświadomie położyła dłoń na brzuchu.
- Jestem w ciąży - niemalże szepnęła, spuszczając wzrok.
Draco nic z tego nie rozumiał. Czemu przebyła tak długą drogę, aby oznajmić mu, że będzie miała dziecko?
- Mam zostać ojcem chrzestnym? - zaśmiał się, ale przestał, kiedy tylko Ginny ponownie spojrzała mu w oczy.
- Jesteś ojcem tego dziecka - powiedziała.
Co do cholery?!
Draco zaniemówił. Czy to było możliwe? Przecież był za młody na ojcostwo. Nie chciał mieć na razie dzieci.
- Jesteś pewna? - spytał, poważniejąc.
- Zanim zaciągnąłeś mnie do łóżka, nie byłam z nikim od roku. Jestem pewna.
- Kur... Ginny... Ale na pewno?
- Tak - zdenerwowała się.
Zaczęła się zastanawiać, czemu w ogóle go odnalazła. Czego się spodziewała? Przecież nawet nie chciała mieć z nim wspólnego. Uznała jednak, że poinformowanie Dracona było na miejscu.
- Czemu mi to mówisz? - szepnął, nie mogąc wymyślić nic lepszego.
Po raz pierwszy w życiu, Draco Malfoy nie miał pojęcia co robić.
- Bo to będzie twoje dziecko, idioto! Myślałam, że powiedzenie Ci będzie fair. Że może będziesz chciał je poznać - odrzekła.
- Ja nie mogę mieć dzieci. Jestem za młody, nie mam czasu... Nie nadaję się do tego - powiedział, podchodząc bliżej Ginny, ta jednak cofnęła się o krok.
Mimo, że nie robiła sobie żadnych nadziei, ani nic od niego nie chciała. słowa blondyna sprawiły, że Ginny musiała powstrzymywać napływające do oczu łzy.
Przecież to jego dziecko. Jak mógł tak mówić? Gdyby była na jego miejscu, zrobiłaby wszystko, aby móc przy nim być.
Ale to był Draco Malfoy, a ona nie była na jego miejscu.
- W takim razie nie będę zabierała Ci już więcej czasu. Powodzenia z kontraktem - rzekła, chcąc się odwrócić, ale dłoń Dracona ją powstrzymała.
Ujął jej dłoń, nie pozwalając jej w ten sposób odejść. Nie do końca wiedział, dlaczego to zrobił.
- To nie tak, Ginny... To po prostu nie jest odpowiedni czas...- starał się tłumaczyć, ale w rudowłosej coś pękło.
- To trzeba było o tym pomyśleć, zanim zaciągnąłeś mnie do siebie! - krzyknęła.
- Nie zapominaj, kto pierwszy okazał się chętny - syknął.
Zaczynał już tracić cierpliwość. Przecież sama mówiła, że nic od niego nie chce. Czemu w takim razie była na niego zła? Czemu tutaj była?
- Byłam pijana! A ty to wykorzystałeś! - wycedziła przez zęby.
- Byliśmy w klubie, zaciągnęłaś mnie na parkiet i nagle mnie pocałowałaś. Nie dziw mi się, że pozwoliłem na taki przebieg sprawy. Tak już bywa.
- Tak już bywa? - warknęła Ginny - Szkoda że nie pomyślałeś o tym, iż jednorazowe numerki kończą się wpadką!
- Czego ty ode mnie chcesz?!
- Nie wiem! - wrzasnęła, nie mogąc już dłużej wytrzymać.
Po policzkach dziewczyny popłynęły słone łzy. Odeszła kawałek, nie chcąc, aby Draco ją taką widział. Ten jednak poszedł za nią.
- Nie płacz - szepnął, stając za nią.
Zero reakcji.
- Cholera... Ginny, ja po prostu nie wiem, co robić - powiedział, ostrożnie kładąc jej dłonie na ramionach.
- A myślisz, że ja wiem? Też jestem za młoda, też nie jestem na to gotowa - mówiła roztrzęsionym głosem.
Po raz pierwszy młody pan Malfoy widział Ginny w takim stanie. Coś w nim pękło.
Przyciągnął dziewczynę do siebie, objął ją i oparł brodę o jej ramię.
Nie wiedział, czy to właśnie powinien zrobić. On nigdy nie potrafił postępować z kobietami czule, chyba że w łóżku.
Nie był to chyba zły ruch, bo Ginny go nie odepchnęła.
- Dasz sobie radę... Pomogę Ci - powiedział po dłuższej chwili.
Ginny zdziwiła się nagłą zmianą nastawienia blondyna.
- Mogę? - spytał, kładąc rękę na brzuchu rudej.
Ta parsknęła cicho.
- Jest jeszcze za wcześnie, abyś coś poczuł - powiedziała i odwróciła się przodem do Malfoya.
- Czyli mówisz, że będę ojcem? - podsumował, unosząc jedną brew.
Postanowił zachować spokój, jednak prawda była taka, że w jego myślach panował chaos.
- Tak.
- Draco Junior... Nie brzmi źle - zaśmiał się.
- Zapomnij. Nawet nie wiem, czy to chłopczyk.
- Pożyjemy, zobaczymy.
Nienawidziła tego zapatrzonego w siebie ignoranta. Był jednak ojcem dziecka, które Ginny nosiła pod swoim sercem. dziecka, które za parę miesięcy miało przyjść na świat. Świadomość, że Draco stał teraz przed nią, a nie uciekał gdzie pieprz rośnie uspokoiła rudowłosą. Potrzebowała kogoś, w kim mogła widzieć podporę. Nie była do końca pewna, czy mogła ufać Draconowi, ale czy miała inne wyjście?
Może to przez tą ciążę, ale kiedy Malfoy objął Ginny, ta poczuła się bezpiecznie. Uświadomiła sobie, że nie chciała, aby jej dziecku brakowało jednego z rodziców. Tylko czy Draco nadawał się na ojca? Czy podoła tej roli? Tym panna Weasley martwiła się najbardziej.
- Czy Pani Malfoy zechce mi towarzyszyć w spotkaniu? Zauważyłem, że twoja obecność pozytywnie wpływa na ich humor - zaśmiał się Draco.
- Jesteś niemożliwy - odparła, kręcąc głową, ale ujęła wyciągniętą dłoń blondyna.
- Przecież muszę zarabiać, mamy dziecko w drodze - zauważył uśmiechając się do dziewczyny.


____________


- Ginny, jesteś wreszcie! - zawołała Hermiona, kiedy najmłodsza z przyjaciółek przekroczyła próg swojego mieszkania.
Ona i Talia rzuciły się na Ginny, zadając tysiąc pytań naraz.
- No dalej, opowiadaj! Jak było? Jak zareagował?
- Zachował się w porządku? A tak swoją drogą, to czemu był we Włoszech?
- Jak to jest w końcu między wami?
Ginny uwolniła się z uścisku swoich koleżanek i przeszła do salonu, padając na sofę.
- Uspokójcie się! Zaraz wam wszystko opowiem, tylko dajcie mi złapać oddech! - parsknęła.
Wyciągnęła się wygodnie i położyła dłonie na brzuchu, uśmiechając się pod nosem.
- Ginny, wiesz, że nie jestem cierpliwą osobą - jęknęła Talia, zajmując miejsce na jednym z foteli.
Hermiona wybrała ten, który stał bliżej kominka.
- Cóż mogę wam powiedzieć... Jego reakcja była taka, jakiej się spodziewałam. Zachował się jak typowy Malfoy. Ale potem coś się zmieniło. Obiecał mi pomóc.
- Naprawdę? Dziwne... Jesteś pewna, że to był Draco? - zakpiła Hermiona.
- Tak, też się zdziwiłam, ale co miałam zrobić? Przecież nie mogę odtrącać jego pomocy, jest ojcem mojego dziecka - odparła Ginny.
- I co dalej? - przerwała im Talia, aż podskakując na fotelu.
- Zaprosił mnie do hotelu, w którym się zatrzymał, zaraz po spotkaniu ze sponsorami, które mu przerwałam. Zjedliśmy kolację, porozmawialiśmy... Powiedział, że wróci za tydzień, jak tylko załatwi wszystkie sprawy. Wtedy omówimy wszystkie szczegóły i takie tam.
- Czemu nie zrobiliście tego tam? Przecież nie było Cię tydzień. Chyba nie jedliście tej kolacji przez siedem dni - powiedziała Hermiona, patrząc się na rudą badawczym wzrokiem.
Ta zaś zarumieniła się delikatnie, nie patrząc jej w oczy.
- Cóż... Oprowadził mnie po swojej winnicy, potem zabrał na wycieczkę do Mediolanu. Codziennie zwiedzaliśmy nowe miasta. A...
- A kiedy wracaliście do hotelu, sami musieliście zapewnić sobie rozrywkę - dokończyła za nią Talia, uśmiechając się znacząco do panny Weasley.
- Nie zaprzeczę - odparła, po dłuższej chwili ciszy.
Talia zerwała się z fotela i z entuzjazmem rzuciła się na rudowłosą.
- Jesteś niemożliwa! No, no, no, Ginny! Zadziwiasz! - zawołała, gilgocząc swoją młodszą przyjaciółkę.
- Talia! Przestań! - zaśmiała się Ginny, próbując powstrzymać Talię.
- Hej, dziewczyny, uspokójcie się! - przywołała je do porządku Hermiona, która nie podzielała entuzjazmu koleżanek.
Według niej, Ginny popełniła błąd, po raz kolejny ulegając Draconowi. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego.