Witam! Tym razem rozdział jest na czas :D
Nie dzieje się w nim dużo, ale zaczęłam kilka nowych wątków,
posunęłam się dalej w innych, także można potraktować
tą notkę, jako przejście do czegoś większego.
Mam szczerą nadzieję, że się Wam spodoba ;) Wasze opinie
są mile widziane w komentarzach. Jak zawsze, zapraszam na
fanpage'a, gdzie informuje o pojawieniu się rozdziałów
i zmianach, jeśli mają miejsce.
Miłego czytania :)
Panna Potter
Nie dzieje się w nim dużo, ale zaczęłam kilka nowych wątków,
posunęłam się dalej w innych, także można potraktować
tą notkę, jako przejście do czegoś większego.
Mam szczerą nadzieję, że się Wam spodoba ;) Wasze opinie
są mile widziane w komentarzach. Jak zawsze, zapraszam na
fanpage'a, gdzie informuje o pojawieniu się rozdziałów
i zmianach, jeśli mają miejsce.
Miłego czytania :)
Panna Potter
Siedziałam na kanapie w Pokoju Wspólnym. Na szczęście nikogo tam nie było. Nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowy, czy też czyjeś towarzystwo. Merlin jednak postanowił inaczej...
- Talia! - usłyszałam pisk Ginny.
Biegła w moją stronę z wielkim, podłużnym pudłem.
- Cześć Ginny. Co to jest? - spytałam, patrząc na pudełko.
- To paczka. Jest do Ciebie - zawołała z entuzjazmem.
Mimo, że nie byłam w najlepszym humorze, zżerała mnie ciekawość. Kto mógł to wysłać? A co najważniejsze, co to było? W ekspresowym tempie rozerwałam papier i otworzyłam pudełko. W jednej sekundzie poczułam, jak moje serce rośnie, ściska, przyśpiesza i staje jednocześnie.
Moim oczom ukazała się nowiutka miotła. Błystawica Doskonała... NA MERLINA!
- Ginny! O rany! Czy ty to też widzisz?! - wymamrotałam, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę.
- To niemożliwe... Talia! Zostałaś posiadaczką najlepszej miotły, jaką świat czarodziei widział! - krzyknęła.
Zaczęłyśmy piszczeć ze szczęścia. Ruda objęła mnie i obie skakałyśmy jak idiotki.
- To nie może być prawda! - wydarłam się.
Po chwili, w Salonie pojawiło się kilku Gryfonów, pewnie po to, by sprawdzić, co się dzieje. Razem z Panną Weasley opanowałyśmy się nieco i z powrotem usiadłyśmy na kanapie przed kominkiem. Ostrożnie wyjęłam miotłę z pudła. Dłonie mi drżały, miałam ochotę nadal wydzierać się na całe gardło.
- Tu jest jakaś karteczka - powiedziała Ginny, też ledwo panując nad sobą.
Podała mi kawałek pergaminu
Mam nadzieję, że podoba Ci się prezent. Musiałem się nieźle naszukać. Teraz, jeśli przegracie, to będzie twoja wina, bo nie masz już wymówek. Skop im tyłki i pokaż, ze Quidditch masz we krwi. Daj czadu, mała. Chciałbym zobaczyć, jak na niej śmigasz. Miej brata na oku i trzymaj się tam.
Do zobaczenia w święta.
Łapa
- To od Syriusza - szepnęłam Ginny do ucha.
- Naprawdę? To bardzo miłe z jego strony - uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Zaraz... Przecież on nie powinien nic wysyłać.
- Przekazał paczkę Dumbledore'owi - wyjaśniła.
- Musiała kosztować fortunę - jęknęłam, zdając sobie z tego sprawę.
- To prawda. Ale to musi o czymś świadczyć - powiedziała.
- O czym?
- No wiesz, ja bym nie kupowała byle komu takiej miotły.
- Och...
Ta świadomość była jak miód na serce. Cudowna chwila prysła jednak, kiedy przypomniałam sobie, co powiedział Draco. Syriusz też wiedział? To było nieuniknione. Zaczęłam żałować wszystkiego co się stało. Czemu ta cholerna moc nie mogła wybrać kogoś innego?
- Talia, możemy porozmawiać?- spytała nagle Ginny.
- Oczywiście. Coś się stało?
- Może nie tutaj - powiedziała.
Wyszłyśmy razem z Pokoju Wspólnego i udałyśmy się do sowiarni. Tam nikt nie mógł nam przeszkodzić, a przynajmniej nie o tej porze dnia.
- O czym chciałaś porozmawiać? - odezwałam się jako pierwsza, siadając na schodach.
Ginny zajęła miejsce obok.
- Nie chcę Cię denerwować... Ale ostatnio spędzasz z nami bardzo mało czasu. Ciągle chodzisz na te niby spacery, a jak już jesteś w zamku, to albo znikasz, albo zaszywasz się w dormitorium. Ja wiem, że to wszystko jest dla Ciebie nowe i że musisz się oswoić z nowym życiem, ale izolujesz się od ludzi. To Ci nie pomoże.
- Ginny, ja się nie izoluję. Z reguły jestem typem samotnika - wymamrotałam.
Nienawidziłam kłamać.
- Proszę Cię. Na początku byłaś bardzo żywa, uwielbiałaś spędzać z nami czas. Sama próbowałaś jak najczęściej być z Harrym... A teraz? To tak, jakby uchodziło z Ciebie życie.
- To nie jest takie proste. Tu nie chodzi tylko o to, że wszystko się zmieniło. Chodzi o wiele więcej - odparłam chowając twarz w dłonie.
Chciałam się jej zwierzyć. Chciałam móc z kimś porozmawiać. opowiedzieć co się stało wczoraj. Ale nie mogłam. Nawet jeśli wiedziała, to nie mogłam poruszać tego tematu przy niej.
- Talia, wiesz, że nie jesteś już sama - powiedziała, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Wiem, nawet nie wiesz jak się cieszę z tego powodu, naprawdę. Niestety jest coś, z czym muszę się uporać sama - w końcu podniosłam na nią wzrok.
Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie, wszystko co osiągnęłam, zaczynało się znowu rozpadać? Może i dramatyzowałam, ale kompletnie nie wiedziałam co robić.
- Jeśli kiedyś zmienisz zdanie, to wiesz, do kogo możesz się zwrócić - zaśmiała się.
- Zapamiętam - odwzajemniłam uśmiech.
- Zmieniając temat, Malfoy kręci się ostatnio wokół Ciebie - powiedziała z niesmakiem.
- Tak? Nie zauważyłam...
- Miejmy nadzieję, że to nic takiego - wzdrygnęła się.
- Taak... Miejmy nadzieję.
Podczas obiadu, Angelina poinformowała nas o jutrzejszym treningu. Razem z bratem i Ronem nie mogliśmy się doczekać. Nikt, poza Ginny, nie wiedział o mojej nowej miotle, która leżała bezpiecznie pod moim łóżkiem. Trening był najlepszą okazją na przedstawienie mojej nowej dziecinki drużynie.
Resztę dnia spędziłam w towarzystwie Hermiony i Ginny. Po kolacji szyłyśmy czapeczki dla skrzatów, rozmawiając na przeróżne tematy. Bardzo potrzebowałam odskoczni, nie chciałam już myśleć o tych felernych dwóch dniach. Moje przyjaciółki nie miały nawet pojęcia, jak bardzo mi pomogły. Dziewczyńskie pogawędki skutecznie odwróciły moją uwagę od zamartwiania się. Nie zmieniało to jednak faktu, że tego typu rozmowy nadal mnie peszyły.
Nigdy przedtem nie miałam koleżanek, nie rozmawiałam o chłopakach, o ulubionych zespołach, czy nawet ubraniach. Moja druga zastępcza mama miała córkę, ale ta nie przepadała za mną. Mogło to być spowodowane tym, że rzuciłam w nią kulą błota, myśląc, że i jej spodoba się taka zabawa. Niestety byłam w będzie. Ona i jej koleżanki zaczęły mi od tamtej pory dokuczać, co sprawiło, że zwątpiłam w przyjaźń z jakąkolwiek dziewczyną. Wszystkie które znałam były dla mnie wredne.
Kiedy leżałam w łóżku, myślałam już tylko o mile spędzonym dniu i jutrzejszym treningu. Nawet Hermiona, która nie podzielała mojej pasji tym sportem, obiecała, że przyjdzie pooglądać jak gramy. Na niej Błyskawica również zrobiła wrażenie i zaintrygowało ją to, jak latała. Przedtem latałam na Błyskawicy Harry'ego, ale miotła, którą dostałam od Syriusza, była nowszym modelem. Nie mogłam się doczekać, aby w końcu ją wypróbować.
- Zaczynam wątpić, czy zdajecie sobie sprawę, na którym roku jesteście - syknął profesor Snape, siedząc za swoim biurkiem.
Minę miał jak wściekły wąż, gotowy w każdej chwili zaatakować.
- W tym roku macie pisać SUM'y! Jak dotąd, żadne z was by nie zdało. Wymagam od was pełnego skupienia i ciężkiej pracy, a jeśli ktoś myśli, że może sobie od tak zignorować moje polecenie, osobiście zadbam, aby ta osoba nie została dopuszczona do SUM'ów. A teraz do roboty, fiolki eliksirem uspokajającym mają stać na moim biurku za dwie godziny.
Wszyscy bez słowa zabrali się do pracy.
- Talia, mogłabyś pójść po składniki? - spytał Ron nieprzytomnym tonem.
Wczorajszy trening nas wykończył. Angelina dała nam niezły wycisk. Za niecały miesiąc mieliśmy grać przeciwko Ślizgonom, musieliśmy być w jak najlepszej formie. Kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę składzika. Już sięgałam po ostatni słoiczek, kiedy usłyszałam za sobą znajomy głos.
- Ojciec odpisał na mój list.
Odwróciłam się, prawie upuszczając wszystkie składniki. Draco Malfoy stał niecałe dwadzieścia centymetrów ode mnie. Czemu ten składzik był taki mały?!
- Byłabym wdzięczna, gdybyś nie poruszał tego tematu, kiedy obok jest pełna klasa wścibskich uczniów - odpowiedziałam, odsuwając się jak najdalej od blondyna.
- Nie schlebiaj sobie, nie jesteś aż taką sensacją, żeby każdy chciał Cię podsłuchiwać. - parsknął.
" Merlinie, zlituj się..."
- Wiesz, o co mi chodzi - mruknęłam poirytowana.
- Proponuję bibliotekę, po kolacji. Nie ma wtedy takich tłoków.
- Dzisiaj nie mogę.
- Bo? - zdziwił się.
- Nie twoja sprawa. Jutro po kolacji - powiedziałam.
Wzięłam ostatni słoiczek i opuściłam składzik, zostawiając w nim Malfoya.
- Wszystko w porządku? - spytał Harry, kiedy doszłam do stolika.
- Tak...?
- Wyglądasz... Dziwnie.
- Dzięki - zaśmiałam się, ale najwidoczniej nie przekonująco.
Harry nadal mi się przyglądał.
- Jak mi poszło wczoraj? - zmieniłam temat.
- Byłaś super. Nie miałem pojęcia że potrafisz tak dobrze manewrować i to jeszcze przy takiej prędkości! Zwycięstwo mamy w kieszeni - powiedział Ron.
- Mam taką nadzieję - odparłam.
- Jeśli tylko będziesz grać tak jak wczoraj, przegrana nam nie grozi - dodał Harry, czochrając mi włosy.
Cieszyłam się, widząc go w takim nastroju. Ostatnio bardzo zmarkotniał, był drażliwy i małomówny. Nie trudno było go rozzłościć. Próbowałam coś z niego wyciągnąć, ale bez skutku. Ciągle wydawał się być pochłonięty swoimi myślami. Martwiłam się o niego.
***
- Nie rozumiem, czemu Snape zadaje nam tyle pracy domowej! Jak mamy się z tym wszystkim wyrobić? - jęknęła Pansy.
Siedzieliśmy w Pokoju Wspólym. Wokół nas leżały stosy książek.
- Mnie się nie pytaj - mruknąłem, przeczesując ręką włosy.
Miałem już dość, a był poniedziałek. Na szczęście odrabiałem wszystko na bieżąco, w przeciwieństwie do mojego przyjaciela, który właśnie spał w dormitorium.
- Draco? - odezwała się niepewnie Parkinson.
- Mhm?
- W sobotę jest wypad do Hogsmeade.
- Wiem, idę z Blaisem i Teodorem.
- Och...
- Chciałabyś iść z nami? - zaproponowałem.
Pansy była tak przewidywalna... Nie miałem ochoty na jej towarzystwo, ale niestety, musiałem się z nią męczyć. Ona zapewniała mi idealną osłonę. W mojej misji nie było miejsca na nieostrożność, a spotykanie się z Pansy... No cóż, musiałem zachować pozory. Nikt nie mógł wiedzieć że w ogóle rozmawiałem z Talią
- No nie wiem, zapytam się dziewczyn, czy nie będą miały nic przeciwko - powiedziała, nie zbyt udolnie ukrywając ekscytację.
- Tylko nie każ mi czekać za długo na odpowiedź - mruknąłem, przybliżając się do niej.
Praca domowa już kompletnie mnie znudziła, a widok Pansy, próbującej wyglądać jak najbardziej atrakcyjnie, był niezłą rozrywką.
- Tracey Davis mówiła, że Potter i jej psiapsiółki też się wybierają - westchnęła i oparła się o moje ramię.
- Jakoś nie bardzo mnie to obchodzi - odparłem, obejmując ją ramieniem.
Czy ona musiała ciągle gadać o tej Potter? Nie dość, że musiałem się z nią użerać, to jeszcze nie było dnia, kiedy z ust Parkinson nie padło słowo "Talia".
Musiałem jednak przyznać, że wyobrażałem sobie ją inaczej, zwłaszcza jeśli chodzi o wygląd. Aż trudno mi było uwierzyć, że jest bliźniaczką bliznowatego. Wiadome było, że nie należała do pasztetów. Nikt, nawet ja nie mogłem temu zaprzeczyć. Za to jej charakter... Na pierwszy rzut oka wydawała się zwykłą chłopczycą, która ma problemy z nadmiarem energii. Przez te ostatnie kilka dni przekonałem się jednak, że to jest tylko jedna jej strona. Miała w sobie coś tak irytującego, a zarazem intrygującego... Niestety, jej niewyparzona buzia i brak ogłady oszpecał całokształt. "Naprawdę?" spytała moja podświadomość. Od razu ją uciszyłem. Może i ta Potter miała coś w sobie, ale mnie to nie obchodziło. Misja, na tym powinienem się skupić. Z resztą i tak nie miałem prawa się nią interesować. Dziewczyna miała stać się własnością Czarnego Pana, nic nie mogło jej rozpraszać.
- Mam tylko nadzieję, że na nią nie wpadniemy, bo nie zniosę jej widoku - z zamyśleń wyrwał mnie głos Pansy.
- Mówiłem Ci już, że masz się nią nie przejmować.
- Wiem, ale ona mnie tak denerwuje! Za kogo ona się uważa? Widziałeś ją dzisiaj na Eliksirach? Zachowywała się jak jakaś królowa, tylko dlatego że dostała Błyskawicę Doskonałą - prychnęła.
Zaraz. Błyskawicę Doskonałą?
- Skąd to wiesz?
- Dafne i Tracey były na treningu Gryfonów. Blaise też tam był, nie wiedziałeś?
- Nie. Wracając do tego co wcześniej powiedziałaś, w przeciwieństwie do Ciebie, nie mam nawyku obserwowania Potter - parsknąłem.
- Ja wcale jej nie obserwuje! To ona próbuje ściągnąć na siebie całą uwagę.
- Dobra jest? - spytałem.
- Słucham?
-W Quidditchu. Jest dobra?
- Jak dla mnie, była beznadziejna - powiedziała z niezadowoleniem - Bez problemu pokonacie ich za miesiąc.
- A co mówił Blaise?
- Wspominał coś o niezłej taktyce, ale on zawsze wygaduje jakieś bzdury.
Pansy najwidoczniej nie podobało się, że zadaję pytania na temat złośnicy. Zrobiła naburmuszoną minę. Sama była sobie winna, mogła o niej nie zaczynać.
- Idę do siebie. Spytaj się koleżanek, czy puszczą Cię w sobotę - rzekłem.
Musnąłem jej policzek i ruszyłem w stronę dormitorium. Gorący prysznic, tego było mi trzeba,
***
- Cześć Harry - zawołała Ginny, siadając obok mnie.
- Cześć.
- Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej.
- A jak ty byś się czuła, gdyby na każdym kroku powtarzano Ci, że jesteś kłamcą?
- Znowu Umbridge? Myślałam, że każe Ci tylko przepisywać zdania, a nie daje wykłady.
- Nie tylko ona - westchnąłem.
- Czemu ty się nimi przejmujesz? Nie chcę, żeby to zabrzmiało wrednie, ale to oni będą mieli problem, kiedy Voldemort zaatakuje. To oni nie będą gotowi. Musisz przestać się tym zadręczać.
- Łatwo Ci mówić, Ginny, to nie jest takie proste...
- Musisz się rozerwać - powiedziała zdecydowanym tonem - Mam pomysł! Może pójdziesz z nami do Hogsmeade? Kremowe piwo zawsze poprawiało Ci humor.
- Wiesz, zastanawiałem się, czy by nie zaprosić Cho. Myślisz, że by się zgodziła? Rozmawiałem z nią na treningu, przyszła...
- Ehm, wiesz co, zapomniałam, że muszę napisać wypracowanie na Zielarstwo - mruknęła.
Wspinając się po schodach, pomachała mi na pożegnanie i zniknęła.
Co to było? Nie dane mi było jednak siedzieć w samotności dłużej niż dwie minuty. Znikąd pojawiła się Talia. Zajęła miejsce obok. Nic nie mówiła, tylko siedziała i obserwowała tańczące płomienie w kominku. Ja też nic nie mówiłem. Miło było posiedzieć sobie i nic nie mówić. Żadnych pytań, tylko cisza. Ona potrzebowała tego chyba tak samo, jak ja. Po raz pierwszy od dawna, poczułem się dobrze.
***
Zegar wiszący przed wejściem do biblioteki wskazywał już pół do dziewiątej. Zaczęłam się niecierpliwić. Gdzie podziewał się Malfoy? W bibliotece była już tylko Pani Pince i uczennica siódmego roku z Hufflepuffu. Wreszcie, kiedy chciałam już wstać i iść, zauważyłam blond czuprynę, zbliżającą się w moim kierunku.
- Znasz się na zegarku? - syknęłam, kiedy tylko znalazł się wystarczająco blisko, żebym nie musiała krzyczeć.
- Owszem.
- W takim razie zdajesz sobie sprawę, która jest godzina?
- Oczywiście - uśmiechnął się złośliwie.
- Nie wytrzymam...
- Poluzuj dżinsy, Potter. Radziłbym nie dyskutować, kiedy jesteśmy na widoku - odparł ściszając głos.
Poszliśmy na sam koniec biblioteki. Usiadłam na parapecie, tuż przy regale.
- Ta sceneria przywołuje wspomnienia - zaśmiał się Ślizgon.
Przewróciłam jedynie oczami. Dobrze wiedziałam o co mu chodzi. W podobnych warunkach poznaliśmy się, kilka tygodni wstecz.
- Proszę Cię, Malfoy. Możemy przejść do rzeczy? - jęknęłam.
- Jak sobie życzysz. Ojciec napisał, że blizny to nic nadzwyczajnego, jeśli mogę użyć takiego określenia. Pojawiły się, bo straciłaś kontrolę nad mocą, nastąpił wybuch. Ma to wpływ na twoje ciało. Mogliśmy sami do tego dojść, ale zawsze lepiej zapytać.
- Och...- to była jedyna reakcja, na którą było mnie stać.
- Co, spodziewałaś się czegoś bardziej spektakularnego? - kącik jego ust uniósł się lekko.
- Szczerze? Tak.- zaśmiałam się.
- Taa, ja chyba też. Ojciec napisał coś jeszcze. Istnieje medalion, który może Ci pomóc zapanować na mocami. Niestety nie wie dokładnie gdzie to jest. Poszukiwania już trwają - powiedział. Nie wydawał się tym specjalnie przejęty, zupełnie, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie.
- Ehm... Podziękuj tacie. Nie musiał...
- Nie, nie musiał. Chciał. Ach, jeszcze jedno. Powiedział, że jeśli chcesz nauczyć się panować nad tą energią, to musisz wystawiać się na próby.
- Nie rozumiem - przyznałam,
- Jakby Ci to wytłumaczyć... Musisz na chwilę dać mocy upust. Przypuśćmy, że jesteś zła, tak? Pozwól, żeby moc znalazła swoją drogę na zewnątrz, tak jak ostatnio. Oczywiście nie aż tak. Potem musisz nad tym zapanować, postarać się uspokoić. Rozumiesz?
- Mówiłeś, że to niebezpieczne, może mi się coś stać - odparłam.
- Nie, jeśli w odpowiedniej chwili przejmiesz kontrolę. Poza tym, chyba nie sądzisz, że takie ćwiczenia miały by miejsce bez czyjegoś nadzoru.
- Sugerujesz coś?
- Owszem. Mogę Ci pomóc.
Co?!
- Ty tak na poważnie? Bez urazy, ale chyba podziękuję za prywatne lekcje - parsknęłam.
Jak on to sobie wyobrażał? Nie, nie, nie i nie. Wspominałam już że nie?
- Jak inaczej chcesz zapanować nad mocami?
- Dam sobie radę, dziękuję.
Ślizgon patrzył na mnie z powątpiewaniem.
- Jak chcesz - powiedział się w końcu.
Nie chciałam widywać Dracona częściej, niż to było konieczne. Sama świadomość, że wiedział o mojej... słabości, doprowadzała mnie do szału. Nie byłam to tego przyzwyczajona.
- Naprawdę dziękuję za chęci i w ogóle za wszystko, ale nie sądzisz, że sama powinnam dać sobie z tym radę?
- Jak uważasz, Potter. Tylko żeby nie było, że nie chciałem pomóc - odparł stając przede mną. Patrzył mi prosto w oczy.
Poczułam się niezręcznie.
- Tak... Ja już chyba pójdę - odezwałam się po chwili ciszy.
Zeskoczyłam z parapetu. Malfoy jednak nie ruszył się o milimetr, więc prawie na niego nie wpadłam.
- Moja propozycja jest aktualna, gdybyś mieniła zdanie - rzekł.
Jego szare tęczówki były zdecydowanie za blisko.
- Dzięki, zapamiętam - wymamrotałam.
Wyminęłam blondyna. Chciałam już skierować się w stronę wyjścia, ale zatrzymał mnie głos blondyna.
- Może zobaczymy się w Hogsmeade - powiedział.
Nie czekając na moją reakcję, wyszedł z biblioteki.
Kurczę, a to ja chciałam wyjść pierwsza.
***
Odmowa brunetki wcale mnie nie zmartwiła, wręcz przeciwnie. Wszystko miało pójść zgodnie z planem. Znowu byłem o krok dalej.
- Talia! - usłyszałam pisk Ginny.
Biegła w moją stronę z wielkim, podłużnym pudłem.
- Cześć Ginny. Co to jest? - spytałam, patrząc na pudełko.
- To paczka. Jest do Ciebie - zawołała z entuzjazmem.
Mimo, że nie byłam w najlepszym humorze, zżerała mnie ciekawość. Kto mógł to wysłać? A co najważniejsze, co to było? W ekspresowym tempie rozerwałam papier i otworzyłam pudełko. W jednej sekundzie poczułam, jak moje serce rośnie, ściska, przyśpiesza i staje jednocześnie.
Moim oczom ukazała się nowiutka miotła. Błystawica Doskonała... NA MERLINA!
- Ginny! O rany! Czy ty to też widzisz?! - wymamrotałam, nie mogąc uwierzyć w to, co widzę.
- To niemożliwe... Talia! Zostałaś posiadaczką najlepszej miotły, jaką świat czarodziei widział! - krzyknęła.
Zaczęłyśmy piszczeć ze szczęścia. Ruda objęła mnie i obie skakałyśmy jak idiotki.
- To nie może być prawda! - wydarłam się.
Po chwili, w Salonie pojawiło się kilku Gryfonów, pewnie po to, by sprawdzić, co się dzieje. Razem z Panną Weasley opanowałyśmy się nieco i z powrotem usiadłyśmy na kanapie przed kominkiem. Ostrożnie wyjęłam miotłę z pudła. Dłonie mi drżały, miałam ochotę nadal wydzierać się na całe gardło.
- Tu jest jakaś karteczka - powiedziała Ginny, też ledwo panując nad sobą.
Podała mi kawałek pergaminu
Mam nadzieję, że podoba Ci się prezent. Musiałem się nieźle naszukać. Teraz, jeśli przegracie, to będzie twoja wina, bo nie masz już wymówek. Skop im tyłki i pokaż, ze Quidditch masz we krwi. Daj czadu, mała. Chciałbym zobaczyć, jak na niej śmigasz. Miej brata na oku i trzymaj się tam.
Do zobaczenia w święta.
Łapa
- To od Syriusza - szepnęłam Ginny do ucha.
- Naprawdę? To bardzo miłe z jego strony - uśmiechnęła się od ucha do ucha.
- Zaraz... Przecież on nie powinien nic wysyłać.
- Przekazał paczkę Dumbledore'owi - wyjaśniła.
- Musiała kosztować fortunę - jęknęłam, zdając sobie z tego sprawę.
- To prawda. Ale to musi o czymś świadczyć - powiedziała.
- O czym?
- No wiesz, ja bym nie kupowała byle komu takiej miotły.
- Och...
Ta świadomość była jak miód na serce. Cudowna chwila prysła jednak, kiedy przypomniałam sobie, co powiedział Draco. Syriusz też wiedział? To było nieuniknione. Zaczęłam żałować wszystkiego co się stało. Czemu ta cholerna moc nie mogła wybrać kogoś innego?
- Talia, możemy porozmawiać?- spytała nagle Ginny.
- Oczywiście. Coś się stało?
- Może nie tutaj - powiedziała.
Wyszłyśmy razem z Pokoju Wspólnego i udałyśmy się do sowiarni. Tam nikt nie mógł nam przeszkodzić, a przynajmniej nie o tej porze dnia.
- O czym chciałaś porozmawiać? - odezwałam się jako pierwsza, siadając na schodach.
Ginny zajęła miejsce obok.
- Nie chcę Cię denerwować... Ale ostatnio spędzasz z nami bardzo mało czasu. Ciągle chodzisz na te niby spacery, a jak już jesteś w zamku, to albo znikasz, albo zaszywasz się w dormitorium. Ja wiem, że to wszystko jest dla Ciebie nowe i że musisz się oswoić z nowym życiem, ale izolujesz się od ludzi. To Ci nie pomoże.
- Ginny, ja się nie izoluję. Z reguły jestem typem samotnika - wymamrotałam.
Nienawidziłam kłamać.
- Proszę Cię. Na początku byłaś bardzo żywa, uwielbiałaś spędzać z nami czas. Sama próbowałaś jak najczęściej być z Harrym... A teraz? To tak, jakby uchodziło z Ciebie życie.
- To nie jest takie proste. Tu nie chodzi tylko o to, że wszystko się zmieniło. Chodzi o wiele więcej - odparłam chowając twarz w dłonie.
Chciałam się jej zwierzyć. Chciałam móc z kimś porozmawiać. opowiedzieć co się stało wczoraj. Ale nie mogłam. Nawet jeśli wiedziała, to nie mogłam poruszać tego tematu przy niej.
- Talia, wiesz, że nie jesteś już sama - powiedziała, kładąc dłoń na moim ramieniu.
- Wiem, nawet nie wiesz jak się cieszę z tego powodu, naprawdę. Niestety jest coś, z czym muszę się uporać sama - w końcu podniosłam na nią wzrok.
Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie, wszystko co osiągnęłam, zaczynało się znowu rozpadać? Może i dramatyzowałam, ale kompletnie nie wiedziałam co robić.
- Jeśli kiedyś zmienisz zdanie, to wiesz, do kogo możesz się zwrócić - zaśmiała się.
- Zapamiętam - odwzajemniłam uśmiech.
- Zmieniając temat, Malfoy kręci się ostatnio wokół Ciebie - powiedziała z niesmakiem.
- Tak? Nie zauważyłam...
- Miejmy nadzieję, że to nic takiego - wzdrygnęła się.
- Taak... Miejmy nadzieję.
Podczas obiadu, Angelina poinformowała nas o jutrzejszym treningu. Razem z bratem i Ronem nie mogliśmy się doczekać. Nikt, poza Ginny, nie wiedział o mojej nowej miotle, która leżała bezpiecznie pod moim łóżkiem. Trening był najlepszą okazją na przedstawienie mojej nowej dziecinki drużynie.
Resztę dnia spędziłam w towarzystwie Hermiony i Ginny. Po kolacji szyłyśmy czapeczki dla skrzatów, rozmawiając na przeróżne tematy. Bardzo potrzebowałam odskoczni, nie chciałam już myśleć o tych felernych dwóch dniach. Moje przyjaciółki nie miały nawet pojęcia, jak bardzo mi pomogły. Dziewczyńskie pogawędki skutecznie odwróciły moją uwagę od zamartwiania się. Nie zmieniało to jednak faktu, że tego typu rozmowy nadal mnie peszyły.
Nigdy przedtem nie miałam koleżanek, nie rozmawiałam o chłopakach, o ulubionych zespołach, czy nawet ubraniach. Moja druga zastępcza mama miała córkę, ale ta nie przepadała za mną. Mogło to być spowodowane tym, że rzuciłam w nią kulą błota, myśląc, że i jej spodoba się taka zabawa. Niestety byłam w będzie. Ona i jej koleżanki zaczęły mi od tamtej pory dokuczać, co sprawiło, że zwątpiłam w przyjaźń z jakąkolwiek dziewczyną. Wszystkie które znałam były dla mnie wredne.
Kiedy leżałam w łóżku, myślałam już tylko o mile spędzonym dniu i jutrzejszym treningu. Nawet Hermiona, która nie podzielała mojej pasji tym sportem, obiecała, że przyjdzie pooglądać jak gramy. Na niej Błyskawica również zrobiła wrażenie i zaintrygowało ją to, jak latała. Przedtem latałam na Błyskawicy Harry'ego, ale miotła, którą dostałam od Syriusza, była nowszym modelem. Nie mogłam się doczekać, aby w końcu ją wypróbować.
- Zaczynam wątpić, czy zdajecie sobie sprawę, na którym roku jesteście - syknął profesor Snape, siedząc za swoim biurkiem.
Minę miał jak wściekły wąż, gotowy w każdej chwili zaatakować.
- W tym roku macie pisać SUM'y! Jak dotąd, żadne z was by nie zdało. Wymagam od was pełnego skupienia i ciężkiej pracy, a jeśli ktoś myśli, że może sobie od tak zignorować moje polecenie, osobiście zadbam, aby ta osoba nie została dopuszczona do SUM'ów. A teraz do roboty, fiolki eliksirem uspokajającym mają stać na moim biurku za dwie godziny.
Wszyscy bez słowa zabrali się do pracy.
- Talia, mogłabyś pójść po składniki? - spytał Ron nieprzytomnym tonem.
Wczorajszy trening nas wykończył. Angelina dała nam niezły wycisk. Za niecały miesiąc mieliśmy grać przeciwko Ślizgonom, musieliśmy być w jak najlepszej formie. Kiwnęłam głową i ruszyłam w stronę składzika. Już sięgałam po ostatni słoiczek, kiedy usłyszałam za sobą znajomy głos.
- Ojciec odpisał na mój list.
Odwróciłam się, prawie upuszczając wszystkie składniki. Draco Malfoy stał niecałe dwadzieścia centymetrów ode mnie. Czemu ten składzik był taki mały?!
- Byłabym wdzięczna, gdybyś nie poruszał tego tematu, kiedy obok jest pełna klasa wścibskich uczniów - odpowiedziałam, odsuwając się jak najdalej od blondyna.
- Nie schlebiaj sobie, nie jesteś aż taką sensacją, żeby każdy chciał Cię podsłuchiwać. - parsknął.
" Merlinie, zlituj się..."
- Wiesz, o co mi chodzi - mruknęłam poirytowana.
- Proponuję bibliotekę, po kolacji. Nie ma wtedy takich tłoków.
- Dzisiaj nie mogę.
- Bo? - zdziwił się.
- Nie twoja sprawa. Jutro po kolacji - powiedziałam.
Wzięłam ostatni słoiczek i opuściłam składzik, zostawiając w nim Malfoya.
- Wszystko w porządku? - spytał Harry, kiedy doszłam do stolika.
- Tak...?
- Wyglądasz... Dziwnie.
- Dzięki - zaśmiałam się, ale najwidoczniej nie przekonująco.
Harry nadal mi się przyglądał.
- Jak mi poszło wczoraj? - zmieniłam temat.
- Byłaś super. Nie miałem pojęcia że potrafisz tak dobrze manewrować i to jeszcze przy takiej prędkości! Zwycięstwo mamy w kieszeni - powiedział Ron.
- Mam taką nadzieję - odparłam.
- Jeśli tylko będziesz grać tak jak wczoraj, przegrana nam nie grozi - dodał Harry, czochrając mi włosy.
Cieszyłam się, widząc go w takim nastroju. Ostatnio bardzo zmarkotniał, był drażliwy i małomówny. Nie trudno było go rozzłościć. Próbowałam coś z niego wyciągnąć, ale bez skutku. Ciągle wydawał się być pochłonięty swoimi myślami. Martwiłam się o niego.
***
- Nie rozumiem, czemu Snape zadaje nam tyle pracy domowej! Jak mamy się z tym wszystkim wyrobić? - jęknęła Pansy.
Siedzieliśmy w Pokoju Wspólym. Wokół nas leżały stosy książek.
- Mnie się nie pytaj - mruknąłem, przeczesując ręką włosy.
Miałem już dość, a był poniedziałek. Na szczęście odrabiałem wszystko na bieżąco, w przeciwieństwie do mojego przyjaciela, który właśnie spał w dormitorium.
- Draco? - odezwała się niepewnie Parkinson.
- Mhm?
- W sobotę jest wypad do Hogsmeade.
- Wiem, idę z Blaisem i Teodorem.
- Och...
- Chciałabyś iść z nami? - zaproponowałem.
Pansy była tak przewidywalna... Nie miałem ochoty na jej towarzystwo, ale niestety, musiałem się z nią męczyć. Ona zapewniała mi idealną osłonę. W mojej misji nie było miejsca na nieostrożność, a spotykanie się z Pansy... No cóż, musiałem zachować pozory. Nikt nie mógł wiedzieć że w ogóle rozmawiałem z Talią
- No nie wiem, zapytam się dziewczyn, czy nie będą miały nic przeciwko - powiedziała, nie zbyt udolnie ukrywając ekscytację.
- Tylko nie każ mi czekać za długo na odpowiedź - mruknąłem, przybliżając się do niej.
Praca domowa już kompletnie mnie znudziła, a widok Pansy, próbującej wyglądać jak najbardziej atrakcyjnie, był niezłą rozrywką.
- Tracey Davis mówiła, że Potter i jej psiapsiółki też się wybierają - westchnęła i oparła się o moje ramię.
- Jakoś nie bardzo mnie to obchodzi - odparłem, obejmując ją ramieniem.
Czy ona musiała ciągle gadać o tej Potter? Nie dość, że musiałem się z nią użerać, to jeszcze nie było dnia, kiedy z ust Parkinson nie padło słowo "Talia".
Musiałem jednak przyznać, że wyobrażałem sobie ją inaczej, zwłaszcza jeśli chodzi o wygląd. Aż trudno mi było uwierzyć, że jest bliźniaczką bliznowatego. Wiadome było, że nie należała do pasztetów. Nikt, nawet ja nie mogłem temu zaprzeczyć. Za to jej charakter... Na pierwszy rzut oka wydawała się zwykłą chłopczycą, która ma problemy z nadmiarem energii. Przez te ostatnie kilka dni przekonałem się jednak, że to jest tylko jedna jej strona. Miała w sobie coś tak irytującego, a zarazem intrygującego... Niestety, jej niewyparzona buzia i brak ogłady oszpecał całokształt. "Naprawdę?" spytała moja podświadomość. Od razu ją uciszyłem. Może i ta Potter miała coś w sobie, ale mnie to nie obchodziło. Misja, na tym powinienem się skupić. Z resztą i tak nie miałem prawa się nią interesować. Dziewczyna miała stać się własnością Czarnego Pana, nic nie mogło jej rozpraszać.
- Mam tylko nadzieję, że na nią nie wpadniemy, bo nie zniosę jej widoku - z zamyśleń wyrwał mnie głos Pansy.
- Mówiłem Ci już, że masz się nią nie przejmować.
- Wiem, ale ona mnie tak denerwuje! Za kogo ona się uważa? Widziałeś ją dzisiaj na Eliksirach? Zachowywała się jak jakaś królowa, tylko dlatego że dostała Błyskawicę Doskonałą - prychnęła.
Zaraz. Błyskawicę Doskonałą?
- Skąd to wiesz?
- Dafne i Tracey były na treningu Gryfonów. Blaise też tam był, nie wiedziałeś?
- Nie. Wracając do tego co wcześniej powiedziałaś, w przeciwieństwie do Ciebie, nie mam nawyku obserwowania Potter - parsknąłem.
- Ja wcale jej nie obserwuje! To ona próbuje ściągnąć na siebie całą uwagę.
- Dobra jest? - spytałem.
- Słucham?
-W Quidditchu. Jest dobra?
- Jak dla mnie, była beznadziejna - powiedziała z niezadowoleniem - Bez problemu pokonacie ich za miesiąc.
- A co mówił Blaise?
- Wspominał coś o niezłej taktyce, ale on zawsze wygaduje jakieś bzdury.
Pansy najwidoczniej nie podobało się, że zadaję pytania na temat złośnicy. Zrobiła naburmuszoną minę. Sama była sobie winna, mogła o niej nie zaczynać.
- Idę do siebie. Spytaj się koleżanek, czy puszczą Cię w sobotę - rzekłem.
Musnąłem jej policzek i ruszyłem w stronę dormitorium. Gorący prysznic, tego było mi trzeba,
***
- Cześć Harry - zawołała Ginny, siadając obok mnie.
- Cześć.
- Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej.
- A jak ty byś się czuła, gdyby na każdym kroku powtarzano Ci, że jesteś kłamcą?
- Znowu Umbridge? Myślałam, że każe Ci tylko przepisywać zdania, a nie daje wykłady.
- Nie tylko ona - westchnąłem.
- Czemu ty się nimi przejmujesz? Nie chcę, żeby to zabrzmiało wrednie, ale to oni będą mieli problem, kiedy Voldemort zaatakuje. To oni nie będą gotowi. Musisz przestać się tym zadręczać.
- Łatwo Ci mówić, Ginny, to nie jest takie proste...
- Musisz się rozerwać - powiedziała zdecydowanym tonem - Mam pomysł! Może pójdziesz z nami do Hogsmeade? Kremowe piwo zawsze poprawiało Ci humor.
- Wiesz, zastanawiałem się, czy by nie zaprosić Cho. Myślisz, że by się zgodziła? Rozmawiałem z nią na treningu, przyszła...
- Ehm, wiesz co, zapomniałam, że muszę napisać wypracowanie na Zielarstwo - mruknęła.
Wspinając się po schodach, pomachała mi na pożegnanie i zniknęła.
Co to było? Nie dane mi było jednak siedzieć w samotności dłużej niż dwie minuty. Znikąd pojawiła się Talia. Zajęła miejsce obok. Nic nie mówiła, tylko siedziała i obserwowała tańczące płomienie w kominku. Ja też nic nie mówiłem. Miło było posiedzieć sobie i nic nie mówić. Żadnych pytań, tylko cisza. Ona potrzebowała tego chyba tak samo, jak ja. Po raz pierwszy od dawna, poczułem się dobrze.
***
Zegar wiszący przed wejściem do biblioteki wskazywał już pół do dziewiątej. Zaczęłam się niecierpliwić. Gdzie podziewał się Malfoy? W bibliotece była już tylko Pani Pince i uczennica siódmego roku z Hufflepuffu. Wreszcie, kiedy chciałam już wstać i iść, zauważyłam blond czuprynę, zbliżającą się w moim kierunku.
- Znasz się na zegarku? - syknęłam, kiedy tylko znalazł się wystarczająco blisko, żebym nie musiała krzyczeć.
- Owszem.
- W takim razie zdajesz sobie sprawę, która jest godzina?
- Oczywiście - uśmiechnął się złośliwie.
- Nie wytrzymam...
- Poluzuj dżinsy, Potter. Radziłbym nie dyskutować, kiedy jesteśmy na widoku - odparł ściszając głos.
Poszliśmy na sam koniec biblioteki. Usiadłam na parapecie, tuż przy regale.
- Ta sceneria przywołuje wspomnienia - zaśmiał się Ślizgon.
Przewróciłam jedynie oczami. Dobrze wiedziałam o co mu chodzi. W podobnych warunkach poznaliśmy się, kilka tygodni wstecz.
- Proszę Cię, Malfoy. Możemy przejść do rzeczy? - jęknęłam.
- Jak sobie życzysz. Ojciec napisał, że blizny to nic nadzwyczajnego, jeśli mogę użyć takiego określenia. Pojawiły się, bo straciłaś kontrolę nad mocą, nastąpił wybuch. Ma to wpływ na twoje ciało. Mogliśmy sami do tego dojść, ale zawsze lepiej zapytać.
- Och...- to była jedyna reakcja, na którą było mnie stać.
- Co, spodziewałaś się czegoś bardziej spektakularnego? - kącik jego ust uniósł się lekko.
- Szczerze? Tak.- zaśmiałam się.
- Taa, ja chyba też. Ojciec napisał coś jeszcze. Istnieje medalion, który może Ci pomóc zapanować na mocami. Niestety nie wie dokładnie gdzie to jest. Poszukiwania już trwają - powiedział. Nie wydawał się tym specjalnie przejęty, zupełnie, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie.
- Ehm... Podziękuj tacie. Nie musiał...
- Nie, nie musiał. Chciał. Ach, jeszcze jedno. Powiedział, że jeśli chcesz nauczyć się panować nad tą energią, to musisz wystawiać się na próby.
- Nie rozumiem - przyznałam,
- Jakby Ci to wytłumaczyć... Musisz na chwilę dać mocy upust. Przypuśćmy, że jesteś zła, tak? Pozwól, żeby moc znalazła swoją drogę na zewnątrz, tak jak ostatnio. Oczywiście nie aż tak. Potem musisz nad tym zapanować, postarać się uspokoić. Rozumiesz?
- Mówiłeś, że to niebezpieczne, może mi się coś stać - odparłam.
- Nie, jeśli w odpowiedniej chwili przejmiesz kontrolę. Poza tym, chyba nie sądzisz, że takie ćwiczenia miały by miejsce bez czyjegoś nadzoru.
- Sugerujesz coś?
- Owszem. Mogę Ci pomóc.
Co?!
- Ty tak na poważnie? Bez urazy, ale chyba podziękuję za prywatne lekcje - parsknęłam.
Jak on to sobie wyobrażał? Nie, nie, nie i nie. Wspominałam już że nie?
- Jak inaczej chcesz zapanować nad mocami?
- Dam sobie radę, dziękuję.
Ślizgon patrzył na mnie z powątpiewaniem.
- Jak chcesz - powiedział się w końcu.
Nie chciałam widywać Dracona częściej, niż to było konieczne. Sama świadomość, że wiedział o mojej... słabości, doprowadzała mnie do szału. Nie byłam to tego przyzwyczajona.
- Naprawdę dziękuję za chęci i w ogóle za wszystko, ale nie sądzisz, że sama powinnam dać sobie z tym radę?
- Jak uważasz, Potter. Tylko żeby nie było, że nie chciałem pomóc - odparł stając przede mną. Patrzył mi prosto w oczy.
Poczułam się niezręcznie.
- Tak... Ja już chyba pójdę - odezwałam się po chwili ciszy.
Zeskoczyłam z parapetu. Malfoy jednak nie ruszył się o milimetr, więc prawie na niego nie wpadłam.
- Moja propozycja jest aktualna, gdybyś mieniła zdanie - rzekł.
Jego szare tęczówki były zdecydowanie za blisko.
- Dzięki, zapamiętam - wymamrotałam.
Wyminęłam blondyna. Chciałam już skierować się w stronę wyjścia, ale zatrzymał mnie głos blondyna.
- Może zobaczymy się w Hogsmeade - powiedział.
Nie czekając na moją reakcję, wyszedł z biblioteki.
Kurczę, a to ja chciałam wyjść pierwsza.
***
Odmowa brunetki wcale mnie nie zmartwiła, wręcz przeciwnie. Wszystko miało pójść zgodnie z planem. Znowu byłem o krok dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz