niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział XVII Cisza Przed Burzą

Dobry Wieczór! Ten rozdział jest trochę krótki 
i nie dzieję się w nim nic szczególnego, ale jak
sam tytuł mówi, jest to cisza przed burzą ;) Mam 
wielką nadzieję, ze ten rozdział się Wam spodoba!
Jak co tydzień, namawiam was do dzielenia się opiniami
w komentarzach :) Chciałabym też ślicznie podziękować
za 576 wejść!! :D To jest jak miód na moje serducho ^^
Miłego czytania!


Panna Potter




Czułam, jak większość ciężaru opuszcza moje serce z tym cudownym "puf". Mimo, że miało być coraz trudniej, nie obchodziło mnie to w tej chwili. Liczyło się tylko jedno. Harry, mój brat, szedł obok mnie z szerokim uśmiechem, na twarzy. To był najpiękniejszy widok w całym moim życiu, które właśnie tak powinno wyglądać. Brat i siostra, walczący z przeciwnościami losu, razem. Brzmi to okropnie, ale co tam. Po mojej głowie jednak błądziła jedna myśl. Czy taki stan rzeczy miał się utrzymać na długo? Nie miałam pojęcia.
- Przysięgam, miałem ochotę zabić tego gada - warknął Ron.
Postanowiliśmy z całą Gwardią Dumbledore'a wrócić do zamku, nie śpiesząc się jednak zbytnio. W pewnym momencie Ginny poruszyła temat bójki Harry'ego z Malfoyem.
- Nie było potrzeby, Harry świetnie dał sobie radę - zaśmiałam się.
- Zastanawia mnie tylko, czemu jeszcze go nie zabiłaś. Przecież Ciebie też trafił - zauważył Harry.
Też się nad tym zastanawiałam. Draco niby przeprosił, ale nadal byłam na niego wściekła.
- Słucham? - krzyknęła Hermiona.
- To nie było celowo - powiedziałam szybko, zanim zdążyła wybuchnąć - Kiedy Harry i Malfoy rzucili się na siebie, nie wiedziałam co robić. Żaden z nich nie chciał przestać, więc wskoczyłam Harry'emu na plecy. Starałam się go w ten sposób odciągnąć, ale zanim mi się to udało, Malfoy trafił mnie w twarz.
Wszyscy wpatrywali się na mnie ze zdziwieniem. Oczywiście, po szkole chodziły już plotki i przeróżne wersje tego zdarzenia. Byłam w szoku, przekonując się jak szybko ta wiadomość się rozniosła. Niektórzy twierdzili, że to Harry mnie uderzył. Inni zaś uparli się przy swoim i powtarzali w kółko, że zwyzywałam matkę Malfoya i ten w którymś momencie nie wytrzymał. Moją ulubioną wersją jednak była ta, w której to niby ja napadłam na Ślizgona, który jedynie bronił się przede mną. Cała grupa pogrążyła się w rozmowie. Podeszłam do Hermiony. Obie zwolniłyśmy kroku tak, aby iść kawałek za grupą.
- Przepraszam, Talia. Ja naprawdę nie chciałam tego przed tobą ukrywać. Myśleliśmy, że robimy dobrze - odezwała się jako pierwsza.
Mimo, że żal mnie nie opuszczał, nie chciałam się już dłużej kłócić z bliskimi, bo nie miałam ich wielu. Miałam też świadomość, że to utrudni moje kontakty ze Ślizgonami, którzy mi pomagali, ale miałam plan. Nie wiedziałam jeszcze czy dobry, ale to zawsze był jakiś plan. O konsekwencjach miałam zamiar pomyśleć kiedy indziej.
- Ja też przepraszam. Nie powinnam się aż tak na Ciebie unosić - odparłam - Między nami wszystko okay?
- Oczywiście - powiedziała Hermiona, uśmiechając się promiennie.
Objęłam ją ramieniem i poczochrałam po głowie, jak to wszyscy mieli w zwyczaju robić mi.
- Mam jednak małą prośbę - dodałam.
- Jaką?
- Chciałabym, żebyś gdzieś ze mną poszła. Nie mogę Ci na razie powiedzieć gdzie, musisz mi zaufać.
- No dobrze...- odpowiedziała niechętnie.
- I proszę, nie wyciągaj pochopnych wniosków. Jak sytuacji się rozwinąć, zanim postanowisz mnie zabić i wrócić do Wierzy Gryffindoru.
- Postaram się - parsknęła.


- To gdzie my idziemy? - spytała Hermiona, kiedy stanęłyśmy przed schodami prowadzącymi do lochów.
Nie wyglądała na przekonaną, wręcz przeciwnie. Co jakiś czas zerkała na mnie z powątpiewaniem.
- Zobaczysz. Pamiętaj, o co się prosiłam, dobrze? - upomniałam ją.
- Tak, tak... Ale dla pewności przypominaj mi o tym, bo nie za bardzo mi się to podoba - odpowiedziała.
Szłyśmy dość ciemnym korytarzem, aż w końcu przystanęłam w odpowiednim miejscu.
- Co ty robisz?
- Cii - uciszyłam Hermionę gestem.
Wypowiedziałam hasło i sekundę później ukazało się nam wejście do Pokoju Wspólnego Slytherinu
- Talia! Odbiło Ci ? - dziewczyna zaczęła panikować.
- Och, przestań! Pamiętaj o co Cię prosiłam i uspokój się. Nie ufasz mi? - spytałam, próbując ukryć rozbawienie.
Wiedziałam doskonale, jakiej reakcji mogłam się spodziewać. Nie robiłam sobie też zbędnych nadziei, że Hermionie spodoba się jej pomysł. Draco, Teodor i Blaise też byli przygotowani na najgorsze. Wszystko z nimi ustaliłam.
Wchodząc do środka, przekonałam się, że dotrzymali słowa. W salonie nikogo nie było.
- Przecież nie możemy tutaj wchodzić! Poza tym, co masz zamiar tutaj robić?
- Hermiono, proszę Cię, nie marudź.
Doprowadziłam ją do odpowiednich drzwi. Zapukałam trzy razy. Chwilę później drzwi się otworzyły, a stał w nich Teodor Nott.
- Witam - powiedział, a na jego twarzy widniał pół uśmiech.
- Miło było - odezwała się Hermiona i szybko ruszyła w stronę wyjścia.
Pobiegłam za nią.
- Nie! Nie wyjdziesz stąd! Obiecałaś!
- Talia, nie mam zamiaru... Aua! - pisnęła, uszczypnęłam ją w rękę - A to za co?
- Za to, że nie dotrzymujesz obietnic! A teraz błagam, chodź ze mną i nie rób takiego hałasu, ktoś może Cię usłyszeć.
Hermiona zrobiła bardzo niezadowoloną minę, ale nie sprzeciwiała się aż tak bardzo, kiedy popchnęłam ją w stronę dormitorium trójki Ślizgonów, którzy oglądali całą scenkę z niewzruszonymi minami. Wepchnęłam ją do środka. Zaczęła się rozglądać po dość sporym pomieszczeniu, ale przestała, kiedy je wzrok napotkał Ginny, siedzącą na kanapie przy kominku.
- Ginny? - wydusiła z siebie Hermiona - Co ty tutaj robisz?
- Siedzę - odpowiedziała spokojnie Ginny.
- Ty też usiądź - zwróciłam się do Hermiony.
Ta nadal będąc w szoku, posłuchała mnie i usiadła obok rudej.
- O co tutaj chodzi? - spytała, kiedy trójka ślizgonów stanęła za mną.
- Musimy z tobą porozmawiać - odparłam.
Ginny przytaknęła.
- Tutaj?
- Tak, tutaj - odezwał się Draco.
Hermiona zmroziła go wzrokiem.
- Chodzi o to, że nie mam ochoty na te ciągłe kłótnie - zaczęłam, czując na sobie wzrok wszystkich zebranych w pokoju - Harry nie może mi zabraniać korzystania z pomocy tej trójki, bo sam ukrywał przede mną fakt, że posiadam moc. Nie chcę, żeby ten fakt sprawił, żebyśmy się od siebie oddaliły, Hermiono. Do głowy przyszedł mi tylko jeden pomysł. Pogodzisz się z tym, że Draco, Teodor i Blaise mi pomagają, nie mówiąc o tym Harry'emu. Zanim odrzucisz moją propozycję, pozwól, że przedstawię Ci kilka powodów, dlaczego powinnaś się zgodzić.
Widziałam niepewność w oczach Hermiony, ale w końcu kiwnęła głową.
- Wiem, że wasza przeszłość nie jest kolorowa. Wiem, jak Cię traktowali. Nie myśl, że będę to tolerować - tutaj spojrzałam ukradkiem na chłopaków stojących za mną - Ale oni mi pomogli. Uczą mnie, jak panować nad mocami, pomogli mi, kiedy nie wiedziałam co się ze mną działo. Gdyby nie oni, zapewne bym się wykończyła.
Nie wiedziała co powiedzieć. Hermiona Granger otwierała usta, ale zaraz je zamykała, nie wiedząc co powiedzieć. Niesamowite.
- Talia... Ja im nie ufam - powiedziała w końcu, nie zważając na to, że osoby, o których mówiła stoją za mną.
- I wcale Cię o to nie proszę. Chcę, żebyś zaufała mi.
- Czyli ty im ufasz? - spytała.
Wzięłam głęboki oddech. "Nie chcę tego żałować"
- Tak - odpowiedziałam.
- Jesteś pewna tego, co robisz?
- Tak.
- Obiecasz mi, że to nie wpłynie w żaden sposób na twoją relację z Harrym?
- Obiecuję.
- Wiesz, że jesteś jak magnes przyciągający problemy?
Wstała z kanapy i podeszła do mnie
- Wiem - odparłam, przytulając się do wyższej ode mnie Gryfonki.
- Boję się, że będziesz tego żałować - powiedziała cicho.
- A ja nie. Nawet jeśli, to daję Ci prawo wytykania mi tego do końca życia.
Odsunęła się ode mnie i posłała mi uśmiech podobny do tych, które matki posyłają ich dzieciom, które narozrabiały, ale nie mogły się na nie długo gniewać.
- Jeśli ją skrzywdzicie, to... - zaczęła, ale Draco jej przerwał.
- Już dawno bym to zrobił, gdybym chciał. Nie pomagamy jej bez powodu.
- I właśnie to mnie martwi - odparła chłodno Hermiona
- Draco chciał powiedzieć, że mamy dobre intencje. Uwierz, nie pozwolimy, żeby włos spadł jej z głowy. Masz moje słowo - wtrącił Teodor.
- Wybacz, ale twoje słowo nic dla mnie nie znaczy - odpowiedziała mu.
- Zabolało - parsknął Nott, podchodząc do Hermiony - jak mogę to zmienić?
- Następnym razem nie wtrącaj się w nieswoje sprawy i nie prowokuj kłótni między mną a Talią - syknęła, patrząc mu prosto w jego czarne oczy.
- Muszę Cię rozczarować. Nie miałem tak złowieszczych zamiarów, o jakie mnie podejrzewasz. Chciałem, żeby Talia znała prawdę, to wszystko.
- Proszę Cię! Nie mów mi, że nagle tak się nią przejmujecie.
- Nie każ mi przypominać, do kogo przyszła, cała zapłakana i zdezorientowana kiedy miała pierwszy atak. W czyich drzwiach ledwo stała, zwijając się z bólu i prosząc o pomoc - odezwał się Malfoy, mierząc Hermionę wrogim wzrokiem.
Ginny stała i stanęła obok mnie, gotowa interweniować.
Po raz kolejny Hermiona milczała.
- Czy Ci się to podoba, czy nie, martwimy się o nią - dodał Draco.
Wiedziałam, że w ta trójka Ślizgonów na swój sposób się o mnie troszczy, ale dziwnie było to usłyszeć od Malfoya
- Dobra, skończcie już. Jesteśmy tutaj, aby się dogadać - wtrąciłam się.
- Jestem za - odparł Teodor, wyciągając dłoń do Hermiony.
Ta zawahała się na chwilę, ale w końcu ją uścisnęła. Wszyscy usiedliśmy przy kominku. Razem z Ginny, Blaisem, Draconem i Teodorem opowiedzieliśmy Hermionie o lekcjach, na których uczyłam się panować nad sobą i mocami. Opowiedzieliśmy jej też o wszystkich moich atakach. Trwało to trochę, ale z każdą chwilą, mina Hermiony łagodniała. Jej ton stał się bardziej przyjazny i nie była aż tak wrogo nastawiona. Wiedziałam, że na koleżeństwo nie ma co liczyć i że nadal będzie miała swoje obiekcje co do chłopaków, ale zgadzali się w jednym. Ślizgoni chcieli mi pomóc, a Hermiona być dla mnie wsparciem i uczestniczyć w tym wszystkim. Po jakimś czasie atmosfera zelżała. Ginny wykłócała się o coś z Blaisem, lecz na twarzach obojga widniał uśmiech, a Hermiona o dziwo rozmawiała z Teodorem o ich ulubionych książkach.
- Widzę, że twój plan się powiódł - odezwał się cicho siedzący obok mnie Draco. Skinął głową w stronę Teodora i Hermiony.
- Nie wiem jeszcze do jakiego stopnia. Bądź co bądź, ona was nienawidzi.
Draco zaśmiał się krótko.
- Auć.
- Dziwisz się jej? - spytałam.
- Nie - odpowiedział.
- Jesteś niesamowita, wiesz? Z jednej strony stajesz po stronie przyjaciółki, z drugiej trzymasz z ludźmi, który utrudniali jej życie.
- Ja widzę to inaczej. To, jak wyglądają wasze relacje, nie jest moją sprawą. Oczywiście, jeśli nadal będzie wyzywać ją od szlam, to stanę po jej stronie. Ale mi nic nie zrobiłeś, wręcz przeciwnie, pomogłeś mi, choć nie masz pojęcia jak trudno mi to przechodzi przez gardło - zaśmiałam się przy ostatnim zdaniu.
- Czyli wierzysz, że moją duszę da się jeszcze uratować? - spytał, unosząc jedną brew.
- Draco, ty nie jesteś taki zły jak  sobie ubzdurałeś. Przykro mi.
- Oj, muszę Cię rozczarować... - westchnął.


                                                                          ***

Odetchnąłem z ulgą, kiedy Gryfonki opuściły nasze dormitorium. Ani ja, ani Blaise nie wiedzieliśmy co o tym wszystkim myśleć. Nawet Teodor siedział na swoim łóżku ze zmarszczonym czołem.
- Wiedziałem, że to będzie trudne, ale nie że aż tak - odezwał się Nott, ukrywając twarz w dłoniach.
- Ta sprawa zaczyna dotyczyć zbyt wielu ludzi - powiedział Blaise.
- A to wszystko przez taką małą furiatkę - dodałem.
- Gdyby nie chciała zadowolić tylu osób naraz, byłoby o wiele prościej - zauważył Teodor.
- Wiecie co mnie najbardziej niepokoi?
Teodor i ja spojrzeliśmy w stronę Blaise'a.
- Ta "mała furiatka", jak to określiłeś, sprawia, że nie czuję się z tym wszystkim dobrze - powiedział Zabini.
- Sprecyzuj.
- Nie wiem jak wy, ale wcześniej nie miałem problemów z kłamaniem. Kłamstwo jest częścią mojego życia. A teraz? Czy tego chcesz, czy nie... Ona jest po prostu za dobra. Nie mówcie mi tylko, że jej nie lubicie.
- Ma charakterek - zaśmiał się Teodor - Gdyby nie to, że mamy ją oddać w ręce Czarnego Pana, to pewnie...
- Zaprzyjaźniłbyś się z Potterówną? - przerwałem mu.
- A ty nie? Przestań już zaprzeczać, po to się robi nudne. Ona jest dla Ciebie wyzwaniem, a wszyscy wiemy, że lubisz wyzwania.
- Czy wy już zapomnieliście po co w ogóle uganiamy się za Talią? Mamy wyznaczony cel i tego  się trzymajmy.
- Malfoy, zdaję sobie sprawę z tego jak wygląda twoja sytuacja, do czego Cię zmusili. Ale przypomnij sobie naszą rozmowę przed rozpoczęciem roku szkolnego... Wiesz, po pogrzebie Alexa. Blaise, ty też tam byłeś - Teodor usiadł obok mnie - Może dało by się znaleźć jakiś sposób, żeby pokonać Czarnego Pana...
- A myślałem, że to ty jesteś tym mądrym - parsknąłem gorzko.
- Hej, ja tylko powtarzam to, co usłyszałem od Ciebie.
- Doskonale wiesz, że mieliśmy wtedy gorszy dzień. On Zabił Ci brata, mój ojciec...Wiesz, nie wyszedłem na tym dobrze, że stanąłem po twojej stronie, Blaise też nie. Ale tak to już jest. Nic na to nie poradzimy.
- Posłuchaj mnie, Stary. Nie jesteśmy jedynymi, którzy chcieliby się go pozbyć. Może gdyby tak...
- Czy ty siebie w ogóle słyszysz? To jest niedorzeczne. To nie ma prawa się udać.
- Nie chcę być pesymistą, ale Draco ma rację? Bo niby jakie mamy szanse, żeby go pokonać? To graniczy z cudem. Nott, rozumiem, chcesz pomścić brata, ale nawet jeśli by się nam to udało, to nie teraz. To nie jest odpowiednia chwila.
- Przecież Talia jest po naszej stronie.
- Nie mam zamiaru ryzykować, Nott. Jeśli spieprzę sprawę, on zabije mi całą rodzinę - warknąłem
- Przepraszam - Teodor poklepał mnie po ramieniu - Po prostu... Mam dosyć tego wszystkiego.
- Nie tylko ty - odparłem.
- Dobra, wyspowiadaliśmy się, ulżyło nam, a teraz trzeba się skupić - zawołał Blaise - Talia pogodziła się z bratem. Co robimy?
- Przecież powiedziała, ze nam ufa - odpowiedziałem zdziwiony.
- Ale to jest jej brat. Jak przyjdzie co do czego, wybierze jego stronę - powiedział Teo.
- To jak mamy sprawić, żeby wybrała naszą? - spytałem.
Zabini i Nott popatrzyli się na siebie porozumiewawczo.
- Trzeba nagiąć lekko zasady - odrzekł w końcu Blaise.
- A dokładniej?
- Rozkochaj ją w sobie - powiedział Teodor, tak, jakbyśmy rozmawiali o pogodzie.
- Teodorze, zaczynam wątpić w twoją inteligencję.
- Jeśli to zrobisz, to przynajmniej zyskasz pewność, że weźmie pod uwagę to, czy nie wybrać ciebie, zamiast brata.
- Gorzej wam? Nie możemy tego zrobić. Ona będzie własnością Czarnego Pana.
- Czarny Pan nie będzie narzekał. Dla niego liczy się tylko to, żeby mieć ją w garści, a dzięki tobie tak się stanie - rzekł Blaise
Wypowiedź mojego kolegi dała mi do myślenia. Miał rację. To był sposób na sukces, ale czy aby na pewno chciałem to zrobić? Chciałem oddać ją w ręce Voldemortowi w taki sposób? Nie do końca. Nie potrafiłem się do tego przyznać, ale ta dziewczyna zyskała w jakimś stopniu moją sympatię. Zdobycie jej serca, aby następnie rozpadło się na miliony kawałków nie wydawało mi się najlepszym pomysłem. Robiłem to już setki razy, ale dziewczyny same się o to prosiły. Same uganiały się za mną, starały o moje względy. Tym razem tak nie było. Tym razem miałbym zrobić to w najbardziej okrutny sposób. Czy chciałem się na to pisać? Absolutnie nie.
- To czemu ty tego nie zrobisz? - syknąłem, choć wizja Blaise'a klejącego się to Talii nie była przyjemna.
- Bo ona najbardziej ufa tobie. Nie widzisz tego? Zawsze, kiedy ma jakiś problem, albo nie jest czegoś pewna, idzie do Ciebie. Poza tym... Wydaje mi się, że Cię lubi.
- Nie byłbym tego taki pewny.
- Rozumiem, że skupiasz się na misji, ale nie mów mi, że nie widzisz tego że Talia Cię lubi - parsknął Teodor.
Miałem już dosyć tego dnia.

   
                                                                              ***

Następnego dnia schodziłam za śniadanie z Hermioną i Ginny.
- Talia, skąd ty bierzesz taką śliczną biżuterię? - spytała, kiedy wchodziłyśmy do Wielkiej Sali.
- Cóż... To kiedyś należało do mojej mamy. Pani Bathildzie udało się znaleźć kilka rzeczy w ruinach domu. Pewnego dnia dała mi szkatułkę z biżuterią mamy.
- O rany... Twoja mama miała świetny gust - powiedziała Ginny, uśmiechając się do mnie ciepło.
- Też tak uważam - odparłam, też się uśmiechając.
Pogładziłam naszyjnik, siadając przy stole. Przywitali nas Harry i Ron. Zaraz potem dosiedli się no nas Fred, George i Lee, który zajął miejsce obok Ginny. Kontem oka dostrzegłam, jak Harry szepcze coś do Rona.
- Hermiono? - odezwał się niepewnie Ron.
- Tak? - odparła, nie przestając sparować tosta masłem.
- Pamiętasz bal Bożonarodzeniowy w czwartej klasie?
- Ten, który mi zepsułeś? Tak, pamiętam.
- Bo wiesz, nie powinnaś iść wtedy z Krumem...
- O co Ci chodzi, Ronaldzie?
- W tym roku też będą Ci z Durmstrangu i chciałem wiedzieć, czy...
- Krum już dawno ukończył szkołę - odpowiedziała chłodno.
Wszyscy obserwowaliśmy tą dwójkę, próbując powstrzymać śmiech.
- Och, no tak. W takim razie idziesz sama?
- Na to wygląda.
Hermiona spojrzała mu prosto w oczy, jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Ron nieco się zmieszał i zrobił cały czerwony.
- A może poszłabyś ze mną? - wycedził wreszcie, wyglądając tak, jakby zaraz miał stracić przytomność.
- Zapraszasz mnie na bal? - zdziwiła się Hermiona.
- No...
- Z chęcią pójdę z tobą na ten bal - odpowiedziała, uśmiechając się delikatnie.
Ron odetchnął z ulgą.
- No, Harry, teraz twoja kolej. Która panna będzie miała ten zaszczyt i pójdzie z chłopcem który przeżył? - zaśmiał się Fred.
- Już kogoś zaprosiłem - odrzekł mój brat.
- Kogo? - wypaliłam niemal od razu.
- Cho.
- Och... Fajnie. Neville, a ty z kim pójdziesz?
Neville zarumienił się lekko.
- Wczoraj zaprosiłem Lunę Lovegood.
- To świetnie! - ucieszyłam się.
- Podoba Ci się? - spytała Ginny, unosząc jedną brew.
- Czasami mnie przeraża... Ale jest bardzo miła - speszył się Neville.
Śniadanie upłynęło nam w miłej atmosferze. Rozmawialiśmy głównie o balu. Kiedy jednak wróciliśmy do wierzy, zaczęłam się zastanawiać, co Draco szykował na dzisiejszą lekcję.
- Hermiono, chciałabyś iść ze mną i z Ginny na moją lekcję? - spytałam, kiedy Harry i Ron poszli do biblioteki.
- No nie wiem...
- Zobaczyłabyś, na czym ona polega - przekonywałam ja.
- Fakt. A o której? Muszę jeszcze dokończyć esej na Transmutację.
- Po obiedzie - odparła Ginny.
- Powinnam zdążyć.
- A tak swoją drogą, to co robiliście na poprzedniej lekcji? - odezwała się po chwili Ginny.
Ostatnim razem nie mogła iść ze mną. Na samą myśl o tym co się wtedy działo robiło mi się słabo.
- Nic ciekawego...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz