Witam! Na początku chciałam poinformować, że jestem na wakacjach.
Szczęście mi jednak sprzyja, bo mam dostęp do internetu, niestety nie
mogę siedzieć cały czas z laptopem na kolanach :/ Dlatego z góry przepraszam,
jeśli będą małe opóźnienia. Mogę wam jedynie obiecać że zrobię wszystko co
w mojej mocy, żeby rozdziały były na czas. Życzę przyjemnego czytania! :D
(komentarze bardzo mile widziane, krytyka również!)
Zaczęłam wpadać w panikę. Siedziałam na tym przeklętym taborecie już dłuższy czas, a Tiara Przydziału nadal nie przydzieliła mnie do domu. Słyszałam tylko jej pomrukiwania i przemyślenia na mój temat. To było nie do zniesienia. Uczniowie siedzący przy czterech długich stołach nie próbowali już zachowywać się cicho. Rozmowy były coraz głośniejsze. Co chwilę zerkałam w stronę Harry'ego, który patrzył na mnie z bezradną miną. Nawet bliźniacy już nie żartowali. Czułam jak serce chce mi się przebić przez żebra. Dłonie zaczynały mi się pocić. Merlinie, zlituj się nade mną!
- Aha! Już wiem! Trudny wybór, bardzo trudny, ale wydaje mi się że właściwy. Niech będzie... GRYFFINDOR!- wykrzyczała stara tiara. Owładnęła mną nieopisywalna ulga. Myślałam że zemdleję. Wokół mnie słyszałam niepewne oklaski. Przez nie przedzierały się wiwaty bliźniaków i Ginny.
Trzęsącymi się dłońmi, odłożyłam Tiarę przydziału na krzesełko.
-Gratuluję! Witaj w Gryffindorze!- zawołała uradowana czarownica w szmaragdowej szacie.
- Dziękuję.- wymamrotałam. Pospiesznie ruszyłam w stronę mojego brata. Potykając się o własne nogi usiadłam obok niego.
- Wiedziałem!- zwrócił się do mnie. Poklepał mnie po plecach uśmiechając się szeroko.
- No Talia, już myśleliśmy...-zaczął George.
- Że nas zawiedziesz.- dokończył Fred. Posłałam im mordercze spojrzenie, ale nie potrafiłam się powstrzymać i też się uśmiechnęłam.
Poszczególni Gryfoni gratulowali mi. Po ich minach wywnioskowałam że są bardzo zmieszani. No tak, jesteś siostrą Harry'ego Pottera ; pomyślałam.
- No! Teraz, kiedy każdy został przydzielony, mogę was zanudzić na śmierć. Jak co roku, nasz woźny, Pan Filch prosił mnie, abym wam przypomniał że wstęp do Zakazanego Lasu jest, jak sama nazwa mówi, zabroniony. Używanie magii na korytarzach między lekcjami również. Mamy dwie zmiany w gronie nauczycielskim w tym roku. Jest nam bardzo miło
powitać ponownie profesor Grubbly-Plank, która będzie prowadziła
zajęcia Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Jesteśmy również zachwyceni
mogąc przedstawić profesor Umbridge, naszą nową nauczycielkę Obrony
Przed Czarną Magią Dalej chciałbym jedynie...-przemowę Dumbledore'a przerwało dość znaczące odchrząknięcie.
Mój wzrok
zatrzymał się na niskiej kobiecie siedzącej przy stole nauczycielskim.
Była bardzo szeroka, a twarz przypominała ropuchę. Jej ubranie miało
kolor różowy. Nienawidziłam różowego. W jej włosach dostrzegłam czarną
kokardkę. Patrzyłam się na nią uważnie. Dyrektor spróbował jeszcze raz,
ale różowa ropucha znowu nie dała mu dokończyć. Wstała z krzesła.
- Bardzo dziękuję za tak ciepłe powitanie! Cieszę się ogromnie, że w tym roku będę mogła was uczyć Obrony Przed Czarną Magią. Ministerstwo Magii zawsze uważało, że edukacja młodych czarownic i czarodziejów ma zasadnicze znaczenie. Ten rzadki dar, z jakim się urodziliście może zaniknąć jeśli nie jest kształcony i szlifowany przez staranne szkolenie. Starodawne umiejętności unikalne dla społeczności czarodziejskiej muszą być przekazywane kolejnym pokoleniom, bo w przeciwnym razie stracimy je na zawsze. Cenny skarb magicznej wiedzy zgromadzonej przez naszych przodków musi być strzeżony, uzupełniany i szlifowany przez tych, którzy powołani zostali do szlachetnego zawodu nauczyciela. Ale! Doskonalmy co da się doskonalić. Zbędna wiedza przyćmiewa tylko nasze umysły, nie zostawiając miejsca na ważne informacje.- wygłosiła swój monolog i ukłoniła się. Nikt nie klaskał.
Kiedy Dumbledore skończył mówić, mogliśmy zacząć jeść. Dopiero gdy miałam widelec w ręku, zorientowałam się że byłam strasznie głodna.
- Ty jesteś Talia prawda? Siostra Harry'ego.- usłyszałam cichy głos.
Należał do chłopaka siedzącego obok Hermiony, która zajęła miejsce naprzeciwko mnie.
- Tak, to ja.- odpowiedziałam z buzią pełną jedzenia.
- Jestem Neville.- przedstawił się. Uścisnęliśmy sobie ręce.
- Miło Cię poznać, Neville.- uśmiechnęłam się do czarnowłosego czarodzieja.
- Potter, czemu się nie pochwaliłeś siostrą?- odezwał się chłopak siedzący trzy miejsca dalej od Harry'ego.
Widziałam że Harry się zmieszał. Postanowiłam odpowiedzieć za niego.
- Z prostej przyczyny. Nie znaliśmy się.
To była moja wada. W sytuacjach wymagających dyskrecji lub ostrożności, nie potrafiłam trzymać języka za zębami. Byłam bardzo bezpośrednia i szczera do szpiku kości. Może dlatego żadna rodzina nie mogła ze mną wytrzymać? Z drugiej strony, co miałam odpowiedzieć? Moje istnienie nie było już tajemnicą, wszyscy o mnie wiedzieli. Nawet Ci, którzy wiedzieć nie powinni, dla mojego własnego bezpieczeństwa.
- Nie znaliście się? To jak się odnaleźliście?- mój rozmówca przybrał drwiący ton.
- Czysty przypadek.- odparłam szorstko.
- Pewnie Prorok Codzienny Ci w tym pomógł. Twój braciszek narobił dużo szumu. Twierdzi że widział Sama-Wiesz-Kogo.- parsknął
- Coś sugerujesz Seamus?- warknął Harry.
- Wszyscy dobrze wiemy że to brednie.- odpowiedział.
- Byłeś tam? Widziałeś całe zajście? Szczerze wątpię. Prosiłabym więc, żebyś nie wypowiadał się na ten temat, skoro twoim jedynym źródłem informacji jest ten szmatławiec.- syknęłam.
- Ja się mam nie wypowiadać? Moja matka nie chciała mnie puścić do szkoły!- uniósł się.
Zaciskając dłonie, poczułam jak paznokcie wbijają mi się w skórę.
- To nie jest jego wina!
- A właśnie że tak! I Dubledore'a też. Wy wszyscy chyba zbzikowaliście. A ty znasz swojego braciszka od niedawna i już wiesz o nim wszystko?- na twarzy Seamusa malowała się satysfakcja.
Zerwałam się z miejsca. W tym samym momencie zawartość kilku pucharów wybuchła we wszystkie strony, ale nie zwróciłam na to uwagi.
- Panno Potter! Proszę usiąść!- usłyszałam kobiecy głos. To była ta sama czarownica, która wywołała mnie do ceremonii przydziału. Patrzyła na mnie karcąco. Z niezadowoloną miną wróciłam na swoje miejsce.
- Jestem profesor McGonagall, opiekunką Gryffindoru. Oczekuję po moich uczniach przykładnego zachowania. Zrozumiałyśmy się?- powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Tak, Pani profesor.
- Wspaniale.- odeszła. Dopiero kiedy podniosłam głowę, zobaczyłam że wszyscy wpatrywali się we mnie i mojego brata. Nie były to uprzejme spojrzenia. Ron, Ginny, Hermiona i bliźniacy patrzyli na nas niepewnie.
No pięknie; pomyślałam.
***
Padłem na mój ulubiony fotel w Pokoju Wspólnym Gryffindoru.
- Przepraszam.- odezwała się Talia.
- Za co?- zdziwiłem się.
- Za to zajście w Wielkiej Sali.- rozejrzała się po pokoju. Oprócz nas, Rona, Hermiony i Ginny nie było tu nikogo.
- Żartujesz? Seamus mógł się nie odzywać, to on Cię sprowokował.- zawołał zbulwersowany Ron.
- No mógł, ale wiedzieliśmy że tak będzie, prawda?- mruknęła zrezygnowana.- A teraz nie dość, że nikt nie wierzy Harry'emu, to jeszcze ja mu przysparzam kłopotów.
- Nie bądź niemądra. Jeszcze się przekonają, że Prorok Codzienny to stek bzdur, a ty tylko stanęłaś po stornie brata. Nie zrobiłaś nic złego.- powiedziała stanowczo Hermiona, głaskając Krzywołapa.
- Ona ma rację. Wstawiłaś się za mną.- poczochrałem ją po czarnych lokach.
Byłem jej wdzięczny, ale te wścibskie spojrzenia, szepty i plotki stawały się nie do zniesienia. Byłem szczęśliwy, że się odnaleźliśmy, ale stało się to w najmniej odpowiednim czasie. Z drugiej strony cieszyłem się że jest ktoś, z kim mogłem przez to wszystko przebrnąć.
Nagle poczułem przeszywający ból w czaszce. Blizna zaczęła mnie piec jak nigdy dotąd. Powiedziałem że jestem zmęczony i udałem się do dormitorium. Na szczęście wszyscy już spali.
Powrót do Hogwartu nie cieszył mnie już tak, jak wcześniej.
***
Obudził mnie deszcz uderzający w okna.
- Dzień dobry.- przywitała mnie Hermiona. Była jeszcze w piżamie.
- Cześć. Ile zostało nam czasu?- mruknęłam, przeciągając się leniwie.
- Mamy jeszcze godzinę. Jak się czujesz?- spytała z troską.
- Wspaniale.
- A tak serio?
- Bywało lepiej, ale to mój pierwszy dzień. Nie pozwolę żeby ktoś go zepsuł.- wstałam z łóżka.
- Prawidłowo.- powiedziała uśmiechając się do mnie. Pomogła mi zapleść warkocza, trwało to dwadzieścia minut, bo moje włosy żyły własnym życiem. Podobnie jak jej włosy, choć ona miała bardziej poskręcane loki. Z warkocza sięgającego mi do pasa po jakimś czasie już uwalniały się pojedyncze kosmyki. Ubrane i gotowe, zeszłyśmy do Pokoju Wspólnego, gdzie zaczekałyśmy na Harry'ego i Rona. Potem we czwórkę udaliśmy się na śniadanie.
Kiedy zasiedliśmy do stołu, moją uwagę przykuł Seamus, który próbował zabić mnie wzrokiem. Zignorowałam go. Niestety nie mogłam zignorować faktu, że nie był jedyny. Spojrzenia wszystkich wokół paliły moją skórę.
- Ginny!- zawołałam, widząc biegnącą w naszą stronę rudowłosą.
Usiadła obok mnie.
- Myślałam, że wszystkich pozabijam w dormitorium.- wydyszała zdenerwowana.
- Co się stało?- zapytał rozbawiony Ron.
- Te wstrętne plotki się stały! Czy ludzie nie potrafią sobie znaleźć lepszych tematów?- fuknęła, nakładając sobie jajecznicy na talerz.
- Ja postanowiłam się tym nie przejmować. Tobie też to radzę, Harry.- ostatnie zdanie zwróciłam do brata.
Nie odpowiedział. Reszta śniadania minęła w ciszy.
- Oto wasze plany zajęć.- usłyszałam za plecami głos profesor McGonagall. Po wręczeniu wszystkim planu, odeszła z powrotem do stołu nauczycielskiego.
- Dwa eliksiry na sam początek! Czy oni powariowali? Jak można nam na poniedziałek dawać pierwsze dwie lekcje eliksirów?- załamał się Ron. Nie wiedziałam o co mu chodziło. Lekcje z Panią Bathildą były bardzo interesujące.
- Snape na pewno chce nas w ten sposób wykończyć.- mruknął niezadowolony Harry.
- Który to Snape?- spytałam brata. Wskazał na wysokiego mężczyznę w czarnym ubraniu. Miał długi, haczykowaty nos, usta zacisnął w cienką linię, jakby był zły a jego dość długie włosy sprawiały wrażenie nie mytych od paru miesięcy.
- Jest aż taki zły?
- Zły? On jest nie do zniesienia! Nienawidzą się z Harrym.- powiedział Ron.
- Na Ciebie pewnie też się uweźmie. Jeszcze jedna Potter? Nie, nie opuści tej okazji.- wtrącił się George.
- Cóż, jeśli do tego dojdzie, to nie pozostanę mu dłużna.- powiedziałam.
- Chodźmy już, nie chcę dawać Snape'owi powodów żeby dać nam szlaban.- odezwała się Hermiona. Pożegnaliśmy się z Ginny i wyszliśmy z sali.
- Jak słodko! Nasza szlama i panna Potter się zaprzyjaźniły!
Obróciłyśmy się jednocześnie. Za nami szedł Draco Malfoy z dziewczyną o krótkich, czarnych włosach po jego prawej i wysokim, ciemnoskórym chłopakiem po lewej. Za nimi, jak psy za właścicielem podążali jego goryle.
- Jak ty ją nazwałeś?- zawołałam. Niestety szybko się denerwowałam.
- Talia, nie warto. Naprawdę, nie zwracaj na niego uwagi.- szepnęła Hermiona i pociągnęła mnie w stronę schodów, prowadzących do lochów. Wyrwałam się z jej uścisku.
- Dobrze mnie słyszałaś, Potter.- parsknął blondyn. Dziewczyna uwiesiła się na jego ramieniu i spojrzała na mnie z wyższością.
- Nie masz nic lepszego do roboty? Nie waż się tak mówić do Hermiony i odczep się od nas- warknęłam.
- Pokazywanie ludziom gdzie jest ich miejsce mi bardzo odpowiada.- posłał mi arogancki uśmiech.
- Tak? To może najpierw byś się zastanowił gdzie twoje miejsce, Malfoy. Przeceniasz samego siebie.- odwzajemniłam uśmiech.
-Talia...- usłyszałam jęknięcie Hermiony.
- Radziłbym uważać.- warknął ślizgon. Już się nie uśmiechał.
- Na twoim miejscu, zrobiłabym to samo.- powiedziałam cicho, ale wiedziałam że mnie usłyszał.
- Dosyć tego kiepskiego przedstawienia! No, no, Potter. To twój pierwszy dzień, a ty już grozisz innym uczniom? Masz się stawić u mnie po lekcjach.- ten przerażający głos uświadomił mi że byliśmy już w lochach. Przy drzwiach od klasy stał Snape.
- Ale... To przecież on mi...
- Cisza. Odejmuję Gryffindorowi pięć punktów za niewyparzoną buzię waszej nowej koleżanki.
Spojrzałam na Malfoy'a. Odsłonił rząd idealnie białych zębów, uśmiechając się z satysfakcją. Puścił do mnie oko i wszedł do klasy.
- Chodź Talia.- usłyszałam Hermionę. Tym razem pozwoliłam się jej zaciągnąć do klasy. Po chwili dołączył do nas Ron i Harry.
- Co się stało?- spytał cicho Harry, kiedy zauważył moją minę.
- Draco ją sprowokował i teraz musi się stawić po lekcjach u Snape'a.- streściła Hermiona.
- Serio? Przywaliłaś mu w tą jego buźkę?- podekscytował się rudzielec.
- Mało brakowało.- odpowiedziała zaciskając szczęki.
- Teraz już wiesz jaki jest Snape. To opiekun Ślizgonów. - powiedział Harry.
- To wszystko wyjaśnia.- burknęłam z rezygnacją.
Czy mój pierwszy rok w Hogwarcie miał wyglądać właśnie tak?
- Schowajcie różdżki! Dzisiaj nauczę was jak uwarzyć eliksir zapomnienia. Jeden błąd i mikstura może poważnie zaszkodzić czyjemuś zdrowiu. Przepiszcie instrukcje z tablicy, potem przeczytajcie o tym eliksirze w podręcznikach. Na drugiej godzinie weźmiecie się za praktykę.
Cała klasa w ciszy wypełniła jego polecenia. Przepisując potrzebne składniki i instrukcje mogłam się uspokoić. Kolejną z wielu moich wad było to, z jaką łatwością można było mnie sprowokować. Od dwóch lat nie za bardzo panowałam nad swoimi emocjami. W każdym razie, przychodziło mi to z trudem. Pani Bathilda powtarzała mi że to będzie moją zgubą. Mówiła żebym starała się w takich momentach uspokajać, oczyścić umysł. Ale to było trudne. Typy podobne do Dracona działały na mnie jak płachta na byka. Dziwne było jednak to, że mimo jego zachowania, wiedziałam że to nie jest jedyna jego strona. Miałam przeczucie, że nie jest taki zły i nie mogłam od razu go znienawidzić. A powinnaś; odezwała się moja podświadomość. Nie oznaczało to jednak że darzyłam go jakimś przyjaznym uczuciem, o nie. Najlepiej, żeby trzymał się ode mnie z daleka.
Kiedy skończyłam czytać, jeszcze raz przeczytałam instrukcje.
1.Dodaj 2 krople wody z rzeki Lete do kociołka
2.Podgrzewać przez 20 sekund
3.Dodaj 2 gałązki Waleriany
4.Pomieszaj 3 razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara
5.Machnij różdżką
6.Pozostaw do zaparzenia i wróć po 45-60 minutach
7.Dodaj 2 porcje składniku standardowego do moździerza
8.Dorzuć 4 jagody z jemioły
9.Rozgnieść składnik za pomocą tłuczka
10.Dodaj 2 szczypty rozdrobnionych składników do kociołka
11. Pomieszaj 5 razy przeciwnie do ruchu wskazówek zegara
12 Machnij różdżką
Upewniłam się że czas czekania to 45 minut, za poleceniem nauczyciela i razem z Hermioną poszłyśmy po wszystkie potrzebne składniki. Kiedy wróciłyśmy do stolika, wzięłyśmy się do pracy. Czas płynął mi bardzo szybko. Dodając składniki do kociołka, rozmawiałam z Ronem i Hermioną. Harry siedział cicho. Widziałam że czymś się przejmował, martwił. Nie był to jednak odpowiedni moment na zadawanie pytań. Postanowiłam że po kolacji z nim porozmawiam.
- Czas minął.- oznajmił Snape. Cała klasa napełniła fiolki swoimi eliksirami. Wyczyściłam zawartość kociołka i podeszłam do biurka nauczyciela. Po dłuższej chwili zaczynałam się już martwić. Oglądał zawartość fiolki, wylał kropelkę na małe szkiełko nic nie mówiąc. Trwało to za długo.
- Nie pierwszy raz warzysz ten eliksir.- to nie było pytanie.
- Zgadza się.- odpowiedziałam.
- Marna próba popisywania się. Sporo niedociągnięć, zbyt szybko mieszasz i niedokładnie rozgniotłaś składniki. Najwyższa ocena jaka mogę Ci dać, to Nędzny. Nie zapomnij, że masz się stawić po kolacji w moim gabinecie, Potter.- burknął. Końcem różdżki dotknął mojej fiolki,a ta zniknęła. Już otwierałam usta, żeby coś powiedzieć, ale na moje szczęście Harry odciągnął mnie od biurka.
- Co to miało być?! Nędzny? Robiłam go już pięć razy z panią Bathildą i wiem na pewno że nie popełniłam żadnego błędu!- poskarżyłam się, kiedy siedzieliśmy już w Wielkiej Sali.
- Widziałam jak pracujesz. Rzeczywiście zasługiwałaś na o wiele lepszą ocenę. Ale taki już jest Snape. On nienawidzi Gryfonów i twoje nazwisko... Cóż, tylko pogarsza sytuację. - powiedziała Hermiona.
- W takim razie jest to bardzo nieprofesjonalne z jego strony.- warknęłam.
- Nie przejmuj się. On Cię sprawdza. Wytrzymaj te pierwsze tygodnie, nie dawaj mu satysfakcji.- wtrącił się Fred. Jego brat i siedzący obok Lee pokiwali głowami.
- Jak myślisz, Malfoy też będzie musiał się u niego stawić dziś wieczorem?- spytała Ginny.
- Raczej nie. To pupilek tej niemytej głowy.- zaśmiał się George. Sok który piłam o mało nie wyleciał mi nosem. Śmiech zmieszał się z kaszlem i Harry poklepał mnie po plecach. Nagle coś mi się przypomniało.
- Harry, poczekaj na mnie wieczorem w pokoju wspólnym, chcę z tobą porozmawiać.- szepnęłam do brata.
- Coś się stało?- zapytał niepewnie.
- Nie, nie. Wszystko w porządku.
- Dobrze.- odpowiedział
Wróciłam do swojej zapiekanki. Była przepyszna. Bob świetnie gotował, ale z bólem musiałam przyznać, że jego potrawy nie dorównywały jedzeniu w Hogwarcie. Podniosłam głowę, chcąc dolać sobie soku i zobaczyłam że Draco Malfoy mi się przyglądał. Posłałam mu mordercze spojrzenie, ale on się tylko uśmiechnął. Pokręciłam głową i napełniłam swój puchar.
- Czeka nas Obrona Przed Czarną Magią.- mruknął niepocieszony Ron.
- Ciekawe jak się sprawdzi ta różowa ropucha. Jeśli jej lekcje będą równie inspirujące jak jej przemowa, to chyba odkupię od was wszystkie Bombonierki Lesera.- ostatnie zdanie skierowałam do bliźniaków.
- Jeszcze nie przetestowaliśmy ich dokładnie...
-... Ale jesteśmy do twoich usług. - powiedzieli z szerokimi uśmiechami.
- Lepiej już chodźmy.- poradziła Hermiona.
- Jak myślicie, gdzie może się podziewać Hagrid?- dodała kiedy wyszliśmy już z Wielkiej Sali.
- Nie mam pojęcia, ale to pewnie ma coś wspólnego z Zakonem.- odpowiedział cicho Harry.
- Kto to Hagrid?- spytałam.
- To nasz przyjaciel. Jest gajowym i nauczycielem Opieki nad magicznymi stworzeniami.-powiedział Ron.
- Rubeus Hagrid? Pół- olbrzym?
- Tak, ale skąd...- zaczął Harry, ale mu przerwałam.
- Znam go! Widywałam go czasami na Ulicy Pokątnej.- prawie krzyczałam.
- Na prawdę? To czemu nie mógł Ci pomóc w odnalezieniu brata?- zdziwił się Ron.
- Obowiązywała go dyskrecja. Dumbledore nie chciał ingerować zbyt wcześnie.- wyjaśniła Hermiona.
Rozmawialiśmy tak we czwórkę, dopóki drzwi do klasy się nie otworzyły. Wpuściła nas profesor Umbridge, z szerokim uśmiechem. Razem z Hermioną zajęłyśmy ławkę w środkowym rzędzie, za Harrym i Ronem.
- Dzień dobry, dzieci!- zawołała. Kilka osób wymamrotało "dzień dobry" w odpowiedzi.
- O nie, nie, nie. Tak być nie może. Kiedy mówię "dzień dobry", oczekuję, że cała klasa odpowie mi pięknym "dzień dobry, profesor Umbridge". Spróbujemy jeszcze raz?- jej uśmiech był przerażający.
- Dzień dobry, klaso!- zawołała słodkim głosikiem.
- Dzień dobry, profesor Umbridge.- odpowiedziała klasa bezbarwnymi głosami.
- O wiele lepiej! A teraz zacznijmy już lekcje. Z tego co mi wiadomo, szkoła nie miała stałego nauczyciela Obrony przed czarną magią. Spowodowało to pewne braki. Dowiedziałam się też że żaden profesor nie trzymał się zatwierdzonego przez Ministerstwo programu zajęć, co nie polepsza sytuacji. Ale nie martwcie się, dzieci. W tym roku będziemy się trzymać starannie ułożonego, zorientowanego na teorię, zatwierdzonego przez Ministerstwo Magii kursu magii obronnej. Czy wszyscy posiadają egzemplarz Teorii Obrony Magicznej Wilberta Slinkharda?
Przez klasę przeszły potwierdzające pomruki.
- Moi drodzy, czego was uczyłam? Kiedy zadaję wam pytanie, chciałabym usłyszeć odpowiedź, "Tak, profesor Umbridge" lub "Nie, profesor Umbridge". To nie jest trudne. No, spróbujmy jeszcze raz! Czy wszyscy posiadają egzemplarz Teorii Obrony Magicznej Wilberta Slinkharda?
- Tak, profesor Umbridge.- zawołaliśmy.
Spotykałam wiele irytujących osób, ale Umbrigde była wyjątkowo nie do wytrzymania. Przestałam jej uważnie słuchać. Wiedziałam tylko że mamy schować różdżki, co wydało mi się bardzo dziwne, i przepisać tekst z tablicy. Nawet nie za bardzo wiedziałam co przepisywałam. Zaczęłam uważniej słuchać, kiedy dotarł do mnie głos Hermiony.
- Mam pytanie, profesor Umbridge.- powiedziała zdecydowanym głosem. Podniosłam na nią wzrok.
- Kiedy chcemy o coś zapytać, lub coś powiedzieć, proszę o podnoszenie ręki.- odpowiedziała słodkim tonem. Ręka mojej koleżanki od razu wystrzeliła w górę. Nauczycielka westchnęła.
- Tak, panno...
- Granger, Pani profesor.
- Tak, panno Granger?- zaćwierkała.
- Mam pytanie dotyczące kursu.- powiedziała Hermiona, unosząc lekko głowę. Postawa bojowa; pomyślałam.
- Teraz właśnie o nim czytamy, kochanie.- Umbridge podniosła się z krzesła.
- Nie rozumiem celu tego kursu.- Hermiona się nie poddawała.
- Cele kursu zostałyby doskonale zrozumiane, gdyby pani o nich przeczytała w książce.- jej uśmiech nie był już taki promienny.
- Jestem innego zdania, Pani profesor. Nie ma tam nic o używaniu zaklęć obronnych.- ciągnęła Hermiona. W tej chwili wszyscy patrzyli to na Umbridge, to na Hermionę.
- Nie będziemy używać czarów?- zawołałam.
- Używanie czarów? Kochanie, nie widzę takiej potrzeby.- zaśmiała się z politowaniem Pani profesor.
- To jak się mamy nauczyć...- zaczął Ron, ale różowa ropucha nie dała mu skończyć
- Tak jak mówiłam, Ministerstwo przygotowało program, w którym teoria w zupełności wam wystarczy.- odpowiedziała.
- Jak teoria ma nas przygotować do obrony poza szkołą?- wtrącił się Harry.
- Poza murami szkoły nic wam nie grozi, kochanie. Ministerstwo Magii doszło do wniosku że wiedza teoretyczna w zupełności wam wystarczy, aby zdać SUM'y.
- Jak mamy być przygotowani do praktycznej części SUM'ów, skoro przerabiamy tylko teorię?- usłyszałam Dean'a, który siedział całkiem z tyłu.
- Tak długo, jak będzie się przykładać i systematycznie uczyć, część praktyczna SUM'ów nie sprawi wam żadnych kłopotów.- opowiedziała Umbridge.
- A co jeśli zostaniemy zaatakowani? Musimy przecież wiedzieć jak się bronić.- powiedziałam patrząc jej prosto w oczy.
- A kto według Ciebie, miałby atakować dzieciaczki takie jak ty?- zdziwiła się, a w jej głosie pobrzmiewała udawana troska.
- Och, no nie wiem. Może Voldemort?- odezwał się Harry.
Zapadła cisza. Uśmiech całkowicie zniknął z twarzy Umbridge.
- Moi drodzy. Ktoś was próbuje przekonać, że rzekomy czarnoksiężnik powrócił, ale to kompletnie mija się z prawdą!- westchnęła teatralnie.
- Pani dobrze wie że to jest prawda.- zdenerwowałam się.
- Przypominam o podnoszeniu ręki na mojej lekcji.- zawołała, nie wiedząc jak zareagować.
- Czyli twierdzi Pani, że Cedrik Diggory zmarł na własne życzenie?- krzyknął Harry.
- Śmierć Cedrika Digorry'ego była wynikiem tragicznego wypadku!- ropucha podniosła głos, nie mogąc już wytrzymać.
- Volemort go zabił, i wie pani o tym doskonale!
- Dosyć, panie Potter! Jestem zmuszona dać Ci szlaban.- przy ostatnim zdaniu znowu była już słodka i rozpromieniona.
Wszyscy siedzieli cicho.
- Panno Potter, proszę do mnie.- zawołała. Bez pośpiechu podniosłam się podeszłam do jej biurka.
- Tak, Pani Profesor?
- Twoje dzisiejsze zachowanie bardzo mi się nie spodobało. Oczywiście rozumiem, że chcesz pomóc bratu, ale musisz zachować zdrowy rozsądek. Pan Korneliusz Knot ostrzegł mnie, że możesz mieć problemy z... opanowaniem się i postanowiłam Ci w tym pomóc.-uśmiechnęła się do mnie.
- Pomóc?- powtórzyłam ze zdumieniem.
- Właśnie tak! Rozumiem, że jesteś w trudnym wieku i twoja sytuacja wcale Ci tego nie ułatwia. Dowiedzieć się że jest się spokrewnionym z taką osobą...
- Z taką osobą? Po pierwsze, TA OSOBA ma imię, a po drugie, Pani profesor, nie mam żadnych problemów. To Ministerstwo próbuje oczernić mojego brata, utrudniacie mu życie i jednocześnie mydlicie ludziom oczy.- warknęłam cicho, zanim zdołałam przemyśleć czy jest to mądre.
- Wypraszam sobie, młoda damo! Ministerstwo próbuje uspokoić ludzi. Twój brat rozpowiada wszystkim dookoła kłamstwa, próbując ściągnąć tym na siebie uwagę.- powiedziała, nadal spokojna.
Zacisnęłam pięści. Jak ta obrzydliwa ropucha śmiała mówić tak o Harry'm?! Robiło mi się gorąco. Z całych sił powstrzymywałam się od zrobienia czegoś głupiego. Patrzyłam na jej sztuczny uśmiech. Doprowadzał mnie do szału.
Nagle usłyszałam za sobą głośny, nieprzyjemny dźwięk tłuczonego szkła. Odwróciłam się. Kawałki szkła rozleciały się po całej sali. Jeden odłamek lekko zranił Umbridge w policzek . Patrzyła na mnie przestraszona.
- Co to ma znaczyć?!- szepnęła gniewnie.
- Nie mam pojęcia co to było.- odpowiedziałam nie wiedząc czemu zadała to pytanie właśnie mnie. Rozejrzałam się po klasie zdezorientowana. Po wcześniejszej ciszy nie pozostało śladu.
- Proszę o ciszę! Zaraz to naprawię!- zawołała Pani profesor. Ja tym czasem wróciłam na swoje miejsce.
- Ciekawe co spowodowało ten wybuch.- mruknęłam do Hermiony. Wzruszyła tylko ramionami.
- Reparo.- szepnęła nauczycielka unosząc różdżkę. Po chwili okna były już całe.
Kiedy lekcja wreszcie się skończyła, z ulgą opuściłam klasę. Dobry humor opuścił mnie całkowicie.
***
- Nie mogę w to uwierzyć! Czy ten Potter nie może się chociaż raz zachowywać normalnie?- pożaliła się Pansy, uwieszona na moim ramieniu. Spojrzałem na Blaise'a. Miałem przeczucie że myślał o tym samym. Tylko my wiedzieliśmy, że powrót Czarnego Pana nie był kłamstwem.
- A ta jego siostra,- ciągnęła dalej Pansy.- Jest Koszmarna! Za kogo ona się uważa?
- Trzeba pokazać tej małej awanturniczce, gdzie jest jej miejsce.- powiedział Zabini ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
- Zgodzę się z tobą, Blaise.- odezwałem się po raz pierwszy od lekcji Obrony przed czarną magią.
- Tylko jak tego dokonamy?
- Zostaw to mnie.- puściłem mu oko. Widząc to, Parkinson prychnęła.
- I do tego jest brzydka! Nie uważasz, Draco? Mogłaby zrobić coś z włosami!- warknęła.
Nie odpowiedziałem jej. Zaczynała mnie już denerwować. Nagle zobaczyłem gruby, czarny warkocz, z którego wydostało się już kilka kosmyków. Szła razem z Wieprzlejem, Złotym Chłoptasiem i Panną Wiem-Wszystko. Oj tak. Musiałem ją nauczyć kilku ważnych reguł.
Ugh.. Ta Umbridge tak mnie wnerwia, że ojej.. aż mi ciśnienie skacze, jak czytam sceny z nią. Dobrze jej tak, szkoda, że tylko jeden odłamek w nią trafił.
OdpowiedzUsuńDraco, ani mi się waż skrzywdzić Talii, bo jak nie to Crucio! Albo od razu Avada!
Super, że Talia chce bronić sowjego brata :)
A no i byłam bardzo zdziwiona, że trafiła do Gryffindoru :D po szablonie raczej spodziewałam się, że będzie w Slytherinie :)
Pozdrawiam :*
Witaj :)
UsuńHahaha, oj uwierz mi, chciałam od razu trafić ją czymś cięższym, ale muszę ją trochę dłużej utrzymać przy życiu ;p Ach, nie przejmuj się, Draco nie zrobiłby jej krzywdy ;p A jeśli chodzi o Gryfindor, to muszę przyznać, na początku chciałam ją przydzielić do Domu Węża, ale potem tak się zastanowiłam i doszłam do wniosku, że ma w sobie więcej z Gryfona, a szablon podkreśla bardziej atmosferę, która towarzyszy opowiadaniu, tą bardziej mroczniejsza stronę, która coraz bardziej będzie się dawała we znaki w dalszych rozdziałach. No i oczywiście odnosi się do Dracona, który jest jedną z głównych postaci :)
Pozdrawiam :*