Byłam cały tydzień w lesie z rodziną, a tam oczywiście nie ma
internetu. Jednak nie siedziałam bezczynnie. Napisałam długi
rozdział, dłuższy niż zwykle. Mam nadzieję że się wam spodoba!
Jest w nim dużo Malfoya, taka rekompensata ;) Zapraszam do
dzielenia się uwagami i opiniami w komentarzach!
Miłego czytania,
Panna Potter.
Czekałem
w gabinecie profesora Snape’a. Czułem na sobie jego zimny wzrok.
- Pamiętaj co mówił
Ci ojciec.- powiedział, a jego głos był wyprany ze wszelkich emocji.
- Jak mógłbym
zapomnieć.- syknąłem, nie patrząc na niego.
- Musisz się
kontrolować. Jeden zły ruch i dziewczyna Cię znienawidzi. O ile już tego nie
zrobiła.- ostatnie zdanie dodał po
chwili ciszy. Posłałem mu jedynie obojętnie spojrzenie.
- O to nie musisz
się martwić.- odpowiedziałem lekceważąco. Nauczyciel zerwał się z miejsca.
- Nie zapominaj
z kim masz do czynienia.- mruknął
groźnie.
- Nie musi się pan
o to martwić, profesorze.- poprawiłem się, ale i tak patrzyłem na niego z
wyższością. Nie mógł mi nic zrobić. Nawet gdyby bardzo chciał, a na pewno tak
było.
Wrócił po chwili na swoje miejsce, za dużym,
ciemnym biurkiem. Oparłem się o jego brzeg, stojąc przodem do drzwi. Dokładnie
minutę później usłyszeliśmy pukanie.
- Wejść.- zawołał
Severus Snape.
Drzwi się otworzyły
i do gabinetu weszła drobna dziewczyna z burzą czarnych loków. Już nie miała
ich związanych w gruby warkocz. Musiałem przyznać, że jak na siostrę tego
przeklętego Pottera, była ładna. Miała coś w sobie, coś, czego nie dało się
opisać. Jej zielone oczy posyłały mi wściekłe spojrzenia, co dodawało jej tylko
uroku. Miałem dosyć tych wszystkich dziewcząt, które wodziły za mną tęsknym
wzrokiem, czekając tylko na reakcję z mojej strony. Mimo że Talia była dość
atrakcyjna, nie było dla mnie trudne zachować przy niej trzeźwy umysł. Była
siostrą Bliznowatego. To sprawiało że była dla mnie przegrana. Jednak zadanie,
które dostałem od ojca mogło okazać się zabawne.
- Dobry wieczór,
profesorze.- powiedziała stając dwa metry od biurka.
- Spóźniłaś się.-
burknął w odpowiedzi nauczyciel. Jej twarz pozostała niewzruszona.
-Przepraszam.-
powiedziała cicho, nie spuszczając wzroku z mężczyzny.
Trzeba było jej przyznać, była twarda, jeśli chodziło o kontakt wzrokowy.
Trzeba było jej przyznać, była twarda, jeśli chodziło o kontakt wzrokowy.
- Skoro już mowa o
przeprosinach, jesteś je winna Draconowi.- rzekł Snape po chwili ciszy. Gryfonka
zrobiła zdziwioną minę.
- Wątpię, żebym
miała za co przepraszać, profesorze.
- Jestem innego
zdania, Potter. Groziłaś uczniowi przed moją klasą. Nie akceptuję takich
wybryków. Fakt, że w Gryfindorze dopuszcza się do takiego ... dzikiego
zachowania, nie daje Ci prawa...
- Szkoda, że nie
słyszał Pan jakie słowa padły z ust Dacona.- przerwała mu. Nasze spojrzenia się
skrzyżowały. Posłałem jej złośliwy uśmieszek. Zmrużyła oczy.
- Nie przerywaj mi.
Masz do wyboru przeprosić, albo przez kolejny miesiąc czyszcząc kociołki, w
ramach szlabanu. – powiedział niewzruszony.
- To
niesprawiedliwe.- jęknęła.
- Jakże mi
przykro.- odparł chłodno nauczyciel eliksirów. Zauważyłem, że we fiolkach na
biurku zaczynają pojawiać się pęknięcia.
- Mam pomysł,
profesorze.- odezwałem się. Pęknięcia zniknęły.
- Siedź cicho,
Malfoy.- uciszył mnie Snape.
- Pannie Potter
przydałby się jeden wieczór szlabanu. Jako że ja ją sprowokowałem, chętnie
dotrzymałbym jej towarzystwa. Myślę że to wystarczająca kara.- powiedziałem,
rozbawiony reakcją Gryfonki. Na jej twarzy pojawił się szok zmieszany z
obrzydzeniem.
- To ja chyba już
wolę przeprosić.- odpowiedziała szybko. Parsknąłem śmiechem.
- Czekamy, panno
Potter. Nie mam całego wieczoru.- mruknął poirytowany nauczyciel.
Leniwie podszedłem do niej. Musiała podnieść głowę żeby patrzeć mi w oczy.
- Mam przeczucie,
że chcesz mi coś powiedzieć.- powiedziałem, uśmiechając się nonszalancko. Wzięła
głęboki wdech, ewidentnie zła. Wypuściła powietrze przez nozdrza.
- Przepraszam.- wymamrotała
przez zaciśnięte zęby.
- Słucham? Nie
dosłyszałem.
- Przepraszam.-
powtórzyła, tym razem głośniej.
Uśmiechnąłem się
jeszcze szerzej. Ująłem jej dłoń. Najdelikatniej jak potrafiłem, musnąłem ją
ustami.
- Ależ nie ma za
co.- mruknąłem w trzymaną przeze mnie dłoń.
Zauważyłem lekki
rumieniec na jej twarzy, ale w oczach kryła się czysta irytacja. Szybko cofnęła
rękę. Snape patrzył na tą scenę z obojętnym wyrazem twarzy.
- Wystarczy. Możesz
już iść, Potter. Malfoy, ty zostań.
Odprowadziłem dziewczynę
wzrokiem, która prędko ruszyła w stronę drzwi. Doskonale wiedziałem że
doprowadziłem ją do szału i jednocześnie wzbudziłem inne uczucie. Uczucie
którego pewnie jeszcze nigdy nie poznała.
- Czy ten teatrzyk
był potrzebny?- odezwał się mój nauczyciel.
- Tak. Skoro
dostałem takie zadanie, muszę ją jakoś do siebie przekonać.
- Nie wydawała się
zadowolona.- powiedział a w jego głosie usłyszałem udawaną troskę.
- Jeszcze.-
stwierdziłem z przekonaniem. Rozmawianie na takie tematy z moim nauczycielem
nie wydawało mi się kuszącym sposobem, aby spędzić resztę wieczoru. Zrobiłem
krok w stronę drzwi.
- Pamiętaj Draco,
nie możesz nawalić.- usłyszałem za sobą.
- Nie musisz się
tym martwić.- powiedziałem, spoglądając na mojego rozmówce przez ramię. Już
podnosił się z krzesła, żeby mi przypomnieć z kim mam do czynienia, dokładnie
tak jak wcześniej. Ignorując to, zaśmiałem się tylko i opuściłem gabinet.
Idąc korytarzem,
rozmyślałem o wszystkim, czego się dowiedziałem z długiego listu od ojca. Imię
zielonookiej Gryfonki pojawiło się w nim wielokrotnie. Czułem przyjemną
satysfakcję, wiedząc więcej niż ona sama. Nie miała pojęcia kim była. Mimo
tego, nieświadoma, wydawała się większym zagrożeniem. Moim zadaniem było
okiełznać bestię. Przekonać ją co jest dobre, a co złe. Odpisałem ojcu, że
zrobię co w mojej mocy, żeby tego dokonać.
***
Przechodząc przez
portret Grubej Damy, zobaczyłam czuprynę czarnych włosów, wystających zza oparcia
fotela. Podeszłam do mojego brata, wpatrującego się w płomienie.
- Cześć.-
przywitałam się, siadając na sąsiednim fotelu.
- Jak było?-
spytał, nadal patrząc na trzaskający ogień.
- O tym opowiem Ci
później. Chcę z tobą porozmawiać.- odpowiedziałam cicho. Wreszcie przeniósł na
mnie wzrok.
- Słucham.-
powiedział krótko.
- Ostatnio
zauważyłam, że... Jak to określić...nie jesteś sobą.- wymamrotałam.
- Nie jestem sobą?
A skąd możesz to wiedzieć.?- odparł.
- Ja...
- Wszystko ze mną w
porządku, siostro.- mówiąc ostatnie słowo, usłyszałam nutkę kpiny.
- Czemu się tak
zachowujesz?- spytałam, lekko urażona.
- Jak?
- Właśnie tak. Nie
wiem co Cię tak irytuje. Nie mam pojęcia, czemu tak szybko się denerwujesz.
Wiem jednak, że nie powinieneś odreagowywać na nas. Jeśli coś Cię gryzie, to
porozmawiaj ze mną. Z chęcią Cię wysłucham, ale proszę, nie bądź taki oschły.-
powiedziałam.
- Po tylu latach
chcesz być przykładową siostrą?- syknął.
- Harry! Czy ty
słyszysz samego siebie?- jęknęłam, w szoku po tym co usłyszałam.
- Wiem doskonale co
mówię. Przestańcie mi wmawiać, że coś jest ze mną nie tak. Nie dość, że
Ministerstwo się na mnie uwzięło, to jeszcze wy zaczynacie...
- No co? Co robimy?
Martwimy się o Ciebie? Zależy nam na twoim samopoczuciu? Chcemy pomóc?-
przerwałam mu.
- Stajecie się nie
do zniesienia.- odpowiedział, po czym wstał i ruszył w stronę schodów
prowadzących do dormitorium.
Zerwałam się na równe nogi i pobiegłam za nim.
Chwyciłam go mocno za przedramię. Próbował się wyrwać, ale nie udało mu się.
Odwrócił się do mnie, wściekły. Dostrzegłam furię w jego oczach. Jednak po paru
sekundach zobaczył łzy, którym nie pozwoliłam popłynąć. Jego wyraz twarzy złagodniał.
Nagle parę obrazów pospadało na ziemię. Podskoczyłam, przestraszona głośnym
trzaskiem. Harry patrzył na mnie przepraszająco. Pokręciłam tylko głową.
Wyminęłam go, zaciskając szczęki, powstrzymując łzy. Kiedy wreszcie leżałam w
łóżku, poddałam się. Zasnęłam z mokrymi
policzkami.
Otwierając oczy, z
ulgą stwierdziłam, że była sobota. Dziękowałam Merlinowi, że po tak męczącym
dniu nastąpił weekend. Oznaczało to, że mogłam siedzieć w dormitorium i z niego
nie wychodzić. Niestety Hermiona pokrzyżowała moje plany. Namówiła mnie żeby
zejść do Wielkiej Sali i jednak zjeść śniadanie. Narzuciłam na siebie czarną
bluzkę i dżinsy. Włosy nie współpracowały. Rozmawiając o tym problemie
ruszyłyśmy na śniadanie. Na szczęście byłyśmy bardzo wcześnie, więc uczniów
było niewiele.
- Co się stało
wczoraj wieczorem?- spytała niepewnie moja przyjaciółka, smarując tost
marmoladą.
- A co się miało
stać?- odparłam, udając, że nie wiem o co chodzi. Dziewczyna uniosła tylko brew
i patrzyła na mnie wzrokiem „Naprawdę? Wierzysz, że to Ci się uda?”.
Westchnęłam.
- Zauważyłaś, że
Harry jest ostatnio trochę dziwny.- powiedziałam cicho. Kiwnęła głową.
- Chciałam się
zapytać Herry’ego czy coś się stało. Nie odpowiedział mi. Zamiast tego,
pokłóciliśmy się. Nie mam pojęcia co w niego wstąpiło. Zachowywał się tak,
jakby miał do czynienia conajmniej z Malfoy’em.- przy ostatnim
zdaniu przypomniałam sobie poprzedni wieczór, w gabinecie Snape’a.
Spojrzałam na moją
prawą dłoń.
-
Naprawdę?-zdziwiła się Hermiona.- To nie jest do niego podobne. A przynajmniej nie
do Harry’ego z minionych lat. Musisz dać mu trochę czasu. Niedawno dowiedział
się, że ma siostrę. Dziwiłam się że tak dobrze to przyjął. Może dopiero teraz
dociera to do niego i nie wie jak się ma zachować.
- Wątpię. Często o
tym rozmawialiśmy na Grimmuald Place.
- On jest w
paskudnej sytuacji. Wiesz przecież co wszyscy o nim mówią. Odczekaj trochę.
Jeśli się nie poprawi, wtedy będziesz mogła zacząć się martwić.- dodała i
uśmiechnęła się do mnie pocieszająco. Odwzajemniłam uśmiech. Postanowiłam iść
za jej radą.
Po śniadaniu
udałyśmy się na błonia żeby odrobić prace domowe. Ginny, która dołączyła do nas
w połowie śniadania, poszła razem z nami. Był wyjątkowo ładny dzień. Świeciło
słońce, ale nie było upału. Wiał lekki, przyjemny wiatr. Siedząc pod wielkim
dębem, odłożyłam na chwilę piuro, żeby rozkoszować się pogodą. Zamknęłam na
moment oczy i wzięłam głęboki wdech. Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam
stojącego przede mną Harry’ego, razem z Ronem i bliźniakami.
- Talia, mogę z
tobą porozmawiać?- odezwał się ten pierwszy.
- Co, zachciało Ci
się bawić w przykładnego b...- przerwała mi Hermiona, które dźgnęła mnie łokciem
w bok. – Pewnie.- poprawiłam się. Wstałam i otrzepałam spodnie. Ruszyliśmy
brzegiem jeziora, oddalając się kawałek od reszty.
- Ja wiem, że źle
się zachowywałem. Przepraszam.- wydusił z siebie.
- Skoro wiesz, to
czemu tak się zachowałeś?- spytałam oschle.
- Ja... Podniosło
mnie wczoraj.
- Poniosło Cię.- prychnęłam
- Przepraszam.-
powtórzył.
- No nie wiem, nie
wiem.- westchnęłam teatralnie. Poczochrałam mu włosy i uśmiechnęłam się. Obiął
mnie ramieniem.
- Brat powinien
chronić siostrę, a nie się na niej wyżywać.- zażartowałam.
- Nie mam wprawy,
ale postaram się to zmienić.- parsknął.
- Rodzeństwo znowu
się kocha! Fred, dawno nie mieliśmy takich sentymentalnych momentów.-
usłyszałam.
- Masz rację
George. Kocham Cię braciszku.- powiedział Fred z udawanym wzruszeniem.
- Kocham Cię.-
jęknął George. Udając płacz, przytulili się.
- Nie możecie
popracować nad bombonierkami?- zawołałam- Rozmawiam z bratem.
- Oj nie złość się,
nie przeżyłbym tego.- zawołał George.
- No cóż...-
westchnęłam
- Tylko nie gniew
Talii!
- Sam jesteś sobie
winien.
- Trzeba sprawić,
żeby się uśmiechnęła, George.- odezwał się Fred.
Po chwili George
zaczął mnie łaskotać. Piszczałam w proteście, próbowałam się wyrwać, ale na
marne. Ginny przybiegła mnie na ratunek, jednak i jej pomoc nic nie dała.
- George, przestań!
Zaraz wpadniemy do...- nie dokończyłam. W jednym momencie straciłam grunt pod
stopami.
Poczułam chłód
wody. Napierała na mnie z każdej strony. Nie miałam powietrza w płucach.
Zaczęłam płynąć, ale noga zaplątała mi się w glony. Wierzgałam, machałam
nogami. Nic. Robiło mi się słabo. Ostatkiem sił udało mi się jednak wyplątać
nogę. Wynurzyłam głowę, zachłannie wdychając powietrze.
- Ty kretynie!-
usłyszałam Ginny.
- Ale nic się jej
nie stało...
- Mogła się
utopić!- krzyknęła Hermiona.
- Ale jej NIC się
nie stało...
- ALE MOGŁO!-
krzyknęły jednocześnie.
- Wszystko w
porządku.- wydyszałam. Ron i Harry pomogli wyjść mi na brzeg. Położyłam
się na trawie, oddychając szybko.
- Wracajmy do
zamku. Musisz się ogrzać.- powiedziała Hermiona. Machnęłam tylko ręką.
- Wszystko w
porządku.- powtórzyłam.
- Talia, przepraszam.-
usłyszałam George’a.
- Nie ma sprawy.
- Talie potrafią
pływać, Hermiono.- zaśmiał się Fred, rozładowując w ten sposób atmosferę. Kiedy
szliśmy w stronę zamku, nikt się już nie złościł. Przepychałam się z Georgem,
któremu wychodziło to lepiej. Był wyższy ode mnie, co dawało mu przewagę.
- Jest jeszcze
wcześnie, co robimy?- spytałam, kiedy już założyłam suche ubrania. Włosy były
jeszcze mokre.
- Mamy jeszcze dużo
wypracowań...
- Nie.- przerwałam
Hermionie.- Po obiedzie też będzie na to czas.
- To może pomożesz
mi robić czapeczki?- zawołała z nadzieją w głosie.
- Ehm... chyba
pójdę do biblioteki. Wiesz, książki będą potrzebne przy pisaniu wypracowań.-
powiedziałam.
- Dobrze. Widzimy
się na obiedzie?
- Tak, do
zobaczenia!- pożegnałam się z nią i przeszłam przez portret. Dopiero schodząc
po schodach, zorientowałam się że nie wiedziałam, gdzie jest biblioteka. Idiotka; pomyślałam. Zaczepiłam pierwszą
lepszą osobę.
- Cześć! Wiesz może
gdzie jest biblioteka? Zapytałam dziewczynę z długimi blond włosami i twarzą
elfa. Była ze Slytherinu. Zmierzyła mnie tylko wzrokiem od stóp do głów i
poszła dalej tanecznym krokiem, godnym baletnicy.
- Cholera.-
mruknęłam do siebie. Zaczepiłam jeszcze kilka osób, ale reakcja była taka sama.
Nie mając innego
wyboru zaczęłam szukać biblioteki sama.
Może to te mokre włosy ich odtrąciły?
Bez przesady, nie jesteś psem!
Ale czy widok dziewczyny z mokrymi włosami szukającej
biblioteki to codzienny widok?
Hmm, zastanówmy się. Masz na imię Talia Potter, nikt o
tobie nie wiedział i nagle okazuje się że jesteś siostrą Harry’ego Pottera,
którego mają za kłamcę. Może dlatego?
Och zamknij się!
Tak wyglądały moje
rozmowy same ze sobą. Kłócąc się z „wewnętrzną Talią”, nie zauważyłam że ktoś
idzie obok mnie.
- A tobie co się
stało?- usłyszałam znajomy śmiech. Wysoki blondyn zrównał się ze mną i patrzył
ze współczuciem na moje włosy.
- Nie możesz
sprawdzić, czy nie ma Cię gdzieś indziej?- spytałam z nadzieją.
- Grzeczniej,
Potter. Staram się być miły. Doceń to.
- Po pierwsze, to
ty postanowiłeś za mną łazić i próbować być miły, nie wiedząc czemu. Po drugie,
nie należę do najmilszych osób, zwłaszcza jeśli ty wchodzisz w grę. Po trzecie,
idź sobie.- mruknęłam, nie wiedząc dokąd szłam.
- Spotkałaś
Irytka?- zignorował moją wcześniejszą wyliczankę.
- Nie, wpadłam do
jeziora.- powiedziałam orientując się że w głowie brzmiało to o wiele lepiej.
Draco zaczął się śmiać.
- Brawo, Potter.
- Mogę Ci w czymś
pomóc?- zatrzymałam się i oparłam dłonie na biodrach.
- Nie, a
przynajmniej nie mnie. Tobie przydałaby się pomoc, owszem.- posłał mi
łobuzerski uśmiech.
- W takim razie
czego chcesz?- warknęłam tracąc cierpliwość.
- Zauważyłem że
krążysz po zamku i pomyślałem że może pomogę Ci znaleźć miejsce, którego
szukasz.- odpowiedział.
- Skąd wiesz, ze
czegoś szukam? Może po prostu spaceruję.- skłamałam.
- Jesteś w zamku
zaledwie dwa dni. Chodzisz z miną, która odstrasza ludzi i błądzisz po
korytarzach. Na pewno czegoś szukasz.
- Śledzisz mnie?-
zaśmiałam się.
- Tak, bo nie mam
nic lepszego do roboty w sobotnie przedpołudnie.- zadrwił.
- Przyznaj się.-
pchnęłam go lekko w ramię.
- Chciałabyś.-
powiedział z wyższością.
- Niekoniecznie.-
skrzywiłam się.- Dobra, wiesz gdzie jest biblioteka?- spytałam.
- Szukasz
biblioteki? Ty na prawdę jesteś stuknięta. Jest weekend.- popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- W przeciwieństwie
do Ciebie chcę zdać SUM’y.
- Mogę Cię
zaprowadzić.- powiedział.
- Wystarczy, ze
powiesz mi jak tam dojść.- odparłam.
- Chyba się mnie
nie boisz, co?- mruknął, zbliżając się do mnie. Automatycznie zrobiłam krok w
tył.
- Śnisz, Malfoy.
- Gdybym śnił, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.-
powiedział z niebezpiecznymi błyskami w oczach. Był teraz bardzo blisko i po raz
pierwszy, jego szare tęczówki mnie przytłaczały. Do tego nie wiedziałam jak miałam zrozumieć to
co powiedział.
- Jak uważasz.-
wymamrotałam odwracając wzrok. Jego bliskość sprawiała, że czułam się niekomfortowo.
- To gdzie jest ta
biblioteka?- westchnęłam.
- Proszę za mną.-
kącik jego ust uniósł się lekko. Pokręciłam tylko głową, karcąc samą
siebie. Odepchnęłam go lekko i czekałam
aż wskaże kierunek.
***
Szła obok mnie,
lekko naburmuszona. Wiedziałem, że nie powinienem jej denerwować, ale bycie
miłym nie było w moim stylu. Nie mogłem nagle stać się milusi. Mogłaby się
wtedy zorientować, że coś knułem. Nie byłem szczęśliwy, marnując na nią czas,
ale musiałem to zrobić. Jedynym plusem, było to, że mogłem ją denerwować. W pewnym momencie nie będziesz mógł jej
drażnić; odezwał się cichy głos w mojej głowie. Niestety miał rację.
Na razie, mogłem sobie jednak pozwolić na poprawienie humoru. Zerknąłem na nią
kątem oka. Była dość niska, przynajmniej jak dla mnie. Sięgała mi do brody.
Była szczupła. Długie loki opadał jej na plecy, sięgając do kości ogonowej.
Bystre oczy próbowały mnie zabić wzrokiem. Gdyby nie była siostrą Potter’a,
może i mógłbym na nią spojrzeć... inaczej. Ale nią była.
- Daleko jeszcze?-
odezwała się wreszcie.
Nie musiała
wiedzieć, że wybrałem najdłuższą drogę.
- Tak.- odpowiedziałem bezbarwnym głosem. Misja, Draco. Myśl o misji; odezwała się
moja podświadomość. Odchrząknąłem.- Bardzo daleko.- dodałem, żartobliwym tonem.
- Aha.- mruknęła.
Znowu nastąpiła chwila ciszy.
- Twoja szlamcia
nie będzie zła, jak się dowie z kim chodzisz po zamku?
Zareagowała
momentalnie. Jej twarz przybrała niebezpieczny wyraz, zacisnęła szczęki a
drobne dłonie zwinęła w piąstki, którymi nie mogła zrobić mi krzywdy.
- Nie przeginaj
Malfoy. Już raz Ci powiedziałam że masz tak do niej nie mówić.- warknęła.
Zacząłem się
zastanawiać, po co ze mną szła, skoro tak jej nie odpowiadałem. Musiała być
zdesperowana, jeśli chodziło o bibliotekę. Zaśmiałem się cicho.
- Z czego się śmiejesz?- fuknęła.
- Z Ciebie.-
zaśmiałem się jeszcze głośniej, widząc jak bardzo się złościła.
- A to dlaczego?
- Bo mimo, że mnie
tak nienawidzisz, idziesz ze mną korytarzem do tej głupiej biblioteki. Musi tam
czekać na Ciebie ktoś bardzo ważny, skoro jeszcze nie zwiałaś.
- Nikt tam na mnie
nie czeka, a poza tym... Nie nienawidzę Cię.- powiedziała.
- Na prawdę?-
zaintrygowała mnie.
- Nienawiść to
bardzo moce uczucie, Malfoy. Nie zasłużyłeś sobie na to żeby Cię takim darzyć.-
uśmiechnęła się zadziornie.
- W taki razie,
jakim uczuciem mnie darzysz, Potter?- odwzajemniłem uśmiech.
- Żadnym. Po prostu
bardzo często mnie denerwujesz.- rzekła.
- No to musimy nad
tym popracować.- stanąłem przed wejściem do biblioteki.
- Nie, nie musimy.
Dziękuję, za pokazanie drogi. Następnym razem nie wybieraj najdłuższej drogi.-
powiedziała i ruszyła w stronę wielkich drzwi.
Złapałem ją za
ramię.
- No to do
następnego razu.- mruknąłem cicho do jej ucha. Przytrzymałem ją jeszcze przez
chwilę. Zaniemówiła, sparaliżowana moją bliskością. Kiedy w końcu uznałem, że
wystarczy jej, jak na jeden dzień, puściłem ją i odszedłem.
W tym momencie
byłem pewny, że nasienie zostało zasiane. Teraz wystarczyło podlewać i zobaczyć
jak kwiat wykiełkuje.
***
Weszłam do
biblioteki z lekkim rumieńcem na twarzy. Nie miało to nic wspólnego z Draconem.
Nie byłam po prostu przyzwyczajona do takiej bliskości. Zwłaszcza, jeśli chodzi
o płeć przeciwną. Jeszcze to szeptanie do ucha... Bardzo dziwne uczucie.
Podeszłam do regału w którym miałam nadzieję znaleźć wszystkie potrzebne
książki. Nie mogąc pozbyć się tego dziwnego uczucia, poirytowana szukałam
odpowiedniego tomu. No to do następnego
razu ; nadal słyszałam to zdanie. Z zamyśleń wyrwały mnie spadające
książki. Pośpiesznie je pozbierałam. Zaczęłam być na siebie zła. Owszem, łatwo
można było mnie wyprowadzić z równowagi. Nie mogłam jednak pozwolić, żeby byle
chłoptaś mógł to robić w tak głupi sposób. Teraz
już wiesz, czego możesz się spodziewać ; pomyślałam. Od tej pory mogłam być
przygotowana.
***
Padłem na skórzaną kanapę w pokoju wspólnym. Dołączył do mnie Zabini.
- Jak Ci poszło?-
zapytał.
- Tak jak powinno.
Mam przynajmniej taką nadzieję. Jest bardzo nieprzewidywalna, a humor potrafi
jej się zmieniać z sekundy na sekundę.
- Albo Cię po
prostu nie lubi.- zaśmiał się.
- Śmieszy Cię to?-
warknąłem.- Muszę wypełnić tą cholerną misję, nie mam wyboru. Stąpam po bardzo
kruchym lodzie. Muszę sprawić, żeby mi zaufała, jeśli coś pójdzie źle, wysadzi
mnie w powietrze. Jeśli się okaże, że pozytywne uczucia również powodują że traci
nad sobą kontrolę, też wysadzi mnie w powietrze. I bądź tu człowieku mądry.
- Nie masz łatwo
stary. To tak jak byś musiał utulić tykającą bombę do snu.
- Dokładnie.
- Ale przyznaj.
Jest ładniutka, a jej temperament...- gwizdnął głośno. Spiorunowałem go
wzrokiem.
- Jeśli interesuje
Cię siostra Bliznowatego, zdrajczyni krwi, to jak z nią skończę będziesz mógł
ją sobie wziąć.- zadrwiłem. Miałem nadzieję że dosłyszał sarkazm w moim głosie.
- Draco, twoim
zadaniem jest przekabacić ją na naszą stronę. Jeśli Ci się uda, to nie będzie
już zdrajczynią krwi. Będzie służyć Czarnemu Panu. Jeśli nie skorzystasz, to ja
chętnie.- puścił do mnie oko i zatarł ochoczo ręce.
- A już myślałem,
że twój idiotyzm przejdzie z wiekiem. Z niczego nie będziesz korzystał. Skoro
ma służyć Czarnemu Panu, to nie będzie mogła się bawić z tobą w dzikie romanse.
Zostanie jego własnością, która nie może okazywać żadnych uczuć dopóki On jej
nie pozwoli.
- No tak...
Szkoda.- mruknął Zabini.
- Co szkoda?-
usłyszałem pisk Pansy. Podbiegła i usiadła mi na kolanach.
- Nie twój
interes.- syknąłem poirytowany.
- Widziałam
niedawno siostrzyczkę Potter. Chodziła po zamku jak obłąkana, z mokrymi
włosami. Emily powiedziała że ją zaczepiła. Pytała o bibliotekę.-prychnęła.
- Mam ochotę
potraktować ją jakąś klątwą.- dodała. Zabini i ja spojrzeliśmy na siebie w tym
samym czasie.
- Masz trzymać się
od niej z daleka.- warknąłem.
- Jak to? Przecież
mówiłeś...
- Ale teraz mówię
że masz ją zostawić w spokoju.
- I nie kombinuj.-
dodał Zabini.
Parkinson
wyglądała, jakby właśnie dowiedziała się że został jej tydzień życia.
- Razem z Zabinim
damy sobie radę. Nie chcę żebyś brudziła sobie rączki tą wariatką.- mruknąłem i
pogładziłem ją po ramieniu. Nie mogłem wzbudzać podejrzeń. Zabini ledwo
dostrzegalnie kiwnął głową. Pansy uśmiechnęła się, próbując wyglądać przy tym
nonszalancko. Miałem ochotę zrzucić ją z kolan i iść do dormitorium gdzie
czekała na mnie butelka Ognistej Whiskey. Ojciec porozmawiał z dyrektorem szkoły
i przekonał go żebym mieszkał w oddzielnym dormitorium, razem z Zabinim.
Mieszkanie z resztą uczniów byłoby ryzykowne. Blaise i ja byliśmy wtajemniczeni
w sprawy które nie są przeznaczone dla innych. Mieliśmy wstąpić w szeregi
Czarnego Pana. Osobne dormitorium było nam potrzebne. Byłem bardzo zdziwiony,
kiedy usłyszałem że ojcu się udało to załatwić.
***
- Czemu tak długo
Cię nie było?- spytała Ginny. Zajęłam miejsce obok niej i nałożyłam sobie
pieczonego kurczaka na talerz.
- Znalazłam
interesującą książkę.- odpowiedziałam.
Nie wiedzieć czemu,
opowiedzenie o spotkaniu z Malfoy’em wydało mi się ryzykowne.
- Naprawdę? Jaką?-
ożywiła się Hermiona. Czułam jak mina mi rzedła
- Ehm... Nie
zwróciłam uwagi na tytuł.- wymamrotałam.- Była o różnych, ciekawych eliksirach.
- Ty nie możesz być
moją siostrą.- zażartował Harry.
- Bez przesady.
Gdyby uczył nas ktoś inny, to polubiłbyś eliksiry.
- Za dwa tygodnie będą nabory do drużyny Quidditcha!- Ron zmienił temat.
- W tym roku nie
tylko Harry będę się starał o miejsce.- Ginny uśmiechnęła się do mnie.
- No, ja też chcę
spróbować!.- rudzielec wyszczerzył zęby.
- Mówiłam o Talii.
- O Talii? Umiesz
grać?- zdziwił się Ron.
- Tak, a
przynajmniej mam taką nadzieję.
- Zobaczy się na
boisku.- wtrącił George.
- Damy Ci niezły
wycisk.- dodał Fred.
- Nie mogę się
doczekać.- zaśmiałam się.
Resztę soboty i
całą niedzielę spędziliśmy na odrabianiu prac domowych i pisaniu wypracowań. Najwięcej
kłopotów sprawiała mi historia magii. Była nie do zniesienia i straszliwie nudna.
Najwięcej pracy włożyłam w eliksiry. Postanowiłam że nie spocznę, aż nie
usłyszę pochwały z ust Snape’a. Ron kazał mi nie robić sobie zbędnych nadziei,
ale ja się uparłam. Obrona przed czarną magią była łatwa, pomijając fakt że
równie dobrze mogliśmy nic nie robić na lekcjach. Dzięki szkoleniom Pani
Bagshot nie zostawałam w tyle z materiałem, wręcz przeciwnie. Większość już
przerobiłam. Zwłaszcza jeśli chodzi o zaklęcia. Pani Bathilda dopilnowała,
żebym umiała się bronić i dać sobie radę. Nie miałam innego wyboru.
Następny tydzień
lekko się dłużył. Umbridge uwzięła się na Harry’ego, który miał u niej szlaban.
Dla mnie też nie była milutka. Jej lekcje były straszne. Snape nie okazał się
lepszy. Mimo starań i ciężkiej pracy, krytykował każdy eliksir i wypracowanie.
Przyglądał się mi uważnie z satysfakcją w jego ciemnych oczach. Nie pozostawało
mi nic więcej niż trzymać język za zębami i starać się dalej. Większość
Gryfonów przyzwyczaiła się już, że istnieję. Parę uczniów zaczęło ze mną
rozmawiać i może nawet lubić. Zwłaszcza Angelina, która została kapitanem
drużyny Greffindoru. Bardzo się ucieszyła, kiedy powiedziałam jej że będę brała
udział w naborach. Oczekiwała ode mnie równie dobrych zdolności jak u mojego
brata.
Siedziałam w
czwartek wieczorem w Pokoju Wspólnym z książką w ręku. Zamiast jednach czytać
jej treść, obserwowałam jak bliźniaki demonstrują działanie krwotoczków
truskawkowych. Nagle zarejestrowałam
ruch przy portrecie Grubej Damy. Harry szedł w moją stronę, widocznie zły.
- Co się stało?-
spytała Ginny, głaskając Krzywołapa.
- Umbridge się
stała.- syknął, siadając obok mnie na kanapie. Zauważyłam że trzyma się za lewą
dłoń.
- Harry,-
szepnęłam.- Co Ci się stało?
- Nic.
- Ile zostało Ci
szlabanu?- odezwała się Hermiona.
- Jeszcze dwa
tygodnie.
- Harry...-
spróbowałam jeszcze raz, ale ten wstał.
- Idę się położyć.
Dziennik Snów wypełnię jutro rano.- powiedział szybko i poszedł.
- Dajcie mu na razie
spokój. Powie jak będzie chciał.- ziewnął Ron, przeciągając w fotelu.
- A gdyby coś się
działo Ginny, też byś tak powiedział?- burknęłam.
- No nie, ale...
- Ale co?
- Ech, wy
dziewczyny jesteście takie dziwne, nic nie rozumienie.
- Słucham?-
oburzyła się Hermiona.
- Z wami jest
zupełnie inaczej. Wy lubicie rozmawiać o swoich problemach, my nie.-
wytłumaczył rudzielec.
Poczułam jak ktoś
klepie mnie w ramię. Ten ktoś okazał się być pierwszoroczniakiem.
- Dyrektor prosi
Cię do siebie.- pisnął niski chłopczyk. Miał piękne, niebieskie oczy.
- Dziękuję.-
uśmiechnęłam się do niego. Wyszczerzy do mnie bielutkie zęby i wrócił do swoich
znajomych.
Wstałam i
zostawiłam moich znajomych, kłócących się o głupoty. Na szczęście wiedziałam
gdzie był gabinet Dyrektora. Idąc korytarzem, zobaczyłam że ktoś stoi przy
pomniku który chronił wejście, którym chciałam przejść. Był to sam Dyrektor.
- Dobry wieczór,
Panie profesorze.- przywitałam się.
- Witaj! Och tak,
mamy dzisiaj wyjątkowo piękny wieczór. Czekałem tu na Ciebie, ponieważ nie
znasz hasła, jak mniemam?
- Zgadza się.-
przytaknęłam.
- Byłbym Ci
dozgonnie wdzięczny, gdybyś zachowała je dla siebie. Pewnie i tak wszyscy już
je znają, więc nie ma potrzeby, żeby je rozpowiadać- westchnął radosny.
Zaśmiałam się cicho.
- Żółte landrynki.-
powiedział. Pomnik przesunął się, ukazując schody. Po wspięciu się na nie,
weszliśmy do dużego, okrągłego pomieszczenia. Na półkach nie tylko było dużo
książek, ale i różnych, delikatnych instrumentów. Błyszczały złotem lub
srebrem. Nie miałam pojęcia do czego mogły służyć.
- Usiądź.- profesor
wskazał mi krzesło stojące naprzeciwko jego biurka.
- Jak Ci minęły te
dwa tygodnie?- zapytał uśmiechnięty, kiedy już usadowiliśmy się na krzesłach.
Pytanie zbiło mnie z tropu.
- W porządku.- opowiedziałam
niepewnie.
- Podoba Ci się
zamek?
- Jest przepiękny.
- A jak lekcje?
- Dobrze,
profesorze.
- Nauczyciele?
- Różnorodni.
- Tak... Słyszałem
że na pierwszej lekcji z profesor Umbridge doszło do sprzeczki.- nie przestawał
się uśmiechać.
- Czemu mnie Pan
wezwał, profesorze?- spytałam po dłuższej chwili ciszy.
- Żeby dowiedzieć
się, jak miewa się twoje samopoczucie.- odparł. Uniosłam lekko brwi.
- Moje samopoczucie
ma się dobrze, dziękuję.
- Widzisz Talio...
Twoje samopoczucie jest dość istotne. Wiesz może o czym mówię?- patrzył na mnie
wyczekująco, wytrzeszczając lekko oczy.
- Nie mam pojęcia.-
przyznałam się.
- To dobrze. Nie
doszłaś do nieprawidłowych wniosków, dobrze, dobrze.- mruczał pod nosem,
bardziej do siebie.
- Do jakich
wniosków miałam dojść?
- Na razie do
żadnych, moja droga. Chcę Cię jednak o coś prosić.- rzekł ciepłym głosem.
- Oczywiście.
- Próbuj się
uspokajać, kiedy następnym razem się zdenerwujesz.- powiedział.
- Chodzi o to co
zaszło między mną, a profesor Umbridge?- spytałam. Cholerna ropucha.
- Nie. Tu chodzi
tylko o Ciebie. Ważne jest, żebyś miała czysty, spokojny umysł.
- Gdzieś to już
słyszałam.- zaśmiałam się.
- Bathilda
Bagshot... Kobieta o wielkim sercu.- westchnął.
- Czemu wszyscy mi
to powtarzają? Że mam nad sobą panować?
- Dowiesz się w
swoim czasie.- uśmiechnął się.
- A kiedy nadejdzie
ten czas?
- W odpowiednim
momencie.
Mimo że zżerała
mnie ciekawość, parsknęłam.
- Słyszałem że
nasza drużyna będzie miała w tym roku dwoje Potterów.- zmienił temat.
- Kibicuje pan
Gryffindorowi?- ożywiłam się.
- Oczywiście! Odkąd
twój brat gra w drużynie, jesteśmy nie do pokonania.- rozpromienił się
dyrektor.
- Jeszcze nie
widziałam jak gra.- powiedziałam, próbując wyobrazić go sobie na miotle.
- Gra jak
zawodowiec.- mrugnął do mnie.- Talio, życzę Ci powodzenia za tydzień i pamiętaj
o co Cię prosiłem.
- Tak jest.-
wstałam z krzesła.- Dobranoc, profesorze.
- Dobranoc, Talio.
***
Stałem na korytarzu
obok posągu. Powinna już wychodzić. Dziś rano dostałem kolejny list od ojca.
Napisał że mam czas do końca roku szkolnego. Musiało mi się udać, za wszelką
cenę.
Nagle usłyszałem
czyjeś kroki. Wreszcie ją zobaczyłem. Szła rozkojarzona przed siebie, nie
wiedząc że ma towarzystwo. Ruszyłem za nią. Kiedy byłem dostatecznie blisko,
schwyciłem jej nadgarstek. Odwróciła się szybko piorunując mnie wzrokiem.
Dopiero kiedy zorientowałam się że to ja ją zatrzymałem, odetchnęła z ulgą.
- Jeśli reagujesz
tak za każdym razem, to nie dziwię się, że nikt Cię nie lubi.- puściłem
nadgarstek Gryfonki.
- A jednak ty
ciągle za mną chodzisz.- odgryzła się
- Nie chodzę za
tobą, to ty wpadasz na mnie.- uśmiechnąłem się filuternie.
- Gdybyś mnie nie
zatrzymał, nie wiedziałabym nawet że idziesz tym korytarzem.- stwierdziła.
- Cóż, zobaczyłem
że idziesz sama. Damy nie powinny chadzać same wieczorami.
- Od kiedy jesteś
taki opiekuńczy?- parsknęła.- Muszę Ci przypomnieć, że jesteśmy w szkole, więc
nie martw się, nic mi się nie stanie.
- Skąd możesz
wiedzieć, że jest tu bezpiecznie? Braciszek nie opowiedział Ci co się tutaj
działo?- mruknąłem cicho.
- Malfoy, nie
jestem w nastroju na twoje gierki, jestem zmęczona.- jęknęła.
- No dalej, nie
rozmawialiśmy już tydzień.- zrobiłem krok w jej stronę.
- Wcale nad tym nie
ubolewałam.- powiedziała, hardo patrząc mi prosto w oczy. Nie cofnęła się.
- Czemu Ci nie
wierzę?
- Bo popadłeś w
samozachwyt.- szepnęła, jakby zdradzała mi jakiś sekret.
- Nie jest ze mną
chyba aż tak źle.- również szepnąłem, zakładając kosmyk włosów za jej ucho.
Patrzyła na mnie z lekką drwiną.
- Tobie chyba
brakuje uwagi, Malfoy.
- Możliwe.
- Niestety ja Ci
nie mogę pomóc.- powiedziała z niewinną minką i zaczęła iść dalej. Co było nie
tak z tą dziewczyną? Każda inna była by już moja. Miałbym ją owiniętą wokół
palca. Minęły dwa tygodnie, a ja już miałem dosyć.
- Potter!-
zawołałem za nią. Odwróciła się
wzdychając ciężko.
- Jeśli jednak
zmienisz zdanie, to wiesz gdzie jest Pokój Ślizgonów.- posłałem jej łobuzerski
uśmiech.
- Skoro myślisz, że
będę się tam zapuszczać, to żal mi Cię.- odkrzyknęła.
- W taki razie
znowu będę musiał Cię znaleźć.- powiedziałem ciszej, ale wiedziałem że
usłyszała.
- Nie kłopocz się.
Dobranoc, Malfoy.
- Dobranoc, Potter.
No no Malfoy.. nie porzuć jej tylko jak ją rozkochasz, bo jak nie to Cię znajdę.
OdpowiedzUsuńKłótnie Talia vs. Draco - najlepsze
Jejciu, mam nadzieję, że panna Potter nie przejdzie na tą złą stronę.. Chyba nie mogłaby zdradzić brata?
Harry też zachowuje się niewporządku. Przyjaciele się o niego martwią, a on takie cyrki odstawia. Oj Potter, Potter..
Pozdrawiam Cię kochana i lecę dalej :*
Zapewniam Cię, że Talia nie da się wciągnąć w to bagno, przynajmniej nie świadomie ;) W końcu jest Gryfonką. Cieszę się, że kłótnie tej dwójki Ci się podobają ;p Jest to dość często spotykane w opowiadaniach i bałam się, że wyjdzie mi to niezbyt oryginalnie, albo po prostu kiepsko. A co do Harry'ego, to tak, zachowuje się trochę dziwnie, ale w piątej książce/filmie, Harry przeżywał trudny okres, nie tylko spowodowany Voldemortem, ale też wiekiem dojrzewania. Ludzi szybko zapominają, przez co przechodzą osoby w tym wieku. A jeśli dodamy to tego Voldemorta i resztę kłopotów... Naprawdę nie chciałabym być na jego miejscu ;p
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam :**