Tym razem, kiedy przeszłam przez drzwi na korytarzu na siódmym piętrze, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kominek, przed którym stało sześć foteli. Pomieszczenie było średnich rozmiarów salonem. Trzaskające wesoło płomienie z kamiennego kominka były jedynym źródłem światła, przez co salon zdawał się bardzo przytulny. Na ścianach wisiały przeróżne obrazy, a na małym stoliczku, stojącym obok foteli stała przepiękna waza,a w niej polne kwiaty.
- Tak jak już mówiłem, w tym tygodniu zajmiemy się inną formą przyjemności - powiedział Draco, rozsiadając się na jednym z foteli.
Hermiona, która zgodziła się iść z nami na lekcję i Ginny spojrzały po sobie ze zdziwionymi minami.
- A o jakiej formie mówimy? - spytałam, kiedy Ginny już otwierała usta, żeby coś powiedzieć.
- Wspomnienia - odrzekł Teodor.
Tym razem to ja zrobiłam zdziwioną minę. Wspomnienia? Skoro uważał, że moje wspomnienia mnie rozweselą, to bardzo się mylił.
- Teodor, z dnia na dzień zaczynam w Ciebie wątpić - powiedziałam.
- Każdy ma dobre dobre wspomnienia. My znamy sposób na to, aby się do nich dostać - odparł Draco
- Nie przejmuj się. Nie będzie żadnych eliksirów - zaśmiał się Blaise.
- O czym on mówi? - spytała Hermiona.
- O niczym istotnym - mruknęłam.
- Panie, zapraszam - wtrącił się Teodor, pokazując moim koleżankom ostatnie wolne fotele.
Malfoy wstał, podszedł do mnie i zaczął mi się przyglądać badawczym spojrzeniem.
- Z czym Ci się kojarzy ten pokój? - zapytał.
- Z czymś ciepłym.
- Doskonale. Mów dalej.
- Z czymś bezpiecznym... Miłym? Jest tu bardzo przytulnie.
- A co Ci się kojarzy z tym wszystkim, co wymieniłaś?
- Nie wiem... Z rodziną...
- Et Voila - przerwał mi, chwytając swoją różdżkę.
- Przecież nie mam wspomnień z rodziną - rzekłam.
- Masz, ale te chwile były już tak dawno, że nie możesz do nich wrócić myślami. Tak jak już mówiłem, znamy sposób, aby się do nich dostać. To coś podobnego do myślodsiewni.
Blondyn uniósł różdżkę tuż nad moją głową, mruknął coś cicho pod nosem i nagle, wszystko wokół nas zaczęło się rozpływać. Po chwili znajdywaliśmy się w zupełnie innym pokoju. Jego ściany były bordowe, a podłoga została wykonana z ciemnego drewna. Na panelach leżał własnoręcznie zrobiony dywan, uszyty z przeróżnych nici. Nie bardzo panował do wystroju, ale właśnie to mi się w nim najbardziej podobało. Pod oknem stało łóżeczko. Było w nim bardzo dużo koców i małych poduszeczek. Przed tym łóżeczkiem stała kobieta, która trzymała w objęciach małe dziecko. Jej Długie, kasztanowe włosy opadały jej na plecy, a zielone oczy błyszczały wesoło. Poznałam ją od razu. Moja twarz była jej twarzą. Nawet wzrost odziedziczyłam po niej. Brakowały mi jedynie jej pięknego koloru włosów, inaczej wyglądałabym dokładnie tak samo. Moja mama kołysała delikatnie małego brzdąca z ciemnymi loczkami, sięgającymi już ramion. Oczka szkraba były wpatrzone w twarz mamy, a uroczy (bezzębny) uśmiech pokazywał, jak bardzo ją kocha. Poczułam coś dziwnego, gdzieś głęboko. Była to radość, na pewno, ale też tęsknota. Przeogromna, obezwładniająca tęsknota. Sposób w jaki moja mama przyciskała do siebie małą wersję mnie, sprawiła, że po moich policzkach popłynęły łzy, ale usta wygięły się w szczerym uśmiechu. Teraz wiedziałam, że przed jej śmiercią zdążyłam przekonać się, jak to jest być kochaną przez moją mamę, o której słyszałam tak wiele wspaniałych rzeczy. Usłyszałam otwierane drzwi, tuż za nami. Odwróciłam się w tamtą stroną. Tuż przede mną stał James Potter, mój tata. Mój mały braciszek siedział mu na baranach, wymachując małymi rączkami i śmiejąc się głośno. Przez moment myślałam, że tata patrzy na mnie, ale myliłam się. Podszedł do mamy, pocałował ją w policzek i objął ją ramieniem. To był cudowny widok. Byliśmy kiedyś idealną rodziną. Byliśmy szczęśliwi.
- Jak się czujesz? - spytał cicho Draco.
Z trudem oderwałam wzrok od rodziców. Kiedy spojrzałam na Malfoya, okazało się, że od też obserwował tą rozczulającą scenę.
- Dobrze - odpowiedziałam, dziwiąc się, że mówiłam prawdę.
- A wy? - zwrócił się do reszty.
Odwróciłam się. Ginny i Hermiona ocierały łzy, a Blaise i Teodro uśmiechali się delikatnie.
- Czuję ciepło - wychlipała Ginny, a Hermiona pokiwała głową wzdychając płytko, próbując powstrzymać łzy.
- Czuję się bardzo dobrze - rzekł Blaise.
- Czuję się lepiej, niż powinienem - powiedział Teodor.
- Gotowa na następne wspomnienie? - spytał Draco.
- Poczekaj chwilkę.
Podeszłam do obejmujących się rodziców. Położyłam głowę na ramieniu mamy, a moja dłoń spoczęła na ramieniu taty. Mogłam tak stać bardzo długi czas, ale Draco przerwał tą chwilę. Delikatnie ujął moją dłoń.
- Powinniśmy przejść do innego wspomnienia - rzekł.
Rzuciłam ostatnie wspomnienie na moją rodzinę, pozwoliłam ostatniej łzie popłynąć i wróciłam do znajomych, którzy czekali przy drzwiach. Draco puścił rękę.
- Otwórz te drzwi.
Wykonałam polecenie.
Tym razem znajdowaliśmy się w piekarni Boba. Za ladą krzątała się dziesięcioletnia wersja mnie. Jej bluzka była cała w mące, podobnie jak jej włosy. Mimowolnie parsknęłam śmiechem. Reszta też się zaśmiała. Za kasą, Bob obsługiwał klientów, uśmiechając się szeroko.
- Nie wiedziałem że umiesz piec - zaśmiał się Draco.
- Bo nie wiesz o mnie dużo - odparłam.
Następne wspomnienie było w kuchni na Grimmuald Place. Byliśmy światkiem mojego pierwszego spotkania z Harrym. Na początku kłóciliśmy się zawzięcie, ale pod koniec wspomnienia wszystko było już w porządku. Kiedy przeszliśmy przez drzwi, znaleźliśmy się z powrotem w pokoju życzeń.
- To już? - odezwał się Teodor.
- Najwyraźniej - odparł Draco zdezorientowany.
- Nie masz tych wspomnień zbyt dużo - zwrócił się do mnie Blaise.
Ja tylko wzruszyłam ramionami.
- Jakoś moja moc nie reaguje na szczęście - zmieniłam temat.
- Wręcz przeciwnie - powiedziała Hermiona.
- Nie pamiętasz jak mówiłem, że twoja moc może wpłynąć na ludzi? Kontrolowałaś nasze emocje - wytłumaczył Draco.
- Naprawdę?
- Tak - przytaknęła ruda.
- Czy stan psychiczny osób w moim otoczeniu jest zależny od moich humorków? Wow
- Taa... A ty narzekasz, że masz ciężko - westchnął teatralnie Blaise.
Ginny pacnęła go w ramię.
- To my się będziemy zbierać - rzekłam.
- Trzymajcie się - zawołał za nami Teodor.
Już zamykałam za sobą drzwi, kiedy usłyszałam swoje imię.
- Talia.
- Co jest, Malfoy?
- Byłaś ładniejsza bez zębów - zaśmiał się złośliwie.
Pokręciłam tylko głową i dołączyłam do Hermiony i Ginny.
Kolejne tygodnie mijały nam bardzo szybko. Masa nauki i prac domowych pochłaniała większość wolnego czasu, którego i tak nie mieliśmy dużo. To tego wszystkiego dochodziły jeszcze lekcje z Malfoyem i oczywiście spotkania Gwardii Dumbledore'a. Razem z Hermioną wpadłyśmy na pomysł, aby skorzystać z Pokoju Życzeń. To było idealne miejsce na nasze zebrania. Były tam książki z przeróżnymi zaklęciami obronnymi i nie tylko. Harry oczywiście nie miał pojęcia, że co niedzielę mam tam również inne lekcje. Hermiona zgodziła się zachować moje spotkania ze Ślizgonami w tajemnicy. Sama zresztą na nie chodziła. Twierdziła, ze robi to tylko po to, aby mieć mnie na oku, ale wiedziałam, że to nie był jedyny powód. Ona nigdy nie przegapiłaby żadnej okazji, aby dowiedzieć się czegoś nowego, a o mojej mocy dowiadywała się coraz więcej z każdą lekcją. Okazało się, że nie tylko Malfoy wiedział tak dużo o moich mocach. Teodor też był wtajemniczony w bardzo interesujące ciekawostki o tej dziwnej energii, która tylko czekała na chwilę, w której stracę nad sobą panowanie. Właśnie ta wiedza zbliżyła go do Hermiony. Na każdej lekcji gadali jak najęci, co często nie dawało mi się skupić. Raz Draco musiał ich wygonić z pokoju, bo nie przestawali rozmawiać, nawet kiedy się ich o to prosiło tysiąc razy. Ginny i Blaise nie byli lepsi. Oni mogli by się kłócić godzinami. Ta dwójka też musiała parę razy opuścić lekcje. Dopiero wtedy mogłam się skoncentrować i w pełni skupić się na tym co robiłam. Musiałam przyznać, że Malfoy był dobrym nauczycielem. Coraz rzadziej traciłam nad sobą kontrolę. Na ostatniej lekcji powiedział, że jak utrzymam taki poziom, to za niedługo będę mogła się uczyć posługiwania się mocami, a nie tylko ich kontrolowania. Cieszyłam się. Historia, którą opowiedziała mi Luna dała mi do myślenia. Skoro jej mama mogła używać mocy do pomagania ludziom, to ja też. Właśnie ta myśl była moją motywacją.
***
Był piątek, najbardziej wyczekiwany dzień tego roku szkolnego. To właśnie dzisiaj miał się obyć Bal Przedświąteczny. Nasi goście z Durmstrangu i Beauxbatons już przybyli i szykowali na uroczystość, podobnie jak uczniowie z Hogwartu. Ostatnie trzy lekcje zostały odwołane, aby zdążono ze wszystkimi przygotowaniami. Stałem właśnie przed lustrem w łazience, układając włosy.
- Nadal nie rozumiem, czemu tak wcześnie się stroisz. Do balu zostało nam jeszcze kilka godzin - zawołał Zabini.
- Ile razy mam Ci to powtarzać? Jestem prefektem i muszę być tam wcześniej, bo to my jesteśmy odpowiedzialni za dekoracje i całą resztę.
- Wyluzuj księżniczko. Czyżby zżerały Cię nerwy przed twoim wielkim wieczorem? - zaśmiał się .
- Proszę Cię - prychnąłem - Wolałbym spędzić ten wieczór w dormitorium.
- Nie narzekaj. Bale w Hogwarcie są inne niż te w Malfoy Manor - powiedział Teodor, wchodząc do łazienki.
Stanął obok mnie przed lustrem i poprawił czarny krawat.
- Nie zmienia to faktu, że już mi się te teatrzyki znudziły. Czeka mnie "wspaniały" wieczór z Pansy - mruknąłem niezadowolony.
- Wytrzymasz - odparł Nott.
- Przypomnij mi, przyjacielu, żebym nie zakazał naszym matkom wspólnych zakupów. Wyglądamy prawie identycznie.
- Przykro mi, że wyglądam lepiej w tym od Ciebie, księżniczko - zaśmiał się Teodor.
- Marz dalej - odgryzłem się, po raz ostatni spoglądając w lustro.
Może i dzisiejszy wieczór miał być koszmarny, ale przynajmniej wyglądałem dobrze, a to najważniejsze.
***
- Au! Ginny, prosiłam Cię, żebyś mnie uczesała, a nie wyrwała włosy! - jęknęłam.
- Chcesz wyglądać olśniewająco, czy nie?
- Rzeczywiście, moja łysina będzie błyszczała jak tysiące diamentów - fuknęłam, a ruda wybuchnęła śmiechem.
Po dłuższej chwili jednak skończyła, a efekt był piękny. Ginny wyprostowała mi włosy, a następnie spięła w dość ciasnego koga, w którego wpięła małe, niebieskie kwiatki. Kiedy zajęła się moją twarzą, do dormitorium weszła Luna, którą zaprosiłyśmy. Miała już na sobie suknię, w której wyglądała przecudownie.
- Cześć! - przywitała się wesoło.
Podeszła do nas i zaczęła się wpatrywać w moją twarz swoimi dużymi oczami.
- Ginny, masz talent - rzekła.
- Dziękuję, Luna. Zaraz się tobą zajmę - odpowiedziała.
Po trzech godzinach, kiedy już się ściemniało, byłyśmy gotowe. Nie poznałam samej siebie, stojąc przed lustrem. Wyglądałam inaczej, doroślej. Ginny też nie przypominała tej zadziornej gryfonki, którą była na co dzień. Przyglądając się swojemu odbiciu, emanowała pewnością siebie, co z jej elegancką kreacją dawało niesamowity efekt końcowy. Sukienka Luny podkreślała jej urodę i łagodny charakter. Jej wygląd zapierał dech w piersiach.
- Nie wierzę, że nie użyłaś czarów - wymamrotałam, nadal patrząc w lustro z ogłupiałą miną.
- Niestety, kiedy walczyłam z twoimi włosami musiałam się wspomóc kilkoma zaklęciami - zaśmiała się, poprawiając swoje loki.
- Jestem ciekawa jak wygląda Hermiona - odezwała się Luna.
Kręciła się wokół własnej osi, obserwując, jak materiał jej sukienki wirował.
- Hermiona wygląda cudownie! - zawołała Ginny.
- O tak - zgodziłam się, przypominając sobie przyjaciółkę szykującą się kilka godzin temu.
Jako jedyna zdecydowała się na krótką sukienkę. Trochę mnie to zdziwiło, ale kiedy zobaczyłam jak w niej wyglądała, mając wyprostowane włosy, które opadały jej na plecy i przepiękny makijaż, opadła mi szczęka. Nie była zwolenniczką makijażu i sukienek. Czułam się nieswojo i bardzo dziwnie. Niemniej, byłam pod wrażeniem tego, czego dokonała Ginny. Po raz pierwszy w życiu poczułam się jak dziewczyna, a nie jak... Ja.
- Dochodzi ósma, dziewczyny! Powinnyśmy się zbierać! - krzyknęła Ginny.
Kiedy zeszłyśmy na dół, Neville, Lee, George i Fred z Angeliną wstali z kanapy. Nevillowi opadła szczęka na widok jego partnerki. Niezbyt pewnym krokiem podszedł do niej i wymamrotać coś pod nosem, co zapewne miało być komplementem. Lee gwizdną głośno i zaoferował Ginny ramię. Ruda zaśmiała się krótko. George za to zareagował tak, jak się spodziewałam.
- Rany! Wyglądasz jak dziewczyna! - zawołał, mierząc mnie wzrokiem.
- Prawda? Też nie mogłam w to uwierzyć! - zaśmiałam się - Angelina! Wiedziałam, że to sukienka będzie idealna! Wyglądasz jak jakaś gwiazda!
- Dziękuję, Talia. Ty również zaszalałaś. Nie mogę uwierzyć że to ty - uścisnęła mnie przyjacielsko.
- Ej, ludzie! Zostawmy pogaduszki na później, bo się spóźnimy - pogoniła nas Ginny.
Wszyscy wyszliśmy z Pokoju Wspólnego. Gawędząc i śmiejąc się opuściliśmy zamek i ruszyliśmy na Błonia, gdzie miał się odbyć bal. Zdziwiłam się, że nie było mi zimno. Na dworze było już kompletnie ciemno i padał śnieg. "No tak, czary" pomyślałam. Im bliżej byliśmy, tym lepiej widoczny był namiot. Stanęłam jak wryta. Z odległości kilku metrów dostrzegłam, że namiot był zrobiony z niezapominajek. Dosłownie. Miliony małych kwiatuszków zostało razem splecione i teraz tworzyły namiot. To było piękne. Nad namiotem unosiły się światełka. Oniemiała weszłam do środka. Wnętrze było jeszcze piękniejsze. Było też o wiele większe, niż się spodziewałam. Wzdłuż ścian były poustawiane stoły z masą przekąsek i napojów. Nad nimi zostały powieszone girlandy niebieskich światełek, które cudownie podkreślały kolor niezapominajek i tworzyły niesamowity klimat. Gdzie nie gdzie stały okrągłe stoliki, jedne większe, drugie mniejsze. Na środku był parkiet, na którego widok się przeraziłam. Był cały z lodu.
- Ginny, jak ja mam tutaj chodzić?! - pisnęłam do przyjaciółki - Wiedziałam, że nie powinnam się namówić na szpilki!
- Spokojnie - parsknęła - to tylko wygląda jak lód, nic się nie martw. Zobacz.
Ginny odeszła kawałek dalej i zakręciła się z gracją baletnicy, na swoich wysokich szpilkach. Rzeczywiście, nic się jej nie stało. Podparłam się Georga i razem ruszyliśmy w stronę znajomych, którzy już stali na parkiecie. Chodzenie nie sprawiało mi trudności. "Dziękuję Ci, Merlinie!"
***
Stałem znudzony obok stolika z ponczem, poprawiając marynarkę. Pansy gawędziła z Dafne i Tracey.
- Miałeś rację, Draco. Bywałem na lepszych imprezach - powiedział Blaise, dolewając czegoś do swojego kieliszka.
- Dracuś, zaraz przyjdę - pisnęła mi do ucha Pansy i razem z przyjaciółkami odeszła w tylko jej znanym kierunku.
- Nareszcie - mruknął Teodor, pocierając kark.
- Przynajmniej wyglądają ładnie - zauważył Blaise.
- To nie zmienia faktu, że jest jak wrzód na...
- Ej, Draco, czy to nie Talia? - przerwał mi Nott.
Spojrzałem w skazywanym przez niego kierunku. Miał rację. Talia i jej znajomi wchodzili właśnie to namiotu. Tyle że coś mi tutaj nie pasowało. Jeszcze nigdy nie widziałem Potterównej w takim wydaniu. Oczywiście była ładna, nie dało się zaprzeczyć, ale dzisiaj wyglądała niesamowicie. Jej sukienka idealnie podkreślała figurę "Cudowną figurę" westchnęła z tęsknotą moja podświadomość, Od razu kazałem się jej uciszyć. Włosy miała spięte w wysoki kok, przez to jej twarz była odsłonięta, co działało na jej korzyść, zdecydowanie. Jej duże oczy były podkreślone makijażem, ale na szczęście nie przesadziła. Całość prezentowała się nieziemsko. Zdecydowanie była jedną z najpiękniejszych.... Stop. Moje myśli zmierzały w bardzo niebezpiecznym i zakazanym kierunku. Nie mogłem sobie na to pozwolić. Żeby odwrócić swoją uwagę od Talii, spojrzałem ja jej przyjaciółki. One również wyglądały dobrze. Ruda postawiła na bardziej elegancki wygląd, co było miłym zaskoczeniem. Kontem oka widziałem, jak Blaise niemal ślinił się na jej widok. Luna o dziwo zrezygnowała ze swoich dziwactw i wybrała kreację idealnie podkreślającą jej typ urody. Angelina, kapitanka drużyny postawiła na prostotę, ale to właśnie sprawiało, że to ona zdobiła sukienkę, a nie sukienką ją. Mimo moich dużych wymagań, zawsze potrafiłem dostrzec piękno w kobiecie. A to co widziałem przed sobą, było piękne. Jedyne co mi przeszkadzało, to pewna osoba, która właśnie rozmawiał z Talią i miała rude włosy. To nie była Ginny.
- Stary...- wymamrotał Blaise.
- Wiem - odparłem.
- I to jak - dodał Teodor.
- Moi drodzy! - rozległ się głos dyrektora - Witam ! Wszyscy czekaliśmy na ten magiczny wieczór i muszę powiedzieć, że prefekci spisali się znakomicie, czyż nie? Brawa dla nich!
Wszyscy zaczęli klaskać.
- Chciałbym zaprosić wszystkich na parkiet, bo już czas na pierwszy tanieć wieczoru!
Jak na komendę, przy moim boku znalazła się Pansy. Wszyscy ustawiliśmy się na ogromnym parkiecie i kiedy zaczęła grać muzyka, zaczęły się tańce. Mimowolnie szukałem wzrokiem Talii. Nie chciałem tego robić. Nie chciałem o nie myśleć i nie chciałem jej widzieć w takim wydaniu, ale nie nie mogłem się powstrzymać. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Po dłuższej chwili, wśród wirujących par zauważyłem roześmianą Talię. Tańczyła z Georgem Weasleyem. Bardzo mi się ten widok nie podobał. Nie dość, że ta niedojda nie umiała tańczyć, to jeszcze wyglądał jak jakaś niedorobiona kreatura mężczyzny. Jeszcze te rude włosy.
- Coś się stało skarbie? - spytała Pansy, patrząc mi się prosto w oczy.
"Opanuj się, Draco!" zrugałem się w myślach. Przyciągnąłem Pansy bliżej siebie i złożyłem delikatny pocałunek na jej policzku.
- Nic - odparłem nonszalancko i posłałem jej swój firmowy uśmiech.
Nie mogłem sobie pozwolić na takie zachowanie. Musiałem się skupić i trzymać się z dala od tej złośnicy, która dzisiaj nie wyglądała jak złośnica, na moje nieszczęście.
***
Tańcząc z Georgem, gdzieś w tłumie dostrzegłam tą bardzo dobrze mi znaną blond czuprynę. Na chwilę mnie zatkało. Owszem, Malfoy z reguły prezentował się dobrze, zawsze ubierał się nienagannie, ale musiałam przyznać, że w smokingu wyglądał... Nie. Nie, nie, nie, nie. "O czym ty myślisz dziewczyno? Nie zmieniaj się w drugą pustą lalę! Oj, ta sukienka i makijaż Ci nie służą!" zrugałam się w myślach.
- Wcale nie tańczysz tak źle, jak mówiłeś - zwróciłam się do George'a.
Rzeczywiście, tańczył całkiem dobrze... W porównaniu ze mną. Szpilki tylko utrudniały mi poruszanie się po parkiecie.
- Mówisz tak, bo jeszcze nigdy z nikim nie tańczyłaś - zaśmiał się.
- Oj tam! Jakoś sobie radzimy, to jest ważne.
- O wiele bardziej wolę Quidditcha od tego piekła.
- I tutaj się zgodzę. Co ludzie w tym widzą?
- Nie mam pojęcia.
Tańczyliśmy jeszcze chwilę, kiedy ktoś położył mi dłoń na ramieniu.
- Odbijamy! - zawołał wesoło Fred.
George puścił mnie i już po chwili tańczył z Angeliną.
- Nie zrozum mnie źle, wyglądasz jak księżniczka i takie tam, ale nie ubieraj się tak zbyt często - rzekł złośliwie Fred.
- Zwariowałeś? Zapewniam Cię, już nigdy więcej nie zobaczysz mnie w sukience.
Mijały kolejne piosenki. Tańczyłam już z bliźniakami, Lee Jordanem, Seamusem, Deanem, Nevillem i jakimś chłopakiem z Hufflepuffu, który zapewne dolał sobie coś do ponczu. W życiu bym się do tego nie przyznała, ale bawiłam się całkiem dobrze. Po małej przerwie Ginny poprosiła mnie do tańca i śmiejąc się głośno przetańczyłyśmy dwie piosenki. Wreszcie zdobyłam się na odwagę i sama zaprosiłam kogoś do tańca. Moja wybranką byłą Hermiona, która najwidoczniej też się dobrze bawiła, bo jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej wesołej. Potem zaczęliśmy tańczyć w grupie. I tak minęły mi pierwsze trzy godziny.
- Idę się czegoś napić - zawołałam do Angeliny i odeszłam na stronę.
Nalałam sobie ponczu i usiadłam przy wolnym stoliku, obserwując bawiących się uczniów. Nagle coś przykuło moją uwagę. Draco Malfoy patrzył się na mnie. Nie odwracał wzroku. Trochę mnie to onieśmielało, ale nie odwróciłam się. Po dłuższej chwili blondyn uśmiechnął się i ruszył w moją stronę. Poprawiłam szybko sukienkę.
- Czy zechcesz ze mną zatańczyć? - usłyszałam za sobą.
Podskoczyłam na krześle i obróciłam się. Za mną stał wysoki brunet, uczeń Durmstrangu. Kątem oka zobaczyłam, że Malfoy jest coraz bliżej.
- Tak - odpowiedziałam nieznajomemu.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy chłopak prowadził mnie na parkiet. Przecież nie mogłam rozmawiać z Draconem przy tylu świadkach. Pochwaliłam samą siebie za dobrze dokonaną decyzję i zaczęłam tańczyć z chłopakiem, który miał na imię Elliot, jak się później okazało.
- Z przykrością muszę oznajmić, że następna piosenka będzie ostatnią tego wieczoru! Chcę wszystkim podziękować za przewspaniałą zabawę! - zawołał Dyrektor.
- Zatańczysz?
Przede mną pojawił się Harry.
- No pewnie - odparłam z uśmiechem.
Ostatnia piosenka była wolna. Kiwaliśmy się do jej rytmu, rozmawiając o głupotach.
- Wiesz... Mama byłaby z Ciebie bardzo dumna, gdyby Cię dzisiaj zobaczyła - powiedział Harry.
- Naprawdę tak myślisz?
Kiwną głową.
- Tata zapewne nie opuszczałby Ciebie na krok, odpędzając wszystkich chętnych do tańca z tobą - zaśmiał się.
Też się zaśmiałam, wtulając się w ramię brata.
- Tęsknię za nimi - powiedziałam łamiącym się głosem, bo przypomniało mi się wspomnienie naszych rodziców, o którego istnieniu dowiedziałam się kilka tygodni temu.
- Ja też - szepnął.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Brakowało mi naszych rodziców. Brakowało mi prawdziwego domu i normalnego życia. Brakowało mi tak wielu rzeczy, ale mimo to, miałam coś co było dla mnie bezcenne. Tańczyłam z moim bratem na balu, w szkole, która zastępowała mi dom. O więcej nie mogłam prosić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz