bo mam dla Was nowy rozdział :D Jestem bardzo
ciekawa, co o nim sądzicie. Nie jest on zbyt długi,
bo potraktowałam go jako przejście do ważnej
części opowiadania. Jako że rozdziały będą pojawiały
się co dwa tygodnie, możecie się spodziewać dłuższych
rozdziałów, tylko ten jest wyjątkiem. Zachęcam
wszystkich do komentowania, dzielenia się
opinią i krytyką, zrobilibyście mi ogromną
przyjemność :) Miłego czytania!
Panna Potter
Nie mogłem w to uwierzyć. Talia ujęła moją twarz w swoje drobne dłonie i pocałowała mnie. Naprawdę mnie pocałowała. To nie był pocałunek z tych bezwartościowych, niedorzecznych książek, które czytały zdesperowane kobiety. To był delikatny, zwykły pocałunek dziewczyny. Właśnie to było w nim najlepsze. Wszystkie inne próbowały mi coś udowodnić, próbowały zrobić z tego nie wiadomo co, jakby to były ich ostatnie godziny życia. Ona tego nie robiła. Ona po prostu mnie pocałowała.
- Czekaj - przerwała, odsuwając się ode mnie.
Usiadła po turecku i zmarszczyła lekko czoło.
- Coś się stało? - spytałem, nadal będąc pod wpływem czaru, który na mnie rzuciła.
Ostatnio, to pytanie padało częściej, niż bym tego chciał.
- Tak. Przecież chodzisz z Pansy - powiedziała, patrząc na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Cholera!
- Nie wiem, czy zauważyłaś, ale nie darzę jej żadnym specjalnym uczuciem. To ona się mnie uczepiła - odparłem.
- Czy ty słyszysz samego siebie?
- Wiem że to brzmi beznadziejnie, ale taka jest prawda. Mój ojciec jest przyjacielem jej rodziny. Fakt, że związałem się z córką Parkinsonów bardzo ułatwił mu co poniektóre sprawy.
- Jeśli myślisz, że to zabrzmiało lepiej, to jest mi Ciebie żal - żachnęła się, ale nie potrafiła ukryć rozbawienia.
- Talia, tak już wygląda moje życie. Zerwę z nią
- Nie chcę być powodem waszego zerwania - jęknęła, ale widziałem, że się waha - Nie powinnam tego robić, nie ważne, jak bardzo jej nie lubię.
- To jest moja decyzja. Czemu mam rezygnować z czegoś, na czym zależy mi bardziej? -powiedziałem, siadając obok niej.
O tak. Blaise i Teodor mięliby teraz ubaw po pachy.
- Nie rozumiem, czemu w takim razie z nią byłeś - ciągnęła.
- Bo tego ode mnie oczekiwali.
Popatrzyła na mnie niepewnie. W końcu jednak oparła czoło o moje ramię.
- Jesteś strasznie trudną osobą, Malfoy - zachichotała.
- Ty też, Potter - odparłem, czochrając jej włosy.
- Czyli zależy Ci na mnie? - spytała, unosząc brew.
- Oczekujesz ode mnie deklaracji? - zaśmiałem się, po raz pierwszy czując się nieswojo w takiej sytuacji.
To co czułem do Talii było poważniejsze, niż bym chciał. Jednocześnie nie mogłem się doczekać, co z tego wyniknie. To była dla mnie nowa sytuacja, tak samo jak dla Talii.
- Tak - odparła poważnie, ale po chwili uśmiech wkradł jej się na twarz.
- Owszem, zależy. Gdyby tak nie było, nie męczyłbym się z tobą tak długo - odpowiedziałem.
- Wow. Spodziewałam się czegoś lepszego od największego casanovy Hogwartu.
- Słucham?
- Różnie na Ciebie mówią - wytłumaczyła, opadając ponownie na poduszki.
Położyłem się obok niej, opierając się o łokieć, aby móc na nią patrzeć.
- Cóż, to jest nieuniknione, kiedy jest się tak popularnym
- Ja bym to ujęła inaczej.
- No dobrze, nie zapuszczajmy się w te tematy, bo coś czuję, że mogłabyś przegadać całą noc. Musisz się wyspać, bo jutro jest ważny dzień - powiedziałem, ukrywając niechęć, która mnie przepełniała na samą myśl o tym przeklętym medalionie, mającym od jutra wysysać z Talii siłę.
Skoro Czarny Pan będzie miał jej moc w medalionie, to po co mu była Talia? No tak. Moc przywiązuje się do wybranego nosiciela. Kiedy Talii nie będzie w pobliżu, moc wygaśnie.
- Masz rację, ale coś mi się zdaję, że nie zasnę tak szybko - odparła.
- Dlaczego?
- Wiesz, nie jestem przyzwyczajona to tego wszystkiego. Byłam dzisiaj na eleganckim bankiecie, który odbywał się w ogromnej rezydencji bogatej rodziny, ważne osobistości witały się ze mną i prosiły o opowiedzenie historii, której ja sama tak naprawdę nie znam do końca i... Cóż, po raz pierwszy kogoś pocałowałam.
Talia zarumieniła się lekko i schowała twarz w poduszkę. No tak, ten dzień był dla niej pełen nowych doznań.
Przysunąłem się do niej i przytuliłem do siebie. Nie wiedziałem jednak co robić dalej. Oczywiście wiedziałem, jak postępować z dziewczynami, ale Talia była nieprzewidywalna.
- Zaśpiewaj mi coś - szepnąłem, przypominając sobie nasz taniec, kiedy nuciła "Cry me a river"
Talia podniosła głowę i spojrzała na mnie tak, jakby mi coś dolegało.
- Po co? - spytała.
- Tak po prostu.
Po chwili wtuliła się w moją koszulę i zaczęła śpiewać nieznaną mi piosenkę. To dziwne, jak głos jej się zmieniał. Był bardziej delikatny, miał w sobie coś bardziej dziewczęcego. Na co dzień, Talia raczej starała się ukryć wszystko co w niej dziewczęce, z tego co zaobserwowałem. A teraz leżała tutaj w moich ramionach i śpiewała. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że to będzie miało miejsce, wyśmiałbym go. W tej chwili mogłem się tym jednak tylko rozkoszować.
***
Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Wstałam z łóżka i rozsunęłam zasłony. Było jeszcze ciemno. Postanowiłam wziąć gorącą kąpiel i przemyśleć zdarzenia z poprzedniego dnia.
Kiedy już leżałam w wannie napełnioną parującą wodą i olejkami zapachowymi, pozwoliłam myślom odblokować sceny, które odpychałam od siebie od wczoraj, kiedy Draco poszedł do siebie.
Pierwsze, co mnie uderzyło, to fakt, że go pocałowałam. Po prostu. Pocałowałam Dracona Malfoya.
Co ja sobie myślałam? To był duży błąd, nie tylko dlatego, że miał dziewczynę, ale też ukrywałam naszą znajomość przed prawie wszystkimi. Teraz, kiedy doszło do czegoś więcej, miało się to stać jeszcze trudniejsze.
Byłam największą idiotką na świecie. Jak mogłam rozbić związek? Nie ważne czy był poważny, czy też nie, nic i nikt nie dał mi prawa do tego, aby to zrobić. Czułam się z tym okropnie.
Jednak, kiedy tak leżałam w tej wannie, a mój tok myśli nie był już tak chaotyczny, przypomniały mi się te bardziej przyjemne szczegóły.
Ciepło blondyna, który na co dzień zdawał się być taki zimny, jego uśmiech, bliskość i wrażenie, że byłam przy nim bezpieczna. To wszystko sprawiło, że nie mogłam żałować tego pocałunku. Był moim pierwszym...
Swoją drogą, całując Malfoya, zdziwiłam samą siebie. Nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że mógł mi się podobać w taki sposób. Odganiałam od siebie wszelkie tego oznaki. Dopiero, kiedy nasze twarze dzieliły centymetry, a w jego oczach pojawiło się to coś, co trudno opisać słowami, dotarło do mnie, że Draco nie był dla mnie obojętny. Zadziwiające, jak nagle nasze uczucia mogą się zmienić... Albo dotrzeć do nas, jakie uczucia tak naprawdę skrywaliśmy.
Nie wiedziała co dalej robić (znowu). Jak miałam się zachować? Temat związków, o ile można to w ogóle nazwać związkiem, ciągle pozostawał mi obcy. Nie miałam zielonego pojęcia co począć w takiej sytuacji. A co jeśli on odbierał to wszystko w inny sposób? Przecież mówił, że byłam dla niego ważna...
O cholera. A co jeśli robił to tylko dlatego, że jego ojciec mu kazał? Przecież tak właśnie było z Pansy. Posiadałam moc, która okazała się o wiele potężniejsza, niż się spodziewałam, a Pan Malfoy starał mi się pomóc, wcale mnie nawet nie znając. Istniała taka możliwość, że nie robił tego bezinteresownie.
Nie, nie, nie, nie, nie. Proszę, to nie mogła być prawda. Odgoniłam od siebie tą niepokojącą myśl.
" Jesteś po prostu przewrażliwiona" powtarzałam w myślach, kiedy związywałam włosy w koński ogon. Następnie ubrałam się pośpiesznie, bo niska temperatura dawała się już we znaki.
- Tak - odparła poważnie, ale po chwili uśmiech wkradł jej się na twarz.
- Owszem, zależy. Gdyby tak nie było, nie męczyłbym się z tobą tak długo - odpowiedziałem.
- Wow. Spodziewałam się czegoś lepszego od największego casanovy Hogwartu.
- Słucham?
- Różnie na Ciebie mówią - wytłumaczyła, opadając ponownie na poduszki.
Położyłem się obok niej, opierając się o łokieć, aby móc na nią patrzeć.
- Cóż, to jest nieuniknione, kiedy jest się tak popularnym
- Ja bym to ujęła inaczej.
- No dobrze, nie zapuszczajmy się w te tematy, bo coś czuję, że mogłabyś przegadać całą noc. Musisz się wyspać, bo jutro jest ważny dzień - powiedziałem, ukrywając niechęć, która mnie przepełniała na samą myśl o tym przeklętym medalionie, mającym od jutra wysysać z Talii siłę.
Skoro Czarny Pan będzie miał jej moc w medalionie, to po co mu była Talia? No tak. Moc przywiązuje się do wybranego nosiciela. Kiedy Talii nie będzie w pobliżu, moc wygaśnie.
- Masz rację, ale coś mi się zdaję, że nie zasnę tak szybko - odparła.
- Dlaczego?
- Wiesz, nie jestem przyzwyczajona to tego wszystkiego. Byłam dzisiaj na eleganckim bankiecie, który odbywał się w ogromnej rezydencji bogatej rodziny, ważne osobistości witały się ze mną i prosiły o opowiedzenie historii, której ja sama tak naprawdę nie znam do końca i... Cóż, po raz pierwszy kogoś pocałowałam.
Talia zarumieniła się lekko i schowała twarz w poduszkę. No tak, ten dzień był dla niej pełen nowych doznań.
Przysunąłem się do niej i przytuliłem do siebie. Nie wiedziałem jednak co robić dalej. Oczywiście wiedziałem, jak postępować z dziewczynami, ale Talia była nieprzewidywalna.
- Zaśpiewaj mi coś - szepnąłem, przypominając sobie nasz taniec, kiedy nuciła "Cry me a river"
Talia podniosła głowę i spojrzała na mnie tak, jakby mi coś dolegało.
- Po co? - spytała.
- Tak po prostu.
Po chwili wtuliła się w moją koszulę i zaczęła śpiewać nieznaną mi piosenkę. To dziwne, jak głos jej się zmieniał. Był bardziej delikatny, miał w sobie coś bardziej dziewczęcego. Na co dzień, Talia raczej starała się ukryć wszystko co w niej dziewczęce, z tego co zaobserwowałem. A teraz leżała tutaj w moich ramionach i śpiewała. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że to będzie miało miejsce, wyśmiałbym go. W tej chwili mogłem się tym jednak tylko rozkoszować.
***
Obudziłam się bardzo wcześnie rano. Wstałam z łóżka i rozsunęłam zasłony. Było jeszcze ciemno. Postanowiłam wziąć gorącą kąpiel i przemyśleć zdarzenia z poprzedniego dnia.
Kiedy już leżałam w wannie napełnioną parującą wodą i olejkami zapachowymi, pozwoliłam myślom odblokować sceny, które odpychałam od siebie od wczoraj, kiedy Draco poszedł do siebie.
Pierwsze, co mnie uderzyło, to fakt, że go pocałowałam. Po prostu. Pocałowałam Dracona Malfoya.
Co ja sobie myślałam? To był duży błąd, nie tylko dlatego, że miał dziewczynę, ale też ukrywałam naszą znajomość przed prawie wszystkimi. Teraz, kiedy doszło do czegoś więcej, miało się to stać jeszcze trudniejsze.
Byłam największą idiotką na świecie. Jak mogłam rozbić związek? Nie ważne czy był poważny, czy też nie, nic i nikt nie dał mi prawa do tego, aby to zrobić. Czułam się z tym okropnie.
Jednak, kiedy tak leżałam w tej wannie, a mój tok myśli nie był już tak chaotyczny, przypomniały mi się te bardziej przyjemne szczegóły.
Ciepło blondyna, który na co dzień zdawał się być taki zimny, jego uśmiech, bliskość i wrażenie, że byłam przy nim bezpieczna. To wszystko sprawiło, że nie mogłam żałować tego pocałunku. Był moim pierwszym...
Swoją drogą, całując Malfoya, zdziwiłam samą siebie. Nigdy nie dopuszczałam do siebie myśli, że mógł mi się podobać w taki sposób. Odganiałam od siebie wszelkie tego oznaki. Dopiero, kiedy nasze twarze dzieliły centymetry, a w jego oczach pojawiło się to coś, co trudno opisać słowami, dotarło do mnie, że Draco nie był dla mnie obojętny. Zadziwiające, jak nagle nasze uczucia mogą się zmienić... Albo dotrzeć do nas, jakie uczucia tak naprawdę skrywaliśmy.
Nie wiedziała co dalej robić (znowu). Jak miałam się zachować? Temat związków, o ile można to w ogóle nazwać związkiem, ciągle pozostawał mi obcy. Nie miałam zielonego pojęcia co począć w takiej sytuacji. A co jeśli on odbierał to wszystko w inny sposób? Przecież mówił, że byłam dla niego ważna...
O cholera. A co jeśli robił to tylko dlatego, że jego ojciec mu kazał? Przecież tak właśnie było z Pansy. Posiadałam moc, która okazała się o wiele potężniejsza, niż się spodziewałam, a Pan Malfoy starał mi się pomóc, wcale mnie nawet nie znając. Istniała taka możliwość, że nie robił tego bezinteresownie.
Nie, nie, nie, nie, nie. Proszę, to nie mogła być prawda. Odgoniłam od siebie tą niepokojącą myśl.
" Jesteś po prostu przewrażliwiona" powtarzałam w myślach, kiedy związywałam włosy w koński ogon. Następnie ubrałam się pośpiesznie, bo niska temperatura dawała się już we znaki.
Zerknęłam na wielki zegar wiszący nad kominkiem. Była dopiero siódma. Draco miał przyjść po mnie o dziewiątej, więc postanowiłam napisać listy do bliskich, dać znać, że wszystko w porządku.
Pisząc kolejne słowa na pergaminie, doszłam do wniosku, że blizny, które pojawiły się poprzedniego dnia wcale nie zbledły. W dodatku dokuczały mi bardziej niż wczoraj. Z całych sił starałam się je ignorować i skupić się na treści listu, który miał trafić do Hermiony.
Tęskniłam za nią i jej mądrymi uwagami. Nieobecność Ginny też mi doskwierała. Najbardziej jednak tęskniłam za Harrym, pomijając to, jak się ostatnio zachowywał.
To dziwne. Odnaleźliśmy się po latach, a spędzaliśmy ze sobą tak mało czasu. Nie oczekiwałam od niego, aby przesiadywał ze mną całymi dniami, ale miałam nadzieję, że uda nam się nadrobić choć trochę z tych straconych lat, że uda mi się go poznać.
Może powinnam z nim porozmawiać? A co jeśli znowu go zdenerwuję? Trudno. Tu chodziło o coś więcej, niż jego humorki.
Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi, poczułam jak przechodzą mnie delikatne dreszcze. Zawsze kiedy się denerwowałam, zaczynałam się lekko trząść. A może to ta moc?
Podbiegłam do drzwi i otworzyłam je.
I jak ja miałam być na siebie wściekła za to, że go pocałowałam? Przede mną stał Draco w błękitnej koszuli i czarnych spodniach. Blond włosy miał w lekkim nieładzie, a na jego twarzy widniał łobuzerski uśmiech, który ostatnio widywałam dość często.
Za jego plecami zauważyłam Blaise'a i Teodora.
- Dzień dobry - przywitał się Draco, obejmując mnie w pasie.
- Cześć - odparłam, zapominając o wszystkich moich zmartwieniach.
Blaise uniósł brew a Teodor uśmiechał się znacząco.
- Gotowa na bardzo niezręczne śniadanie w towarzystwie Nottów, Zabinich i Malfoyów? - spytał, wypuszczając mnie z objęć.
- Tylko na to czekałam - zażartowałam.
Śniadanie miało się odbyć w Małej Jadalni, której nazwa była bardzo nieadekwatna do jej rozmiarów.
Po obu końcach stołu siedzieli już rodzice Dracona. Rodzice Blaise'a i Teodora również zajęli już swoje miejsca. Usiadłam między Draconem a Blaisem.
- Jak minęła Ci pierwsza noc, Talio? - odezwała się Pani Narcyza, przerywając niezręczną ciszę.
- Bardzo dobrze, dziękuję. Pokój jest naprawdę piękny - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej uprzejmie.
- Cieszę się, że Ci się podoba - odwzajemniła uśmiech.
Jej wzrok powędrował trochę niżej. No pięknie, zapomniałam ubrać sweter...
- Czy wszystko jest w porządku? - spytała zaniepokojona.
- Narcyzo - wtrącił się Pan Malfoy.
Jego żona spuściła wzrok.
- Podejrzewam, że męczą Cię te ciągłe pytania - wyjaśnił Pan Lucjusz.
- Ciekawość należy do ludzkiej natury - odpowiedziałam - Nie przeszkadza mi to, ale dziękuję za pańską troskę.
Ojciec Dracona skiną głową, uśmiechając się do mnie.
Już chciałam wrócić do posiłku, ale coś przykuło moją uwagę. Pani Nott patrzyła na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, ta spuściła wzrok.
Pisząc kolejne słowa na pergaminie, doszłam do wniosku, że blizny, które pojawiły się poprzedniego dnia wcale nie zbledły. W dodatku dokuczały mi bardziej niż wczoraj. Z całych sił starałam się je ignorować i skupić się na treści listu, który miał trafić do Hermiony.
Tęskniłam za nią i jej mądrymi uwagami. Nieobecność Ginny też mi doskwierała. Najbardziej jednak tęskniłam za Harrym, pomijając to, jak się ostatnio zachowywał.
To dziwne. Odnaleźliśmy się po latach, a spędzaliśmy ze sobą tak mało czasu. Nie oczekiwałam od niego, aby przesiadywał ze mną całymi dniami, ale miałam nadzieję, że uda nam się nadrobić choć trochę z tych straconych lat, że uda mi się go poznać.
Może powinnam z nim porozmawiać? A co jeśli znowu go zdenerwuję? Trudno. Tu chodziło o coś więcej, niż jego humorki.
Kiedy usłyszałam pukanie do drzwi, poczułam jak przechodzą mnie delikatne dreszcze. Zawsze kiedy się denerwowałam, zaczynałam się lekko trząść. A może to ta moc?
Podbiegłam do drzwi i otworzyłam je.
I jak ja miałam być na siebie wściekła za to, że go pocałowałam? Przede mną stał Draco w błękitnej koszuli i czarnych spodniach. Blond włosy miał w lekkim nieładzie, a na jego twarzy widniał łobuzerski uśmiech, który ostatnio widywałam dość często.
Za jego plecami zauważyłam Blaise'a i Teodora.
- Dzień dobry - przywitał się Draco, obejmując mnie w pasie.
- Cześć - odparłam, zapominając o wszystkich moich zmartwieniach.
Blaise uniósł brew a Teodor uśmiechał się znacząco.
- Gotowa na bardzo niezręczne śniadanie w towarzystwie Nottów, Zabinich i Malfoyów? - spytał, wypuszczając mnie z objęć.
- Tylko na to czekałam - zażartowałam.
Śniadanie miało się odbyć w Małej Jadalni, której nazwa była bardzo nieadekwatna do jej rozmiarów.
Po obu końcach stołu siedzieli już rodzice Dracona. Rodzice Blaise'a i Teodora również zajęli już swoje miejsca. Usiadłam między Draconem a Blaisem.
- Jak minęła Ci pierwsza noc, Talio? - odezwała się Pani Narcyza, przerywając niezręczną ciszę.
- Bardzo dobrze, dziękuję. Pokój jest naprawdę piękny - odpowiedziałam, uśmiechając się do niej uprzejmie.
- Cieszę się, że Ci się podoba - odwzajemniła uśmiech.
Jej wzrok powędrował trochę niżej. No pięknie, zapomniałam ubrać sweter...
- Czy wszystko jest w porządku? - spytała zaniepokojona.
- Narcyzo - wtrącił się Pan Malfoy.
Jego żona spuściła wzrok.
- Podejrzewam, że męczą Cię te ciągłe pytania - wyjaśnił Pan Lucjusz.
- Ciekawość należy do ludzkiej natury - odpowiedziałam - Nie przeszkadza mi to, ale dziękuję za pańską troskę.
Ojciec Dracona skiną głową, uśmiechając się do mnie.
Już chciałam wrócić do posiłku, ale coś przykuło moją uwagę. Pani Nott patrzyła na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, ta spuściła wzrok.
- Talio, chciałbym, abyś ty i Draco przyszli do mojego gabinetu po śniadaniu - odezwał się ponownie Pan Malfoy.
Pewnie chodziło o medalion.
- Oczywiście - odparłam.
Reszta śniadania minęła nam w milczeniu.
Blaise i Teodor postanowili zaczekać w salonie. Ruszyłam za Draconem do gabinetu jego ojca.
- Co ten medalion tak dokładnie robi? - spytałam.
- Pomoże Ci on zapanować nad mocą, kiedy ty nie będziesz w stanie. Powiedzmy, że będziesz mogła swobodniej funkcjonować. Jest to coś na kształt sieci, która blokuje energię, kiedy tracisz samokontrolę - odrzekł.
- Czyli znowu będę mogła się swobodnie wściekać, nie robiąc przy tym nikomu krzywdy?
- Tak - parsknął - A skoro już mowa o twojej mocy... Musiałaś się wczoraj powstrzymywać?
- Powstrzymywać ?- powtórzyłam, zdezorientowana jego pytaniem.
- No tak. Kiedy podaliśmy Ci mieszankę eliksiru miłosnego, aby przekonać się, jak reagujesz na... bardziej przyjemne bodźce, to twoja magia działała. Wczoraj nic się nie stało.
Wróciłam pamięcią do poprzedniego dnia, kiedy pocałowałam Dracona. Rzeczywiście, czułam wtedy, jak moc chciała znaleźć ujście. Czułam przy tym ból, co oczywiście szybko przywróciło mi trzeźwe myśli i wtedy właśnie przypomniała mi się Pansy.
Draco zaśmiał się na moją odpowiedź.
- Nie dziw mi się, że ból kojarzę z Pansy. To ona spowodowała mój pierwszy wybuch.
- Z drugiej jednak strony, gdyby nie tamto zajście, mogłoby Cię tutaj nie być - stwierdził.
- Nie wiem, czy Ci przyłożyć, czy przyznać rację.
- Ja już wiem, co mogłabyś zrobić - mruknął i pocałował mnie w skroń.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Może i nie miałam wprawy, jeśli chodzi o... takie sytuacje, kiedy dziewczyna i chłopak dowiadują się o swoich uczuciach, ale po raz pierwszy nie miałam nic przeciwko, aby się przekonać jak to jest.
Draco stanął przed czarnymi drzwiami.
- Panie przodem - rzekł, otwierając je.
Weszłam do zadziwiająco małego pomieszczenia, w porównaniu do reszty. Wszystkie zasłony były zasunięte, a jedynym źródłem światła, była lampa stojąca już obok biurka, na samym środku pokoju i kilka świec, porozstawianych na półkach i szafkach, których było tu sporo. Panował tu kolor butelkowej zieleni, czemu akurat się nie dziwiłam.
- Och, jesteście już - zawołał Pan Lucjusz, wstając z fotela za biurkiem - Chyba wiesz, czemu poprosiłem Cię, abyś tutaj przyszła, prawda?
- Chodzi o medalion? -spytałam niepewnie.
- Dokładnie - odparł, podchodząc do wielkiego regału, zajmującego praktycznie całą lewą ścianę
Stał tam przez chwilę, rozglądając się za czymś i sięgnął po małą szkatułkę.
Ciekawe, czemu nie użył Accio.
- Nie na się go przywołać zaklęciem - szepnął Draco.
- Jeszcze raz, a pomyślę, że czytasz mi w myślach - odparłam cicho.
- A oto i on - przerwał nam Pan Malfoy, podając mi szkatułkę.
Była ciężka, jak na swoje rozmiary i ozdabiana rubinami. "Jakby inaczej" prychnęłam w myślach.
- Dziękuję.
Uchyliłam wieczko, a moim oczom ukazał się medalion.
- On wygląda jak księżyc - powiedziałam bardziej do samej siebie.
- Tak, nie jest to przypadek. Został on zrobiony przez czarownice ze Starszyzny, ponad tysiąc lat temu. Wierzyły, że źródło mocy wszystkich magicznych istot na ziemi jest właśnie na księżycu. Istnieje bardzo dużo rodzajów magii, niektórych nawet jeszcze nie odkryliśmy. Magia, która płynie w tobie, jest bardzo stara, uniwersalna. Możliwe nawet, że stałaś się źródłem mocy wszystkich czarodziejów, kiedy energia wybrała Ciebie, jako nosicielkę. Stałaś się naszą kotwicą. Dlatego właśnie odszukałem ten medalion. Ochroni Cię, pomoże nosić tak wielkie brzemię.
- Skąd Pan to wszystko wie? - spytałam rozmarzonym głosem.
Nic nie mogłam na to poradzić. Uwielbiałam takie historie.
- Cóż... Nie powinienem Ci tego mówić, ale ufam, że zachowasz to dla siebie. Istnieje coś takiego, jak Stowarzyszenie Światła. Jest to grupa czarodziei, którzy uczą się o magii, odkrywają ją na nowo. Wiedzą o niej wszystko, spisują całe księgi. Odszukałem ich i poprosiłem o pomoc. Jako że mój przodek był jednym z założycieli tego stowarzyszenia, zgodzili się podzielić informacjami na temat twojego przypadku. To oni pomogli mi odnaleźć ten medalion.
Gdyby moje oczy mogły wyskoczyć z orbit, już dawno by to zrobiły. Rozentuzjazmowana, podekscytowana, pełna energii część mnie skakała właśnie wysoko, tracąc zdrowy rozsądek. Druga część była za to zaniepokojona. Nie warto już było ukrywać, że nie ufałam Lucjuszowi Malfoyowi. Wiedział bardzo dużo na mój temat i nawet więcej na temat mocy. Czułam się z tym bardzo niepewnie.
- O rety... Myśli Pan, że mogłabym kiedyś się z nimi zobaczyć i zadać kilka pytań? - spytałam.
- Nie - odparł prawie od razu - Istnienie Stowarzyszenia to tajemnica. Wiedzą tylko Ci, którzy mają w sobie krew założycieli. Ujawniają się, kiedy chcą , a jeśli o nich nie wiesz, znaczy to, że nie chcieli, abyś o nich wiedziała. Oni natomiast znają Ciebie. Jeśli tylko będziesz miała jakieś pytania, to możesz przyjść do mnie.
- Szkoda - odrzekłam, zamykając z powrotem szkatułkę - Dziękuję za wszystko, Panie Malfoy.
Jego słowa jeszcze bardziej mnie zaniepokoiły, ale nie mogłam się z nim kłócić.
- Nie dziękuj, Talio - powiedział, uśmiechając się do mnie - Ale pamiętaj. Musisz go cały czas nosić, aby magia medalionu mogła się z tobą połączyć.
- Zapamiętam.
- A teraz idźcie, zapewne macie już jakieś plany.
- Jeszcze raz dziękuję - powiedziałam, wychodząc z gabinetu.
Po raz kolejny nie wiedziałam co myśleć
Pewnie chodziło o medalion.
- Oczywiście - odparłam.
Reszta śniadania minęła nam w milczeniu.
Blaise i Teodor postanowili zaczekać w salonie. Ruszyłam za Draconem do gabinetu jego ojca.
- Co ten medalion tak dokładnie robi? - spytałam.
- Pomoże Ci on zapanować nad mocą, kiedy ty nie będziesz w stanie. Powiedzmy, że będziesz mogła swobodniej funkcjonować. Jest to coś na kształt sieci, która blokuje energię, kiedy tracisz samokontrolę - odrzekł.
- Czyli znowu będę mogła się swobodnie wściekać, nie robiąc przy tym nikomu krzywdy?
- Tak - parsknął - A skoro już mowa o twojej mocy... Musiałaś się wczoraj powstrzymywać?
- Powstrzymywać ?- powtórzyłam, zdezorientowana jego pytaniem.
- No tak. Kiedy podaliśmy Ci mieszankę eliksiru miłosnego, aby przekonać się, jak reagujesz na... bardziej przyjemne bodźce, to twoja magia działała. Wczoraj nic się nie stało.
Wróciłam pamięcią do poprzedniego dnia, kiedy pocałowałam Dracona. Rzeczywiście, czułam wtedy, jak moc chciała znaleźć ujście. Czułam przy tym ból, co oczywiście szybko przywróciło mi trzeźwe myśli i wtedy właśnie przypomniała mi się Pansy.
Draco zaśmiał się na moją odpowiedź.
- Nie dziw mi się, że ból kojarzę z Pansy. To ona spowodowała mój pierwszy wybuch.
- Z drugiej jednak strony, gdyby nie tamto zajście, mogłoby Cię tutaj nie być - stwierdził.
- Nie wiem, czy Ci przyłożyć, czy przyznać rację.
- Ja już wiem, co mogłabyś zrobić - mruknął i pocałował mnie w skroń.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Może i nie miałam wprawy, jeśli chodzi o... takie sytuacje, kiedy dziewczyna i chłopak dowiadują się o swoich uczuciach, ale po raz pierwszy nie miałam nic przeciwko, aby się przekonać jak to jest.
Draco stanął przed czarnymi drzwiami.
- Panie przodem - rzekł, otwierając je.
Weszłam do zadziwiająco małego pomieszczenia, w porównaniu do reszty. Wszystkie zasłony były zasunięte, a jedynym źródłem światła, była lampa stojąca już obok biurka, na samym środku pokoju i kilka świec, porozstawianych na półkach i szafkach, których było tu sporo. Panował tu kolor butelkowej zieleni, czemu akurat się nie dziwiłam.
- Och, jesteście już - zawołał Pan Lucjusz, wstając z fotela za biurkiem - Chyba wiesz, czemu poprosiłem Cię, abyś tutaj przyszła, prawda?
- Chodzi o medalion? -spytałam niepewnie.
- Dokładnie - odparł, podchodząc do wielkiego regału, zajmującego praktycznie całą lewą ścianę
Stał tam przez chwilę, rozglądając się za czymś i sięgnął po małą szkatułkę.
Ciekawe, czemu nie użył Accio.
- Nie na się go przywołać zaklęciem - szepnął Draco.
- Jeszcze raz, a pomyślę, że czytasz mi w myślach - odparłam cicho.
- A oto i on - przerwał nam Pan Malfoy, podając mi szkatułkę.
Była ciężka, jak na swoje rozmiary i ozdabiana rubinami. "Jakby inaczej" prychnęłam w myślach.
- Dziękuję.
Uchyliłam wieczko, a moim oczom ukazał się medalion.
- On wygląda jak księżyc - powiedziałam bardziej do samej siebie.
- Tak, nie jest to przypadek. Został on zrobiony przez czarownice ze Starszyzny, ponad tysiąc lat temu. Wierzyły, że źródło mocy wszystkich magicznych istot na ziemi jest właśnie na księżycu. Istnieje bardzo dużo rodzajów magii, niektórych nawet jeszcze nie odkryliśmy. Magia, która płynie w tobie, jest bardzo stara, uniwersalna. Możliwe nawet, że stałaś się źródłem mocy wszystkich czarodziejów, kiedy energia wybrała Ciebie, jako nosicielkę. Stałaś się naszą kotwicą. Dlatego właśnie odszukałem ten medalion. Ochroni Cię, pomoże nosić tak wielkie brzemię.
- Skąd Pan to wszystko wie? - spytałam rozmarzonym głosem.
Nic nie mogłam na to poradzić. Uwielbiałam takie historie.
- Cóż... Nie powinienem Ci tego mówić, ale ufam, że zachowasz to dla siebie. Istnieje coś takiego, jak Stowarzyszenie Światła. Jest to grupa czarodziei, którzy uczą się o magii, odkrywają ją na nowo. Wiedzą o niej wszystko, spisują całe księgi. Odszukałem ich i poprosiłem o pomoc. Jako że mój przodek był jednym z założycieli tego stowarzyszenia, zgodzili się podzielić informacjami na temat twojego przypadku. To oni pomogli mi odnaleźć ten medalion.
Gdyby moje oczy mogły wyskoczyć z orbit, już dawno by to zrobiły. Rozentuzjazmowana, podekscytowana, pełna energii część mnie skakała właśnie wysoko, tracąc zdrowy rozsądek. Druga część była za to zaniepokojona. Nie warto już było ukrywać, że nie ufałam Lucjuszowi Malfoyowi. Wiedział bardzo dużo na mój temat i nawet więcej na temat mocy. Czułam się z tym bardzo niepewnie.
- O rety... Myśli Pan, że mogłabym kiedyś się z nimi zobaczyć i zadać kilka pytań? - spytałam.
- Nie - odparł prawie od razu - Istnienie Stowarzyszenia to tajemnica. Wiedzą tylko Ci, którzy mają w sobie krew założycieli. Ujawniają się, kiedy chcą , a jeśli o nich nie wiesz, znaczy to, że nie chcieli, abyś o nich wiedziała. Oni natomiast znają Ciebie. Jeśli tylko będziesz miała jakieś pytania, to możesz przyjść do mnie.
- Szkoda - odrzekłam, zamykając z powrotem szkatułkę - Dziękuję za wszystko, Panie Malfoy.
Jego słowa jeszcze bardziej mnie zaniepokoiły, ale nie mogłam się z nim kłócić.
- Nie dziękuj, Talio - powiedział, uśmiechając się do mnie - Ale pamiętaj. Musisz go cały czas nosić, aby magia medalionu mogła się z tobą połączyć.
- Zapamiętam.
- A teraz idźcie, zapewne macie już jakieś plany.
- Jeszcze raz dziękuję - powiedziałam, wychodząc z gabinetu.
Po raz kolejny nie wiedziałam co myśleć
