wtorek, 9 lutego 2016

Miniaturka : Rudy Blond Część I

Witam! Tak sobie pomyślałam, że czas napisać miniaturkę.
Nie ma ona nic wspólnego z historią, której kolejny rozdział
pojawi się w niedzielę. Owszem, występuje w niej Talia, 
ale nie jest główną postacią, jej charakter został też zmieniony 
na potrzeby miniaturki. Mam nadzieję, że spodoba wam się
ta miniaturka! Różni się od tego, co zazwyczaj piszę, więc
nie mam pojęcia, jak sprawdzam się w takich klimatach. 
Zachęcam wszystkich do dzielenia się opinią w komentarzach, 
byłabym bardzo wdzięczna, gdybyście zostawiali po sobie chociaż
krótki komentarz :) Miłego czytania!


Panna Potter


Był piątek wieczorem, kiedy ruda piękność szła zatłoczoną ulicą. Ona i jej przyjaciółki zmierzały do nowego klubu nocnego w Londynie, którego właścicielem był czarodziej, o ile wierzyć plotkom. Mimo że ich umysły nie zostały jeszcze przytępione alkoholem, już teraz zachowywały się, jakby miały za sobą już przynajmniej trzy kolejki.
- Kochana, będziesz miała najlepsze urodziny na świecie! - zawołała Talia, siostra Chłopca Który Przeżył, tego, który pokonał Voldemorta. Była również najlepszą przyjaciółką Ginny. 
- Wiem! Już myślałam, że nie doczekam się tego dnia. Nareszcie będę mogła napić się na legalu! - zaśmiała się rudowłosa. 
Tryskała energią już od samego rana. Na samą myśl, że skończyła te upragnione dwadzieścia jeden lat, miała ochotę skakać z radości. Głównie dlatego, że była dorosła. Jako najmłodsza z rodzeństwa i grona przyjaciół, nie zawsze była brana na poważnie, mimo starań jej bliskich. Nareszcie nie była tą małolatą. Teraz była młodą kobietą. 
Szły tak ulicami Londynu, który nocą był przepiękny i tętnił życiem, śmiejąc się i ściągając uwagę przechodnich. Trzeba było przyznać, że ich męska część miała na co popatrzeć. Młode i zgrabne ciała trójki przyjaciółek były bardziej obnażone niż zwykle. Krótkie sukienki odsłaniały ich długie, smukłe nogi, a obcisły materiał podkreślał kobiece krągłości. Dzisiaj mogły sobie na to pozwolić. Nawet Hermiona dała się przekonać swojej przyjaciółce, aby postawić na odważniejszy wygląd. 
Zapowiadała się szalona noc. 

_________


- Ginny! Ginny, odstaw tą szklankę! No chodź, grają naszą piosenkę! - krzyknęła Talia, uwieszona na ramieniu rudej przyjaciółki. 
- Tak! Za dużo wypiłaś, jak na jeden raz, chodź - zgodziła się Hermiona i chwiejnym krokiem poszła na parkiet, ciągnąc za sobą wstawione już koleżanki. 
Dziewczyny nie protestowały, tylko zachichotały pod nosami i podążyły za tą "najrozsądniejszą", o ile można ją było tak nazwać po niezliczonych drinkach, które stawiali jej zalotnicy przy barze. 
Kiedy przecisnęły się już przez tłumy bawiących się ludzi na środek parkietu, zaczęły tańczyć. Mimo, że procenty robiły swoje, ruszały się niczego sobie. Już po chwili Talia tańczyła w objęciach nieznajomego bruneta, a do Hermiony przystawiał się przystojny szatyn. 
- Cholera, udawaj, że jesteś ze mną! - krzyknęła Ginny do ucha, próbując nie zwracać uwagi na swojego adoratora. 
- No co ty! Korzystaj, póki możesz! - zaśmiała się najmłodsza - Pójdę napić się wody, nie za dobrze się czuję! A ty się baw!
Hermiona odprowadziła Ginny wzrokiem, wpadając w lekką panikę. Nie lubiła takich sytuacji, nie wiedziała co robić. Na jej (nie)szczęście, szatyn zdawał się znać na tej grze.

________


- Co podać, Wiewióreczko? - spytał barman, kiedy Ginny usiadła na jednym z wolnych krzeseł.
Okazało się, że barmanem był jej dobry znajomy, którego poznała na wycieczce do Włoch, dwa lata temu. Od tamtej pory pozostawali w kontakcie. 
- Woda z lodem! 
- Uu, już wymiękasz? - zażartował, puszczając do niej oczko. 
- Dopiero nabieram wprawy, Luke - odparła, rumieniąc się lekko.
Luke oddalił się, aby następnie wrócić z elegancką szklanką wypełnioną wodą z lodem. Każda kostka miała inny kolor. Teraz Ginny miała pewność, że właścicielem klubu był czarodziej, inaczej Luke nie mógłby sobie pozwolić na takie sztuczki.
- Whiskey z Colą! - zawołał znajomy głos z lewej.
Ginny odwróciła się i rozpoznała ślizgona, z którym kiedyś chodziła do szkoły. Wysoki blondyn także zdawał się ją rozpoznać.
- Weasley? - zdziwił się.
- Co tam, Malfoy? - odparła, próbując zapanować na zawrotami głowy i skupić wzrok na blondynie.
Zmienił się. Był bardziej umięśniony, niż ostatnim razem, kiedy go widziała, jego przylizaną fryzurę zastąpiły włosy w seksownym nieładzie, a na jego twarzy dostrzegła lekki zarost. Miał na sobie biały T-shirt, który opinał się na jego mięśniach i czarne spodnie. Przyćmiony umysł rudowłosej zapomniał o nienawiści, którą do niego żywiła. Teraz wpatrywała się w niego, jak na apetyczny kąsek.
- Jakim cudem Cię tutaj wpuścili? Czy ty aby przypadkiem nie chodzisz jeszcze do szkoły? - zaśmiał się, odsłaniając przy tym swoje idealnie proste i białe zęby.
O rety, pomyślała Ginny.
- Tak dla twojej wiadomości, świętuje swoje dwudzieste pierwsze urodziny, więc jeśli nie złożysz mi życzeń, to bardzo się pogniewam! - odkrzyknęła, coraz gorzej znosząc panujący w klubie hałas.
- No proszę, nasza Wiewióra już dorosła! Najlepszego! - szepnął jej do ucha, potem się odsunął.
Rudowłosą przeszły dreszcze. Może to wina alkoholu, ale Ginny spodobała się bliskość byłego ślizgona.
- To jak, Malfoy, zatańczysz z jubilatką? - zaśmiała się.
- Nie sądzę, mała. Czekam na Blaise'a.
- Nie daj się prosić, w końcu to moje urodziny - ciągnęła Ginny, patrząc mu prosto w oczy.
Draco nie wiedział co robić. Zapamiętał ją, jako najmłodszą siostrę Weasleyów, nigdy jakoś nie zawracał sobie nią głowy. Jej istnienie zauważył tak naprawdę, kiedy Lord Voldemort wkroczył na główny dziedziniec Hogwartu, niosąc nowinę, że Potter nie żył. Wtedy musieli być parą, bo dziewczyna wybiegła mu na przeciw, desperacko miotając w jego stronę klątwy, które Czarny Pan z łatwością blokował. Zadziwiła go jej odwaga, ale wtedy też nie przejął się nią zbytnio.
Teraz stała przed nim, uśmiechając się delikatnie. Zdawał sobie sprawę z tego, że była wstawiona, jej zachowanie zdradzało, że nie pożałowała sobie procentów. Jednak ten fakt nie odbierał jej uroku, którego zdecydowanie nabrała przez te wszystkie lata.
Była odrobinę wyższa, jej figura nabrała kobiecych kształtów, ale pozostała szczupła, tak jak to zapamiętał. Króciutka, granatowa sukienka bardzo efektownie odsłaniała jej długie, zgrabne nogi. Jej duże, brązowe oczy patrzyły na niego, rzucając mu niemal wyzwanie, a drobne, choć pełne usta wygięła w półuśmiechu. Delikatne piegi na drobnym nosie zdecydowanie dodawały jej "tego czegoś". No i nie zapominajmy o długich, rudych włosach, idealnie prostych, opadających jej na plecy.
Mówiąc krótko, stała się kobietą. Zachowała jednak zadziorną postawę chłopczycy. Czy przeszkadzało to blondynowi? Zdecydowanie nie.
- Niech stracę - odparł w końcu.
Ginny zaklaskała krótko w dłonie, po czym zaciągnęła Dracona na parkiet. Nie zauważyła jednak swoich koleżanek. Może to i dobrze? Nie chciała się przejmować i reakcją na to, z kim tańczyła.
- No to powiedz mi, Weasley, co robiłaś w ciągu tych kilku lat? - spytał Malfoy, poruszając się w rytm muzyki.
Ruda zarzuciła mu ręce na szyję, nie przerywając tańca. Szczerze mówiąc, bała się, że jeszcze chwila i straci równowagę, więc wykorzystała fakt, że nie był to niestosowny gest, a przynajmniej nie w tańcu.
- Byłam tu i tam, pracowałam w kilku miejscach, poznawałam ludzi... Starałam się nigdzie nie przebywać zbyt długo. Wróciłam jednak do domu, bo wszyscy twierdzą, że powinnam się "ustatkować" - odpowiedziała, plącząc sobie lekko język - A ty?
Draco położył dłonie na jej biodrach, które ruszały się zmysłowo do muzyki. Musiał przyznać, że Wiewióra umiała tańczyć. On sam nie był gorszy, oczywiście.
- Prowadzę biznes z Blaisem, mamy z tego duże zyski. Oprócz tego podróżowałem sporo, ale właśnie robię sobie małą przerwę.
- Jaki to biznes?
- Alkohol - odrzekł krótko, posyłając Ginny szelmowski uśmiech.
- Już mi się podoba - zachichotała, przybliżając się do swojego partnera.
Nie wiedziała co nią kierowało, nie miała do końca panowania nad tym co robi.
Bliskość dawnego wroga podobała się Pannie Weasley i to bardzo, a jako że wszystkie jej hamulce chwilowo nie działały, przybliżyła swoją twarz do tej Dracona, patrząc się spragnionym wzrokiem w jego szare tęczówki. Ich usta dzieliły może trzy centymetry, nie więcej.
Zachowanie Ginny zdziwiło arystokratę, ale szybko doszedł do wniosku, że nie miał nic przeciwko. W końcu przyszedł się tutaj zabawić, a ta młoda, ruda piękność była chętna, więc czemu nie miał z tego skorzystać?
Jego podejście do płci przeciwnej nie zmieniło się za bardzo, od czasów szkoły.
Przyciągnął Ginny do siebie jeszcze bliżej, o ile było to możliwe, i pocałował ją, nie zważając na to, co mógł o tym myśleć jutro.

_________


Ginny obudził straszny ból głowy. Otworzyła niechętnie oczy. Na szczęście w pokoju było dość ciemno, dzięki zasuniętym zasłonom. Przewróciła się na drugi bok, chcąc zerknąć na zegarek, który stał na stoliku nocnym, ale go tam nie było. To nawet nie był jej stolik nocny, a już na pewno nie jej pokój. Podniosła się gwałtownie, czego szybko pożałowała. Ból niemiłosiernie pulsował jej w skroniach. Rozejrzała się dookoła. Wnętrze było bardzo nowoczesne i eleganckie. Panował tam kolor szary i granatowy, o ile dobrze widziała.
Nagle, cichy mruk dał znać dziewczynie, że nie była w tym łóżku sama.
O ku... Nie... Nie, nie, nie, nie, nie!
Draco przeciągnął się leniwie i uniósł lekko powieki.
- Dzień dobry, Weasley - powiedział, a na jego twarzy pojawił sie najseksowniejszy uśmiech, jaki dane było zobaczyć Ginny.
- Malfoy... Nie. Nawet nie będę pytała co ja tu robię, bo chyba mam przeczucie, że byłoby to bardzo głupie pytanie - powiedziała cicho, patrząc na Dracona, który najwidoczniej nie był przejęty tą sytuacją.
- Powiedzmy, że było nam zaskakująco przyjemnie - zamruczał, puszczając do niej oczko.
Był do tego przyzwyczajony. Nie pierwszy raz spotykał się z taką reakcją. Musiał jednak przyznać, że zazwyczaj, jego partnerki na jedną noc były zadowolone, budząc się u jego boku. Wiewióra na taką nie wyglądała.
- Pogięło Cię?! - krzyknęła, po chwili krzywiąc się z bólu.
- No już, nie unoś się - powiedział, chcąc przyciągnąć dziewczyną do siebie, ale ta szybko się wyrwała.
- Nie dotykaj mnie - syknęła.
- Jeszcze parę godzin temu mówiłaś coś zupełnie innego - parsknął blondyn.
- Bo byłam nawalona, idioto! - jęknęła.
Oburzona jego postawą wstała z łóżka. Szybko jednak do niego wróciła, szczelnie okrywając się kołdrą, odkrywając fakt, że była kompletnie naga.
- Nie krępuj się, lubię takie widoki z rana - droczył się Draco.
- Gdzie są moje ubrania, Malfoy? - warknęła, ignorując bezczelność chłopaka.
- Skoro już mowa o tym skrawku materiału, który ledwo zakrywał twój zgrabny ty... Twoje ciało, to nie wiele z niego zostało. Nie byłem wczoraj zbyt cierpliwy - powiedział, znakomicie się bawiąc.
- Słucham?!
- Dzisiaj już jej chyba nie założysz. Moja gosposia ją wyrzuciła, kiedy przyszła posprzątać.
- To ona nas widziała?
Ginny poczuła, jak się rumieni. Co za upokorzenie!
- Tak, ale nie przejmuj się, to nie był dla niej nowy widok. Nie przepadam za samotnymi nocami.
- Jesteś obrzydliwy.
- Nazwałbym to szczerością, ale wiesz... Co kto woli - zaśmiał się Draco.
Ginny westchnęła, zniecierpliwiona. Strasznie bolała ją głowa. Chciała jak najszybciej znaleźć się w swojej własnej sypialni i zapomnieć o tej wpadce. Potarła skronie, modląc się do Merlina, żeby ją stąd jak najszybciej zabrał.
Niestety, taka magia nie działała. Właśnie! Magia!
- Nie myśl nawet o deportacji. Moje mieszkanie jest zabezpieczone, tylko ja mogę się deportować i aportować - powiedział Draco, rujnując jej plan.
- Skąd wiedziałeś, że o tym myślę? - spytała ruda, coraz bardziej poirytowana.
- Nawet nie wiesz, ile można wyczytać z czyjegoś zachowania, mowy ciała... Poza tym, jak już wspominałem, dla mnie to nie pierwsza taka sytuacja.
- Jesteś beznadziejny.
Draco musiał się powstrzymać, aby nie wybuchnąć śmiechem. Bawiło go to, jak chętna była wczoraj, po czym teraz nie zostało śladu. Jej obelg nie brał do siebie. Wszyscy wiedzieli, że alkohol często był nazywany "serum prawdy". Wiedział, że kiedy pierwsza fala gniewu na własną głupotę jej przejdzie, zacznie sobie uświadamiać, że ostatnia noc należała do tych lepszych.
- Hey, przestań się tak bulwersować. Złość piękności szkodzi - rzekł, podnosząc się z pozycji leżącej. Położył dłonie na gołych ramionach Ginny. Tym razem go nie odtrąciła.
- Chciałabym wrócić do domu - szepnęła, chowając twarz w dłonie, które jeszcze nie tak dawno pieściły jego ciało, albo zanurzały w jego blond włosach.
- Może najpierw zjesz śniadanie? - spytał.
Draco nachylił się nad nią. Dziewczyna, kiedy poczuła jego oddech na karku, nie mogła zapanować nad lekkim dreszczem. Niemal od razu jednak się opamiętała i odsunęła od swojego...Jednorazowego kochanka.
- Nie, chcę jak najszybciej znaleźć się u siebie.
- Jak wolisz - westchnął Draco i wstał z łóżka.
Na szczęście miał na sobie bieliznę. Ruszył w stronę okna, aby następnie wpuścić trochę światła do pokoju. Panna Weasley zmrużyła oczy, broniąc je przed promieniami słońca, które było już wysoko na niebie. Tak samo jak oni.
Mieszkanie blondyna znajdowało się na ostatnim piętrze, najwyższego budynku mieszkalnego w Londynie. Ginny mimowolnie uśmiechnęła się z zachwytem na widok, który miała przed sobą. 
- Robi wrażenie, prawda? - odezwał się Malfoy, obserwując reakcję rudowłosej.
Miał przeczucie, że jej się to spodoba.
- Oj robi, robi - przyznała, zapominając na chwilę, że była wściekła na tego perfidnego pacana.
Owinęła się narzutą i podeszła do okna, aby lepiej móc podziwiać widoki.
Mięli pod sobą cały Londyn.
- Pójdę po coś do ubrania - powiedział chłopak i zniknął w jego garderobie, która rozmiarami niemalże dorównywała jego ogromnej sypialni.
Chwilę później wrócił z czarną koszulą i dżinsami.
- Koszula jest moja, ale dżinsy powinny pasować. Ktoś je kiedyś zostawił... Chyba miała na imię Natasha...
- Skończ już - poprosiła i wzięła od niego ubrania - Gdzie mogę się ubrać?
- Tam jest łazienka.
Młody Malfoy wskazał na białe drzwi, zaraz obok tych, które prowadziły do garderoby.
Ginny bez słowa zamknęła się w jego łazience. Z ulgą doszła do wniosku, że spodnie pasowały jak ulał. Postanowiła je jednak spalić, zaraz po powrocie do domu. Kiedy zapinała koszulę, poczuła JEGO zapach, który mimowolnie zapamiętała. Włożyła szpilki, umyła twarz, przeczesała włosy dłonią i stwierdziła, że nic więcej nie mogła zrobić.
Draco, na widok swojej "koleżanki" gwizdnął z uznaniem. Wyglądała wyjątkowo apetycznie w jego koszuli.
- Daruj sobie - syknęła w odpowiedzi.
- Będziesz mogła się deportować, kiedy wyjdziesz  z mieszkania - powiedział.
- Okay... Dzięki za ubrania - odparła.
- Nie dostanę całusa na pożegnanie? - spytał Draco, robiąc niewinną minę.
- Nie.
- To może pożegnalny se...
- Żegnaj, Malfoy - warknęła, zatrzaskując za sobą drzwi.

___________


Trwało to trochę, zanim młoda Weasley przestała myśleć o tej przeklętej nocy, ale udało jej się zapomnieć... Przynajmniej do pewnego czasu.
Miesiąc po swoich urodzinach, Ginny siedziała przy stole z Hermioną i Talią, jedząc śniadanie. Przyjaciółki często organizowały damskie wieczory i które zazwyczaj trwały prawie całą noc.
- Mama robi rodzinny obiad w niedzielę, więc wasza obecność jest obowiązkowa - powiedziała najmłodsza z przyjaciółek.
- Tak, Ron mi nie odpuści - zaśmiała się Hermiona.
Panna Granger od ukończenia szkoły pozostawała w związku z bratem Ginny, Ronem. Ten parę miesięcy temu oświadczył się ukochanej, która poprosiła o czas na podjęcie decyzji. Nie była pewna, czy chciała wiązać się z nim na stałe. Ron był dobrym człowiekiem, kochanym i ciepłym, ale dawna gryfonka nie wiedziała, czy dał by jej szczęście na dłuższą metę.
- Twoja mama zabiłaby mnie, gdybym nie przyszła - dodała Talia, sięgając po kubek z ciepłą herbatą.
- Cieszę się, że przywyknęłaś do jej...- Ginny nie dane było dokończyć zdania.
Zerwała się z krzesła i pobiegła do zlewu, w którym wylądowała część śniadania dziewczyny.
Jej przyjaciółki już w następnej chwili znalazły się przy niej i zgarnęły włosy do tyłu.
- Co do cholery - jęknęła słabym głosem ruda, kiedy nie męczyły jej już torsje.
- Może te jajka były nieświeże? - zaproponowała Talia, podtrzymując Ginny, kiedy ta kierowała się w stronę łazienki.
- Niemożliwe. Kupiłam je wczoraj rano.
- Nie zatrułaś się czymś? - spytała Hermiona.
- Raczej nie - odparła Ginny i przepłukała usta.
- Hmm... Dziwne - podsumowała Talia, marszcząc czoło.
Zastanawiała się nad powodem mdłości swojej koleżanki, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Była magomedykiem, więc znała się na tym. Ginny jednak nie miała żadnych objawów chorób, które przychodziły Talii do głowy.
- Ginny, pozwól, że zadam Ci pytanie - odezwała się nagle, obawiając się odpowiedzi.
- Pytaj.
- Kiedy powinnaś dostać miesiączkę?
- Dwa tygodnie temu. Chciałam się właśnie Ciebie zapytać, czy.... Czekaj. Co?
- Spałaś z kim ostatnio?
- Nie! Przecież wiedziałybyście o tym... - Ginny zamilkła, myślami wracając do nocy spędzonej z Draconem.

Ja pier....

_____________


Draco właśnie oprowadzał sponsorów po winnicy, która znajdowała się we Włoszech. Chciał im przedstawić nowe plany, nad którymi pracował z Blaisem. Jeśli dobrze pójdzie, ich alkohole trafią na międzynarodowy rynek. Firma dwójki arystokratów była dobrze znana w Wielkiej Brytanii, cieszyła się dobrą reputacją, ale oni chcieli więcej.
- Dlaczego wybraliście właśnie Włochy? Winnice mogły przecież być w Anglii - spytał jeden ze sponsorów.
- Chodzi o produkty. Mają lepszą jakość, a nasze wina muszą być pierwszorzędne. Nie przeczę, że staramy nawiązać też kontakt z tutejszymi firmami, wyrobić sobie dobre zdanie. Dostaliśmy już dużo propozycji współpracy od tutejszych firm. W tym biznesie nie zaszkodzi mieć przyjaciół - odpowiedział Draco, ani trochę zestresowany.
- Ach tak... Muszę pana ostrzec, panie Malfoy. Nie wszystkim chodzi o "przyjaźń".
- Zdaję sobie z tego sprawę, dlatego jesteśmy zabezpieczeni.
- A w jaki sposób, jeśli mogę spytać? - zaciekawił się drugi z dżentelmenów, poprawiając okulary.
- Cóż... Nawet przyjaciele mają kilka sekretów, którymi nie chcą się dzielić - odparł blondyn, uśmiechając się tajemniczo.
Chwycił do ręki jedną z butelek.
- Nie zaprzeczę, ale musimy wiedzieć, w kogo ewentualnie zainwestujemy.
- Proszę się nie martwić, panie Bennet, nasze zabezpieczenia są dla was korzystne. Dzięki nim nie będzie mowy o żadnej stracie.
- Miejmy nadzieję - rzekł ten pierwszy, wyciągając z kieszeni pióro.
Udało się. Draco owinął ich sobie wokół palca.
Sponsorzy już sięgali do swoich teczek, kiedy rozległ się dźwięk obcasów, stukających o drewnianą podłogę winnicy. Młody Malfoy odwrócił się i zobaczył ją. Ginny Weasley szła w jego kierunku. Miała na sobie białą, zwiewną sukienkę bez ramiączek. Rude włosy spięła w koński ogon. Wyglądała nieziemsko... Ale zaraz, co ona tutaj robiła?
- Witam, panowie. Mogłabym porwać na chwilę Dracona? - przywitała się, obdarzając sponsorów promiennym uśmiechem.
Widać było, że rozbierali ją wzrokiem. Cóż, nie dziwił się im.
- Przypuszczam, że to Pani Malfoy? - zwrócił się do Dracona jeden z nich, uśmiechając się znacząco.
- Ehm... Tak. Panowie wybaczą - odrzekł blondyn, nadal zdezorientowany.
Chwycił Ginny za rękę i poprowadził do wyjścia. Kiedy znajdowali się już na świeżym powietrzu, ruda piękność wyrwała rękę z jego uścisku.
- Musimy porozmawiać - przeszła do rzeczy, patrząc mu prosto w oczy.
Draco przypomniał sobie, co go podkusiło, aby zabrać byłą Gryfonkę do siebie, parę tygodni temu.
- To nie jest dobry moment. Mam spotkanie, jeśli jeszcze nie zauważyłaś. A tak w ogóle, to co ty tutaj robisz? Jak mnie znalazłaś?
Ginny wywróciła oczami, najwidoczniej zniecierpliwiona.
- Odwiedziłam Blaise'a, powiedział mi gdzie jesteś. Jak już powiedziałam, muszę z tobą porozmawiać. Uwierz mi, jest to o wiele ważniejsze od twojego spotkania.
Draco uśmiechnął się pod nosem, nie wiedząc, czy się zdenerwować, czy też nie. Wiewióra przerwała mu ważne spotkanie. Co mogło być tak ważne, aby ganiać za nim aż do Włoch?
- Nie możesz poczekać godziny? Jak tylko z nimi skończę, będziemy mogli spokojnie porozmawiać - zaproponował.
- Nie, nie mogę czekać - odparła, podkreślając każde słowo.
- Kochanie, wiem, że było nam bardzo dobrze, ale to ty czym prędzej chciałaś zakończyć naszą znajomość, z której oboje mogliśmy czerpać korzyści. Jeśli Ci się odwidziało, cudownie, ale...
- Draco, przestań bredzić. Ja naprawdę muszę z tobą porozmawiać, teraz, zaraz. To sprawa niecierpiąca zwłoki - przerwała mu, a jej słodka twarzyczka przybrała poważny wyraz.
W jej oczach czaiło się coś, czego Draco nie potrafił rozszyfrować. Westchnął, przeczesując włosy ręką.
- No dobrze, ale proszę Cię, niech to nie trwa długo, bo przepadnie mi kontrakt.
Dziewczyna wzięła głęboki wdech.
Cholera, cholera, cholera... 
- Zanim zacznę, chcę Ci powiedzieć, że niczego od Ciebie nie oczekuję. Pomyślałam po prostu, że chciałbyś o tym wiedzieć.
- Mhm... Słucham, o czym chcesz mi powiedzieć?
- Chodzi o to... - zawahała się, nie patrząc mu w oczy.
Nieświadomie położyła dłoń na brzuchu.
- Jestem w ciąży - niemalże szepnęła, spuszczając wzrok.
Draco nic z tego nie rozumiał. Czemu przebyła tak długą drogę, aby oznajmić mu, że będzie miała dziecko?
- Mam zostać ojcem chrzestnym? - zaśmiał się, ale przestał, kiedy tylko Ginny ponownie spojrzała mu w oczy.
- Jesteś ojcem tego dziecka - powiedziała.
Co do cholery?!
Draco zaniemówił. Czy to było możliwe? Przecież był za młody na ojcostwo. Nie chciał mieć na razie dzieci.
- Jesteś pewna? - spytał, poważniejąc.
- Zanim zaciągnąłeś mnie do łóżka, nie byłam z nikim od roku. Jestem pewna.
- Kur... Ginny... Ale na pewno?
- Tak - zdenerwowała się.
Zaczęła się zastanawiać, czemu w ogóle go odnalazła. Czego się spodziewała? Przecież nawet nie chciała mieć z nim wspólnego. Uznała jednak, że poinformowanie Dracona było na miejscu.
- Czemu mi to mówisz? - szepnął, nie mogąc wymyślić nic lepszego.
Po raz pierwszy w życiu, Draco Malfoy nie miał pojęcia co robić.
- Bo to będzie twoje dziecko, idioto! Myślałam, że powiedzenie Ci będzie fair. Że może będziesz chciał je poznać - odrzekła.
- Ja nie mogę mieć dzieci. Jestem za młody, nie mam czasu... Nie nadaję się do tego - powiedział, podchodząc bliżej Ginny, ta jednak cofnęła się o krok.
Mimo, że nie robiła sobie żadnych nadziei, ani nic od niego nie chciała. słowa blondyna sprawiły, że Ginny musiała powstrzymywać napływające do oczu łzy.
Przecież to jego dziecko. Jak mógł tak mówić? Gdyby była na jego miejscu, zrobiłaby wszystko, aby móc przy nim być.
Ale to był Draco Malfoy, a ona nie była na jego miejscu.
- W takim razie nie będę zabierała Ci już więcej czasu. Powodzenia z kontraktem - rzekła, chcąc się odwrócić, ale dłoń Dracona ją powstrzymała.
Ujął jej dłoń, nie pozwalając jej w ten sposób odejść. Nie do końca wiedział, dlaczego to zrobił.
- To nie tak, Ginny... To po prostu nie jest odpowiedni czas...- starał się tłumaczyć, ale w rudowłosej coś pękło.
- To trzeba było o tym pomyśleć, zanim zaciągnąłeś mnie do siebie! - krzyknęła.
- Nie zapominaj, kto pierwszy okazał się chętny - syknął.
Zaczynał już tracić cierpliwość. Przecież sama mówiła, że nic od niego nie chce. Czemu w takim razie była na niego zła? Czemu tutaj była?
- Byłam pijana! A ty to wykorzystałeś! - wycedziła przez zęby.
- Byliśmy w klubie, zaciągnęłaś mnie na parkiet i nagle mnie pocałowałaś. Nie dziw mi się, że pozwoliłem na taki przebieg sprawy. Tak już bywa.
- Tak już bywa? - warknęła Ginny - Szkoda że nie pomyślałeś o tym, iż jednorazowe numerki kończą się wpadką!
- Czego ty ode mnie chcesz?!
- Nie wiem! - wrzasnęła, nie mogąc już dłużej wytrzymać.
Po policzkach dziewczyny popłynęły słone łzy. Odeszła kawałek, nie chcąc, aby Draco ją taką widział. Ten jednak poszedł za nią.
- Nie płacz - szepnął, stając za nią.
Zero reakcji.
- Cholera... Ginny, ja po prostu nie wiem, co robić - powiedział, ostrożnie kładąc jej dłonie na ramionach.
- A myślisz, że ja wiem? Też jestem za młoda, też nie jestem na to gotowa - mówiła roztrzęsionym głosem.
Po raz pierwszy młody pan Malfoy widział Ginny w takim stanie. Coś w nim pękło.
Przyciągnął dziewczynę do siebie, objął ją i oparł brodę o jej ramię.
Nie wiedział, czy to właśnie powinien zrobić. On nigdy nie potrafił postępować z kobietami czule, chyba że w łóżku.
Nie był to chyba zły ruch, bo Ginny go nie odepchnęła.
- Dasz sobie radę... Pomogę Ci - powiedział po dłuższej chwili.
Ginny zdziwiła się nagłą zmianą nastawienia blondyna.
- Mogę? - spytał, kładąc rękę na brzuchu rudej.
Ta parsknęła cicho.
- Jest jeszcze za wcześnie, abyś coś poczuł - powiedziała i odwróciła się przodem do Malfoya.
- Czyli mówisz, że będę ojcem? - podsumował, unosząc jedną brew.
Postanowił zachować spokój, jednak prawda była taka, że w jego myślach panował chaos.
- Tak.
- Draco Junior... Nie brzmi źle - zaśmiał się.
- Zapomnij. Nawet nie wiem, czy to chłopczyk.
- Pożyjemy, zobaczymy.
Nienawidziła tego zapatrzonego w siebie ignoranta. Był jednak ojcem dziecka, które Ginny nosiła pod swoim sercem. dziecka, które za parę miesięcy miało przyjść na świat. Świadomość, że Draco stał teraz przed nią, a nie uciekał gdzie pieprz rośnie uspokoiła rudowłosą. Potrzebowała kogoś, w kim mogła widzieć podporę. Nie była do końca pewna, czy mogła ufać Draconowi, ale czy miała inne wyjście?
Może to przez tą ciążę, ale kiedy Malfoy objął Ginny, ta poczuła się bezpiecznie. Uświadomiła sobie, że nie chciała, aby jej dziecku brakowało jednego z rodziców. Tylko czy Draco nadawał się na ojca? Czy podoła tej roli? Tym panna Weasley martwiła się najbardziej.
- Czy Pani Malfoy zechce mi towarzyszyć w spotkaniu? Zauważyłem, że twoja obecność pozytywnie wpływa na ich humor - zaśmiał się Draco.
- Jesteś niemożliwy - odparła, kręcąc głową, ale ujęła wyciągniętą dłoń blondyna.
- Przecież muszę zarabiać, mamy dziecko w drodze - zauważył uśmiechając się do dziewczyny.


____________


- Ginny, jesteś wreszcie! - zawołała Hermiona, kiedy najmłodsza z przyjaciółek przekroczyła próg swojego mieszkania.
Ona i Talia rzuciły się na Ginny, zadając tysiąc pytań naraz.
- No dalej, opowiadaj! Jak było? Jak zareagował?
- Zachował się w porządku? A tak swoją drogą, to czemu był we Włoszech?
- Jak to jest w końcu między wami?
Ginny uwolniła się z uścisku swoich koleżanek i przeszła do salonu, padając na sofę.
- Uspokójcie się! Zaraz wam wszystko opowiem, tylko dajcie mi złapać oddech! - parsknęła.
Wyciągnęła się wygodnie i położyła dłonie na brzuchu, uśmiechając się pod nosem.
- Ginny, wiesz, że nie jestem cierpliwą osobą - jęknęła Talia, zajmując miejsce na jednym z foteli.
Hermiona wybrała ten, który stał bliżej kominka.
- Cóż mogę wam powiedzieć... Jego reakcja była taka, jakiej się spodziewałam. Zachował się jak typowy Malfoy. Ale potem coś się zmieniło. Obiecał mi pomóc.
- Naprawdę? Dziwne... Jesteś pewna, że to był Draco? - zakpiła Hermiona.
- Tak, też się zdziwiłam, ale co miałam zrobić? Przecież nie mogę odtrącać jego pomocy, jest ojcem mojego dziecka - odparła Ginny.
- I co dalej? - przerwała im Talia, aż podskakując na fotelu.
- Zaprosił mnie do hotelu, w którym się zatrzymał, zaraz po spotkaniu ze sponsorami, które mu przerwałam. Zjedliśmy kolację, porozmawialiśmy... Powiedział, że wróci za tydzień, jak tylko załatwi wszystkie sprawy. Wtedy omówimy wszystkie szczegóły i takie tam.
- Czemu nie zrobiliście tego tam? Przecież nie było Cię tydzień. Chyba nie jedliście tej kolacji przez siedem dni - powiedziała Hermiona, patrząc się na rudą badawczym wzrokiem.
Ta zaś zarumieniła się delikatnie, nie patrząc jej w oczy.
- Cóż... Oprowadził mnie po swojej winnicy, potem zabrał na wycieczkę do Mediolanu. Codziennie zwiedzaliśmy nowe miasta. A...
- A kiedy wracaliście do hotelu, sami musieliście zapewnić sobie rozrywkę - dokończyła za nią Talia, uśmiechając się znacząco do panny Weasley.
- Nie zaprzeczę - odparła, po dłuższej chwili ciszy.
Talia zerwała się z fotela i z entuzjazmem rzuciła się na rudowłosą.
- Jesteś niemożliwa! No, no, no, Ginny! Zadziwiasz! - zawołała, gilgocząc swoją młodszą przyjaciółkę.
- Talia! Przestań! - zaśmiała się Ginny, próbując powstrzymać Talię.
- Hej, dziewczyny, uspokójcie się! - przywołała je do porządku Hermiona, która nie podzielała entuzjazmu koleżanek.
Według niej, Ginny popełniła błąd, po raz kolejny ulegając Draconowi. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz