sobota, 20 lutego 2016

Miniaturka : Rudy Blond Część II

No hej ;) Z ulgą mogę stwierdzić, że druga część
mojej pierwszej miniaturki w życiu udała mi się :D
Jestem z niej dumna i mam nadzieję, że Wam też
się spodoba. Nie przedłużając... Miłego czytania! 


Panna Potter





Minął tydzień od ostatniego razu, kiedy młoda panna Ginny widziała się z Draconem. To właśnie dziś umówili się, aby omówić wszystkie ważne sprawy dotyczące dziecka.
Ginny postanowiła, że poświęcić więcej niż dziesięć minut na wyszykowanie się przed spotkaniem. Wzięła długą, relaksującą kąpiel, następnie skorzystała z olejku o zapachu wanilii, który dostała od Hermiony, kiedy ta wróciła z Francji. Wmasowała go dokładnie w jej zgrabne ciało, co sprawiło, że jej skóra była gładka w dotyku i pachniała... apetycznie.
Potem, usiadła przy swojej toaletce i zabrała się za makijaż. Nie chciała przesadzać, wręcz nie musiała. Uroda dziewczyny nie wymagała poprawek, więc rudowłosa postawiła na coś delikatnego. Na rzęsy nałożyła odrobinę tuszu, narysowała cienką kreskę eyelinerem, aby podkreślić oczy, dodała trochę delikatnego cienia do powiek i posmarowała usta truskawkową pomadką bezbarwną.
Kiedy stwierdziła, że efekt końcowy ją zadowala, nadal mając na sobie jedynie satynowy szlafrok, udała się do swojej szafy. Wybór Ginny padł na coś bardziej codziennego, ale też z pazurem. Strój podkreślał jej zgrabną figurę, odsłaniając przy tym (jeszcze) płaski brzuch. Ostatnie spojrzenie w lustro, aby się upewnić, że wszystko wygląda w porządku i była gotowa do wyjścia.
Ginny Weasley nigdy nie przejmowała się swoim wyglądem, a przynajmniej nie tak bardzo jak większość kobiet w jej wieku. Bywały oczywiście okazje, które tego wymagały. Przykładem było spotkanie z Malfoyem. Coś kazało Ginny postarać się, aby wyglądać jeszcze lepiej, niż na co dzień. Jakaś część rudowłosej piękności chciała, aby Draco nie mógł oderwać od niej wzroku. Sama nie wiedziała za dobrze, dlaczego, tak po prostu już było. Nie można było zaprzeczyć, że młody mężczyzna podobał się jej, pod względem fizycznym. Nawet niektóre jego cechy pociągały pannę Weasley. Jego pewność siebie, o ile nie przesadzona, robiła na niej wrażenie, bo sama była świadoma swojej wartości. Jego zadziorność, charyzma, niezależność i seksapil przyciągały Ginny jak magnez, mimo, że tego nie chciała. Bo niestety nadal pamiętała jaki potrafił być. Pomijając jego zalety, posiadał też sporo wad. Cechy, które działały na dziewczynę jak płachta na byka. Jej zgubą okazał się pociąg fizyczny, to coś, co zawsze przyciągało ich ku sobie, kiedy byli blisko. Nienawidziła siebie za to. Nie wiedziała jednak, że i sam Draco Malfoy był zdziwiony tym, jak działała na niego rudowłosa. Jeszcze nigdy nie spotkał osoby, która okazała się mieć to, czego szukał od tak dawna, w wielu kobietach, z którymi był i następnie zostawiał.
Nieświadoma tego Ginny sięgnęła po torebkę i wyszła z mieszkania, bojąc się ich kolejnego spotkania, ale też nie mogąc się go doczekać.
Był wyjątkowo ciepły i słoneczny dzień, jak na Londyn, więc postanowiła zrobić sobie spacer. Apartament blondyna nie był aż tak daleko, jako że oboje mieszkali w centrum miasta.
Idąc tak zatłoczonymi ulicami, panna Weasley dała myślom przejąć ster, przypominając sobie ich ostatni, wspólnie spędzony tydzień.
Czy on w ogóle coś znaczył dla Malfoya? zastanawiała się. Sama nie potrafiła określić, co o nim sądziła. Owszem, było im dobrze w swoim towarzystwie, nie wspominając już o sypialni. Jednak dzieliło ich zbyt dużo, aby mogła, lub odważyła się to nazwać "czymś więcej". Właśnie. Młoda Weasley bała się podświadomie tego, że to, co między nimi zaszło zmieni się w to "coś więcej". Najzwyczajniej się bała. Tak, był ojcem ich dziecka, ale ona znała go za dobrze. Wiedziała, że nie zdoła się zmienić w idealnego tatusia z dnia na dzień. Z drugiej strony, sama nie zdając sobie z tego sprawy, rozwijała w sobie nadzieję.


__________


- Witaj, kochanie - przywitała się służąca Malfoya, pani Maggie.
Ginny poznała ją, kiedy parę tygodni temu opuszczała mieszkanie blondyna, wściekła za to, że zaciągnął ją do łóżka.
- Dzień dobry - odparła, odwzajemniając ciepły uśmiech - Jestem umówiona z Draconem.
Przez twarz starszej kobiety przebiegł cień paniki, co nie umknęło Ginny. Maggie jednak szybko się uśmiechnęła i wpuściła młodszą do środka.
- Pan Malfoy ma spotkanie, ale powinien zaraz skończyć - powiedziała, prowadząc Ginny do salonu, w którym mogła zaczekać.
- Jeśli nie będziesz miała nic przeciwko, to zejdę na dół do pralni - dodała.
Kiedy po raz pierwszy ze sobą rozmawiały, Maggie nazwała ją "panienką". Ginny od razu poprosiła ją, aby zwracała się do niej po imieniu. Panienka... Malfoy musi być niezłym szefem.
- Nie, oczywiście - odpowiedziała, współczując jej.
Nie wyobrażała sobie, jaka to musiała być udręka, pracować dla kogoś takiego jak Malfoy.
Ginny usiadła na fotelu, odprowadzając Maggie wzrokiem. Została sama.
Skorzystała z okazji, aby lepiej się rozejrzeć.
Musiała przyznać, że wystrój wnętrza robił na niej wrażenie. Wszystko wydawało się być idealne, dziewczyna nie znalazła nic, co by do siebie nie pasowało. Każdy obraz, każda waza i nawet rośliny zdawały się być częścią jednej, przepięknej układanki.
Chodziła tak po pokoju pełnym luksusu, kiedy usłyszała jakieś dźwięki. Przystanęła przy drzwiach, zapewne prowadzących do jego gabinetu.
Ginny nie podobało się to, co słyszała. Zza drzwi dochodził do niej głos kobiety. Mówiła cicho, ale mimo to, rudowłosej udało się wyłapać poszczególne słowa.
A ty, idiotko, myślałaś że coś się zmieni...
Działając pod wpływem irytacji, Ginny zapukała do drzwi i nie czekając na odpowiedź weszła do środka. To co zobaczyła nie było dla niej niespodzianką, ale tylko pogorszyło jej humor.
Draco Malfoy siedział na skórzanym fotelu za biurkiem, a na nim oszałamiająco piękna szatynka.
- Witaj, Malfoy - przywitała się, krzyżując ręce na piersi i opierając się nonszalancko o framugę.
Postanowiła zagrać troszeczkę inaczej.
- Ginny... Nie byliśmy umówieni na trzecią? - spytał Draco, lekko zdezorientowany.
Musiał przyznać, że ruda wyglądała bardzo seksownie, co nie pomagało mu w zaistniałej sytuacji.
- Nie - odparła, obojętnie patrząc na dwie przyklejonych do siebie żmije.
Szatynka musiała wreszcie pojąć, że pozycja, w której się znajdowali, nie była odpowiednia, zwłaszcza, kiedy zjawiło się towarzystwo. Wstała z kolan blondyna i poprawiła swoją białą, elegancką koszulę, która opinała się na jej idealnych kształtach. Ginny z bólem przyznała, że kobieta wyglądała jak klasyczna, nieprzyzwoicie bogata bizneswoman, która okazyjnie chodziła po wybiegach i pozowała do zdjęć, które potem trafiały do najlepszych magazynów poświęconych modzie.
- Ja już pójdę - powiedziała.
Bez żadnych skrupułów nachyliła się nad Draconem, chcąc go pocałować, lecz ten lekko przekręcił głowę.
- Do widzenia, Moniko - wymamrotał.
Kobieta, która zyskała imię uniosła idealną brew. Nie ukrywając złości wyprostowała się i krokiem godnym modelki opuściła gabinet, rzucając Ginny aroganckie spojrzenie. Panna Weasley uśmiechnęła się do niej sztucznie i zamknęła za nią drzwi.
- Wybacz... To była współwłaścicielka jednej z... - zaczął Draco, ale Ginny uciszyła go gestem.
- Nie musisz mi się tłumaczyć.
Podeszła do wielkiego okna i gdyby nigdy nic, zaczęła podziwiać imponujący widok.
Draco niepewnie wstał i objął ją od tyłu.
Przecież nie mogła być na niego zła. Owszem, coś ich łączyło, ale nie byli oficjalnie razem.
- Chyba nie jesteś na mnie zła ? - zamruczał jej do ucha.
- Hmm... A jak myślisz? - spytała.
Odwróciła się przodem do Dracona i zarzuciła mu ręce na szyję.
- Myślę, że nawet jeśli jesteś zła, to mogę Ci to wynagrodzić - szepnął, gładząc Ginny po plecach.
- Naprawdę?
Wytrzymaj, Ginny. Musisz wytrzymać.
- Jak najbardziej, tylko musisz mi podpowiedzieć jak - powiedział, a następnie złożył na jej szyi delikatny pocałunek.
Ginny przeszły dreszcze, ale nie pozwoliła sobie na dekoncentrację.
Wspięła się na palce, ujmując twarz Malfoya w swoje drobne dłonie.
- Nigdy więcej się do mnie nie zbliżaj - wyszeptała mu do ucha.
Draco znieruchomiał. Że co?
- Ginny, nie przesadzaj - zaśmiał się nerwowo, chcąc przyciągnąć ją do siebie, ale dziewczyna zwinnie wyswobodziła się z jego uścisku i zdecydowanym krokiem wyszła z gabinetu.
Draco ruszył za nią.
- Chyba nie będziesz robiła z tego dramatu? To nie było nic wielkiego - próbował ją uspokoić, ale rudowłosa już otwierała drzwi od jego mieszkania.
- Oczywiście, nic wielkiego - prychnęła, nie odwracając się za siebie.
Gdyby to zrobiła, nie mogłaby się powstrzymać przed uduszeniem byłego Ślizgona.
- Ginny! Proszę Cię, uspokój się i wejdź do środka! - zawołał, idąc za nią korytarzem.
- Proszę Cię, daj mi spokój - warknęła.
Czy ten cholerny korytarz musiał być taki długi?!
- Mieliśmy porozmawiać o dziecku - jęknął, łapiąc ją z łokieć.
Ginny przystanęła i zmroziła blondyna spojrzeniem.
- Ty chyba nie myślisz, że po tym co przed chwilą widziałam, będę z tobą rozmawiała o dziecku? Skoro to nie było nic wielkiego, to nasze dziecko nie powinno Cię w ogóle obchodzić. Bo w końcu jest wynikiem tego "nic wielkiego".
Draco zaczął się już denerwować. Ta kobieta doprowadzi go w końcu do szewskiej pasji.
- Nie bądź śmieszna, Ginny. To nic nie znaczyło. Miałem spotkanie z tą kobietą. Nic nie poradzę, że się jej spodobałem. Tak często działa biznes.
- Tak, tak właśnie działa biznes, ale nie pozwolę, żeby tak wyglądało życie mojego dziecka! - krzyknęła mu w twarz.
- Nadal nie wiem czego ty ode mnie oczekujesz. Pojechałaś za mną do Włoch, twierdząc, że twoim celem było tylko poinformowanie mnie o dziecku, a teraz robisz mi wyrzuty o inną kobietę?
- Po tym, jak poszedłeś ze mną do łóżka po raz drugi, wiedząc o ciąży, obiecując mi pomoc i wsparcie, chyba mam prawo być zła!
- To był tylko seks! Nie oświadczałem Ci się!
Przez słowa blondyna Ginny ogarnęło tyle emocji naraz, że popadła w dziwne odrętwienie.
- Nie chcę Cię nigdy więcej widzieć - powiedziała cicho, spokojnie, a jej twarz nic nie zdradzała.
Nie podobało się to mężczyźnie. Już wolałby, żeby na niego wrzeszczała.
- Ginny... Przecież wiesz o co mi chodzi..
Niestety, dziewczyna już go nie słuchała.
Kiedy była już w domu, odrętwienie minęło, ustępując miejsca smutkowi i złości.


__________



Miesiąc po nieudanym spotkaniu z Malfoyem, Ginny siedziała przy stole, w domu rodzinnym, świętując zaręczyny Rona i Hermiona. Panna Granger wreszcie się zdecydowała, choć obawiała się swojego wyboru. Obawiała się, że przyjdzie czas, kiedy zorientuje się, że podjęła złą decyzję. Kochała Ronalda, szczerze go kochała. Ale czy był mężczyzną, który potrafił ją naprawdę uszczęśliwić, który rozumie jej potrzeby i dotrzyma jej kroku? Tego nie wiedziała. Teraz jednak była szczęśliwa i korzystała z tego jak tylko mogła.
Cała rodzina i wszyscy przyjaciele zjechali się na przyjęcie zaręczynowe. Wszędzie było słychać śmiechy, ożywione rozmowy... Ale Ginny ich nie słyszała. Odkąd przyłapała Dracona z inną kobietą, coś w niej pękło.
On ją upokorzył, zranił, poniżył, wykorzystał.... Ginny nie mogła tego znieść.
Nienawidziła siebie za to, ale kiedy tak leżała w łóżku, pozwalając łzom spływać na jej poduszkę, zdała sobie sprawę, że czuła coś do tego drania, że podczas pobytu we Włoszech, Draco skradł jej serce. Gdyby nie to, że zapewne co noc był z inna, byłby idealny dla Ginny. Właśnie kogoś takiego szukała. Był dla niej wyzwaniem, ale jednocześnie traktował ją tak, jak prawdziwa kobieta powinna być traktowana. Mimo, że lubił sprawować kontrolę, pozwalał jej mieć swoje zdanie i je szanował. Sprawiał, że czuła się niemalże jak królowa, ale okazywał też zamiłowanie do jej ostrego, niezależnego charakteru. Był partnerem, nie obchodził się z nią jakby była jego własnością, a jednocześnie, kiedy spacerowali po ulicach Milanu, dumnie pokazywał, że Ginny szła własnie z nim i nikt inny nie miał tego przywileju. Ten tydzień był dla dziewczyny bajką. Niestety, to, co działo się we Włoszech, pozostało we Włoszech.
Siedząc przy stole i wpatrując się w swój nadal pełny talerz, przypomniała sobie ich ostatnią noc w hotelu.
Leżeli na ogromnym łóżku, wtuleni w siebie, zmęczeni po tym, co dla Dracona było "okazywaniem uczuć". Oboje prawie przysypiali.
- Jesteś wspaniała - wymruczał Draco, nie mogąc unieść już powiek. 
- Ty też jesteś całkiem niezły - odparła, walcząc z sennością. 
Draco zaśmiał się cicho. Gładził gołe plecy piękności, która leżała u jego boku. Co jakiś czas muskał jej włosy nosem. Ginny gładziła jego pierś, leniwie wędrując palcem po zarysach jego mięśni. 
- Jesteś moja. 
- Jestem niczyja - odparła.
- Oj, wiesz o co mi chodzi - powiedział, nadal mając zamknięte oczy. 
- Wiem, tak się tylko droczę. 
- Jesteś moja - powtórzył, powoli odpływając już w sen. 
- A ty mój. 
Po jej ostatnich słowach, oboje byli już w objęciach Morfeusza. 

Ginny, poczuła, jak niechciane łzy na nowo zbierały się pod jej powiekami. Mrugnęła kilka razy i zacisnęła zęby. Nie lubiła, kiedy ludzie widzieli jak płakała. Nie z powodu dumy, po prostu nie znosiła, kiedy ludzie pytali ją, czy wszystko w porządku. Gdyby tak było, nie płakałaby jak małe dziecko, myślała w takich momentach.
Można więc było rzec, że Ginny Weasley była załamana, a jednocześnie wściekła.
- Ginny - usłyszała, jak ktoś szepnął tuż obok niej.
- Co jest, Ron?
- To ja powinienem się o to pytać. Od jakiegoś czasu jesteś bardzo... Dziwna.
- Dzięki - zaśmiała się gorzko, nadal na niego nie patrząc.
Była zmęczona.
- Martwimy się o Ciebie. Mama nie daje nam spokoju, co chwilę pyta, czy coś wiemy.
- Powiedz jej, że nic się nie dzieje i że wasz ślub powinien być jej priorytetem.
- Ginny...
- Ron, nic mi nie jest - rzekła, podnosząc w końcu wzrok na swojego brata.
Jej podkrążone oczy nie potwierdzały jednak jej zapewnień. Mimo, że była w ciąży, a jej brzuch zaczął się już powoli zaokrąglać, to schudła i wydać to było gołym okiem.
Ginny jeszcze nie poinformowała rodziny o ciąży. Bała się ich reakcji, zwłaszcza, że nie mogła im przedstawić ojca. Co by sobie o niej pomyśleli? Matka by ją zabiła, a ojciec nie chciałby już na nią nigdy spojrzeć, wstydząc się czynów swojej córki.
Ginny, tępiła się za głupotę i naiwność, ale nie żałowała tej ciąży. Nie mogła. To będzie jej dziecko.
- Moi drodzy! Mam nadzieję, że Wam smakowało i że zostawiliście miejsce na deser! - zawołała Molly, uciszając w ten sposób towarzystwo.
Rozległy się odgłosy aprobaty.
Pani Weasley, Hermiona, Ginny i Talia odeszły od stołu, kierując się do kuchni. Wróciły z rękoma pełnymi talerzy, półmisków, pucharów i miseczek.
Po deserze, goście rozeszli się po domu, wesoło ze sobą gawędząc.
Ginny nie mogła tego już dłużej wytrzymać. Chciała być sama, choć na chwilkę. Już otwierała frontowe drzwi, chcąc posiedzieć na ławce która stała przed domem, ale powstrzymał ją głos Hermiony.
- Gdzie ty się wybierasz?
Ginny zacisnęła powieki, wzdychając ciężko. A byłam już tak cholernie blisko...
- Muszę się trochę przewietrzyć. Wiesz, trochę tu tłoczno.
- Nie żartuj sobie ze mnie, wychowałaś się z szóstką braci. U was zawsze jest tłoczno.
Ruda mimowolnie parsknęła i gestem poprosiła przyjaciółkę, aby wyszła razem z nią.
- Teraz ty będziesz musiała się do tego przyzwyczaić - powiedziała Ginny, kiedy siedziały już na ławce.
- Taa...
- Jesteś pewna, że właśnie tego chcesz? - spytała młodsza, spoglądając na Hermionę.
- Kocham go - odpowiedziała, po chwili namysłu.
- Nie o to pytałam.
Hermiona odwzajemniła spojrzenie swojej przyszłej siostry.
- Nie wiem, Ginny, ale kocham go. To nie będzie szalone małżeństwo, pełne przygód, chociaż kto wie... Z nami nic nigdy nie było wiadomo - tutaj Hermiona uśmiechnęła się ciepło - Ale to będzie coś stabilnego, coś trwałego... A to jest najważniejsze.
Ginny podziwiała swoją przyjaciółkę. Sama bała się monotonii, nie potrafiłaby tak żyć. Hermiona jednak podjęła tą decyzję, postanowiła się poświęcić... Dla uczucia, którym darzyła Rona.
Może to było to. Może Draco nigdy nic do mnie nie czół. Dlatego nie był w stanie się dla mnie poświęcić. 
Ginny nie mogła już dłużej powstrzymywać łez i dała im popłynąć.
- Hej... Nie płacz. Wiem, że to boli, ale on jest dupkiem - powiedziała Hermiona, obejmując jej małą Ginervę.
- Po cholerę spędziłam z nim ten tydzień? Czego ja się spodziewałam? Szczęśliwej rodziny, idealnego życia? Jestem głupia, Hermiono - wycedziła przez zęby, próbując opanować głos.
- To nic złego, że coś do niego poczułaś. Będziecie mięli dziecko, a poza tym, mimo, że ma tą swoją okropną stronę, to rozumiem, czemu Ci się spodobał. Zawsze gustowałaś w takich typach. Nie karć się za to, że czujesz. To on stracił coś cennego, nie ty - pocieszała ją szatynka.
- Ale ja przecież doskonale wiedziałam, że to jeden wielki casanova, który nie potrafi odpuścić sobie żadnej okazji na upojną noc. To ja do tego dopuściłam. Dałam mu się wykorzystać - jęknęła Ginny.
- Jesteś tylko człowiekiem, nie ma w tym nic złego, że potrzebowałaś jego bliskości, zwłaszcza kiedy zaszłaś z nim w ciążę. Masz takie same potrzeby, jak każda inna kobieta.
- Może masz rację... - przyznała w końcu Ginny - Ale to nie zmienia faktu, że cierpię przez własną głupotę.
- To minie - zaśmiała się Hermiona, gładząc przyjaciółkę po włosach.
- I tak nienawidzę Cię za to, że wyciągnęłaś mnie z łóżka i kazała się uśmiechać. Bez urazy, cieszę się z waszych zaręczyn, ale uśmiechanie mi nie wychodzi i psuję Ci zabawę.
- Wręcz przeciwnie. Cieszę Cię że Cię zmusiłam, abyś wreszcie opuściła te cztery ściany... Czy to koszula Rona? - zdziwiła się panna Granger.
- Nie, George'a - odparła Ginny, spoglądając na swój strój.
Rudowłosa starała ubrać się odpowiednio na okazję, ale poddała się, gdy tylko podniosła się z łóżka.
Ostatni tydzień spędziła w domu rodzinnym, aby pomóc w przygotowaniach, jednak prawie cały czas siedziała w swoim dawnym pokoju.
Nie miała na nic siły.


__________



Draco leżał w swoim łóżku, sam. Odkąd Ginny Weasley zostawiła go samego na korytarzu, żadna kobieta nie została uprzywilejowana, aby spędzić z nim noc. Młody pan Malfoy sam się sobie dziwił. W chwili, w której Ginny odchodziła, coś się w nim zmieniło. Stracił chęć na conocne podboje. Kiedy tak leżał sam, lubił wracać myślami do pobytu we Włoszech, do momentu, w którym Ginny Weasley weszła do winiarni, kiedy powiedziała mu o ciąży... Bał się jak cholera, ale musiał dać sobie radę. Nie byłby sobą, gdyby nie dał rady. Może i był kobieciarzem, ale też mężczyzną. A mężczyzna nie powinien tego tak zostawić. Oczywiście, zaliczył wpadkę, ale przecież nie był wtedy z Ginny. Przynajmniej nie oficjalnie. Teraz jednak zdał sobie sprawę, jak bardzo mu jej brakowało. Ten tydzień w hotelu... Tak mogłaby wyglądać jego codzienność. Wiewióra bardzo szybko zawróciła mu w głowie, co też była niezrozumiałe dla blondyna. Jeszcze nigdy nie znajdował się w takiej sytuacji. Właśnie kogoś takiego było mu trzeba. Takiej Ginny. Nawet nie potrafił opisać tego, jak to jest, kiedy byli razem. To było porównywalne do odnalezienia od dawna poszukiwanego skarbu. Bo Weasleyówna była właśnie jak taki skarb. Wiedziała, czego chce od życia,  była spontaniczna, niezależna, pewna siebie i do tego dobra. Miała ostry charakterek, ale Draco wiedział, jak sobie z nim radzić. Z nią nie można było się nudzić, z już na pewno nie w sypialni...
Draco nie mógł się nadziwić temu, jak taka jedna mała kobietka może posiadać wszystkie te cechy, które przyciągały go jak magnez. Wydawało mu się to aż nieprawdopodobne. Był nastawiony na życie spędzone w luksusie i bez zobowiązań... A tu pewnego dnia wpadł na pannę Weasley w klubie, która teraz nosiła jego potomka... Draco Malfoy miał zostać ojcem. Sama myśl o tym przepełniała go dumą, jednak i to było dla niego nowe i nie za dobrze wiedział co ma robić, zwłaszcza teraz, kiedy matka tego dziecka nie chciała go widzieć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz