poniedziałek, 26 października 2015

Rozdział XIV Wydany sekret

Dobry wieczór! Tak wiem, nie zabijcie mnie :( Bardzo 
przepraszam za spóźnienie, ale zabrakło mi czasu na pisanie
w tym tygodniu. W tym tygodniu będę go miała bardzo dużo,
bo mam ferie jesienne, więc postaram się napisać dwa rozdziały, 
taka mała rekompensata ;) Rozdział krótki, ale się dzieje. 
Jak zawsze, proszę o pozostawienie po sobie komentarza, 
bo wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Owszem, piszę, 
bo to kocham, ale to opowiadanie piszę właśnie dla was :)
Miłego czytania!


Panna Potter





- Dobry wieczór chłopcy - przywitał się mój ojciec z, jak zwykle, kamienną twarzą.
- Dobry wieczór, Panie Malfoy.
- Witaj ojcze.
Zapanowała bardzo nieprzyjemna atmosfera. Za każdym razem, kiedy mój ojciec był w pobliżu, miałem uczucie że się duszę. Jego postawa, chłód i wyższość, którą emanował, były nie do zniesienia.
- Chciałbym zamienić z wami słówko - rzekł.
- Nie uważasz, że twoje wizyty mogą wzbudzić podejrzenia? - spytałem.
- Nikt nie wie, że tu jestem i nikt się o tym nie dowie - odparł chłodno.
"Oczywiście, jakże mogłem zwątpić w mojego ojca" pomyślałem z niechęcią.
- Może przeszlibyśmy do bardziej... bezpiecznego miejsca? - wtrącił Nott, zachowując spokój.
On nigdy nie dał się złamać starszemu Malfoyowi. Jego maniery i opanowanie były godne podziwu. Fakt, że jego ojciec przyjaźnił się z moim też mu w tym pomagał. Ja niestety nie miałem zbyt dobrych kontaktów z ojcem. Nigdy nie byłem w stanie go zadowolić.
- Tylko gdzie? Pokój wspólny odpada - odezwał się Blaise.
Miał rację. Nie wszyscy uczniowie ze Slytherinu wiedzieli, że ich rodzice to śmierciorzercy, więc nagłe przybycie mojego ojca mogło by zdziwić niejednego.
- Co w takim razie proponujesz? Filch pozamykał już wszystkie klasy, a nowe alarmy Umbridge utrudniają nam ich otworzenie - zwróciłem się do Notta.
- Sowiarnia - odparł krótko - Tam nikogo nie spotkamy o tej porze.
Mój ojciec bez słowa ruszył do sowiarni, a my za nim. Szliśmy w ciszy, co chwilę wymieniając spojrzenia. Żadnemu z nas nie podobały się odwiedziny mojego taty.
- Zdawanie raportów przez sowy stało się ryzykowne, od momentu, w którym ministerstwo zaczęło sprawdzać każdy list. Od czasu do czasu ktoś... Złoży wam wizytę. Będziecie go informować o przebiegu misji - powiedział ojciec, kiedy dotarliśmy na miejsce.
- Pod przykrywką? - spytał Teodor.
- Oczywiście. Będzie on wyglądał jak zwykły uczeń. Poznacie go po bliźnie na twarzy. A teraz powiedzcie mi, jak wam idzie.
- Dobrze. Talia szybko się uczy. Do ferii powinna już całkowicie panować nad sobą, wtedy nauczę ją, jak może korzystać z mocy. Dzisiaj zauważyłem, że eliksiry działają na nią wyjątkowo krótko. Myślę, że to dość istotna informacja, biorąc pod uwagę to, że w razie problemów, nie będziemy wstanie rozbroić jej na dość długo.
Ojciec kiwnął głową.
- A Potter? Nic nie podejrzewa?
- Myślę, że nie, choć wolimy zachować ostrożność. Dumbledore go wtajemniczył, więc na pewno lepiej jej pilnuje - odpowiedział Blaise.
- Jest coś jeszcze - wtrąciłem.
- Tak ? - zwrócił się do mnie ojciec, co bardziej przypominało syk węża.
- Córka Weasleyów też wie. Przychodzi razem z Talią na jej lekcje. Na początku się buntowała, ale teraz mamy wszystko pod kontrolą. W razie potrzeby, Blaise się nią zajmie. Kazałem mu nawiązać z nią dobry kontakt, na wszelki wypadek.
- Rozumiem - mruknął, najwidoczniej nie zbyt zadowolony - Sprawiłeś, że dziewczyna zwątpiła w brata?
- Tak. Zwątpiła w niego i Dumbledore'a - powiedziałem, patrząc mu prosto w oczy, nie potrafiąc ukryć swojej satysfakcji.
- Dobrze, bardzo dobrze. Pamiętaj jednak, że masz coraz mniej czasu. Nigdy nie wiadomo, jak wszystko się potoczy, więc bądźcie ostrożni. Ona ma wam naprawdę ufać.
- Tak jest - odparliśmy.
Ojciec już chciał coś dodać, ale przerwały mu kroki, dochodzące z dołu. Nagle, naszym oczom ukazał się nie kto inny, jak Talia. Patrzyła na nas zaskoczona, ściskając w dłoniach dwie koperty.
- Och, ja... Przepraszam - wymamrotała.
Już chciała zawrócić, ale tata ją zatrzymał.
- Nic się nie stało. Miło znowu pannę widzieć - rzekł ciepło.
Talia stała zakłopotana, nie wiedząc za pewne, co powiedzieć.
- Mi również, Panie Malfoy.
- Właśnie rozmawiałem z moim synem i jego kolegami. Jak co roku w naszej posiadłości odbywa się bankiet świąteczny, a zaproszenia zawsze dostarczam osobiście.
- To miło - powiedziała.
Mimowolnie się uśmiechnąłem. " Ta dziewczyna jest taka dziwna" pomyślałem z rozbawieniem.
- I właśnie dobrze się składa, że się zjawiłaś. Mam nadzieję, że Draco przekazał Ci informacje o poszukiwaniach medalionu? - ciągnął dalej.
- Oczywiście.
- Znaleźliśmy go dziś rano. Jednak nie chciałbym ryzykować. Byłoby najrozsądniej, gdyby trafił bezpośrednio do Ciebie. To bardzo cenny przedmiot, nie ma takiego drugiego.
- Ale jak...
- Wybacz mi brak oficjalnego zaproszenia, ale byłoby nam niezmiernie miło, gdybyś zjawiła się na naszym bankiecie - rzekł ojciec, uśmiechając się do Gryfonki.
Ona jednak nie się uśmiechnęła. Wyglądała raczej na zakłopotaną.
- Bardzo dziękuję, Panie Malfoy, ale nie chciałabym...
- Nalegam - przerwał jej.
Talia spojrzała na mnie. Nie wiedziała co zrobić. Wzruszyłem ramionami.
- Cóż... Zrobię co w mojej mocy, aby stawić się na pańskim bankiecie - odparła w końcu.
- Świetnie! W takim razie do zobaczenia, mam nadzieję - zawołał i uścisnął jej dłoń.
- Synu, - powiedział, idąc w moim kierunku - Dobra robota - szepnął, klepiąc mnie po ramieniu.
Skinąłem tylko.
- Widzimy się w święta, chłopcy - zwrócił się do Blaise'a i Teodora.
Ci pożegnali się z nim, a kiedy ojciec wyszedł, wszyscy odetchnęliśmy z ulgą.
- Twój tata naprawdę chce, żebym przyszła na wasz bankiet? - spytała.
- Jak najbardziej - odparłem.
Patrzyła na mnie tak, jakbym właśnie jej powiedział, że znowu ma wziąć eliksir miłosny.
- Będę musiała włożyć sukienkę? - jęknęła.
Popatrzyliśmy po sobie z kolegami, aby następnie wybuchnąć śmiechem.
- To jest twoje największe zmartwienie? - spytałem, nie mogąc przestać się śmiać.
Wyraz twarzy dziewczyny zmienił się momentalnie.
- A czego innego miałabym się bać? - spytała wyzywającym tonem, unosząc jedną brew.
Blaise i Teodor umilkli, podobnie jak ja. Co miałem jej odpowiedzieć?
- Touche - odparłem, jednak znałem tysiące powodów do strachu, będąc w naszym domu.
Zaczęliśmy omawiać szczegóły dotyczące bankietu, kiedy znowu usłyszeliśmy czyjeś kroki.
" Serio? Nie dość już tych niezapowiedzianych odwiedzin? " warknąłem w duchu.
- Cholera, to Hermiona! - szepnęła Talia.
Byliśmy w sytuacji bez wyjścia. Kroki były coraz głośniejsze, a my nie mieliśmy gdzie się podziać.
- Przepraszam, że tak długo to trwało, ale skończył mi się atrament i... - zaczęła Hermiona, wspinając się po ostatnich schodkach, ale urwała, widząc naszą grupkę.
- Talia, wszystko w porządku? - spytała, podchodząc bliżej koleżanki, mierząc nas przy tym nieufnym wzrokiem.
- Ehm...Tak - wymamrotała Talia.
- Możemy wysłać listy jutro - powiedziała.
- A to niby czemu? - wtrącił się Teodor.
Hermiona spojrzała na niego wrogim wzrokiem.
- Nie mów, że się nas boisz - parsknął,
- Nie mam czego - odparła, zadzierając przy tym głowę.
- Przestańcie - zawołała Talia, przerywając dyskusję między Hermioną a Nottem.
Widok tej kłócącej się dwójki był przyjemny dla oka.
- Talia, czemu ty z nimi w ogóle rozmawiasz? - żachnęła się Granger.
- Nie rozmawiam z nimi, spotkałam ich tutaj i...
- Proszę Cię Granger, ty chyba nie będziesz mówić Talii, co ma robić - parsknął Nott.
Błysk w jego spojrzeniu mówił mi, że coś kombinuje. Ja oparłem się jedynie o kamienną ścianę i przyglądałem się im z zainteresowaniem. Blaise poszedł w moje ślady.
-  Wcale tego nie robię! Poza tym, byłabym wdzięczna, gdybyś się nie wtrącał.
- Hermiono, spokojnie...- jęknęła Potter, ale przyjaciółka jej nie słuchała.
Musiałem przyznać, że po raz pierwszy widziałem Granger stającą w swojej obronie, pomijając dzień, kiedy prawie złamała mi nos.
- Cóż, ja przynajmniej jej nie okłamuję - rzekł Teodor z pół uśmiechem.
- Słucham?
- Teodor, proszę Cię... Zaraz, co? - Potter spojrzała z zaskoczeniem na mojego przyjaciela.
- Nie udawaj, oboje wiemy o czym mówię - ciągnął Nott.
- Przestań pleść bzdury! Talia, chodźmy stąd...
- Bzdury? Czyli ukrywanie prawdy o jej mocach jest bzdurą? - na te słowa Hermiona stanęła jak wryta.
Gryfonka zaniemówiła, podobnie jak Talia.
- To ty wiedziałaś? - szepnęła do Granger.
- Jak to... To ty... - wymamrotała Hermiona.
- No, no... Panna Wiem-Wszystko-Ganger nie wie co powiedzieć? Niesamowite - westchnął Teo.
- Zamilcz! - krzyknęła.
- Hermiono, jak mogłaś? - powiedziała Talia, nadal będąc w lekkim szoku.
Hermiona tylko pokręciła głową i wybiegła z sowiarni, a za nią Potter.
Nastała chwila ciszy. Blaise i ja patrzyliśmy na Teodora, który właśnie poprawiał koszulę.
- Że też ja na to wcześniej nie wpadłem - powiedziałem.
Podszedłem do przyjaciela i poklepałem po ramieniu.
- Genialne zagranie, stary - zawołał Zabini.
- Musiałem jakoś odwrócić jej uwagę. Granger nas nakryła, więc nie mogłem tego tak zostawić - odparł niewzruszony.
- Teraz Talia będzie nam jadła z reki. Wiewióra pewnie też.
- Trzeba to oblać - zaśmiał się Blaise


                                                                               ***

- Hermiona! - zawołałam.
Ona się jednak nie zatrzymała. Zimne powietrze wypełniło moje płuca.
- Hermiono, nie bądź śmieszna! I tak nie będziesz mnie mogła cały czas unikać! - krzyknęłam, nie mogą jak dłużej ukrywać irytacji.
Było mi zimno, nic nie widziałam, a w dodatku okazało się, że moja przyjaciółka również była wtajemniczona i nic mi o tym nie powiedziała.
W końcu się jednak zatrzymała. Jej blada twarz była dobrze widoczna w ciemnościach, które panowały na dworze. Podeszłam do niej.
- Przepraszam Cie Talia...
- Jak mogłaś? - przerwałam jej - Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć? Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, że gdybym się nie dowiedziała, to mogłabym już nie żyć?
Spuściła wzrok.
- Nie mogłam. Prosili mnie, żebym zachowała to w tajemnicy.
- Harry i Dumbledore? No tak, mogłam się tego spodziewać... " Dowiesz się w swoim czasie", " Nie jesteś jeszcze gotowa", "Nie możesz się denerwować"... Wiesz ile razy już to słyszałam? Czemu nie mogliście mi po prostu powiedzieć?
- To dla twojego dobra. Myśleliśmy, że jeśli nie będziesz wiedziała, to będzie łatwiej... Wszyscy staraliśmy chronić Cię przed sytuacjami, w których mogłabyś stracić panowanie...
- CHRONIĆ?! - krzyknęłam - Proszę Cię! O mało się nie wykończyłam, bo nie wiedziałam co się ze mną działo! To nazywasz ochroną?!
- Wiem że to był błąd! Ale zrozum, chcieliśmy dla Ciebie jak najlepiej - jęknęła, nadal wpatrując się w swoje dłonie.
- Daruj sobie - warknęłam.
- Proszę Cie, musisz postawić się w naszej sytuacji.
- Kto jeszcze wie? - zignorowałam ja.
- Zakon, Harry i ja. Nikt więcej - szepnęła.
- Świetnie - prychnęłam.
Spojrzałam na nią ostatni raz i wyminęłam, chcąc już znaleźć się w zamku.
- Poczekaj! Mogę się o coś zapytać? - zawołała Hermiona.
Mimo, że nie chciałam już z nią rozmawiać, to zatrzymałam się.
- Co?
- Co robiłaś w sowiarni z Malfoyem, Zabinim i Nottem?
Myślałam, że mnie zaraz coś trafi.
- Rozmawiałam. Oni mi przynajmniej pomogli - syknęłam, czując znajome mrowienie w klatce piersiowej.
Odwróciłam się i szybkim krokiem skierowałam się do zamku.

W pokoju wspólnym  zastałam Harry'ego, Rona i bliźniaków. Zignorowałam ich jednak i poszłam bezpośrednio do dormitorium.


                                                                             ***


Rozmawialiśmy właśnie o nadchodzącym balu, kiedy moja siostra wparowała do pokoju. Wołałem za nią, ale nawet na mnie nie spojrzała. Weszła po schodach do dormitorium. Zaraz po niej, zobaczyłem Hermionę przechodzącą przez portret ze zmartwioną miną i zaczerwienionymi oczami. Ona, w przeciwieństwie do Talii, podeszła do nas, padając na kanapę.
- Co się stało, Hermiono? - spytał Ron.
- Nic, nic... Wszystko w porządku - wymamrotała ocierając policzki.
Ferd i George popatrzyli po sobie.
- Musimy was opuścić - zaczął George.
- Mamy interesy z Jordanem - dokończył Fred.
To powiedziawszy, wstali z foteli i zniknęli z naszego pola widzenia.
- Na pewno nic się nie stało? - zwróciłem się do Hermiony.
Wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w ogień trzaskający w kominku. Najwidoczniej była pogrążona we własnych myślach, bo nic nie odpowiedziała.
Siedzieliśmy tak przez prawie godzinę, aż w końcu Ron stwierdził, że jest zmęczony i zostawił nas samych. Reszta uczniów też zaczynała już znikać w swoich dormitoriach. Wreszcie, kiedy nie było już nikogo, oprócz nas, Hermiona postanowiła ze mną porozmawiać.
- Harry... Ona wie - szepnęła, a jej oczy znowu lśniły od łez.
- Powiedz, że się przesłyszałem - wycedziłem.
Byłem w kompletnym szoku. Ona nie mogła wiedzieć.
- Niestety nie. Ja nic jej nie powiedziałam. Okazało się, że miała atak, kiedy nas nie było w pobliżu.
- Ale kiedy?
- Nie mam pojęcia. Nie udało mi się z nią normalnie porozmawiać. Jest na nas zła za to, że to przed nią ukrywaliśmy. Z jednej strony ją rozumiem, ale chcieliśmy przecież dobrze...
- Oczywiście że tak! To było dla jej dobra, choć mogliśmy się spodziewać, że prędzej, czy później się dowie. To było nieuniknione. Myślałem jednak, że to nie zdarzy się tak szybko.
- Gdyby nie Nott, to do niczego by nie doszło... - jęknęła Hermiona, chowając twarz w dłonie.
- Nott? A co zrobił? - spytałem, czując narastającą złość.
- Poszłam do sowiarni. Razem z Talią napisałyśmy listy do państwa Weasleyów, ale mi skończył się atrament, więc powiedziałam, żeby na mnie nie czekała, że spotkamy się w sowiarni. Tam zastałam Malfoya, Zabiniego i Notta rozmawiających z Talią. Oni wiedzą, Harry. Nott sprowokował kłótnię między mną, a Talią. Okazało się, że to oni jej pomagali po ataku. Wszystko wie od nich.
Coś się we mnie zagotowało. Wiedziałem, po prostu wiedziałem, że Malfoy nie kręcił się wokół niej bez powodu.  Ten palant powinien się modlić, że na mnie nie wpaść.
- Hermiono, musimy teraz mieć ją na oku. Voldemort  chce ją dopaść, a Lujcusz i jego syn mu w tym pomagają.
- Przepraszam Cię, Harry. Powinnam Ci uwierzyć, ale...
- Nie przepraszaj. To nie jest teraz najważniejsze. Ona nie może mieć żadnych kontaktów z Malfoyem.


                                                                               ***

Byłam wściekła, nie wiedział co ze sobą począć. Kiedy przebrałam się w piżamę, opadłam ciężko na  łóżko, ale chwilę później zaczęły schodzić się moje współlokatorki, a nie miałam ochoty na niczyje towarzystwo. Byłam jak tykająca bomba, gotowa w każdej chwili wybuchnąć, ale z całych sił się powstrzymywałam. Wreszcie, nie mogąc wygodnie się ułożyć, zerwałam się z łóżka i bez dłuższego zastanowienia, wybiegłam z dormitorium. W pokoju wspólnym spotkałam Harry'ego i Hermionę, co tylko bardziej mnie rozwścieczyło. Zignorowałam ich jednak i przeszłam przez portret. Było już bardzo późno, pewnie dochodziła dwunasta, ale mało mnie to obchodziło. Nie wiedziałam dokąd idę, dopóki nie znalazłam się w lochach. To było jedyne miejsce, do którego mogłam się udać. Stanęłam przed kamienną ścianą i podałam hasło, które kiedyś usłyszałam od Malfoya. Przeszłam przez przejście. W pokoju na szczęście nikogo już nie było, a ogień w kominku już powoli wygasał. Odnalazłam odpowiednie drzwi i bez pukania weszłam do dormitorium trójki ślizgonów. Leżeli już w łóżkach, ale spali. Moje wtargnięcie przerwało ich rozmowę.
- Oczywiście, możesz wejść, nie krępuj się - parsknął Draco.
Dopiero teraz zobaczyłam, że żaden z nich nie miał na sobie koszulki. Przewróciłam oczami.
- Moglibyście się ubrać? - westchnęłam, padając na kanapę, stojącą przed ich kominkiem.
Wiedziałam, że nie zachowywałam się zbyt grzecznie, ale byłam tak wściekła, że naprawdę mnie to nie obchodziło. Chłopcy widząc w jakim byłam humorze, bez słowa ubrali podkoszulki. Draco usiadł koło mnie, tak samo jak Teodor. Blaise usiadł w fotelu.
- Nie będę pytał, czy wszystko w porządku - odezwał się Draco.
- Słusznie.
- Ale mogę zaproponować coś mocniejszego.
- Zupełnie, jakbyś mi czytał w myślach - odparłam.
Malfoy wstał, ale po chwili wrócił z czterema szklankami i butelką z trunkiem.
- Tylko proszę, uważaj na szklanki, są kryształowe. Nie chcę zbierać ich w kawałkach z podłogi.
- Postaram się.
Draco nalał każdemu i wrócił na swoje miejsce.
- Rozmawiałaś jeszcze z Hermioną? - spytał Blaise.
- Tak - mruknęłam.
- I ?- wtrącił Teodor.
- I dziękuję za twój popis w sowiarni - spiorunowałam Notta wzrokiem.
- Tylko mi teraz nie mów, że to wszystko przeze mnie.
- A przez kogo? Gdyby nie ty, to...
- Gdyby nie ja, nadal by Cię okłamywała, a ty żyłabyś w przekonaniu, że twoi przyjaciele nie mają nic na sumieniu - przerwał mi.
- A co to za różnica? Przecież i tak już wiedziałam że Harry i Dumbledore mnie okłamują, Hermiona nie robi większej różnicy - syknęłam.
- Dlatego jesteś taka wściekła? - odezwał się Malfoy.
- Nie, chodzi mi o to... No, wiesz... Och! Jestem ogólnie zła.
- Nie ma w tym nic złego, że Cię to boli - powiedział Blaise.
- Chciałem tylko, żebyś wiedziała na czym stoisz. Wiem, że to wszystko jest dla Ciebie trudne, że bliscy Cię zawodzą, ale ni widzisz jednego. Kto do tej pory Ci pomagał? Kto był przy twoich atakach? - Teodor patrzył na mnie wyczekująco.
- Wy - odpowiedziałam, bawiąc się pustą szklanką.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że chciałabyś, żeby to twój brat był przy tobie, ale tak już wyszło. Musisz zacząć dostrzegać w nas osoby, którym możesz ufać, które zawsze Ci pomogą, bo to my nimi jesteśmy. Inaczej zostaniesz z tym wszystkim całkiem sama.
Nie odpowiedziałam. Teodor właśnie zmusił mnie to stawienia się twarzą w twarz z prawdą, której tak bardzo unikałam. To właśnie oni mi pomogli. Owszem, byłam im wdzięczna, ale nigdy tego nie okazywałam. Nie chciałam ich obdarzyć pełnym zaufaniem, na które zasłużyli. To wszystko zaczęło mnie już przerastać. Miałam dość.
- Masz rację - przyznałam, nie chcąc się kłócić, bo to i tak nie miałoby sensu.
- Co? - zdziwił się Draco.
- Nie każ mi tego mówić drugi raz - parsknęłam, dolewając sobie Whiskey.
- Chłopcy, musimy zapamiętać ten dzień.


                                                                               ***

Następnego ranka obudziłam się z bólem głowy. Wróciłam bardzo późno i spałam tylko trzy godziny. Na szczęście było jeszcze wcześnie, więc wszyscy spali. Poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w szaty szkolne i opuściłam Wierzę Gryffindoru. Do śniadania zostało jeszcze dwadzieścia minut. Oparłam się o ścianę, tuż obok drzwi do Wielkiej Sali. Kiedy drzwi się otworzyły, usiadłam przy stole gryfonów. Sala powoli zaczęła się napełniać. Dziękowałam Merlinowi, kiedy Harry i Hermiona postanowili usiąść kilka miejsc dalej ode mnie. Tuż przed końcem śniadania, dyrektor zabrał głos.
- Dzień dobry wszystkim! Razem z prefektami planowaliśmy już od pewnego czasu niespodziankę. To miała być tajemnica, więc jak już wszyscy zapewne wiedzą, w grudniu, przed feriami odbędzie się Bal Bożonarodzeniowy. Dołączą do nas uczniowie z Durmstrangu i uczennice z Akademii Magii Beauxbatons. Wiecej szczegółów znajdziecie na tablicach informacyjnych w waszych pokojach wspólnych.
Wszyscy już wiedzieli o balu, ale i tak rozległy się brawa i radosne okrzyki.
- Widzę, że ktoś jest nie w humorze - powiedział George, siadając na pustym miejscu obok mnie.
- Nie wyspałam się - odparłam, wymuszając uśmiech.
Rozmawialiśmy aż do końca śniadania. Kiedy odchodziłam od stołu, poczułam rękę George'a na swoim ramieniu.
- Talia, chciałem się o coś spytać.
- Słucham.
- Tak się zastanawiałem, czy nie chciałabyś iść ze mną na ten bal.












2 komentarze:

  1. Nie chce cie hejtować ale do jasnej cholery znowu Weasley?! Wiesz ile już jest ff w których to właśnie Fred albo George umawiają się z takim oc a w tle kręci się Malfoy? Miliony! Po polsku, angielsku i francusku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie hejtujesz, wyrażasz swoje zdanie :) A co do tematu George'a, to zachęcam do dalszego czytania. Przekonasz się, że Talia z nim nie kręci ani nic z tych rzeczy. Są przyjaciółmi i tak się złożyło, że oboje nie mieli pary na bal.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń