poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział XXIV Powrót do "Normalności"

Witam, witam! Tak wiem, spóźniłam się. Tym razem 
nie była to jednak moja wina. Od pewnego 
czasu mam problemy z internetem i wczoraj nie miałam 
do niego w ogóle dostępu. Mam jednak nadzieję, że nie 
jesteście na mnie źli i że rozdział jest na tyle dobry, aby
Wam wynagrodzić tą wpadkę. Chcę również ogłosić, 
że Panna Potter poszerzyła swoje horyzonty na Social Media!
Od dziś, jeśli ktoś będzie miał pytania, będzie mógł odwiedzić
ten link ->  https://ask.fm/PannaPotter777 
Doszłam do wniosku, że jest to wygodniejszy sposób na 
odpowiadanie pytań, także zapraszam! Wszystkie uwagi 
i opinią są nadal mile widziane w komentarzach! 
Miłego czytania :)


Panna Potter






- Nie idziemy do Blaise'a i Teodora? - spytałam zdziwiona, kiedy zorientowałam się, że Draco nie prowadzi mnie do salonu.
Zmierzał w kompletnie innym kierunku.
- Chciałaś, abym Ci dzisiaj coś zagrał - odrzekł, uśmiechając się.
- Ale oni czekają...
- A ty wracasz do siebie dziś wieczorem. Nie powinniśmy marnować czasu, prawda? - przerwał mi, skręcając nagle w długi korytarz.
Stanęliśmy dopiero przy ostatnich drzwiach. Draco otworzył je i wpuścił mnie do środka. Była to biblioteka. Nie była duża, co przyjęłam z ulgą. Wszystkie ściany zastawiały półki, po brzegi wypchane książkami i zwojami. Na środku pomieszczenia stała mała kanapa i stolik.
- Czemu tutaj jesteśmy? - zapytałam, nigdzie nie widząc pianina.
- To tylko mały przystanek.
Draco podszedł do jednej z półek i przejechał dłonią jej prawym boku, szepcząc coś pod nosem.
Coś kliknęła, i już po chwili, półka sama odsunęła się od ściany, tak jakby była drzwiami. I tak było. Chłopak chwycił moją dłoń i zaciągnął co sekretnego pokoju, w którym nie było nic, poza przepięknym pianinem i sztalugami.
- To tutaj grałeś mamie?
- Kiedy ojciec był w domu - odparł,
Poczochrał mnie pieszczotliwie po włosach i zajął miejsce za instrumentem. Usiadłam obok niego,
Nadal nie mogłam się przyzwyczaić do "czułego" Dracona. Owszem, była to miła odmiana, ale... To do niego nie pasowało, przynajmniej ja tak to widziałam. Musiałam przyznać, że zawsze był dla mnie miły, jak na Dracona, ale teraz był inny. Cieszyłam się, że miał tą lepszą stronę, ale bardzo mnie ona peszyła. Czułam się o wiele pewniej, kiedy miałam do czynienia z sarkastycznym, chłodnym i zapatrzonym w sobie Draconem. Możliwe, że była to sprawa mojego niedoświadczenia, jeśli chodzi o związki, o ile w ogóle mogłam nazwać nasze relacje związkiem. Czy byliśmy parą? Co prawda nie poprosił mnie, ale... Nie. Nie miałam zielonego pojęcia o tych sprawach i nie zamierzałam zaprzątać sobie głowy bzdurami.
- Masz jakieś życzenia, jeśli chodzi o utwór? - głos blondyna wyrwał mnie z zamyślenia.
- Zaskocz mnie - odpowiedziałam.
- Hmm...Co powiesz na Cry me a river ? To twoja ulubiona piosenka - powiedział, a kącik jego ust uniósł się delikatnie.
- Pokaż co potrafisz, Malfoy - odrzekłam.
Ten zaśmiał się i zaczął grać.
Szło mu to bardzo dobrze, zupełnie, jakby gra była dla niego czymś naturalnym, jakby robił to bez zastanowienia. Jego długie, zwinne palce wędrowały po klawiszach, a ja wpatrywałam się w nie jak zaczarowana. Nie byłam znawczynią muzyki, nie potrafiłam grać na żadnym instrumencie, ale nawet największy idiota doszedłby do tego samego wniosku co ja. Draco Malfoy miał ogromny talent. To było niesamowite. Nie zawahał się ani razu, melodia którą grał była płynna, kojąca dla uszu. Niestety, ta cudowna chwila musiała się kiedyś skończyć. Zagrał ostatnie nuty i muzyka ucichła.
- To było coś - powiedziałam, nadal gapiąc się w klawisze.
- Mam nadzieję, że mogę to potraktować jako komplement.
- Jak najbardziej - zaśmiała się, przenosząc wzrok z instrumentu na Dracona.
W jego oczach dostrzegłam iskierki radości. Ten widok zapierał dech w piersiach.
- Musisz założyć medalion - odezwał się.
- Ach, no tak.
Sięgnęłam do szkatułki, ale zanim zdążyłam wyjąć medalion, Draco mnie wyprzedził.
- Pomogę Ci - zaproponował, a jego usta wygięły się w półuśmiechu.
- Masz mnie masz za kalekę? - parsknęłam.
- Ty naprawdę jesteś niedoświadczona w tych sprawach. A już myślałem, że przesadzasz - zażartował
Popatrzyłam się na niego pytająco. O co mu chodziło?
- To taki miły gest - wyjaśnił.
Wywróciłam oczami i odwróciłam się do niego tyłem, aby mógł zapiąć medalion. Jego chłodne dłonie muskały przyjemnie moją skórę na karku. Przeszły mnie dreszcze.
- Zimno Ci? - spytał cicho.
Po jego głosie można było poznać, że się uśmiechał.
Zaśmiałam się krótko, na wspomnienie, które pojawiło się w mojej głowie.
Podobna sytuacja miała miejsce w Hogwarcie, kiedy wracaliśmy z balu.
- Nie - odparłam.
Chciałam się odwrócić, ale nie zdążyłam.
Poczułam niewyobrażalny ból w skroniach. Wszystko przed moimi oczami zaczęło znikać, ustępując ciemności, która opanowała mój umysł. Znowu to samo.
Nie mogłam się ruszać, straciłam wszelką kontrolę nad własnym ciałem. Czułam tylko jedno. Ból.
Tym razem nie starałam się walczyć z otępieniem. Czekałam cierpliwie na to, co miało się stać.
Kiedy odzyskałam wzrok, a ciepła krew, na nowo krążąca w moich żyłach, przywracała mi zdolność poruszania się, doszłam do wniosku, że leżałam koło tych dziwnych drzwi.
Tyle że, tym razem były uchylone. Podniosłam się z kamiennej podłogi, chcąc przez nie przejść, zobaczyć wreszcie jakiego sekretu strzegły. A co najważniejsze, dowiedzieć się, czemu mój brat ciągle o nich śnił. Znowu dzieliłam jego wizję.
- Otwórz je, zanim on to zrobi! Nie możesz mu tego oddać, Talia! Weź ją i uciekał! - krzyknął ktoś z końca mrocznego korytarza.
To był Harry. Stał tam, blady i przerażony. Jak to możliwe? Czyżby on wiedział, co kryło się za tymi drzwiami? To przecież jego sen.
- Nie trać czasu! Biegnij po nią! No dalej, na co czekasz?! - krzyczał na cały głos, popadając w coraz większą panikę.
Bez zbędnych pytań odwróciłam się w stronę drzwi, ale w chwili, w której moja dłoń spoczęła na klamce, wszystko ogarnęła tak dobrze mi znana ciemność.

Kiedy ponownie otworzyłam oczy, leżałam już na miękkiej kanapie, najprawdopodobniej w salonie Malfoyów. Moje nieprzyzwyczajone do światła oczy zarejestrowały ruch koło mojej głowy. Nie zważając na ból, który mi przy tym towarzyszył, przekręciłam się tak, aby móc spojrzeć na twarz Dracona. Siedział na dywanie, tuż obok kanapy, wpatrując się we mnie z niepokojem.
- Witamy wśród żywych - zawołał Blaise, który stał za blondynem.
- Jak długo? - spytałam zachrypniętym głosem.
- Dwie godziny - odpowiedział Teodor.
Siedział na samym końcu kanapy, która była o wiele większa, niż przypuszczałam.
- Jak się czujesz? - zapytał Draco.
- Bywało gorzej - wychrypiałam słabo, przecząc tym mojej odpowiedzi.
- Co się stało?
Czy mogłam mu powiedzieć? Przecież mu ufałam. Z drugiej strony, to nie dotyczyło tylko mnie, ale również mojego brata. Wiedziałam aż za dobrze, że żywią do siebie jedynie nienawiść. Czy wyznanie Draconowi prawdy o wizjach było by fair wobec mojego brata?
"O nie" pomyślałam, zrywając się do pozycji siedzącej. A co z Harrym? To przecież musiało go boleć o wiele bardziej niż mnie. Czy wszystko z nim w porządku? Czy ktoś z nim teraz był? Setki pytań zaczęły przelatywać przez moją głowę. Musiałam wracać. Po ostatniej wizji, Harry był w opłakanym stanie. Musiałam jak najszybciej znaleźć się na Grimmuald Place.
- Hej, spokojnie. Musisz odpocząć. Wszystko jest już dobrze, jesteś z nami - mówił uspokajającym głosem Draco, siadając obok mnie.
Objął mnie ramieniem. Zapewne myślał, że znowu coś się ze mną działo.
- Draco, przepraszam Cię, ale muszę już iść - powiedziałam.
Blondyn zmarszczył brwi.
- Czemu? Miałaś wracać dopiero wieczorem.
- Wiem, ale zapomniałam... Chcę się jeszcze spotkać z Bobem, zanim wrócę. To dla mnie ważne. Nie widziałam go od... Od bardzo dawna - odpowiedziałam, plącząc sobie przy tym język.
W takich momentach nie miałam za grosz cierpliwości. Chciałam zobaczyć się z Harrym. Teraz.
- No dobrze...  Chodź, pójdziemy Cię spakować - odparł po dłuższej chwili z niepewną miną.
Nie podobała mu się moja decyzja, albo mi nie uwierzył. Trudno. Nie dbałam o to. Musiałam jak najszybciej znaleźć się przy Harrym.
Nie czekając na resztę, zerwałam się z kanapy i popędziłam do swojej tymczasowej sypialni. O mało nie upadłam pod wpływem silnych zwrotów głowy.
- Talia! - zawołał za mną Draco - Wszystko w porządku?
- Tak!
Wparowałam do pokoju, kierując się bezpośrednio do szafy. Sięgnęłam po torbę i zaczęłam wrzucać do niej ubrania. Następnie rozejrzałam się dookoła, sprawdzając, czy niczego nie zapomniałam.
Temu wszystkiemu przyglądała się trójka ślizgonów. Byli zdezorientowani.
- Jestem gotowa - rzekłam, w pośpiechu zarzucając na siebie płaszcz.
- Czekaj.
Draco podszedł do mnie i przytrzymał w miejscu, zmuszając, abym na niego spojrzała.
- Nie wiem co się dzieje, ale musisz się uspokoić - powiedział.
Poczułam lekką irytację, ale wzięłam głęboki oddech i spróbowałam się rozluźnić.
- Przepraszam - szepnęłam.
- Gdzie mamy się teleportować?
"Oho, chętnie zobaczę, jak z tego wybrniesz" parsknęła moja podświadomość.
- King's Cross. Bob miał się przeprowadzić niedaleko dworca - odparłam.
Draco kiwnął głową i wziął ode mnie torbę. Podeszłam do Teodora i Blaise'a.
- Widzimy się w szkole, mała - westchnął Blaise.
Zamknął mnie w mocnym uścisku.
- Trzymaj się - odrzekłam, odwzajemniając uścisk.
- Uważaj na siebie - powiedział Teodor, obejmując mnie ramieniem.
- Tak jest - zaśmiałam się.
Ostatni raz pomachałam do dwójki ślizgonów i razem z Draconem wyszliśmy na taras, skąd mogliśmy się deportować. Wyciągnął do mnie dłoń. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, ale wiedziałam, to to wszystko mu się nie podobało. Ujęłam jego dłoń.

Kiedy ponownie poczułam grunt pod nogami, byliśmy na tyłach dworca King's Cross.
- Jesteś pewna, że chcesz iść sama? - spytał Draco.
- Tak. Nie widziałam się z Bobem od miesięcy. Muszę mu o wszystkim opowiedzieć, spędzić z nim trochę czasu - odparłam.
- No dobrze... Może mógłbym Cię chociaż odprowadzić?
- Draco, wyszedłeś z domu bez wiedzy rodziców. Będą się martwić - powiedziałam, z trudem ukrywając zniecierpliwienie.
- Dobra, skończ już z tym. Nie rozumiem, czemu nie chcesz mi powiedzieć co się dzieje.
Był zły. Cholera, jeszcze tego mi brakowało.
- Ufasz mi? - zapytałam, patrząc mu prosto w oczy.
- Nawet nie próbuj...
- Odpowiedz na moje pytanie - przerwałam mu.
Niepewnie zbliżyłam się do chłopaka i ujęłam jego twarz w dłonie.
- Tak - westchnął, przymykając oczy.
- Jeśli naprawdę tak jest, to uwierz, że nie dzieję się nic to mógłbyś uznać za niebezpieczne, albo ważne.
Mówiąc to, starałam się go uspokoić, używając mojej mocy, ale poczułam tylko dziwny dyskomfort w piersi. Pewnie medalion się z nią łączył, co uniemożliwiało mi tymczasowo korzystania z mocy. Tak tłumaczył to pan Lucjusz.
- No dobrze. Ale jeśli będziesz potrzebowała pomocy, to proszę Cię...
- Dowiesz się jako pierwszy.
Otworzył oczy, kręcąc delikatnie głową.
- Bądź ostrożna, nie zabijaj nikogo bez powodu i nie zrób sobie krzywdy. Dobrze wiemy, że jesteś jak magnes na problemy - zaśmiał się, ale był to śmiech wymuszony.
- Postaram się. Podziękuj ode mnie rodzicom za wszystko.
Zamiast odpowiedzieć, Draco pocałował mnie, obejmując w pasie.
- Do zobaczenia w Hogwarcie - powiedziałam, kiedy się już odsunął.
- Do zobaczenia, Potter.


Gdy tylko weszłam do siedziby Zakonu, Hermiona i Ginny zjawiły się przy mnie.
- I jak? - spytały jednocześnie.
- O tym później. Gdzie jest Harry?
Moje przyjaciółki wymieniły znaczące spojrzenie.
- Na górze - powiedziała Hermiona.
Wyminęłam je i ruszyłam w stronę schodów. Niestety zapomniałam, że portret matki Syriusza tam wisiał.
- CZY TA ZDRAJCZYNI KRWI NIE WIE, ŻE POWINNA TAK HAŁASOWAĆ W CZYIMŚ DOMU?! NIE DOŚĆ, ŻE SPLUGAWIŁA MOJĄ POSIADŁOŚĆ, TO JESZCZE PORUSZA SIĘ PO NIM JAK SŁOŃ! SAME MĘTY, SZLAMY, ZDRAJCY! CZY MÓJ NIEUDANY SYN NIE....
- Zamknij się! - wrzasnęłam do niej, jednym ruchem zasuwając zasłony, które ją uciszyły.
Już nie raz zauważyła moją obecność i za każdym razem dawała mi do zrozumienia, że najchętniej udusiłaby mnie własnymi rękami, gdyby mogła. Nie rozumiałam, jak pozostali mogli to znosić.
Wspięłam się po schodach na pierwsze piętro i odnalazłam pokój Harry'ego. Kiedy do niego weszłam, przywitało mnie nie tylko spojrzenie mojego brata, ale i Syriusza, Molly, Rona i bliźniaków. Wszyscy stali przy łóżku Harry'ego, na którym leżał.
- Widzę, że radzisz sobie już z moją uroczą matką - odezwał się Syriusz, puszczając do mnie oczko.
Odpowiedziałam mu tylko uśmiechem.
- Jak się czujesz? - spytałam, podchodząc do brata.
Był blady.
- Myślałem, że wrócisz dopiero wieczorem - odparł, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Taki miałam zamiar, ale jak tylko się obudziłam, zebrałam swoje rzeczy i przyszłam. Bolało?
Harry popatrzył po wszystkich, najwidoczniej trochę zmieszany.
- Pójdę zrobić herbaty. George, Fred, pomóżcie Syriuszowi dokończyć porządki na strychu - powiedziała pani Weasley.
- Ale właśnie zrobiliśmy sobie przerwę - odparł Syriusz.
- Która się skończyła. No już - popędziła ich.
Zanim opuściła pokój, uściskała mnie mocno. Syriusz poczochrał mnie po włosach.
Kiedy wszyscy już wyszli, usiadłam obok mojego bliźniaka.
- Bolało? - powtórzyłam pytanie.
- Tak, a Ciebie?
- Trochę - skłamałam.
- Talia... Wczoraj, chwilę po tym jak wyszłaś, odwiedziła nas Bathilda Bagshot. Pytała się o Ciebie. Kazała przekazać, że nie możesz zapomnieć o jej ostrzeżeniu, że musisz uważać na to, komu ufasz. A dzisiaj... W tej wizji... Widziałem Ciebie przy drzwiach. Wracałaś z tego pokoju, a następnie wręczyłaś coś zakapturzonej osobie... Wiesz może o co chodzi? Przecież tam byłaś.
- To dziwne... Ja widziałam co innego.
Opowiedziałam Harry'emu jak wyglądała moja wizja. Wyglądał na bardzo zdziwionego. Oboje nie wiedzieliśmy co o tym myśleć.
- Może moglibyśmy porozmawiać o tym z Dumbledorem? - zaproponowałam.
- Nie sądzę. Ignoruje mnie od sprawy w Ministerstwie. Nie mam zamiaru prosić go o pomoc.
- Ale jego pomoc może okazać się...
- Nie. Jedyny sposób, w jaki postanowił mi pomóc, to wysłanie na lekcje oklumencji ze Snapem.
- Uczyłam się tego z Bathildą.
Harry popatrzył na mnie tak, jakby widział mnie po raz pierwszy w życiu.
- Widzę, że uczyła Cię wielu rzeczy - mruknął pod nosem.
- Jak tak sobie o tym pomyślę, to owszem. Kładła duży nacisk na moją edukację. Ale chyba wiem dlaczego.
- Dlaczego?
- Zastanów się. Ona przecież wiedziała o moich mocach. Mieszkałam sama w lesie, błąkałam się sama po Pokątnej, Przekątnej, Noktrurnie...
- Co?!
- Oj, daj mi dokończyć! W każdym razie, byłam dzieckiem, pozostawiona sama sobie i musiałam umieć się bronić. Dlatego uczyła mnie tylu rzeczy. Większość tego, co teraz przerabiamy w Hogwarcie, skończyłam się uczyć rok temu z Bathildą.
- Po co w ogóle bywałaś na Noktrunie? - zignorował moją hipotezę.
- Szukałam informacji - odparłam krótko.
- Jakich?
- O tobie. Szukałam Ciebie. Słuchałam tego, co mówili ludzie, przeglądałam gazety, pytałam przechodnich... Robiłam wszystko, byleby tylko dowiedzieć się czegoś o tobie.
Mój brat spuścił wzrok, nic nie mówiąc. Siedzieliśmy w ciszy.
Czy tak właśnie to miało wyglądać? Czy właśnie po to zadawałam sobie tyle trudu? Oczywiście, nie żałowałam tego, ale miałam też nadzieję, że nasze relacje będą bardziej przypominały... Cóż, jakiekolwiek relacje. Owszem, na początku było tak, jak sobie to wyobrażałam, ale Harry z dnia na dzień się zmieniał. Tracił to coś, za co tak bardzo cienili go przyjaciele. Z tego co mi opowiadali, mój brat był naprawdę wspaniałą osobą. Jednak wielkim  żalem musiałam przyznać, że w chwili obecnej nie mogłam sobie tego wyobrazić. Był opryskliwy, ponury... Miałam świadomość tego, że jego życie nie należało do łatwych, zwłaszcza teraz, kiedy Voldemort powrócił. Nie mniej jednak, uważałam, że właśnie dlatego powinien walczyć z żalem, który przejmował nad nim kontrolę. To był najgorszy moment, oby pozwolić sobie na takie zachowanie.
- Słuchaj Harry... Nie mam pojęcia co się teraz dzieje w twojej głowie. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak bardzo te wszystkie zdarzenia z minionych lat musiały na Ciebie wpłynąć, jak ciężko Ci było. Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem, a już na pewno nie od Ciebie. Ale jestem twoją siostrą. Nie obchodzi mnie, jak beznadziejna jest twoja sytuacja. Nie zważam na to, jak czarne są twoje myśli... Bo jesteś moim bratem. Jako twoja siostra, zawsze będę starała się pomóc, nie ważne jak bardzo nie chcesz. Kocham Cię, Harry i nie zniosę patrzenia na to, co się z tobą dzieje. Wiem, że nie jesteś taki. Wiem że jest Ci trudno, ale uwierz, może być jeszcze gorzej.

Cisza. Nic nie mówił. Wpatrywał się tylko w swoje dłonie.
- Proszę Cię, powiedz mi, co Cię dręczy, bo zwariuję - szepnęłam, bliska rozpaczy.
Nareszcie, Harry podniósł wzrok, pełen bólu i niepewności.
- Powiedzieli mi, że między mną a Voldemortem istnieje więź. To dlatego mam te sny, a blizna boli mi coraz częściej. Obawiam się, że ta więź istnieje bo... Wtedy, kiedy widziałem pana Weasley'a... To nie była zwykła wizja, nie stałem z boku, nie przyglądałem się. Ja byłem tym wężem. To tak jakby to ja... A w gabinecie Dumbledore'a... Przez chwilę wydawało mi się, że chcę zrobić mu krzywdę. Co jeśli ta więź istnieje, bo staję się podobny do niego? Cały czas czuję złość... Ja czuję się zły... Po tym wszystkim, przez co przeszedłem... A może, przez to wszystko, coś w mojej głowie poszło nie tak? Może ja staję się zły? Może... - przerwał, zaciskając powieki.
Poczułam łzy, cisnące się do moich oczu.
- Harry, posłuchaj mnie...
- Zostaw to mnie, Talio.
Harry i ja spojrzeliśmy w stronę drzwi. Stał w nich Syriusz.
- Ale...
- Zaufaj mi - rzekł, uśmiechając się do mnie ciepło.
Niechętnie podniosłam się z łóżka i opuściłam pokój. Na korytarzu czekały na mnie Ginny i Hermina.
- Niech zgadnę, teraz, kiedy podsłuchałyście naszą rozmowę i poprosiłyście Syriusza o interwencję, mam wam opowiedzieć jak było? - parsknęłam.
- Dokładnie - odparła Ginny i zaciągnęła mnie do naszego pokoju.
Kiedy zabezpieczyłyśmy pomieszczenie zaklęciami, aby nikt nas nie podsłuchał, opowiedziałam im o wszystkim, nawet o moich obawach co do Lucjusza Malfoya. Długo zastanawiałam się, czy mogłam o tym wspomnieć, ale jak nie im, to komu? I tak wykazały się wyrozumiałością, tolerując moją znajomość ze ślizgonami. Same nawet nawiązały z nimi nić porozumienia, zwłaszcza Ginny. Hermiona była jeszcze w fazie wyparcia, ale i tak było wiadomo, że jej nastawienie, co do tej trójki zmieniło się. Poza tym, musiałam się komuś zwierzyć. Mój brat był dobrym przykładem tego, co się działo z człowiekiem, który nie rozmawia z innymi o swoich zmartwieniach.
- Czyli jesteście teraz parą? - spytała Hermiona.
Nie wyglądała na zadowoloną, ale błysk w jej oku zdradzał, że to co usłyszała nie koniecznie uważała za największą tragedię na świecie.
- Nie wiem - przyznałam - Wiem tylko, że mu na mnie zależy, a on nie jest mi obojętny.
- Chcesz powiedzieć, że podobał Ci się przez cały ten czas, a ty nam nic nie powiedziałaś? - obruszyła się Ginny.
- To nie tak. Ja nie potrafiłam zdefiniować tego, co do niego czułam, a zdecydowanie coś tam czułam... Och, ja naprawdę nie umiem się w tym wszystkim znaleźć. Kiedy mieszkałam w lesie, nie musiałam się martwić o takie głupoty - jęknęłam.
Moje przyjaciółki zaśmiały się głośno.
- Przynajmniej zyskałyśmy pewność, że Draco nie ma co do Ciebie złych zamiarów, a przynajmniej, że szansa na to jest mała. Z tego co mówiłaś, wnioskuję, że nie bawi się w żadne gierki. Zdążyłam już go trochę poznać przez te cztery lata i każdy w Hogwarcie to dobrze wie, jaki on jest, jeśli chodzi o związki - powiedziała Hermiona.
- Ale jego ojciec... Nie wiem, coś mi się w nim nie podoba. Jest nazbyt miły, a doświadczenie nauczyło mnie, żeby nie ufać takim ludziom.
- Będziesz musiała po prostu uważać - stwierdziła Ginny.
Już chciałam jej odpowiedzieć, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę - zawołałyśmy.
Drzwi otworzyły się, a w nich stanął Harry.
- Mogę? - spytał.
- Pewnie - odparłyśmy z Ginny niemalże od razu.
Harry wszedł do pokoju i usiadł koło mnie.
- Dzięki - szepnął.
Poczułam się, jakby ktoś oblał moje serce ciepłym miodem. Wtuliłam się w ramię brata.
- Wszystko będzie dobrze - odrzekłam.
- Talia! - Hermiona niemalże krzyknęła.
- Co? - przestraszyłam się.
- Twoje blizny! - odpowiedziała za nią Ginny, a ich twarze pobledły.
Spuściłam wzrok wzrok i zobaczyłam je. Nie zmieniły się od balu. Nadal były ciemne i bolały, kiedy ich dotykałam.
Coś było nie tak




                                                                             





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz