niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział V Misja

Na samym początku chcę bardzo przeprosić za takie spóźnienie.
Byłam cały tydzień w lesie z rodziną, a tam oczywiście nie ma 
internetu. Jednak nie siedziałam bezczynnie. Napisałam długi 
rozdział, dłuższy niż zwykle. Mam nadzieję że się wam spodoba!
Jest w nim dużo Malfoya, taka rekompensata ;) Zapraszam do 
dzielenia się uwagami i opiniami w komentarzach! 
Miłego czytania, 

Panna Potter. 




Czekałem w gabinecie profesora Snape’a. Czułem na sobie jego zimny wzrok.       
- Pamiętaj co mówił Ci ojciec.- powiedział, a jego głos był wyprany ze wszelkich emocji.
- Jak mógłbym zapomnieć.- syknąłem, nie patrząc na niego.
- Musisz się kontrolować. Jeden zły ruch i dziewczyna Cię znienawidzi. O ile już tego nie zrobiła.-  ostatnie zdanie dodał po chwili ciszy. Posłałem mu jedynie obojętnie spojrzenie.
- O to nie musisz się martwić.- odpowiedziałem lekceważąco. Nauczyciel zerwał się z miejsca.
- Nie zapominaj z  kim masz do czynienia.- mruknął groźnie.
- Nie musi się pan o to martwić, profesorze.- poprawiłem się, ale i tak patrzyłem na niego z wyższością. Nie mógł mi nic zrobić. Nawet gdyby bardzo chciał, a na pewno tak było.
 Wrócił po chwili na swoje miejsce, za dużym, ciemnym biurkiem. Oparłem się o jego brzeg, stojąc przodem do drzwi. Dokładnie minutę później usłyszeliśmy pukanie.
- Wejść.- zawołał Severus Snape.
Drzwi się otworzyły i do gabinetu weszła drobna dziewczyna z burzą czarnych loków. Już nie miała ich związanych w gruby warkocz. Musiałem przyznać, że jak na siostrę tego przeklętego Pottera, była ładna. Miała coś w sobie, coś, czego nie dało się opisać. Jej zielone oczy posyłały mi wściekłe spojrzenia, co dodawało jej tylko uroku. Miałem dosyć tych wszystkich dziewcząt, które wodziły za mną tęsknym wzrokiem, czekając tylko na reakcję z mojej strony. Mimo że Talia była dość atrakcyjna, nie było dla mnie trudne zachować przy niej trzeźwy umysł. Była siostrą Bliznowatego. To sprawiało że była dla mnie przegrana. Jednak zadanie, które dostałem od ojca mogło okazać się zabawne.
- Dobry wieczór, profesorze.- powiedziała stając dwa metry od biurka.
- Spóźniłaś się.- burknął w odpowiedzi nauczyciel. Jej twarz pozostała niewzruszona.
-Przepraszam.- powiedziała cicho, nie spuszczając wzroku z mężczyzny.
Trzeba było jej przyznać, była twarda, jeśli chodziło o kontakt wzrokowy.
- Skoro już mowa o przeprosinach, jesteś je winna Draconowi.- rzekł Snape po chwili ciszy. Gryfonka zrobiła zdziwioną minę.
- Wątpię, żebym miała za co przepraszać, profesorze.
- Jestem innego zdania, Potter. Groziłaś uczniowi przed moją klasą. Nie akceptuję takich wybryków. Fakt, że w Gryfindorze dopuszcza się do takiego ... dzikiego zachowania, nie daje Ci prawa...
- Szkoda, że nie słyszał Pan jakie słowa padły z ust Dacona.- przerwała mu. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Posłałem jej złośliwy uśmieszek. Zmrużyła oczy.
- Nie przerywaj mi. Masz do wyboru przeprosić, albo przez kolejny miesiąc czyszcząc kociołki, w ramach szlabanu. – powiedział niewzruszony.
- To niesprawiedliwe.- jęknęła.
- Jakże mi przykro.- odparł chłodno nauczyciel eliksirów. Zauważyłem, że we fiolkach na biurku zaczynają pojawiać się pęknięcia.
- Mam pomysł, profesorze.- odezwałem się. Pęknięcia zniknęły.
- Siedź cicho, Malfoy.- uciszył mnie Snape.
- Pannie Potter przydałby się jeden wieczór szlabanu. Jako że ja ją sprowokowałem, chętnie dotrzymałbym jej towarzystwa. Myślę że to wystarczająca kara.- powiedziałem, rozbawiony reakcją Gryfonki. Na jej twarzy pojawił się szok zmieszany z obrzydzeniem.
- To ja chyba już wolę przeprosić.- odpowiedziała szybko. Parsknąłem śmiechem.
- Czekamy, panno Potter. Nie mam całego wieczoru.- mruknął poirytowany nauczyciel.
Leniwie podszedłem do niej. Musiała podnieść głowę żeby patrzeć mi w oczy.
- Mam przeczucie, że chcesz mi coś powiedzieć.- powiedziałem, uśmiechając się nonszalancko. Wzięła głęboki wdech, ewidentnie zła. Wypuściła powietrze przez nozdrza.
- Przepraszam.- wymamrotała przez zaciśnięte zęby.
- Słucham? Nie dosłyszałem.
- Przepraszam.- powtórzyła, tym razem głośniej.
Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Ująłem jej dłoń. Najdelikatniej jak potrafiłem, musnąłem ją ustami.
- Ależ nie ma za co.- mruknąłem w trzymaną przeze mnie dłoń. 
Zauważyłem lekki rumieniec na jej twarzy, ale w oczach kryła się czysta irytacja. Szybko cofnęła rękę. Snape patrzył na tą scenę z obojętnym wyrazem twarzy.
- Wystarczy. Możesz już iść, Potter. Malfoy, ty zostań.
Odprowadziłem dziewczynę wzrokiem, która prędko ruszyła w stronę drzwi. Doskonale wiedziałem że doprowadziłem ją do szału i jednocześnie wzbudziłem inne uczucie. Uczucie którego pewnie jeszcze nigdy nie poznała.
- Czy ten teatrzyk był potrzebny?- odezwał się mój nauczyciel.
- Tak. Skoro dostałem takie zadanie, muszę ją jakoś do siebie przekonać.
- Nie wydawała się zadowolona.- powiedział a w jego głosie usłyszałem udawaną troskę.
- Jeszcze.- stwierdziłem z przekonaniem. Rozmawianie na takie tematy z moim nauczycielem nie wydawało mi się kuszącym sposobem, aby spędzić resztę wieczoru. Zrobiłem krok w stronę drzwi.
- Pamiętaj Draco, nie możesz nawalić.- usłyszałem za sobą.
- Nie musisz się tym martwić.- powiedziałem, spoglądając na mojego rozmówce przez ramię. Już podnosił się z krzesła, żeby mi przypomnieć z kim mam do czynienia, dokładnie tak jak wcześniej. Ignorując to, zaśmiałem się tylko i opuściłem gabinet.
Idąc korytarzem, rozmyślałem o wszystkim, czego się dowiedziałem z długiego listu od ojca. Imię zielonookiej Gryfonki pojawiło się w nim wielokrotnie. Czułem przyjemną satysfakcję, wiedząc więcej niż ona sama. Nie miała pojęcia kim była. Mimo tego, nieświadoma, wydawała się większym zagrożeniem. Moim zadaniem było okiełznać bestię. Przekonać ją co jest dobre, a co złe. Odpisałem ojcu, że zrobię co w mojej mocy, żeby tego dokonać.


                                                                                       ***

Przechodząc przez portret Grubej Damy, zobaczyłam czuprynę czarnych włosów, wystających zza oparcia fotela. Podeszłam do mojego brata, wpatrującego się w płomienie.
- Cześć.- przywitałam się, siadając na sąsiednim fotelu.
- Jak było?- spytał, nadal patrząc na trzaskający ogień.
- O tym opowiem Ci później. Chcę z tobą porozmawiać.- odpowiedziałam cicho. Wreszcie przeniósł na mnie  wzrok.
- Słucham.- powiedział krótko.
- Ostatnio zauważyłam, że... Jak to określić...nie jesteś sobą.- wymamrotałam.
- Nie jestem sobą? A skąd możesz to wiedzieć.?- odparł.
- Ja...
- Wszystko ze mną w porządku, siostro.- mówiąc ostatnie słowo, usłyszałam nutkę kpiny.
- Czemu się tak zachowujesz?- spytałam, lekko urażona.
- Jak?
- Właśnie tak. Nie wiem co Cię tak irytuje. Nie mam pojęcia, czemu tak szybko się denerwujesz. Wiem jednak, że nie powinieneś odreagowywać na nas. Jeśli coś Cię gryzie, to porozmawiaj ze mną. Z chęcią Cię wysłucham, ale proszę, nie bądź taki oschły.- powiedziałam.
- Po tylu latach chcesz być przykładową siostrą?- syknął.
- Harry! Czy ty słyszysz samego siebie?- jęknęłam, w szoku po tym co usłyszałam.
- Wiem doskonale co mówię. Przestańcie mi wmawiać, że coś jest ze mną nie tak. Nie dość, że Ministerstwo się na mnie uwzięło, to jeszcze wy zaczynacie...
- No co? Co robimy? Martwimy się o Ciebie? Zależy nam na twoim samopoczuciu? Chcemy pomóc?- przerwałam mu.
- Stajecie się nie do zniesienia.- odpowiedział, po czym wstał i ruszył w stronę schodów prowadzących do dormitorium.
 Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam za nim. Chwyciłam go mocno za przedramię. Próbował się wyrwać, ale nie udało mu się. Odwrócił się do mnie, wściekły. Dostrzegłam furię w jego oczach. Jednak po paru sekundach zobaczył łzy, którym nie pozwoliłam popłynąć. Jego wyraz twarzy złagodniał. Nagle parę obrazów pospadało na ziemię. Podskoczyłam, przestraszona głośnym trzaskiem. Harry patrzył na mnie przepraszająco. Pokręciłam tylko głową. Wyminęłam go, zaciskając szczęki, powstrzymując łzy. Kiedy wreszcie leżałam w łóżku, poddałam się.  Zasnęłam z mokrymi policzkami.
Otwierając oczy, z ulgą stwierdziłam, że była sobota. Dziękowałam Merlinowi, że po tak męczącym dniu nastąpił weekend. Oznaczało to, że mogłam siedzieć w dormitorium i z niego nie wychodzić. Niestety Hermiona pokrzyżowała moje plany. Namówiła mnie żeby zejść do Wielkiej Sali i jednak zjeść śniadanie. Narzuciłam na siebie czarną bluzkę i dżinsy. Włosy nie współpracowały. Rozmawiając o tym problemie ruszyłyśmy na śniadanie. Na szczęście byłyśmy bardzo wcześnie, więc uczniów było niewiele.
- Co się stało wczoraj wieczorem?- spytała niepewnie moja przyjaciółka, smarując tost marmoladą.
- A co się miało stać?- odparłam, udając, że nie wiem o co chodzi. Dziewczyna uniosła tylko brew i patrzyła na mnie wzrokiem „Naprawdę? Wierzysz, że to Ci się uda?”. Westchnęłam.
- Zauważyłaś, że Harry jest ostatnio trochę dziwny.- powiedziałam cicho. Kiwnęła głową.
- Chciałam się zapytać Herry’ego czy coś się stało. Nie odpowiedział mi. Zamiast tego, pokłóciliśmy się. Nie mam pojęcia co w niego wstąpiło. Zachowywał się tak, jakby miał do czynienia conajmniej z Malfoy’em.-  przy ostatnim  zdaniu przypomniałam sobie poprzedni wieczór, w gabinecie Snape’a.
Spojrzałam na moją prawą dłoń.
- Naprawdę?-zdziwiła się Hermiona.- To nie jest do niego podobne. A przynajmniej nie do Harry’ego z minionych lat. Musisz dać mu trochę czasu. Niedawno dowiedział się, że ma siostrę. Dziwiłam się że tak dobrze to przyjął. Może dopiero teraz dociera to do niego i nie wie jak się ma zachować.
- Wątpię. Często o tym rozmawialiśmy na Grimmuald Place.
- On jest w paskudnej sytuacji. Wiesz przecież co wszyscy o nim mówią. Odczekaj trochę. Jeśli się nie poprawi, wtedy będziesz mogła zacząć się martwić.- dodała i uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Odwzajemniłam uśmiech. Postanowiłam iść za jej radą.
Po śniadaniu udałyśmy się na błonia żeby odrobić prace domowe. Ginny, która dołączyła do nas w połowie śniadania, poszła razem z nami. Był wyjątkowo ładny dzień. Świeciło słońce, ale nie było upału. Wiał lekki, przyjemny wiatr. Siedząc pod wielkim dębem, odłożyłam na chwilę piuro, żeby rozkoszować się pogodą. Zamknęłam na moment oczy i wzięłam głęboki wdech. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam stojącego przede mną Harry’ego, razem z Ronem i bliźniakami.
- Talia, mogę z tobą porozmawiać?- odezwał się ten pierwszy.
- Co, zachciało Ci się bawić w przykładnego b...- przerwała mi Hermiona, które dźgnęła mnie łokciem w bok. – Pewnie.- poprawiłam się. Wstałam i otrzepałam spodnie. Ruszyliśmy brzegiem jeziora, oddalając się kawałek od reszty.
- Ja wiem, że źle się zachowywałem. Przepraszam.- wydusił z siebie.
- Skoro wiesz, to czemu tak się zachowałeś?- spytałam oschle.
- Ja... Podniosło mnie wczoraj.
- Poniosło Cię.- prychnęłam
- Przepraszam.- powtórzył.
- No nie wiem, nie wiem.- westchnęłam teatralnie. Poczochrałam mu włosy i uśmiechnęłam się. Obiął mnie ramieniem.
- Brat powinien chronić siostrę, a nie się na niej wyżywać.- zażartowałam.
- Nie mam wprawy, ale postaram się to zmienić.- parsknął.
- Rodzeństwo znowu się kocha! Fred, dawno nie mieliśmy takich sentymentalnych momentów.- usłyszałam.
- Masz rację George. Kocham Cię braciszku.- powiedział Fred z udawanym wzruszeniem.
- Kocham Cię.- jęknął George. Udając płacz, przytulili się.
- Nie możecie popracować nad bombonierkami?- zawołałam- Rozmawiam z bratem.
- Oj nie złość się, nie przeżyłbym tego.- zawołał George.
- No cóż...- westchnęłam
- Tylko nie gniew Talii!
- Sam jesteś sobie winien.
- Trzeba sprawić, żeby się uśmiechnęła, George.- odezwał się Fred.
Po chwili George zaczął mnie łaskotać. Piszczałam w proteście, próbowałam się wyrwać, ale na marne. Ginny przybiegła mnie na ratunek, jednak i jej pomoc nic nie dała.
- George, przestań! Zaraz wpadniemy do...- nie dokończyłam. W jednym momencie straciłam grunt pod stopami.
Poczułam chłód wody. Napierała na mnie z każdej strony. Nie miałam powietrza w płucach. Zaczęłam płynąć, ale noga zaplątała mi się w glony. Wierzgałam, machałam nogami. Nic. Robiło mi się słabo. Ostatkiem sił udało mi się jednak wyplątać nogę. Wynurzyłam głowę, zachłannie wdychając powietrze.
- Ty kretynie!- usłyszałam Ginny.
- Ale nic się jej nie stało...
- Mogła się utopić!- krzyknęła Hermiona.
- Ale jej NIC się nie stało...
- ALE MOGŁO!- krzyknęły jednocześnie.
- Wszystko w porządku.- wydyszałam. Ron i Harry pomogli wyjść mi na brzeg. Położyłam się  na trawie, oddychając szybko.
- Wracajmy do zamku. Musisz się ogrzać.- powiedziała Hermiona. Machnęłam tylko ręką.
- Wszystko w porządku.- powtórzyłam.
- Talia, przepraszam.- usłyszałam George’a.
- Nie ma sprawy.
- Talie potrafią pływać, Hermiono.- zaśmiał się Fred, rozładowując w ten sposób atmosferę. Kiedy szliśmy w stronę zamku, nikt się już nie złościł. Przepychałam się z Georgem, któremu wychodziło to lepiej. Był wyższy ode mnie, co dawało mu przewagę.
- Jest jeszcze wcześnie, co robimy?- spytałam, kiedy już założyłam suche ubrania. Włosy były jeszcze mokre.
- Mamy jeszcze dużo wypracowań...
- Nie.- przerwałam Hermionie.- Po obiedzie też będzie na to czas.
- To może pomożesz mi robić czapeczki?- zawołała z nadzieją w głosie.
- Ehm... chyba pójdę do biblioteki. Wiesz, książki będą potrzebne przy pisaniu wypracowań.- powiedziałam.
- Dobrze. Widzimy się na obiedzie?
- Tak, do zobaczenia!- pożegnałam się z nią i przeszłam przez portret. Dopiero schodząc po schodach, zorientowałam się że nie wiedziałam, gdzie jest biblioteka. Idiotka; pomyślałam. Zaczepiłam pierwszą lepszą osobę.
- Cześć! Wiesz może gdzie jest biblioteka? Zapytałam dziewczynę z długimi blond włosami i twarzą elfa. Była ze Slytherinu. Zmierzyła mnie tylko wzrokiem od stóp do głów i poszła dalej tanecznym krokiem, godnym baletnicy.  
- Cholera.- mruknęłam do siebie. Zaczepiłam jeszcze kilka osób, ale reakcja była taka sama.
Nie mając innego wyboru zaczęłam szukać biblioteki sama.
Może to te mokre włosy ich odtrąciły?
Bez przesady, nie jesteś psem!
Ale czy widok dziewczyny z mokrymi włosami szukającej biblioteki to codzienny widok?
Hmm, zastanówmy się. Masz na imię Talia Potter, nikt o tobie nie wiedział i nagle okazuje się że jesteś siostrą Harry’ego Pottera, którego mają za kłamcę. Może dlatego?
Och zamknij się!
Tak wyglądały moje rozmowy same ze sobą. Kłócąc się z „wewnętrzną Talią”, nie zauważyłam że ktoś idzie obok mnie.
- A tobie co się stało?- usłyszałam znajomy śmiech. Wysoki blondyn zrównał się ze mną i patrzył ze współczuciem na moje włosy.
- Nie możesz sprawdzić, czy nie ma Cię gdzieś indziej?- spytałam z nadzieją.
- Grzeczniej, Potter. Staram się być miły. Doceń to.
- Po pierwsze, to ty postanowiłeś za mną łazić i próbować być miły, nie wiedząc czemu. Po drugie, nie należę do najmilszych osób, zwłaszcza jeśli ty wchodzisz w grę. Po trzecie, idź sobie.- mruknęłam, nie wiedząc dokąd szłam.
- Spotkałaś Irytka?- zignorował moją wcześniejszą wyliczankę.
- Nie, wpadłam do jeziora.- powiedziałam orientując się że w głowie brzmiało to o wiele lepiej. Draco zaczął się śmiać.
- Brawo, Potter.
- Mogę Ci w czymś pomóc?- zatrzymałam się i oparłam dłonie na biodrach.
- Nie, a przynajmniej nie mnie. Tobie przydałaby się pomoc, owszem.- posłał mi łobuzerski uśmiech.
- W takim razie czego chcesz?- warknęłam tracąc cierpliwość.
- Zauważyłem że krążysz po zamku i pomyślałem że może pomogę Ci znaleźć miejsce, którego szukasz.- odpowiedział.
- Skąd wiesz, ze czegoś szukam? Może po prostu spaceruję.- skłamałam.
- Jesteś w zamku zaledwie dwa dni. Chodzisz z miną, która odstrasza ludzi i błądzisz po korytarzach. Na pewno czegoś szukasz.
- Śledzisz mnie?- zaśmiałam się.
- Tak, bo nie mam nic lepszego do roboty w sobotnie przedpołudnie.- zadrwił.
- Przyznaj się.- pchnęłam go lekko w ramię.
- Chciałabyś.- powiedział z wyższością.
- Niekoniecznie.- skrzywiłam się.- Dobra, wiesz gdzie jest biblioteka?- spytałam.
- Szukasz biblioteki? Ty na prawdę jesteś stuknięta. Jest weekend.- popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- W przeciwieństwie do Ciebie chcę zdać SUM’y.
- Mogę Cię zaprowadzić.- powiedział.
- Wystarczy, ze powiesz mi jak tam dojść.- odparłam.
- Chyba się mnie nie boisz, co?- mruknął, zbliżając się do mnie. Automatycznie zrobiłam krok w tył.
- Śnisz, Malfoy.
- Gdybym śnił,  wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.- powiedział z niebezpiecznymi błyskami w oczach. Był teraz bardzo blisko i po raz pierwszy, jego szare tęczówki mnie przytłaczały.  Do tego nie wiedziałam jak miałam zrozumieć to co powiedział.
- Jak uważasz.- wymamrotałam odwracając wzrok. Jego bliskość sprawiała, że czułam się niekomfortowo.
- To gdzie jest ta biblioteka?- westchnęłam.
- Proszę za mną.- kącik jego ust uniósł się lekko. Pokręciłam tylko głową, karcąc samą siebie.  Odepchnęłam go lekko i czekałam aż wskaże kierunek.


                                                                                    ***

Szła obok mnie, lekko naburmuszona. Wiedziałem, że nie powinienem jej denerwować, ale bycie miłym nie było w moim stylu. Nie mogłem nagle stać się milusi. Mogłaby się wtedy zorientować, że coś knułem. Nie byłem szczęśliwy, marnując na nią czas, ale musiałem to zrobić. Jedynym plusem, było to, że mogłem ją denerwować. W pewnym momencie nie będziesz mógł jej drażnić; odezwał się cichy głos w mojej głowie. Niestety miał rację. Na razie, mogłem sobie jednak pozwolić na poprawienie humoru. Zerknąłem na nią kątem oka. Była dość niska, przynajmniej jak dla mnie. Sięgała mi do brody. Była szczupła. Długie loki opadał jej na plecy, sięgając do kości ogonowej. Bystre oczy próbowały mnie zabić wzrokiem. Gdyby nie była siostrą Potter’a, może i mógłbym na nią spojrzeć... inaczej. Ale nią była.
- Daleko jeszcze?- odezwała się wreszcie.
Nie musiała wiedzieć, że wybrałem najdłuższą drogę.
- Tak.-  odpowiedziałem bezbarwnym głosem. Misja, Draco. Myśl o misji; odezwała się moja podświadomość. Odchrząknąłem.- Bardzo daleko.- dodałem, żartobliwym tonem.
- Aha.- mruknęła. Znowu nastąpiła chwila ciszy.
- Twoja szlamcia nie będzie zła, jak się dowie z kim chodzisz po zamku?
Zareagowała momentalnie. Jej twarz przybrała niebezpieczny wyraz, zacisnęła szczęki a drobne dłonie zwinęła w piąstki, którymi nie mogła zrobić mi krzywdy.
- Nie przeginaj Malfoy. Już raz Ci powiedziałam że masz tak do niej nie mówić.- warknęła.
Zacząłem się zastanawiać, po co ze mną szła, skoro tak jej nie odpowiadałem. Musiała być zdesperowana, jeśli chodziło o bibliotekę. Zaśmiałem się cicho.
- Z czego się śmiejesz?- fuknęła.
- Z Ciebie.- zaśmiałem się jeszcze głośniej, widząc jak bardzo się złościła.
- A to dlaczego?
- Bo mimo, że mnie tak nienawidzisz, idziesz ze mną korytarzem do tej głupiej biblioteki. Musi tam czekać na Ciebie ktoś bardzo ważny, skoro jeszcze nie zwiałaś.
- Nikt tam na mnie nie czeka, a poza tym... Nie nienawidzę Cię.- powiedziała.
- Na prawdę?- zaintrygowała mnie.
- Nienawiść to bardzo moce uczucie, Malfoy. Nie zasłużyłeś sobie na to żeby Cię takim darzyć.- uśmiechnęła się zadziornie.
- W taki razie, jakim uczuciem mnie darzysz, Potter?- odwzajemniłem uśmiech.
- Żadnym. Po prostu bardzo często mnie denerwujesz.- rzekła.
- No to musimy nad tym popracować.- stanąłem przed wejściem do biblioteki.
- Nie, nie musimy. Dziękuję, za pokazanie drogi. Następnym razem nie wybieraj najdłuższej drogi.- powiedziała i ruszyła w stronę wielkich drzwi.
Złapałem ją za ramię.
- No to do następnego razu.- mruknąłem cicho do jej ucha. Przytrzymałem ją jeszcze przez chwilę. Zaniemówiła, sparaliżowana moją bliskością. Kiedy w końcu uznałem, że wystarczy jej, jak na jeden dzień, puściłem ją i odszedłem.
W tym momencie byłem pewny, że nasienie zostało zasiane. Teraz wystarczyło podlewać i zobaczyć jak kwiat wykiełkuje.
                                                                                     ***
Weszłam do biblioteki z lekkim rumieńcem na twarzy. Nie miało to nic wspólnego z Draconem. Nie byłam po prostu przyzwyczajona do takiej bliskości. Zwłaszcza, jeśli chodzi o płeć przeciwną. Jeszcze to szeptanie do ucha... Bardzo dziwne uczucie. Podeszłam do regału w którym miałam nadzieję znaleźć wszystkie potrzebne książki. Nie mogąc pozbyć się tego dziwnego uczucia, poirytowana szukałam odpowiedniego tomu. No to do następnego razu ; nadal słyszałam to zdanie. Z zamyśleń wyrwały mnie spadające książki. Pośpiesznie je pozbierałam. Zaczęłam być na siebie zła. Owszem, łatwo można było mnie wyprowadzić z równowagi. Nie mogłam jednak pozwolić, żeby byle chłoptaś mógł to robić w tak głupi sposób. Teraz już wiesz, czego możesz się spodziewać ; pomyślałam. Od tej pory mogłam być przygotowana.

                                                                                        ***

Padłem na skórzaną kanapę w pokoju wspólnym. Dołączył do mnie Zabini.
- Jak Ci poszło?- zapytał.
- Tak jak powinno. Mam przynajmniej taką nadzieję. Jest bardzo nieprzewidywalna, a humor potrafi jej się zmieniać z sekundy na sekundę.
- Albo Cię po prostu nie lubi.- zaśmiał się.
- Śmieszy Cię to?- warknąłem.- Muszę wypełnić tą cholerną misję, nie mam wyboru. Stąpam po bardzo kruchym lodzie. Muszę sprawić, żeby mi zaufała, jeśli coś pójdzie źle, wysadzi mnie w powietrze. Jeśli się okaże, że pozytywne uczucia również powodują że traci nad sobą kontrolę, też wysadzi mnie w powietrze. I bądź tu człowieku mądry.
- Nie masz łatwo stary. To tak jak byś musiał utulić tykającą bombę do snu.
- Dokładnie.
- Ale przyznaj. Jest ładniutka, a jej temperament...- gwizdnął głośno. Spiorunowałem go wzrokiem.
- Jeśli interesuje Cię siostra Bliznowatego, zdrajczyni krwi, to jak z nią skończę będziesz mógł ją sobie wziąć.- zadrwiłem. Miałem nadzieję że dosłyszał sarkazm w moim głosie.
- Draco, twoim zadaniem jest przekabacić ją na naszą stronę. Jeśli Ci się uda, to nie będzie już zdrajczynią krwi. Będzie służyć Czarnemu Panu. Jeśli nie skorzystasz, to ja chętnie.- puścił do mnie oko i zatarł ochoczo ręce.
- A już myślałem, że twój idiotyzm przejdzie z wiekiem. Z niczego nie będziesz korzystał. Skoro ma służyć Czarnemu Panu, to nie będzie mogła się bawić z tobą w dzikie romanse. Zostanie jego własnością, która nie może okazywać żadnych uczuć dopóki On jej nie pozwoli.
- No tak... Szkoda.- mruknął Zabini.
- Co szkoda?- usłyszałem pisk Pansy. Podbiegła i usiadła mi na kolanach.
- Nie twój interes.- syknąłem poirytowany.
- Widziałam niedawno siostrzyczkę Potter. Chodziła po zamku jak obłąkana, z mokrymi włosami. Emily powiedziała że ją zaczepiła. Pytała o bibliotekę.-prychnęła.
- Mam ochotę potraktować ją jakąś klątwą.- dodała. Zabini i ja spojrzeliśmy na siebie w tym samym czasie.
- Masz trzymać się od niej z daleka.- warknąłem.
- Jak to? Przecież mówiłeś...
- Ale teraz mówię że masz ją zostawić w spokoju.
- I nie kombinuj.- dodał Zabini.
Parkinson wyglądała, jakby właśnie dowiedziała się że został jej tydzień życia.
- Razem z Zabinim damy sobie radę. Nie chcę żebyś brudziła sobie rączki tą wariatką.- mruknąłem i pogładziłem ją po ramieniu. Nie mogłem wzbudzać podejrzeń. Zabini ledwo dostrzegalnie kiwnął głową. Pansy uśmiechnęła się, próbując wyglądać przy tym nonszalancko. Miałem ochotę zrzucić ją z kolan i iść do dormitorium gdzie czekała na mnie butelka Ognistej Whiskey. Ojciec porozmawiał z dyrektorem szkoły i przekonał go żebym mieszkał w oddzielnym dormitorium, razem z Zabinim. Mieszkanie z resztą uczniów byłoby ryzykowne. Blaise i ja byliśmy wtajemniczeni w sprawy które nie są przeznaczone dla innych. Mieliśmy wstąpić w szeregi Czarnego Pana. Osobne dormitorium było nam potrzebne. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy usłyszałem że ojcu się udało to załatwić.

                                                                                    ***

- Czemu tak długo Cię nie było?- spytała Ginny. Zajęłam miejsce obok niej i nałożyłam sobie pieczonego kurczaka na talerz.
- Znalazłam interesującą książkę.- odpowiedziałam.
Nie wiedzieć czemu, opowiedzenie o spotkaniu z Malfoy’em wydało mi się ryzykowne.
- Naprawdę? Jaką?- ożywiła się Hermiona. Czułam jak mina mi rzedła
- Ehm... Nie zwróciłam uwagi na tytuł.- wymamrotałam.- Była o różnych, ciekawych eliksirach.
- Ty nie możesz być moją siostrą.- zażartował Harry.
- Bez przesady. Gdyby uczył nas ktoś inny, to polubiłbyś eliksiry.
-  Za dwa tygodnie będą nabory do drużyny Quidditcha!- Ron zmienił temat.
- W tym roku nie tylko Harry będę się starał o miejsce.- Ginny uśmiechnęła się do mnie.
- No, ja też chcę spróbować!.- rudzielec wyszczerzył zęby.
- Mówiłam o Talii.
- O Talii? Umiesz grać?- zdziwił się Ron.
- Tak, a przynajmniej mam taką nadzieję.
- Zobaczy się na boisku.- wtrącił George.
- Damy Ci niezły wycisk.- dodał Fred.
- Nie mogę się doczekać.- zaśmiałam się.

Resztę soboty i całą niedzielę spędziliśmy na odrabianiu prac domowych i pisaniu wypracowań. Najwięcej kłopotów sprawiała mi historia magii. Była nie do zniesienia i straszliwie nudna. Najwięcej pracy włożyłam w eliksiry. Postanowiłam że nie spocznę, aż nie usłyszę pochwały z ust Snape’a. Ron kazał mi nie robić sobie zbędnych nadziei, ale ja się uparłam. Obrona przed czarną magią była łatwa, pomijając fakt że równie dobrze mogliśmy nic nie robić na lekcjach. Dzięki szkoleniom Pani Bagshot nie zostawałam w tyle z materiałem, wręcz przeciwnie. Większość już przerobiłam. Zwłaszcza jeśli chodzi o zaklęcia. Pani Bathilda dopilnowała, żebym umiała się bronić i dać sobie radę. Nie miałam innego wyboru.
Następny tydzień lekko się dłużył. Umbridge uwzięła się na Harry’ego, który miał u niej szlaban. Dla mnie też nie była milutka. Jej lekcje były straszne. Snape nie okazał się lepszy. Mimo starań i ciężkiej pracy, krytykował każdy eliksir i wypracowanie. Przyglądał się mi uważnie z satysfakcją w jego ciemnych oczach. Nie pozostawało mi nic więcej niż trzymać język za zębami i starać się dalej. Większość Gryfonów przyzwyczaiła się już, że istnieję. Parę uczniów zaczęło ze mną rozmawiać i może nawet lubić. Zwłaszcza Angelina, która została kapitanem drużyny Greffindoru. Bardzo się ucieszyła, kiedy powiedziałam jej że będę brała udział w naborach. Oczekiwała ode mnie równie dobrych zdolności jak u mojego brata.
Siedziałam w czwartek wieczorem w Pokoju Wspólnym z książką w ręku. Zamiast jednach czytać jej treść, obserwowałam jak bliźniaki demonstrują działanie krwotoczków truskawkowych.  Nagle zarejestrowałam ruch przy portrecie Grubej Damy. Harry szedł w moją stronę, widocznie zły.
- Co się stało?- spytała Ginny, głaskając Krzywołapa.
- Umbridge się stała.- syknął, siadając obok mnie na kanapie. Zauważyłam że trzyma się za lewą dłoń.
- Harry,- szepnęłam.- Co Ci się stało?
- Nic.
- Ile zostało Ci szlabanu?- odezwała się Hermiona.
- Jeszcze dwa tygodnie.
- Harry...- spróbowałam jeszcze raz, ale ten wstał.
- Idę się położyć. Dziennik Snów wypełnię jutro rano.- powiedział szybko i poszedł.
- Dajcie mu na razie spokój. Powie jak będzie chciał.- ziewnął Ron, przeciągając w fotelu.
- A gdyby coś się działo Ginny, też byś tak powiedział?- burknęłam.
- No nie, ale...
- Ale co?
- Ech, wy dziewczyny jesteście takie dziwne, nic nie rozumienie.
- Słucham?- oburzyła się Hermiona.
- Z wami jest zupełnie inaczej. Wy lubicie rozmawiać o swoich problemach, my nie.- wytłumaczył rudzielec.
Poczułam jak ktoś klepie mnie w ramię. Ten ktoś okazał się być pierwszoroczniakiem.
- Dyrektor prosi Cię do siebie.- pisnął niski chłopczyk. Miał piękne, niebieskie oczy.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się do niego. Wyszczerzy do mnie bielutkie zęby i wrócił do swoich znajomych.
Wstałam i zostawiłam moich znajomych, kłócących się o głupoty. Na szczęście wiedziałam gdzie był gabinet Dyrektora. Idąc korytarzem, zobaczyłam że ktoś stoi przy pomniku który chronił wejście, którym chciałam przejść. Był to sam Dyrektor.
- Dobry wieczór, Panie profesorze.- przywitałam się.
- Witaj! Och tak, mamy dzisiaj wyjątkowo piękny wieczór. Czekałem tu na Ciebie, ponieważ nie znasz hasła, jak mniemam?
- Zgadza się.- przytaknęłam.
- Byłbym Ci dozgonnie wdzięczny, gdybyś zachowała je dla siebie. Pewnie i tak wszyscy już je znają, więc nie ma potrzeby, żeby je rozpowiadać- westchnął radosny. Zaśmiałam się cicho.
- Żółte landrynki.- powiedział. Pomnik przesunął się, ukazując schody. Po wspięciu się na nie, weszliśmy do dużego, okrągłego pomieszczenia. Na półkach nie tylko było dużo książek, ale i różnych, delikatnych instrumentów. Błyszczały złotem lub srebrem. Nie miałam pojęcia do czego mogły służyć. 
- Usiądź.- profesor wskazał mi krzesło stojące naprzeciwko jego biurka.
- Jak Ci minęły te dwa tygodnie?- zapytał uśmiechnięty, kiedy już usadowiliśmy się na krzesłach. Pytanie zbiło mnie z tropu.
- W porządku.- opowiedziałam niepewnie.
- Podoba Ci się zamek?
- Jest przepiękny.
- A jak lekcje?
- Dobrze, profesorze.
- Nauczyciele?
- Różnorodni.
- Tak... Słyszałem że na pierwszej lekcji z profesor Umbridge doszło do sprzeczki.- nie przestawał się uśmiechać.
- Czemu mnie Pan wezwał, profesorze?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Żeby dowiedzieć się, jak miewa się twoje samopoczucie.- odparł. Uniosłam lekko brwi.
- Moje samopoczucie ma się dobrze, dziękuję.
- Widzisz Talio... Twoje samopoczucie jest dość istotne. Wiesz może o czym mówię?- patrzył na mnie wyczekująco, wytrzeszczając lekko oczy.
- Nie mam pojęcia.- przyznałam się.
- To dobrze. Nie doszłaś do nieprawidłowych wniosków, dobrze, dobrze.- mruczał pod nosem, bardziej do siebie.
- Do jakich wniosków miałam dojść?
- Na razie do żadnych, moja droga. Chcę Cię jednak o coś prosić.- rzekł ciepłym głosem.
- Oczywiście.
- Próbuj się uspokajać, kiedy następnym razem się zdenerwujesz.- powiedział.
- Chodzi o to co zaszło między mną, a profesor Umbridge?- spytałam. Cholerna ropucha.
- Nie. Tu chodzi tylko o Ciebie. Ważne jest, żebyś miała czysty, spokojny umysł.
- Gdzieś to już słyszałam.- zaśmiałam się.
- Bathilda Bagshot... Kobieta o wielkim sercu.- westchnął.
- Czemu wszyscy mi to powtarzają? Że mam nad sobą panować?
- Dowiesz się w swoim czasie.- uśmiechnął się.
- A kiedy nadejdzie ten czas?
- W odpowiednim momencie.
Mimo że zżerała mnie ciekawość, parsknęłam.
- Słyszałem że nasza drużyna będzie miała w tym roku dwoje Potterów.- zmienił temat.
- Kibicuje pan Gryffindorowi?- ożywiłam się.
- Oczywiście! Odkąd twój brat gra w drużynie, jesteśmy nie do pokonania.- rozpromienił się dyrektor.
- Jeszcze nie widziałam jak gra.- powiedziałam, próbując wyobrazić go sobie na miotle.
- Gra jak zawodowiec.- mrugnął do mnie.- Talio, życzę Ci powodzenia za tydzień i pamiętaj o co Cię prosiłem.
- Tak jest.- wstałam z krzesła.- Dobranoc, profesorze.
- Dobranoc, Talio.

                                                                                     ***

Stałem na korytarzu obok posągu. Powinna już wychodzić. Dziś rano dostałem kolejny list od ojca. Napisał że mam czas do końca roku szkolnego. Musiało mi się udać, za wszelką cenę.
Nagle usłyszałem czyjeś kroki. Wreszcie ją zobaczyłem. Szła rozkojarzona przed siebie, nie wiedząc że ma towarzystwo. Ruszyłem za nią. Kiedy byłem dostatecznie blisko, schwyciłem jej nadgarstek. Odwróciła się szybko piorunując mnie wzrokiem. Dopiero kiedy zorientowałam się że to ja ją zatrzymałem, odetchnęła z ulgą.
- Jeśli reagujesz tak za każdym razem, to nie dziwię się, że nikt Cię nie lubi.- puściłem nadgarstek Gryfonki.
- A jednak ty ciągle za mną chodzisz.- odgryzła się
- Nie chodzę za tobą, to ty wpadasz na mnie.- uśmiechnąłem się filuternie.
- Gdybyś mnie nie zatrzymał, nie wiedziałabym nawet że idziesz tym korytarzem.- stwierdziła.
- Cóż, zobaczyłem że idziesz sama. Damy nie powinny chadzać same wieczorami.
- Od kiedy jesteś taki opiekuńczy?- parsknęła.- Muszę Ci przypomnieć, że jesteśmy w szkole, więc nie martw się, nic mi się nie stanie.
- Skąd możesz wiedzieć, że jest tu bezpiecznie? Braciszek nie opowiedział Ci co się tutaj działo?- mruknąłem cicho.
- Malfoy, nie jestem w nastroju na twoje gierki, jestem zmęczona.- jęknęła.
- No dalej, nie rozmawialiśmy już tydzień.- zrobiłem krok w jej stronę.
- Wcale nad tym nie ubolewałam.- powiedziała, hardo patrząc mi prosto w oczy. Nie cofnęła się.
- Czemu Ci nie wierzę?
- Bo popadłeś w samozachwyt.- szepnęła, jakby zdradzała mi jakiś sekret.
- Nie jest ze mną chyba aż tak źle.- również szepnąłem, zakładając kosmyk włosów za jej ucho. Patrzyła na mnie z lekką drwiną.
- Tobie chyba brakuje uwagi, Malfoy.
- Możliwe.
- Niestety ja Ci nie mogę pomóc.- powiedziała z niewinną minką i zaczęła iść dalej. Co było nie tak z tą dziewczyną? Każda inna była by już moja. Miałbym ją owiniętą wokół palca. Minęły dwa tygodnie, a ja już miałem dosyć.
- Potter!- zawołałem za nią.  Odwróciła się wzdychając ciężko.
- Jeśli jednak zmienisz zdanie, to wiesz gdzie jest Pokój Ślizgonów.- posłałem jej łobuzerski uśmiech.
- Skoro myślisz, że będę się tam zapuszczać, to żal mi Cię.- odkrzyknęła.
- W taki razie znowu będę musiał Cię znaleźć.- powiedziałem ciszej, ale wiedziałem że usłyszała.
- Nie kłopocz się. Dobranoc, Malfoy.

- Dobranoc, Potter.

2 komentarze:

  1. No no Malfoy.. nie porzuć jej tylko jak ją rozkochasz, bo jak nie to Cię znajdę.
    Kłótnie Talia vs. Draco - najlepsze
    Jejciu, mam nadzieję, że panna Potter nie przejdzie na tą złą stronę.. Chyba nie mogłaby zdradzić brata?
    Harry też zachowuje się niewporządku. Przyjaciele się o niego martwią, a on takie cyrki odstawia. Oj Potter, Potter..
    Pozdrawiam Cię kochana i lecę dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapewniam Cię, że Talia nie da się wciągnąć w to bagno, przynajmniej nie świadomie ;) W końcu jest Gryfonką. Cieszę się, że kłótnie tej dwójki Ci się podobają ;p Jest to dość często spotykane w opowiadaniach i bałam się, że wyjdzie mi to niezbyt oryginalnie, albo po prostu kiepsko. A co do Harry'ego, to tak, zachowuje się trochę dziwnie, ale w piątej książce/filmie, Harry przeżywał trudny okres, nie tylko spowodowany Voldemortem, ale też wiekiem dojrzewania. Ludzi szybko zapominają, przez co przechodzą osoby w tym wieku. A jeśli dodamy to tego Voldemorta i resztę kłopotów... Naprawdę nie chciałabym być na jego miejscu ;p
    Również pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń