piątek, 17 lipca 2015

Rozdział III Tiara Przydziału

Bardzo przepraszam za spóźnienie! Wakacje zaczęły mi się dopiero dzisiaj, ostatni tydzień byłam bardzo zajęta. Rozdział jest trochę dłuższy. Mam wielką nadzieję że się wam spodoba! Komentarze mile widziane! Miłego czytania :)

Panna Potter





Moje pierwsze tygodnie na Grimmuald Place minęły bardzo szybko. Wszyscy starali się żeby mieszkanie wyglądało bardziej przytulnie i miło. Codziennie było coś do zrobienia. Nie narzekałam. Podczas sprzątania rozmawiałam z Hermioną i Ginny, poznawałam się coraz lepiej z Harry'm, moim bratem i dużo żartowałam z bliźniakami i Ronem. Zaczynałam czuć że właśnie trafiłam do domu, do rodziny. Wszyscy byli dla mnie przemili. Po dwóch tygodniach harówki, nareszcie nadszedł wyczekiwany przeze mnie dzień. Mięliśmy się udać na Ulicę Pokątną, kupić wszystkie potrzebne przybory szkolne i książki. Hermiona i ja miałyśmy kupić sobie też nowe szaty. Jako że to były moje pierwsze zakupy szkolne, byłam bardzo podekscytowana. Nie mogłam się doczekać wybierania kociołków, składników na eliksiry i tym podobnych. Oczywiście mięliśmy zostać eskortowani. Jeden z członów Zakonu się nie zjawił. O Zakonie Feniksa dowiedziałam się dzień po moim przyjeździe. Wytłumaczono mi dlaczego istniał i co robili jego członkowie. Voldemort czegoś szukał. Wszystko wskazywało na to, że była to broń. Syriusz chciał nam zdradzić więcej szczegółów, ale Pani Molly kategorycznie mu tego zakazała. Stwierdziła że jesteśmy za młodzi i nie mogliśmy się mieszać w takie sprawy.
Nie  mogąc dłużej czekać na spóźnioną eskortę, wyruszyliśmy wreszcie na Ulicę Pokątną. Jakimś cudem, wszyscy zmieściliśmy się w małym, starym Fordzie Anglia. Po niecałej godzinie staliśmy już w księgarni "Esy i Floresy". Mama rudzielców dała nam godzinę na znalezienie potrzebnych książek. Następnie mięliśmy się spotkać pod Apteką. Rozeszliśmy się po księgarni z listami w rękach. Razem z Harry'm ruszyliśmy między regałami w poszukiwaniu podręczników na lekcje Historii Magii.
- Nie możesz się doczekać, prawda?- powiedział cicho Harry.
- Tak! Dość sporo słyszałam o Hogwarcie i w końcu, za trzy dni tam będę!- uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Kątem oka dostrzegłam że mój brat nie wyglądał na szczęśliwego.
- Harry, nie przejmuj się. To że nie wszyscy wierzą Ci teraz, nie oznacza to, że sytuacja się nie zmieni.- poklepałam go po ramieniu.Widocznie wymuszony uśmiech nie dotarł do jego zielonych oczu.
- Harry! Musisz zobaczyć tą książkę! Ona chce pożreć włosy Ginny!- zawołał rozbawiony Ron.
- Idź, ja poszukam reszty książek.- pchnęłam go lekko w stronę Rona. Harry posłał mi lekki uśmiech, tym razem bardziej szczery.
Przeglądając swoją listę, doszłam do wniosku że zostały mi jeszcze tylko podręczniki od zielarstwa, opieki nad magicznymi zwierzętami i obrony przed czarną magią. Spojrzałam na wielki zegar wiszący na ścianie. Zostało mi jeszcze pół godziny, więc postanowiłam trochę się rozejrzeć. Nogi same zaprowadziły mnie w ciemniejszą część sklepu, gdzie księgi były cięższe, a tytuły mroczniejsze. Podeszłam do ostatniego regału, tuż przy tylnej ścianie księgarni. Eliksiry dla mistrzów, przeczytałam.
- To chyba nie jest odpowiednia księga dla Ciebie.- usłyszałam cichy głos zza moich pleców. Odwróciłam się szybko. Stał przede mną wysoki, młody czarodziej o jasnych włosach. Patrzył na mnie szarymi oczami, w których dostrzegłam rozbawienie i drwinę. Był ubrany w czarną koszulę i szare spodnie. Zbyt elegancko jak na mój gust, lecz mimowolnie spojrzałam w dół na moje ubranie. Zielony sweter i przetarte dżinsy.
- Po czym to wnioskujesz?- odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy.
Długi kontakt wzrokowy wcale mnie nie onieśmielał. Nigdy nie miałam z tym problemu. On chyba też nie.
- Po tym że nie wyglądasz na znawczynię eliksirów. Jesteś też młoda.- odparł.
Uniosłam lekko brew.
- Nie oceniaj książki po okładce.
- Zdziwiłabyś się ile można wyczytać z czyjegoś wyglądu.- zaśmiał się. Przewróciłam oczami i odłożyłam księgę na miejsce.
- Więc, który dział byś mi polecił?- spytałam sarkastycznie.
- Chyba szukasz książki do zielarstwa.- skinieniem wskazał na moją listę.
- A widzisz, mówiłeś że wiele można wyczytać z czyjegoś wyglądu, a tu proszę, jesteś nawet spostrzegawczy.- powiedziałam.
     
                                                                             ***

Spojrzałem na nią ze zdziwieniem. Czy ona miała jakiekolwiek pojęcie, z kim rozmawiała?
- Cóż, nie wyglądasz na głupią, więc radziłbym Ci uważać z kogo żartujesz.- syknąłem.
- To ma być komplement?- zaśmiała się. Posłałem jej lodowate spojrzenie, lecz nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Kim ona była?
- Odebrałbym to jako ostrzeżenie.- powiedziałem cicho. Zrobiłem krok w jej stronę. Pułka odcięła jej drogę ucieczki. Wyglądała na lekko zirytowaną.
- Byłbyś tak miły i odsunął się?- warknęła. Skwitowałem to parsknięciem.
- Już nie w humorze na żarty?
- Wyjątkowo mi go popsułeś.
- Szkoda.- odczekałem chwilę, świdrując ją wzrokiem. Wytrzymała. Powoli odsunąłem się od niej. Rzuciła mi gniewne spojrzenie.
- Jestem Draco.- wyciągnąłem do niej rękę. Niepewnie ją uścisnęła.
- Talia.
- A więc, do zobaczenia w Hogwarcie, Talio.- posłałem jej szelmowski uśmiech i wyszedłem z księgarni.
Talia... Trzeba będzie ją nauczyć szacunku do lepszych ; pomyślałem.

                                                                              ***

Szybko znalazłam wszystkie potrzebne książki po czym dołączyłam do reszty. Obiecałam sobie że po kolacji, opowiem wszystko Ginny i Hermionie. Draco... Gdzieś już słyszałam to imię.
- Tutaj jesteś! Wszędzie Cię szukaliśmy!- zawołała rudowłosa - Masz już wszystko? Za dziesięć minut musimy być w Aptece.
Kiedy szliśmy do wyznaczonego miejsca podziwiałam po drodze sklepy. Oczywiście byłam już parę razy na Ulicy Pokątnej, ale nigdy na zakupach. Zazwyczaj po informacje. Wystawy były pełne przeróżnych rzeczy, zwierząt lub roślin. Panował tu straszny tłok. Mimo że nie tak często miałam do czynienia z tłumami, nie czułam się już tak dziwnie (przypomniała mi się wizyta w Ministerstwie Magii).Do naszych uszu doszedł znajomy głos. Zobaczyłam panią Weasley.
- Jesteście wreszcie! Kupiłam potrzebne rzeczy na eliksiry. Dziewczynki,- zwróciła się do nas - Idźcie kupić nowe szaty, spotkamy się w dziurawym kotle! Ginny, tobie też przyda się nowa szata.
- Naprawdę? Mamo, jeśli to kłopot...- zaczęła, ale matka uciszyła ją gestem.
- Idźcie już, jest jeszcze tyle do zrobienia! Chłopcy, za mną!

"Madame Malkin - Szaty na wszystkie okacje" przeczytałam. Weszłyśmy do środka. Przywitała nas przysadzista kobieta, o bardzo serdecznym uśmiechu.
- Dzień dobry! W czym mogę pomóc?
- Przyszłyśmy po nowe szaty szkolne.- odpowiedział Hermiona.
- Hogwart, tak? Już się robi! Stańcie sobie tam, przed lustrem, zaraz do was przyjdę.- powiedziała śpiewnym głosem i poszła na zaplecze.
- Talia, czemu ukrywałaś się w księgarni?- spytała Ginny.
- Wcale się nie chowałam.- zaśmiałam się- Rozglądałam się i ktoś mnie zatrzymał.
- Kim był ten ktoś?- Hermiona wychyliła się zza pleców rudowłosej.
- Ma na imię Draco.
- Malfoy! Miał blond włosy?
- Tak.
- To Draco Malfoy, Ślizgon o którym Ci opowiadałyśmy.- warknęła Ginny. Musiał zaleźć jej za skórę.
- To by wyjaśniało jego wyniosłość i przesadną pewność siebie.- stwierdziłam, przypominając sobie bieg "rozmowy" z Draco.
- Co Ci powiedział?- odezwała się Hermiona.
- Przeglądałam książki z działu w tylnej części sklepu. Stwierdził że nie są odpowiednie dla mnie.
- Kretyn! Wydaje mu się że jest lepszy od innych. Oczywiście jest w błędzie, nie bierz go na poważnie.- fuknęła Ginny. Jej twarz kolorem dorównywała już rudej grzywie.
- Nie zamierzam..- odpowiedziałam.
- Najlepiej trzymaj się od niego z daleka. Harry powie Ci to samo. To tak jak by jego nemezis.- dodała Hermiona. W tej samej chwili wróciła właścicielka sklepu.
- No! Zabieramy się do pracy!- zawołała, podchodząc do nas energicznym krokiem.

Upiłam łyk herbaty. Siedzieliśmy w dziurawym kotle. George siedzący obok mnie opowiadał mi o wynalazkach, nad którymi pracował razem z bratem. Nagle poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Stała za mną kobieta o miedzianych włosach.
- Mam Ci to przekazać.- podała mi skrawek papieru.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się do kobiety.



                                               Tylni stolik w lewym koncie. Przyjdź sama.

Rozejrzałam się dookoła. Nikt nie patrzył w moją stronę. Zawahałam się. Iść?
- Zaraz przyjdę.- powiedziała do Harry'ego, który siedział po jej drugiej stronie.
- Gdzie idziesz?- spytał.
- Idę po herbatę.- odparłam bez namysłu i odeszłam.

                                                                                 ***

Spojrzałem na jej prawie pełny kubek parującej herbaty. Czyżby coś ukrywała? Różne teorie same zaczęły przelatywać mi przez myśli.
 
                                                                                 ***

Siadłam przy odpowiednim stoliku. Nie było tu dużo ludzi a już na pewno nikt nie patrzył w tą stronę. Od kogo mógł być ten liścik? Nagle usłyszałam dźwięk odsuwanego krzesła.
- Witaj ptaszynko.- szepnęła Pani Bagshot. Miała na sobie pelerynę z kapturem, który przysłaniał jej prawie całą twarz.
- Pani Bathildo! Co Pani tutaj robi?- prawie piszczałam. Uciszyła mnie gestem.
- Nikt nie może się dowiedzieć że tu jestem.- powiedziała cicho.
- Czy coś się stało? Czemu nie było pani w Ministerstwie Magii?- zasypałam ją pytaniami.
- Nic się nie stało. Przynajmniej jeszcze.- rzuciła mi zaniepokojone spojrzenie- Twoja sowa została przechwycona przez Ministerstwo, nie dotarła do mnie. O wszystkim dowiedziałam się od Dumbledore'a. Odnalazłaś brata, tak?
- Tak, jest tutaj. Może go zawołam...
- Nie! Przyszłam Cię ostrzec ptaszyno.- mówiła cicho. Strach w jej głosie wzrastał z każdym słowem.
- Ostrzec? Przed czym?- zdziwiłam się.
- Za niedługo zaczną się dziać dziwne rzeczy. Musisz być ostrożna, bardzo ostrożna! Pamiętaj aby panować nad emocjami. Nie pozwól nikomu wyprowadzić się z równowagi.- wyszeptała, rozglądając się dookoła.
- Jakie dziwne rzeczy? O czym Pani mówi?
- Nie mogę! Przepraszam Cię, Talio... Uważaj na siebie!- ścisnęła moją dłoń. Wyglądała na przerażoną.
- Pani Bagshot, co się dzieje?- spytałam niepewnie. Staruszka zaczęła mnie niepokoić.
- Dopiero będzie się działo, dziecko. Obiecaj mi że będziesz ostrożna!
- Oczywiście, będę ostrożna. Pani Bagshot... - przerwała mi.
- Muszę już iść. Miej oczy szeroko otwarte. Ludzie którzy Cię otaczają, nie zawsze mają czyste intencje. Gdyby coś się stało, masz niezwłocznie iść do profesora Dumbledore'a, rozumiesz?- wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Nic z tego nie rozumiem...- zaczęłam, ale ona wstała i w jednej chwili po prostu zniknęła.

Serce biło mi niemiłosiernie szybko, oddech przyśpieszył. Co to miało być? Jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej przerażonej. Co się miało dziać? O jakich ludziach mówiła Pani Bagshot? Zdezorientowana opadłam na oparcie krzesła i powoli wypuściłam powietrze. Jak ja miałam panować nad emocjami, skoro ma się dziać coś złego? Rozejrzałam się po lokalu. Na szczęście nikt nie obserwował tej przedziwnej sceny. Nagle napotkałam czyiś wzrok. Szare tęczowi wpatrywały się w mnie uważnie. Blondyn posłał mi szelmowski uśmiech. A tego skąd tu przywiało ; pomyślałam. Rzuciłam mu obojętne spojrzenie i wróciłam do brata i Weasley'ów.
- Gdzie twoja herbata?- spytał Harry, patrząc na mnie podejrzliwie.
Dopiero w tej chwili zorientowałam się że na stole przede mną już stał pełny kubek. Cholera.
- Powiedziałam że idę po herbatę? Miałam na myśli toaletę. Musiałam iść do toalety.- wymamrotałam. Nie potrafiłam kłamać. Efekt tylu lat samotności. Harry zmrużył oczy. Po chwili się rozluźnił i uśmiechnął się. Odetchnęłam z ulgą.
- Muszę przyzwyczaić się do tego, że od tej pory będę codziennie w towarzystwie dziewczyny. Jesteście strasznie skomplikowane.- parsknął. Klepnęłam go w ramie.



- Ginny! Znalazłam twój sweter!- krzyknęła jej matka z dołu.
- Idę mamo!- odkrzyknęła.
- O której odjeżdża jutro pociąg?- spytałam Hermiony, która właśnie sprawdzała czy wszystkie książki znajdują się w jej kufrze.
- Punkt jedenasta.- odpowiedziała.
Poszłam jej śladem i sprawdziłam czy wszystko spakowałam. Różdżka! Dumbledore miał mi ją przynieść. Usłyszałam dzwonek trzaśnięcie drzwiami. Martwiąc się, czy odzyskam różdżkę przed wyjazdem do Hogwartu, kątem oka dostrzegłam, że ktoś pojawił się w naszym pokoju.
- Dobry wieczór! Mam nadzieję że nie przeszkadzam.- zaśmiał się wysoki starzec, z długą, białą brodą.
- Profesorze! Właśnie...- umilkłam, kiedy wyciągnął w moją stronę różdżkę. Moją różdżkę.
- Tak sobie myślałem, że może Ci się przyda. Wybacz, że trwało to tak długo, ale Ministerstwo musiało sprawdzić każde jedno zaklęcie rzucone tą różdżką. Przekonywanie ich, że byłaś szkolona w domu również zajęło dużo czasu.  Bo oczywiście nie wolno czarować poza szkołą, teraz tyczy się to też Ciebie.- mrugnął do mnie.
- Dziękuję.- powiedziałam. Włożyłam drewnianą różdżkę do kufra. Byłam gotowa.
- Obawiam się, że muszę was opuścić. Jutro już szkoła! Jeszcze tyle do zrobienia w Hogwarcie!
- Panie profesorze, przecież to te biedne skrzaty wszystko szykują! To one gotują, sprzątają i dbają o...- Hermiona zaczęła swój monolog, ale Dumbledore jej przerwał.
- Masz rację, panno Granger i uwierz, że jesteśmy im za to wszyscy bardzo wdzięczni. Masz moje słowo, że traktujemy je z szacunkiem...- tym razem to moja współlokatorka mu przerwała.
- Ale tu nie chodzi o szacunek! To znaczy, oczywiście że tak, ale one zasługują na wolność!- oburzyła się.
- Panno Granger. Przypadkiem podsłuchałem o pani pomyśle... WESZ, o ile dobrze zapamiętałem. Brakuje nam nowych klubów w szkole. Działaj! Ratuj skrzaty! Ja natomiast życzę wam przyjemnej podróży. Dobranoc.- uśmiechnął się starzec i wyszedł. Z trudem powstrzymałam śmiech.
- A żeby wiedział, że zadziałam!- fuknęła i poszła do łazienki z wysoko podniesioną głową. Korzystając z okazji, przebrałam się w piżamę. Leżąc w łóżku, wyobrażałam sobie zaczarowany sufit w Wielkiej Sali, o którym opowiadała mi Hermiona. Te wszystkie obrazy, stare mury, korytarze, dziedzińce... Na samą myśl gdzieś w środku budziło się we mnie bardzo ciepłe uczucie. To miał być wspaniały rok, a towarzyszyć mi będzie brat razem z przyjaciółmi.



- DZIEŃDOBEREK, WSKAKUJ W SWETEREK !!! NASZA MAŁA TALIA JEDZIE DO HOGWARTU!!
Ten wrzask skutecznie mnie obudził. Otworzyłam oczy i zobaczyłam bliźniaków z szerokimi uśmiechami na twarzach. Moich uszu doszły protesty i pomrukiwania moich współlokatorek.
- Wynocha!- jęknęła Ginny.
- Czemu tak smętnie? Dzisiaj kończą się wakacje!- zawołał Fred.
- Czeka na nas masa nauki!- dodał George.
- W tym roku na niektórych czekają sumy!- zauważył pierwszy bliźniak.
- A Filch na pewno nabrał formy!- uzupełnił go ten drugi.
- I ! Dzisiaj dowiemy się czy siostrzyczka naszego złotego chłoptasia będzie w Gryffindorze, czy raczej zostanie zdrajczynią i dostanie się do Slythrinu. Te czarne kudły i zielone oczy nie wróżą dobrze.- zaśmiał się George padając na moje łóżko, czym mnie z niego zrzucił.
- Oczywiście, tylko tak sobie żartuję. Masz naprawdę zacne kudły.- dodał i posłał mi łobuzerski uśmiech.
- Naprawdę? Dziękuję.- powiedziałam z nutką sarkazmu, pocierając plecy.
- No, dziewczęta! Szczotki w ruch, bo za niedługo śniadanie.- powiedział Fred, po czym razem z bratem opuścił pokój.
- Jak ty z nimi wytrzymujesz? - mruknęła Hermiona.
- Nie wiem.- odpowiedziała ruda, pocierając oczy.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę.- zawołałyśmy chórem.
W drzwiach stanął Harry. W ręce trzymał małą klatkę, okrytą ciemnym materiałem.
- Cześć, nie przeszkadzam?- zapytał niepewnie.
- Wchodź, wchodź.- powiedziała Ginny.

                                                                             ***

Przekroczyłem próg. A co jeśli jej się nie spodoba?; pomyślałem. Przypomniał mi się moment w którym to Hagrid kupił dla mnie sowę.
- Talia, wczoraj powiedziałem Ci, że możesz pożyczać Hedwigę. Doszedłem jednak do wniosku, że wolałabyś mieć własną sowę.- powiedziałem. Zdjąłem materiał z klatki.
Talia wyszczerzyła do mnie idealnie białe zęby. Szybko zerwała się z łóżka i przyjrzała się sówce. Była o wiele mniejsza od Hedwigi. Miała czarno, szaro brązowe piórka. Kiedy ją zobaczyłem, od razu pomyślałem że jej się spodoba. Nie byłem w tym dobry, ale miałem szczerą nadzieję że Talia się ucieszy.
- Harry! Dziękuję Ci bardzo! Jest naprawdę cudowna!- zawołała. Wzięła klatkę i uścisnęła mnie mocno. Odwzajemniłem uścisk.
- Cieszę się. Pomyślałem że Ci się przyda.- wymamrotałem.
- Jest idealna, bardzo, bardzo Ci dziękuję.- powiedziała, nadal się uśmiechając.
Odwróciłem się w stronę Hermiony i Ginny. Ruda uniosła kciuki w górę, a siedząca obok niej Hermiona pokiwała głową na znak aprobaty.
- To ja już wam nie przeszkadzam. Widzimy się na śniadaniu.- rzuciłem za siebie i wyszedłem.
W ciągu tych kilku tygodni, sporo dowiedziałem się o Talii. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, rozmawialiśmy na wiele tematów, ale dopiero niedawno dotarło do mnie że mam siostrę. Poczułem to. Byłem przerażony, zdezorientowany i zaskoczony, ale za to nie byłem sam. Miałem siostrę. Miałem rodzinę.

                                                                               ***

Zerknęłam w lustro. Prezentowałam się o wiele lepiej niż miesiąc temu, kiedy dostałam list z Ministerstwa i zmierzyłam się z śmierciożercą. Ginny splotła moje włosy w luźny warkocz opadający mi na plecy. Ubrałam czarny sweterek i dżinsy. Było w porządku. Upewniwszy się po raz kolejny że wszystko było spakowane, zeszłyśmy na dół.
- Dzień dobry, dziewczynki! Siadajcie szybko, musimy zdążyć na King's Cross.- przywitała nas Pani Weasley. Była poddenerwowana.
- Może ty zdołasz pilnować Harry'ego, żeby nie pakował się w kłopoty.- zaśmiał się Syriusz, który usiadł obok mnie.
- Zobaczę, co da się zrobić.- powiedziałam, odwzajemniając uśmiech.
- Coś mi się wydaje że Talia również odziedziczyła ten talent po ojcu.- odezwał się Pan Weasley.
- Moim zdaniem, to jest wykapana Lily.- usłyszałam nowy głos. Moody stanął w wejściu do kuchni. Poznałam go dwa tygodnie temu. Od razu wzbudził we mnie szacunek.
- Zjesz z nami, Alastorze?- spytała Pani Weasley.
- Nie kłopocz się, Molly. Za dwadzieścia minut chcę wszystkich widzieć na zewnątrz.- zerknąwszy na wszystkich po kolei, wyszedł.



Stałam jak zaczarowana. Patrzyłam na Express Hogwart. Z kotła lokomotywy buchała para. Pożegnaliśmy się już ze wszystkimi. Zdziwiłam się, kiedy Syriusz przytulił mnie mocno. Dałabym sobie głowę uciąć, że dostrzegłam jak jego oczy się świecą. Minęło już kilka tygodni, a ja nadal nie mogłam się przyzwyczaić do dobroci i miłości jaką obdarowali mnie wszyscy na Grimmuald Place.
- Talia! Chodź, musimy znaleźć sobie przedział.- zawołała Hermiona.
Zaciągnęłyśmy nasze kufry do pociągu. Moja mała sówka niespokojnie nastroszyła piórka.
- Jak ją nazwiesz?- spytała Ginny siłując się z bagażem.
- Hmmm... Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam.- odpowiedziałam, pomagając rudej.
Kiedy wreszcie wszyscy byli już w pociągu, ruszyliśmy korytarzem. Prawie każdy przedział który mijaliśmy był pełny. Po dłuższej chwili, idąc na czele, zobaczyłam wolne miejsca. Niestety nie byłam jedyna.
- Proszę, proszę. Kogo ja widzę?- mruknął drwiąco Draco Malfoy.
- Cześć.- powiedziałam bezbarwnym głosem patrząc mu prosto w szare tęczówki. Musiał wiedzieć że mnie w taki sposób nie złamie.
- A już myślałem, że wybierzesz sobie lepsze towarzystwo.- spojrzał zrezygnowany na grupkę za moimi plecami.
- Zamknij się fretko!- zagroziła Ginny.
- Zaraz, skąd ty go znasz?- zdziwił się Harry, który stanął koło mnie.
- Poznaliśmy się w księgarni, Potter. Co, już znudziła Ci się wiewióreczka i znalazłeś sobie nową pannę?- parsknął z wyższością ślizgon.
- Nie, Harry to mój brat.- powiedziałam. Blondyn przestał się śmiać. Jego wielkich rozmiarów koledzy wytrzeszczyli na mnie oczy.
- A teraz, jeśli pozwolisz, z chęcią bym już usiadła.- dodałam, widząc jego zdziwienie. Stanowczo podeszłam do drzwi przedziału, co zmusiło go do odsunięcia się. Spojrzałam na niego z rozbawieniem i satysfakcją.
- Przepraszamy was, ale musimy iść z Ronem do wagonu prefektów.- powiedziała Hermiona, niezbyt zadowolona. Szturchnęła Rona, który nadal wpatrywał się gniewnie w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał Malfoy.
- Eeh, tak, tak. Wrócimy jak najszybciej.- dodał.
- My też musimy iść. Mamy interes z Lee Jordanem.- Powiedział George. We czwóro wyszli z przedziału. Rozsiedliśmy się wygodniej w siedzeniach.
- Nie powiedziałaś mi, że poznałaś Malfoy'a.- odezwał się nagle z wyrzutem Harry.
- Nie wiedziałam że to tak istotnie. Dopiero Hermiona i Ginny mi powiedziały że się nie znosicie. Gdybym wcześniej...
- Czyli Ginny i Hermiona o tym wiedziały?- uniósł wysoko brwi.
- No tak, ale to była bardziej taka babska paplanina, Jak widziałeś, nie rzuciłam mu się na szyję.- powiedziałam uspokajająco. Spojrzał na mnie niepewnie. Pchnęłam go lekko, żeby się rozchmurzył. Podziałało.
- Radziłbym Ci się trzymać od niego z daleka.- powiedział.
- Tak, wszyscy mi to powtarzają.- mruknęłam pod nosem.
- Talia, myślałaś już o zgłoszeniu się do drużyny?- odezwała się Ginny. Siedziała naprzeciwko mnie.
- Tak! Chyba się zgłoszę.- uśmiechnęłam się do niej.
- Jak to? Grasz w Quidditch'a?- zdziwił się Harry.
Godzinami rozmawialiśmy wyłącznie o grze. Mój brat dał mi kilka wskazówek a Ginny opowiedziała mi o damskich drużynach. Nim się obejrzeliśmy, za oknami zrobiło się ciemno. Narzuciliśmy szaty szkolne, a kufry stały już przy wyjściu.
Kiedy wyszliśmy na rześkie powietrze, zaczęłam się denerwować. Za niedługo miałam zostać przydzielona do jednego z czterech domów w Hogwarcie. Nagle poczułam jak ktoś chwyta moją dłoń.
- Nie stresuj się.- szepnęła mi do ucha Ginny. Kiwnęłam do niej głową i odwzajemniłam uścisk dłoni. Potrzebowałam tego. Razem ruszyłyśmy w stronę powozów. Z daleka rozpoznałam kościstą budowę testrali. Mieszkając w lesie, widywałam je dość często. Z książek od Pani Bathildy dowiedziałam się też że dostrzec mogą je Ci, którzy byli świadkami śmierci. Nie byłam w domu tamtej nocy, kiedy Voldemort zamordował moich rodziców. Jako sierota, błąkałam się po różnych miejscach i widziałam dużo. Niektórych zdarzeń nie chciałam pamiętać.
- Gdzie są pozostali?- spytałam.
- Nie wiem... Tam! Widzę ich.- Ginny wskazała jeden z powozów. Nasze zguby właśnie do niego wsiadały. Puściłyśmy się biegiem, przepychając się między ludźmi.
 Nagle ktoś zatrzymał mnie ramieniem.
- Hej!- zawołałam w proteście. Podniosłam wzrok i po raz kolejny patrzyłam na blondyna ze Slytherinu.
- Nie mówiłaś, że jesteś siostrą Pottera. Jak to w ogóle możliwe?
- Mógł byś mnie puścić? Ginny!- próbowałam zawołać rudowłosą, która znikała już w tłumie uczniów. Nie dosłyszała mnie.
- Najpierw odpowiedz mi na pytanie.- naciskał Draco.
- Nie mam w nawyku przedstawiania mojego drzewa genealogicznego jako powitanie.- syknęłam.
- Cóż, gdybyś mnie ostrzegła, to nie zawracałbym sobie tobą głowy w księgarni.- stwierdził z pogardą.
- Nikt Cię o to nie prosił!- wyrwałam mu się. Szybko zaczęłam się rozglądać za przewozem który zajęli moi przyjaciele. Nie było go.
- Jak to możliwe, że Potter ma siostrę?- zaczął świdrować mnie wzrokiem.
- Nikt Ci nie powiedział skąd biorą się dzieci?- odpowiedziałam już bardzo poirytowana.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi. Nikt o tobie nie wiedział, nigdy o tobie nie słyszał.
- Bo tak miało być.- powiedziała, zanim zdołałam ugryźć się w język. Ty idiotko! ; pomyślałam.
- Jak to?- w jego oczach widać było błyski ciekawości.
- Nie wiem jak tobie, ale nie uśmiecha mi się iść do Hogwartu na piechotę.- mruknęłam i wsiadłam do pierwszego, lepszego powozu. Odetchnęłam z ulgą. Dopiero po chwili zorientowałam się, że ktoś mnie obserwuje.
Tym kimś była dziewczyna o długich, jasnych włosach. Miała wielkie, niebieskie oczy, zwrócone w moją stronę. W rękach trzymała jakieś dziwne czasopismo. Do góry nogami.
- Cześć.- powiedziałam uprzejmie.
- Nigdy Cię nie widziałam. Jesteś nowa.- zauważyła.
- Zgadza się.
- Jestem Luna Lovegood.- uśmiechnęła się ciepło.
- Talia... Jestem Talia.- odpowiedziałam niepewnie.
- Wiem jak masz na nazwisko. Dużo osób mówiło o tobie w pociągu.- westchnęła.
Co?!
- Jak to?
- Jesteś siostrą Harry'ego Pottera. Ktoś to wszystkim rozpowiadał.- powiedziała marzycielskim głosem.
- A wiesz może kto?- spytałam zdenerwowana.
- Kilka chłopaków ze Slytherinu.
- Och... No cóż, stało się.- szepnęłam.
Przez resztę drogi żadna z nas się nie odezwała. Ciszę zakłócało jedynie ciche nucenie Luny. Kiedy wóz się zatrzymał, wyskoczyłam szybko na zewnątrz. Przed wielką bramą czekali na mnie Harry, Ron, Hermiona, Ginny, Fred i George. Już chciałam pobiec w ich stronę, ale odwróciłam się w stronę Luny, Stała samotnie przy testralach.
- Luna! Chodź z nami.- uśmiechnęłam się do niej.
- To miło z twojej strony.- powiedziała marzycielskim tonem i ruszyła w moją stronę.

Kiedy dotarłyśmy do reszty towarzystwa, Ginny i Hermiona rzuciły się na mnie.
- Gdzieś ty się podziewała?- zawołały. Kiedy wreszcie uwolniłam się od ich uścisków, spojrzałam na nie uspokajająco.
- Coś mnie zatrzymało.
- Biegłam w stronę powozu, a ty nagle zniknęłaś. Chciałam się wrócić, ale wóz już ruszył.- powiedziała Ginny.
- Mamy już naszą zgubę, a teraz chodźmy. Nie chcę się spóźnić na moją ulubioną tartę.- wtrącił się Fred.
Zamek przekraczał wszystkie moje oczekiwania. Był jeszcze piękniejszy niż sobie go wyobrażałam. Przed wejściem do Wielkiej Sali czekał Albus Dumbledore.
- Co on tu robi?- szepnął Ron. Zanim jednak ktoś zdążył coś odpowiedzieć, dyrektor szkoły ruszył w naszą stronę.
- Witajcie! Mam nadzieję że podróż była przyjemna. Niestety muszę wam porwać Talię. zaraz zacznie się Ceremonia Przydziału.- przywitał nas radośnie. Spojrzałam na swoich przyjaciół. Ginny i Hermiona uśmiechały się do mnie. Bliźniacy mieli grobowe miny, jakby to miał być mój ostateczny sąd, ale wiedziałam że tylko żartują. Ron posłał mi pocieszające spojrzenie. Harry objął mnie szybko.
- Będzie dobrze.- usłyszałam.

Idąc za Dumbledore'em czułam na sobie setki par oczu. Dyrektor zatrzymał się przed grupą młodych czarodziejów, która stała przed stołem nauczycielskim. Pierwszoroczni; pomyślałam.
- Zostaniesz wywołana na samym końcu. Nie denerwuj się, Tiara Przydziału nie ma w zwyczaju robienia komuś nazłość- mrugnął do mnie i odszedł. Stanęłam z boku grupy. Rozejrzałam się po Wielkiej Sali. Była wielka. Zamiast sklepienia, widziałam nad sobą nocne niebo. Na środku sali stały cztery długie stoły. Dostrzegłam moich znajomych. Rozmawiali, śmiali się. Modliłam się, żebym mogła do nich dołączyć.

- Witajcie moi drodzy! Miło was znowu zobaczyć! Mam nadzieję że wasze mózgownice zostały opróżnione podczas wakacji, gotowe na nowy rok szkolny. Zanim was jednak zanudzę przemową, chciałbym przywitać naszych nowych uczniów. Oby ten rok był dla was mniej przerażający, niż to sobie wyobrażacie. Niech nasza poczciwa Tiara Przydziału przydzieli was do odpowiednich domów!- po tych słowach, profesor Dumbledore usiadł.

Przed stół nauczycielski wyszła starsza czarownica w szmaragdowej szacie. Postawiła przed sobą taboret, a na nim tiarę. Po kolei wywoływała nowych uczniów. Stałam tam jak spetryfikowana. Im mniej dzieci stało obok mnie, tym bardziej byłam widoczna dla reszty w sali. Większość z nich obserwowała mnie. Słyszałam szepty. Merlinie, niech to się już skończy!
- Potter, Talia!- krzyknęła czarownica. Teraz Ci którzy nie wiedziały kim byłam, wpatrywali się na mnie ze zdziwieniem. Szepty stawały się głośniejsze.
- Cisza!- usłyszałam jakby z daleka. Usiadłam na taborecie. Nagle poczułam jak stara Tiara przykrywa mi czoło.
- Ha! Panna Potter! Nigdy bym nie uwierzyła, gdyby ktoś mi powiedział.- głos tiary słyszałam bardzo dokładnie, jakby był w mojej głowie.
- Masz dużo wspólnych cech z bratem, och tak. Odwaga, talent, bystry umysł. Trudne, bardzo trudne. Chęć pogłębiania wiedzy godna Ravencalw'u. Bezpośredniość, dobroć... może Hufflepuff? Spryt, talent, zaciętość... nadawałabyś się do Slytherinu. Tak, mogłabyś się tam dobrze odnaleźć. Jednak twoja odwaga, lojalność, mężne serce... Moc, wielka moc.- z każdym słowem tiary denerwowałam się coraz bardziej. Poczułam że ktoś stanął za moimi plecami. Profesorka szepnęła coś do mojego nakrycia głowy. Nastała krótka cisza.
- Gdzie by Cię tu przydzielić?


2 komentarze:

  1. Ha! No proszę! Czyżby Talia miała jakieś ukryte moce, skoro nie może dać się nikomu wyprowadzić z równowagi? - moja pierwsza myśl, po tym, jak przeczytałam jej dialog z Bathildą.
    Powiem Ci, że przyjemnie mi się czyta tego bloga, fajnie, że dajesz takie długie rozdziały :D
    Mrrr spotkanie z Draconem ^^ czyżby coś zaiskrzyło? ;D "Było mówić, że jesteś siostrą Pottera, to nie zawracałbym sobie Tobą głowy" czyli nasza droga Talia wpadła blondasiowi w oko :D
    Lecę czytać dalej :*
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu, dobra jesteś! Co do mocy, dowiesz się wszystkiego w dalszych rozdziałach, nie chcę ci nic spoilować ;) Przeogromnie się cieszę. Są niestety krótsze rozdziały, ale to dlatego, że ten rok szkolny jest tym decydującym i po prostu brakuje mi czasu :( Nie chciałam jednak zawieszać bloga, ani robić przerwy, bo uwielbiam blogować i pisać, więc robię co mogę! A co do Dracona i Talii... ;3 Coś na pewno zaskrzyło hehe.
      Również pozdrawiam <3

      Usuń